Chao ex chao, czyli wybory (?) na Ukrainie

– Jesteśmy władzą z nadania rewolucyjnego, musimy się zalegalizować w głosowaniu – powtarzali członkowie sztabu Petro Poroszenki, z którymi członkowie misji ECAG rozmawiali po przyjeździe do Kijowa. Decydując się na obserwację elekcji 25. maja zdecydowaliśmy się zatem spojrzeć jak owa „legalizacja” wygląda z trojakiej perspektywy: spokojnej, ale ulegającej silnym sympatiom banderowskim Ukrainy Zachodniej – a konkretnie Równego, Kijowa trzy miesiące po Majdanie oraz Doniecka.

Kampania bez kampanii

Podstawowym spostrzeżeniem był niemal całkowity brak kampanii wyborczej. – Jesteśmy w stanie wojny, nie byłoby akceptacji społecznej dla kosztownej, efekciarskiej kampanii – tłumaczył nam w Kijowie Ołeh Musij, minister zdrowia w „rządzie” Arsenija Jaceniuka. Podobne opinie słyszeliśmy od zwolenników Prawego Sektora i Batkiwszczyny na Rówieńszczynie, przy czym tam okraszone były one pewnym przekąsem: – Przecież te wybory są już dawno rozstrzygnięte… – powtarzała się fraza. W tej sytuacji rolę czytelnych podpowiedzi dla wyborców pełniły typowe dla krajów postsowieckich slogany billboardowe, podkreślające np., że bezpieczeństwo Ukraińcom zapewni tylko „silny przywódca”, albo nawołujące do narodowej jedności w obliczu zagrożeń. Podtrzymanie atmosfery oczekiwania na lidera, który znowu weźmie za pysk falsyfikowało więc demokratyczną otoczkę całych „wyborów”, mających wszak wg deklaracji władz stanowić nową jakość, „oddającą znowu głosu obywatelom”. To zresztą charakterystyczne – o ile cały nowy ethos Donbasu/Noworosji budowany jest na fundamencie ludowładztwa i sprzeciwu wobec rządów oligarchii, o tyle przekaz władz w Kijowie jest dokładnie odwrotny: – Potrzebujemy jednoosobowej, silnej władzy, a Poroszenko jako oligarcha jest bogaty, więc to na nawet lepiej, bo mniej będzie kradł – mówili nam sztabowcy „Króla Czekolady”. W tym samym czasie oddziały ludowej samoobrony Donbasu wzięły szturmem pałac innego miliardera – Rinata Achmetowa.

Porównań nasuwa się zresztą więcej. Weźmy bowiem choćby zestawienie tegorocznej kampanii (?) prezydenckiej z wyborami 2012 r. Tamta elekcja odbywała się w warunkach krytykowanych za nierównorzędny start podmiotów, z przewagą obozu prezydenckiego – ale bez wątpienia była rywalizacją autentyczną (choć jak to w demokracji – nie każdy swoją rolę odgrywał z równym przekonaniem). Teraz nikomu się nawet nie chciało udawać, że są jakieś wybory, śladów kampanii po drodze, ani w Kijowie nie widać było w ogóle. Wynik nie dość, że wydawał się oczywisty, to jeszcze powszechniejsza niż zwykle była świadomość, że został ustalony wcześniej i niekoniecznie na Ukrainie. Zwykli ludzie, którzy raczej obojętnie podchodzili do Majdanu, teraz autentycznie boją się wojennej propagandy, ale także zapowiadanych podwyżek kosztów życia. Odpowiedzi na nurtujące ich pytania nie widzieli jednak w głosowaniu. W tej sytuacji by zapewnić odpowiednią frekwencję zdecydowano się na prostą sztuczkę, łącząc nieemocjonującą niemal nikogo elekcję prezydencką – z głosowaniami w sprawach lokalnych. Długo odkładane wybory mera Kijowa (a także m.in. Odessy i kilku innych miast) wraz z radami miejskimi – nagoniły wyborców, choć tylko spotęgowały potężny chaos organizacyjny panujący podczas całego procesu.

Planowy chaos

Szczegółowe dane zawiera raport ECAG z wizytacji blisko 200 punktów wyborczych na zachodzie i w centrum Ukrainy, zawierający także obserwacje z nieodbytych wyborów w Noworosji. Na potrzeby niniejszego komentarza należy podkreślić, że o ile pojedyncze nieprawidłowości, czy przejawy bałaganu to tylko incydenty, o tyle w skali masowej i trudnej do uznania za przypadkową – przypadki te okazują się błędem systemowym, rzutującym także na wyniki głosowania.

Zemściło się manipulowanie ustawą o wyborach prezydenta z 5 marca 1999 r., sześciokrotnie nowelizowaną w ciągu ostatnich trzech miesięcy, a i wcześniej niebędącą szczytem czytelności i legislacyjnej przejrzystości. W efekcie w komisjach wyborczych zapanował chaos – w zbyt dużych okręgach, w realiach poczwórnego głosowania duże grupy wyborców zamieszkałych na danym terenie nie odnajdywały się w spisach; w jednych – niezgodnie z aktualnie obowiązującymi przepisami dopisywano wyborców na podstawie zaświadczeń – w innych nie zgadzano się nawet na dodanie faktycznie uprawnionych do oddania głosu, których nie wiedzieć czemu wykreślono ze spisów. Stwarzało to techniczną możliwość organizacji tzw. „karuzeli” – i to w obu znaczeniach tego słowa: tak przewożenia tych samych wyborców by oddawali głosy w różnych komisjach, jak i wypłacania honorariów za oddawanie głosów zgodnie z oczekiwaniami zleceniodawców. Tę drugą praktykę potwierdziła zresztą ostatecznie nawet Centralna Komisja Wyborcza Ukrainy, bagatelizując jedynie jej skalę. Tymczasem zebrane przez misję obserwacje wskazują, że skala bałaganu i nieprawidłowości była tak duża, że trudno uznać wybory prezydenckie na Ukrainie za zgodne z europejskimi, demokratycznymi standardami.

Co ciekawe, chaosowi temu nie zapobiegła jakoś widoczna nadreprezentacja milicji, prewencji, a także Samoobrony Majdanu w okolicach lokali wyborczych, która potęgowała jednak wrażenie nacisku na wyborców, szczególnie jeśli chodzi o organizowanie frekwencji…

Na wschodzie bez wyborów

Istotny dla analizy ważności i legalności wyborów jest także fakt, iż wbrew deklaracjom kijowskich władz – nie odbyły się one na terenie obwodu donieckiego. Pozorowane otwarcie komisji na terenach kontrolowanych przez wojsko ukraińskie i bojówki pro-kijowskie miało znaczenie li tylko propagandowe, podobnie jak urządzenie objazdowych punktów wyborczych przy granicy doniecko-dniepropietrowskiej (i przy granicy z Krymem), do których nie wiadomo kto i na jakiej podstawie dorzucał karty do głosowania. Cyrk ten, organizowany m.in. przez rządzącego Dniepropietrowskiem Ihora Kołomojskiego w żaden sposób nie pozwala uznać za zgodne ze stanem faktycznym dane o frekwencji na terenie obwodu donieckiego na poziomie 15,37 proc. uprawnionych. Misja ECAG w Doniecku potwierdza: ukraińskie wybory prezydenckie 25 maja 2014 r. nie zostały przeprowadzone. Co więcej, nie wzbudziły one zainteresowania mieszkańców. Potwierdza to tylko spostrzeżenie, że Szachtarzy nie widzą już możliwości znalezienia rozwiązania konfliktu z Kijowem na gruncie wewnętrznym. Noworosja chce traktowania podmiotowego i dialogu z Ukrainą na poziomie międzypaństwowym, dlatego najpierw próba narzucenia „wyborów”, a następnie brutalna akcja zbrojna – niczego na Wschodzie nie rozwiązują.

Cele doraźne

Analiza wyników niedzielnego głosowania każe z kolei zastanowić się nie skąd wzięły się takie a nie inne wyniki wyborów na Ukrainie. Ciekawsze wydaje się co chciano osiągnąć ustalając takie właśnie rezultaty. Zwraca uwagę zwłaszcza upokorzenie przywódcy Prawego Sektora, Dmytro Jarosza. O ile sam Euromajdan, stanowiący obecnie rodzaj atrakcji turystycznej na ogłoszenie exit polls i wyników wyborów zareagował obojętnie, o tyle w rejonach kontrolowanych przez prawseków dały się zauważyć przejawy wzburzenia – hamowane jednak przez samych bojówkarzy, wyraźnie obawiających się prowokacji, dającej pretekst do rozprawy z nimi. Komentujący na gorąco wybory ukraińscy analitycy faktycznie przyznawali, że dalsze trwanie Majdanu (nawet w charakterze obecnego cyrku służącego robieniu sweetfoci) ma jednak pewne znaczenie polityczne – mocno zresztą zagadkowe. – Ktoś tym ludziom nadal płaci, ktoś ich finansuje, utrzymując jako pewien fakt na środku Kijowa. Po co? – dyskutowano. – Niech jadą odpracować winy i przydać się na coś walcząc z separatystami! – mówili z kolei o prawsekach sztabowcy P. Poroszenki. Ogłoszony bez oglądania się na policzenie głosów merem stolicy Witalij Kliczko zapowiedział już zresztą „przywrócenie normalności w centrum miasta”, co odebrano jako zapowiedź zakończenia Euromajdanu.

Słaby wynik D. Jarosza i Ołeha Tiahnyboka od razu skłonił domorosłych polskich „ukrainoznawców” do wznowienia propagandy głoszącej, że „banderyzm na Ukrainie jest zjawiskiem marginalnym”. Jest to rzecz jasna przejaw chciejstwa podszytego ignorancją, albo celowej manipulacji. Immanentną cechą banderyzmu jest bowiem jego skłonność do entryzmu w obręb rządzącego w danym momencie obozu politycznego. Nacjonaliści ukraińscy tym różnią się od polskich, że w swych licznych mutacjach chcą zdobywać i zachowywać realny wpływ na faktycznie sprawujących władzę, nie zaś ograniczać się do sentymentalnej rupieciarni, a’la polscy neo-narodowcy. W ten sposób właśnie banderowcy stanowili część bloku Wiktora Juszczenki, następnie obozu Julii Tymoszenko (w ramach którego nadal odgrywają istotną rolę), a obecnie infiltrują budowane szybko zaplecze prezydenta. Mają zresztą do niego drogę na skróty choćby w związku z faktem, iż ku P. Poroszence skłania się nawet część Batkiwszczyny, z samym premierem Arsenijem Jaceniukiem na czele. Wyciszenie organizacji skrajnych jest więc symptomem nie uspokajającym Polaków – ale raczej ostrzegawczym. Dystans dzielący banderowców od władzy wraz z nową prezydenturą znowu się zmniejszył, a nie zwiększył.

Cele strategiczne

Jeszcze podczas nocy wyborczej niektórzy analitycy i politycy ukraińscy odnoszący się do jakże mało zaskakujących wyników zgadzali się, że główne zadania stojące przed nowym prezydentem to kolejno: znalezienie pokojowego rozwiązania konfliktu z Noworosją; rozwiązanie problemu Majdanu i uzbrojonych grup politycznych działających tak w Kijowie, jak i na prowincji; wreszcie przygotowanie społeczeństwa na skutki szokowej terapii (?) ekonomicznej narzuconej przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Ponadto jako głowa państwa P. Poroszenko staje przed problemem ustrojowym, funkcjonując w realiach skrajnie chaotycznej konstytucji z 2004 r., tworzącej skomplikowany system współzależności między prezydentem i rządem, a Radą Najwyższą, dodatkowo skrępowaną szeregiem formalnych ograniczeń. Kadłubowy parlament w obecnym kształcie nie jest w stanie spełniać swoich zadań. Tym bardziej, że nawet po tych kulawych wyborach – P. Poroszenko ma wreszcie tą swoja upragnioną „demokratyczną legitymizację”, Rada zaś nawet wg własnej propagandy – już niekoniecznie. Kolejny problem – to władza w terenie. Powołani przez gabinet A. Jaceniuka gubernatorzy i ich zastępcy wywodzą się głównie z Batkiwszczyny i Swobody. Część z nich zapewne zasili szeregi bloku prezydenckiego, jednak wymiana kadr, w połączeniu z wciąż niedookreśloną zapowiedzią decentralizacji systemu – na jakiś czas skupi Kijów na problemach wewnętrznych.

Tymczasem jednak P. Poroszenko z miejsca niemal sfalsyfikował oczekiwania spokojniejszej części swego zaplecza i spełnił żądania „jastrzębi”, głoszących wyższość rozwiązań siłowych wobec Noworosji, opartych o propagandowe przekonanie, że nie doszło tam do buntu ludowego, tylko „sterroryzowania mieszkańców przez uzbrojonych terrorystów”. Jeszcze przed ogłoszeniem oficjalnych wyników wyborów armia ukraińska i bojówki wzmogły operację w Doniecku. Nasza misja widziała zresztą skutki tych działań – ofiary cywilne w zaatakowanym przez ukraiński śmigłowiec dworcu kolejowym w Doniecku. Nie jest więc prawdą podawana w mediach w Polsce informacja, jakoby strona agresywną były siły noworosyjskie, czy że to one odpowiadają za masakrę na dworcu i w pobliżu lotniska. Misja ECAG stwierdza: ogień (m.in. z broni rakietowej) do nieuzbrojonych cywilów otworzyła armia ukraińska.

Myliłby się jednak ktoś uważający, że eskalacja konfliktu zbrojnego z Noworosją wyklucza jego ostateczne pokojowe rozwiązanie. Przeciwnie. Działania administracji P. Poroszenki – A. Jaceniuka wskazują jedynie, że starają się oni uzyskać jak najlepsze pozycje wyjściowe i przewagę militarną przed nieuchronnym rozpoczęciem negocjacji. Oczywiście rozgrywka ta może mieć swoje nader bolesne i ryzykowne konsekwencje, jak przynajmniej czasowe odcięcie dostaw gazu, już zapowiedziane przez Rosjan, a nawet ograniczoną rosyjską operację zbrojną – rozjemczą na terenie Donbasu. Wyłoniony z planowanego chaosu nowy prezydent ma tego zapewne pewną świadomość, a przeprowadzony właśnie cyrk wyborczy pozwala na jakiś czas mniej zajmować formami i skupić na faktycznym rozwiązaniu ukraińskiego kryzysu.

Konrad Rękas

koordynator misji obserwacyjnej ECAG na Ukrainę, maj 2014 r.

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *