Czarnocki: „Radziecki” czy „sowiecki” ?

Okazuje się, że wszystkie narody z wyjątkiem polskiego i ukraińskiego, używają słowa sowiecki. Słowa tego używają bez jego tłumaczenia Amerykanie i Anglicy, Niemcy i Francuzi. Mamy więc Soviet Union a nie Counsil Union, Sowjetunion a nie Ratunion. Co więcej, również wszystkie narody, których państwa należały do bloku wschodniego [Bułgarzy, Czesi, Niemcy z NRD, Węgrzy i Rumuni], z wyjątkiem Polaków w Polsce Ludowej, używały właśnie terminu sowiecki bez jego tłumaczenia. W tym względzie tylko my de facto naśladowaliśmy sowiecką republikę, Ukrainę [tam używano radiańskij]. A już Białorusini i Litwini używali i do tej pory  używają sowiecki. Dlaczego tak się stało?

W jęz. polskim „radzieckie sądy” i „radzieckie księgi” dotyczą rad miejskich w dawnej Rzeczypospolitej. Sowiety delegatów robotniczych, żołnierskich i chłopskich to samozwańcze instytucje Rewolucji, tworzone w Rosji w latach 1905-1907 oraz 1917-1918. Po zagarnięciu władzy przez bolszewików pozostały jedynie fasadą systemu. Co ma zatem wspólnego z tradycją naszej samorządności, państwa należącego do cywilizacji łacińskiej, bolszewicka fasadowa instytucja? Sama jej istota tkwi w innej cywilizacji, a więc przełożenie tego na nasze tradycyjne pojęcie, dotyczące samorządu w naszej cywilizacji, który łączył się z istnieniem określonej autonomii władz miejskich, jedynie zamazuje różnicę istoty tych instytucji. Trzeba sobie więc wyraźnie uświadomić, że już wprowadzenie przez bolszewików przymiotnika sowiecki i nazwy państwa Związek Socjalistycznych Republik Sowieckich  ukrywało i fałszowało istotę tego państwa, w którym sowiety stanowiły jedynie fasadę, a istotą systemu były struktury partii komunistycznej i bezpieki. Sowiety to pojęcie swoiste z zakresu specyficznej bolszewickiej organizacji polityczno-propagandowej, w swej istocie nieprzetłumaczalne, o czym doskonale wiedzą Niemcy, Anglicy i Amerykanie, a nawet Francuzi.

W II Rzeczypospolitej, podobnie jak w innych państwach i językach powszechnie używano terminu sowiecki  oraz nazwy tego państwa: Związek Sowiecki, w skrócie ZSSR bądź ZSRS. W umowach międzypaństwowych pojawiła się natomiast forma: Związek Socjalistycznych Republik Rad. Jednak przymiotnika sowiecki w polskim tekścienie tłumaczono, a pozostawiano w oryginalnym brzmieniu. Znajdziemy określenie sowiecki nawet w manifeście PKWN. Dosłowny, ukrywający różnice istoty obu instytucji przekład, zaproponował w 1937 r. polski prawnik i sowietolog Wiktor Sukiennicki. Był w swoim stanowisku jednak całkowicie odosobniony, tym bardziej, że – co za tym idzie – konsekwentnie powinien sam określić się jako „radolog”.

 Po wojnie słowo radziecki zostało narzucone przez władze komunistyczne i przyjęte oficjalnie w Polsce Ludowej jako obowiązujące, z określonym celem propagandowo-politycznym, którym była zmiana stosunku społeczeństwa polskiego do Związku Sowieckiego na pozytywny. Jest to typowy przykład komunistycznej logokracji, czyli narzucania swojej władzy przy pomocy słów. Skoro rządzeni są nastawieni niechętnie do Związku Sowieckiego, to z czasem powinni pokochać Związek Radziecki. Dlatego np. frazy „radzieckie łagry” czy „zbrodnie radzieckie” brzmią źle. Gorzej było z tłumaczeniem rzeczownika Sowieci, którego tłumaczenie Radzieccy brzmiało nieco groteskowo. Ponieważ cenzura po trwałym zdobyciu władzy przez komunistów w 1947 r. nie dopuszczała terminu sowiecki, określenie to było stosowane tylko w prasie emigracyjnej oraz w wydawnictwach podziemnych. Ponad 40 lat używania w polskiej przestrzeni publicznej wyłącznie słowa radziecki, spowodowało utrwalenie się tego terminu. Dziś już mało kto zdaje sobie sprawę z tego co zaszło. A nie można tego zakwalifikować inaczej niż jako trwałą szkodę uczynioną polskiej kulturze słowa. Jedynie nieliczni naukowcy i publicyści po 1989 r. powrócili do terminologii okresu międzywojennego, a w środkach masowego przekazu po dziś dzień zdecydowanie dominuje radziecki.

  A zatem, powszechne przyjęcie się terminu radziecki w Polsce jest jedynie dowodem skuteczności indoktrynacji komunistycznej!!! Językoznawców to nie razi, gdyż jedynym kryterium dla nich jest przyjęcie się [nie szkodzi, że wymuszone przez władze] i powszechne używanie terminu radziecki. Zdaniem prof. Miodka to określenie sowiecki jest obciążone oceną pejoratywną, a radziecki ma wydźwięk ….. „bardziej neutralny” [sic!]. Jednak o czymś świadczy, że mówimy sowietyzacja, a nie radyzacja, sowietolog, a nie radolog. Jest poza tym homo sovieticus, a nie np. homo cosiliarius [?].Stajemy więc przed dylematem: Czy konserwatysta powinien używać terminu radziecki, mając świadomość, że zawiera on w sobie określoną treść ideologiczną i jest  rezultatem manipulacji politycznej? Czy też przeciwnie: powinien używać terminu sowiecki, jak to jest praktykowane w innych normalnych państwach i jak to było powszechnie praktykowane w II RP?

 Na ten temat polecam  artykuł M. J. Chodakiewicza: Wgląd w zniewolony umysł, w: tegoż: Między Wisłą a Potomakiem, Gdańsk 2012, s. 137-140.

Andrzej Czarnocki

aw

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *