Co robić – kolonizacja Polski dobiegła końca.

Proces neokolonizacji Polski dobiegł końca, ale wszyscy zachowują się tak jakby żyli w normalnym suwerennym kraju, którego demokratycznie wybrani przywódcy, podejmują decyzje w interesie – jeśli nie ogółu Polaków – to przynajmniej w interesie klasy rządzącej czyli jak ich z wdziękiem nazywa prezes PiS „układu”. Nie przeczę, że można niektóre decyzje  rządu tak interpretować, ale główny oś konfliktu przebiega pomiędzy interesami międzynarodowych korporacji – w których grają dużą rolę interesy konkretnych narodów – a aspiracjami społeczeństwa polskiego  do życia w normalnym państwie i do partycypowania na równych prawach z innymi w nowoczesnym, globalnym rynku pracy. Jaki jest cel – bynajmniej nie ukrywany – międzynarodowych korporacji? Zmienienie Polaków w pracowników wykonujących zawody, których podstawą, fundamentem nie jest wiedza, lecz prymitywne czy raczej proste umiejętności techniczne. Jak ten cel osiągnąć? Spytajmy najpierw co takiego zmieniło się w ostatnich 30 latach , że np.   P. Drucker autor  „Społeczeństwa Postkapitalistycznego” stwierdził, że dzisiaj podstawowym zasobem ekonomicznym nie jest już kapitał, bogactwa naturalne czy siła robocza, lecz wiedza zakumulowana w człowieka, a działania tworzące dobrobyt nie mogą już być rozpatrywane zgodnie z teoriami ekonomicznymi XIX i XX w. , które dzieliły obszar na kapitał i siłę roboczą. Wartość tę tworzy i tworzyć będzie w coraz większym stopniu produktywność i innowacja czyli zastosowanie w praktyce wiedzy, która staje się najbardziej dynamicznym czynnikiem otoczenia gospodarczego, a umiejętność wykorzystania ‘’kapitału intelektualnego’’ decydować będzie o powodzeniu lub porażce już nie tylko poszczególnych przedsiębiorstw, ale także całych społeczeństw. To dlatego ekonomiści twierdzą, że o miejscu danego kraju w światowym podziale pracy decyduje przede wszystkim jego system edukacyjny. Jaki typ pracownika jest w tego typu gospodarce nazywanej ekonomia napędzaną wiedzą, potrzebny ? Przede wszystkim musi on być wykształcony i – co istotniejsze – musi być zdolny do podejmowania samodzielnych inicjatyw i decyzji. Istnienie małych i dużych przedsiębiorstw zależy – o wiele bardziej niż w przeszłości – od stopnia autonomii ich personelu. Znikają hierarchiczne struktury, upowszechnia się coraz bardziej horyzontalny typ relacji organizacyjnych, w których zakres odpowiedzialności każdego pracownika wzrasta niepomiernie w porównaniu z zasadami pracy obowiązującymi w przedsiębiorstwie XX w.. W tych warunkach wartość pracownika nie jest wyznaczona tylko przez studia wyższe, lecz także przez typ otrzymanej w szkole edukacji. W elektronicznej ekonomi pracownik musi umieć przystosować się do ciągle zmieniającego się kontekstu ekonomicznego i technologicznego, co wymaga stałego podnoszenia kwalifikacji. Warunkiem skutecznej pracy jest szybkość z jaką analizuje się i aprobuję zmianę, ponieważ zmiana jest cechą charakterystyczną naszej cywilizacji. Hammer w swojej książce „Reinżyneria i jej  następstwa” opisując rolę pracowników w nowoczesnych przedsiębiorstwach wskazuje na fakt, że pracownik ze zwykłego wyrobnika staje się profesjonalistą. Pisze on : „W organizacji skoncentrowanej na procesach samokierujący się pracownicy są odpowiedzialni zarówno za wykonanie pracy, jak i za zapewnienie, że jest ona zrobiona dobrze. Nie ma już wielkiej różnicy pomiędzy „robieniem” a „zarządzaniem” . Zarządzanie nie jest już tajemną i niedostępną umiejętnością zarezerwowaną dla obcej i uprzywilowanej elity. Ono staje się częścią zajęcia każdego /…/ profesjonalista nie pracuje zgodnie z wyraźnie określonymi instrukcjami. Skierowany na cel i mający szerokie horyzonty profesjonalista musi być „rozwiązywaczem problemów‘’ (ang. Problem solver), zdolnym do radzenia sobie z nieprzewidzianymi i niezwykłymi sytuacjami bez biegania do kierownictwa po wskazówki. /…/.Prawdziwy profesjonalista jest zaangażowany w bezustanne badanie, w niekończące się poszukiwanie wglądu i zrozumienie swej praktyki.”. Czym natomiast charakteryzuje się nasz system edukacyjny? Otóż jest on zaprzeczeniem – zgodnie z interesami międzynarodowych korporacji – opisanych wyżej tendencji. Nasz system edukacji nie produkuje kapitału intelektualnego, lecz kapitał umiejętności technicznych, czego najdobitniejszym dowodem jest nauczanie informatyki w gimnazjach i liceach, których w dodatku liczbę godzin  tygodniowo ostatnio radykalnie zmniejszono. Nasz system edukacji jest zaprzeczeniem gospodarki napędzanej wiedzą, jest on skonstruowany zgodnie z interesami naszych kolonizatorów, którzy potrzebują ludzi nie myślących, tylko wykonujących automatycznie rozkazy. Dekapitalizacja Polski przebiega poprzez odintelektualnienie naszego systemu edukacji. Ostatnio w Polsce zapowiedziano wprowadzenie  tzw. e-podręczników, co zostało przywitane z zachwytem przez kulturowych niewolników Zachodu czyli redaktorów „Gazety Wyborczej”. Moim zdaniem – popartym doświadczeniem z Francji oraz praktyka reformy edukacji przeprowadzonej w Finlandii – będzie to miało katastrofalny skutek na poziom intelektualny w naszych liceach. Dlaczego? Otóż zastąpienie książki przez tablety oduczy stopniowo racjonalnego myślenia naszych licealistów. Lev Manowich – amerykański badacz mediów – analizując dzisiejsze życie codzienne doszedł do wniosku, ze jest ono wypełnione oglądaniem różnego rodzaju ekranów, na które ludzie spoglądają prawie bez przerwy. Dlatego też nazwał nasze społeczeństwo – społeczeństwem ekranu  .. Ekrany przenikają każda sferę naszego życia, zabawki naszych dzieci wyposażone są w ekrany, ekrany są obecne – i to wielu zaskakujących wymiarach – w procesie naszej edukacji od najmłodszych lat. Porozumiewamy się – coraz częściej np. na blogach w portalach internetowych – za ich pośrednictwem. Ekrany zdominowały nasze życie zarówno prywatne jak i publiczne. Są wszechobecne. Niewątpliwie najważniejsza formą ekranu w XXI wieku jest komputer – podstawowe narzędzie pracy i komunikacji międzyludzkiej. Wygląd ekranu ewoluował w miarę postępu technicznego, przełomem było pojawienie się peceta, wtedy producenci sprzętu komputerowego i oprogramowania zrozumieli, ze upowszechnienie się komputerów osobistych wymaga adaptacji trudnego specjalistycznego języka obsługi komputerów do języka „przyjaznego” dla nieprofesjonalistów. Dlatego wprowadzono język ikon, uniezależniający komunikowanie się użytkownika od jego etnicznego języka, rozbudowano systemy operacyjne o funkcje ułatwiające korzystanie z komputera. Język okien (Windows) – zdaniem wielu badaczy  – był czynnikiem decydującym w eksplozji rynku komputerów osobistych. Na odkryciu w istocie lingwistycznym – dostosowaniu języka do wymagań i możliwości jego potencjalnych użytkowników – zbudował swoja potęgę Microsoft. Miało to i ma nadal ogromny wpływ na całościowy system nauczania zarówno w liceach jak i gimnazjach. Od 20 lat obserwujemy stopniową ekranizacje podręczników szkolnych, zaryzykowałbym twierdzenie, że pod wpływem systemu Windows firmy Microsoft następuje „ikonizacja” naszego systemu edukacji. Strona podręcznika np.  od języka polskiego przypomina do złudzenia ekran komputera poruszany przy pomocy systemu operacyjnego Windows. Jakie to może mieć konsekwencje na poziom nauczania ? Czy obserwowane od pewnego czasu obniżenie np. zrozumienia tekstu literackiego nie jest związane ze sposobem jego przedstawienia i interpretacji ? Czy – wielokrotnie krytykowana przez najwybitniejszych polonistów – matura z języka polskiego polegająca na mechanicznym kojarzeniu pojęć a nie zrozumieniu tekstu nie jest pochodną właśnie „ikonizacji” nauczania ? Czy w konsekwencji proces edukacji w szkołach średnich nie zmienia się powoli w zaprzeczenie samej istoty nauczania w szkołach średnich, który od wieków polega na zdobywaniu wiedzy a nie tylko umiejętności ? Jeżeli czytelnik myśli, ze przesadzam to proszę przejrzeć maturę z polskiego serwowaną uczniom w XXI wieku w naszych liceach. Pytania do tekstu są postawione w taki sposób by umysł ucznia zamienić w internetową wyszukiwarkę, która szuka słów (zawartych w pytaniu) i automatycznie przepisywać odpowiedź znajdującą się w pobliżu tegoż słowa. Tego typu umiejętność – bo nie ma to nic wspólnego z wiedzą – jest nagradzana, ba nauczyciele i korepetytorzy wręcz mówią swoim podopiecznym nie myśl, tylko szukaj w tekście odpowiedniego fragmentu i go przepisuj ! Technicyzacja i komputeryzacja zmienia nasze licea w szkoły zawodowe świecące swój tryumf w czasach PRL-u, oducza ona  myślenia co w dobie gospodarki napędzanej wiedzą w której innowacja zależy od wyobraźni i umiejętności abstrakcyjnego rozumowania jest prawdziwą ekonomiczną katastrofą. Dlatego też nasza suwerenność jako narodu jest coraz bardziej ograniczana właśnie przez system edukacyjny. Wracamy do czasów, przełomu wieków XIX i XX kiedy to endecja przystąpiła do akcji edukacyjnej mającej na celu emancypację „ludu polskiego”, czyli chłopów, dzisiaj sytuacja się powtarza i przed spadkobiercami myśli politycznej Dmowskiego staje pytanie: w jaki sposób zreformować nasz system edukacyjny, w jaki sposób zmusić warstwę rządzącą do zmiany profilu nauczania w liceach, a może rozpocząć budowę alternatywnego systemu edukacji, który będzie wsparciem dla  naszych rodaków w poszukiwaniu pracy w zglobalizowanej gospodarce? Stawiam te pytania, ponieważ dyskusja o endecji ogranicza się do licznych połajanek, natomiast nie dotyka tego co było w jej praktyce politycznej najważniejsze: edukacyjna emancypację . Dzisiaj cel spadkobierców Dmowskiego powinien być taki sam.

Piotr Piętak 

M.G. 

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Co robić – kolonizacja Polski dobiegła końca.”

  1. Tekst bardzo dobry. Słusznie! Na marginesie: Słyszałem o badaniach Biblioteki Narodowej nt. czytelnictwa w Polsce – wg nich ponad 80% osób czytających w internecie czyta teksty krótkie, często pobieżnie; dominuje – jak bym to określił – „przeglądactwo”, czyli „tu kliknę, tam rzucę okiem, tu przewinę od góry do dołu, przeczytam tytuły newsów, w tekście przeczytam wytłuszczone fragmenty”, a więc bez skupienia się na tekście, fragmentarycznie.

  2. Tekst faktycznie dobry i opatrzony jeszcze lepszym zdjęciem. Tylko nie pojmuję, co jest złego w e-podręcznikach. No bo co z tego, że są one w formie elektronicznej? Problem leży w ich treści oraz – co Autor zauważył – w systemie nauczania promującym nie myślenie, a przeżuwanie i wyrzygiwanie informacji według klucza. Wychylisz się z szeregu – lacha. Bo nauczyciel uzna, że twoja wypowiedź nie pokrywa się nijak z przewidzianym w sylabusie rozwiązaniem. Starasz się być oryginalny i mieć własne zdanie, a do tego odwagę, by je wygłosić? – jesteś wichrzycielem, który w dodatku „nie umie pracować w zespole”, co dziś jest przecież zbrodnią w światku pracy. I tym sposobem faktycznie hoduje się typowego szczura korporacyjnego, mającego nie zadawać kłopotliwych pytań i bez szemrania wykonywać polecenia. Tyle że to nic nowego – zjawisko to miało miejsce również w latach 90-ych, czyli za moich czasów licealnych, a w poprzedniej komunie raczej też nie było lepiej pod tym względem.

  3. Jeszcze jedno: jak ktoś jest zainteresowany tematem, polecam książki „The Deliberate Dumbing Down of America” Charlotte Iserbyt, „Child Abuse in the Classroom” Phyllis Schlafly, „None Dare Call It Education” Johna Stormera i „Dumbing Us Down” Johna Gatto. Ich treść można spokojnie odnieść i do naszego grajdołka.

  4. Bardzo dobry i ciekawy artykuł. Proces powrotu do normalnej, zdrowej edukacji opartej na dominujących motywacjach poznawczych już się rozpoczął i realizuje go reklamowana na łamach konserwatyzm.pl Akademia Technologii Informacyjnych http://www.infotechnologie.pl Niestety ze względu na brak czasu nie mogę uczęszczać na wykłady w ramach ATI, ale mój syn już był dwa razy na nich i jest zachwycony. Mnie pozostaje oglądanie materiałów z wykładów zamieszczonych na infotechnologie.pl Znakomita rzecz! Kwintesencja zdrowej, opartej na cywilizacji łacińskiej nowoczesnej nauki. Polecam!

  5. @J.A. Wisniowski: „…w poprzedniej komunie raczej też nie było lepiej pod tym względem…” – było lepiej. Mój syn, uczeń klasy matematycznej w bdb. liceum, przeraził sie, gdy zobaczył moje ksiazki z liceum z lat 70-tych. Po porównaniu stwierdził, że to była „rzeźnia wymyslona przez belfra-psychopatę”, :-). Natomiast, co ciekawe, poziom olimpiad matematycznych wzrósł obecnie niepomiernie. W szkołach natomiast jest bardzo różnie. Ogólnie, nowe programy nauczania dają mozliwość bardzo dobrego opanowania materiału i rozszerzenia go, natomiat wiele, może zbyt wiele, zależy od samych nauczycieli. Moga, generalnie, nie za wiele wymagać i „jakoś się kręci”. No, ale za komuny było podobnie. W moim rodzinnym (powiatowym) miasteczku była jedna swietna podstawówka, jedna niezła i jedna kiepska. Co ciekawe, obecnie niezwykle wysoki poziom maja pewne „dziwne” szkoły: 1/ małe szkoły w wioskach wokół wielkich miast, 2/ szkoły w niektórych miejscowosciach na Podlasiu (tam dzieci chcą się uczyć, a wśród prawosławnych zgłupienie jakby mniejsze, 🙂 ).

  6. Szkoły trzeba sprywatyzować, a administracji uniemożliwić jakikolwiek wpływ na program nauczania. Edukacja to usługa. Powinien decydować rynek. Szkoły, które kształcą dzieci i młodzież na cymbałów prędzej czy później zbankrutują na rzecz tych, które dobrze przygotowują do dorosłego życia.

  7. @Michał: Prawie prawda. Najgorszy jest jednak problem okresu przejściowego: nieszczęsne dzieci kształcone na cymbałów przez niekompetentnych nauczycieli ZANIM kiepska szkoła zdążyła zbankrutować. I jeszcze coś. W krajach takich jak Brazylia sa rządowe programy, wspierane m. in. przez katolickie misje, wyszukiwania najzdolniejszych dzieci w dzielnicach nędzy. Potem takie dziecko-perełka otrzymuje sponsora, który go zatrudnia do prostych praca, a dzieciak wieczorami sie uczy. Sponsorami zazwyczaj bywają lokalne duże firmy. Dzieciak w wieku 12-14 lat zaczyna np. pracować jako pomocnik-pomocnika-konstruktora w fabryce turbin wodnych (konkretne znane mi przykłady). W wieku 24 lat dzieciak kończy politechnike w Rio, zaczyna pracę jako młody (?) inzynier z 12 letnim stażem pracy przy projektowaniu turbin. Pytanie: ko0go chetniej zatrudni dobra firma: takiego mlodzieńca po „twardej szkile zycia”, czy perfumowanego lalusia „z dobrego domu”?

  8. evegren: „…opartej na cywilizacji łacińskiej nowoczesnej nauki…” – droga Pani, nowoczesna nauka NIE JEST oparta na cywilizacji łacińskiej, tomizmie, arystotelizmie etc. etc. – niezaleznie od tego jak niemiło to zabrzmi. Nowoczesna nauka opiera sie budowaniu matematycznych modeli rzeczywistości, próbach ich eksperymentalnej falsyfikacji, uszczegóławianiu modeli etc. etc. Ten tryb postepowania jest ZAPRZECZENIEM tomizmu, a pochodzi od brytyjskiego zakonnika Rogera Bacona. Brat Bacon miewał, nazwijmy to, „pewne problemy”, z instytucjami kościelnymi odpowiedzialnymi za pilnowanie ortodoksji. W epoce nowożytnej z kolei, nowoczesne techniki eksperymentalne kontynuowane (bo 1-szy był Bacon) były najpierw przez Galileusza, który w żywe oczy wyszydzał Arystotelesowska fizykę.Pace włoskich i francuskich matematyków i fizyków okresu Odrodzenia inspirowane były neoplatonizmem, gnoza i kabałą – wszystko po to, by opisać świat „idealny”, którego „realnym” odbiciem jest nasz niedoskonały, upadły świat materialny. Kartezjusz zaczął nieśmiało oczyszczać nauki przyrodnicze z neoplatońskiego bełkotu, sugerując w swojej „metodzie”, ze właściwie to nie opisujemy „świata idei” lecz raczej budujemy w naszym umysle „model”. Konsekwentnie rozwineli to neopozytywiści i tzw. „koło wiedeńskie”. Ewentualne nieścisłości niech wyprostuje Pan Włodzimierz Kowalik (nie jestem historykiem ani filozofem, lecz inzynierem). Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.