Czeczeńska choroba polskiej prawicy

Sądziłem, że polska prawica nareszcie wyleczyła się z czeczeńskiej choroby. Miałem prawo tak przypuszczać po tym jak stworzony przez czeczeńskich wahabitów Emirat Kaukaski przyłączył się do Państwa Islamskiego, gdy w szeregi Państwa Islamskiego zaczęli masowo wstępować nie tylko ochotnicy z Kaukazu, ale również z czeczeńskiej emigracji w Europie Zachodniej (także ci, którzy urodzili się już na Zachodzie) oraz gdy polskie służby specjalne oficjalnie uznały przebywających w Polsce Czeczenów za źródło zagrożenia terrorystycznego. Niestety myliłem się. Czeczeńska choroba nie tylko nadal stanowi przypadłość polskiej prawicy, ale – obok rusofobii i antykomunizmu bez komunizmu – jest jednym z jej znaków rozpoznawczych.

Oto bowiem 6 grudnia 2015 roku red. Jan Bodakowski zamieścił na portalu prawy.pl tekst zatytułowany „Czeczenia. Wojna bez śladu – wstrząsający dokument o spacyfikowaniu kaukaskiego narodu”. W tekście tym red. Bodakowski reklamuje francuski film dokumentalny pt. „Czeczenia. Wojna bez śladu”, mający jego zdaniem obiektywnie przedstawiać konflikt rosyjsko-czeczeński. Film zrealizowano we Francji jeszcze przed zamachami paryskimi z 13 listopada 2015 roku i zapewne dlatego powiela on typową narrację czeczeńskiej diaspory w Europie Zachodniej – tej samej, która tak ochoczo garnie się do obcinaczy głów i handlarzy żywym towarem spod szyldu Państwa Islamskiego. Każdy zresztą może ocenić wartość tego filmu samodzielnie, został on bowiem załączony do artykułu red. Bodakowskiego. Wcześniej był wyświetlany – jak pisze redaktor portalu prawy.pl – „podczas festiwalu o prawach człowieka Watch Dock w Warszawie”.

Chodzi zapewne o 15. Międzynarodowy Festiwal Filmowy „Watch Docs” (4-10 grudnia 2015 roku). Na stronie internetowej tej imprezy można przeczytać m.in., że „Watch Docs to spotkania i dyskusje panelowe z udziałem ekspertów, obrońców praw człowieka, publicystów i polityków. W debatach organizowanych w ramach festiwalu udział wzięli między innymi Siergiej Kowaliow, Aleksander Milinkiewicz, Ludmiła Aleksiejewa, Tadeusz Mazowiecki, Ewa Łętowska, Wiktor Osiatyński, Andrzej Rzepliński czy Janina Ochojska”.

Czyżby to były „autorytety moralne” polskiej prawicy? A może są nimi tylko dla redaktora portalu prawy.pl? Czyżby nie wiedział on, że ideologia tzw. praw człowieka to taki neoliberalny marksizm-leninizm, który w zasadzie neguje wszystko to, do czego tradycjonalistyczna i tożsamościowa prawica próbuje się odwoływać i czego chce bronić?

Ze strony internetowej festiwalu „Watch Docs” można się dowiedzieć, że prezentowane na nim filmy wpisują się w neoliberalną i zachodnią narrację poprawności politycznej, propagując m.in. genderyzm, multikulturalizm, prawa kobiet, prezentując wyłącznie amerykański punkt widzenia i obrzydzając szczególnie Rosję. Oczywiście wiele z tych filmów to filmy krytyczne, które krytykują prawie wszystko z wyjątkiem USA i Izraela. Poza tym jest to jeszcze jedno forum wzajemnego kadzenia sobie salonów, o czym świadczy panegiryk na cześć red. Michnika wyświetlany na tegorocznym festiwalu.

Pan red. Bodakowski swoją recenzję francuskiego panegiryku na cześć terroryzmu czeczeńskiego zaczyna od mocnego uderzenia w stylu Krystyny Kurczab-Redlich, najbardziej znanej polskiej wielbicielki „sprawy czeczeńskiej”. Pisze oto (pisownia oryginalna): „Los Czeczenii został, podobnie jak los Polski, zdeterminowany rosyjskim imperializmem. Kiedy Polacy walczyli o niepodległość i przetrwanie z Rosją, a z czasem i sowietami, podobny bój prowadzili Czeczeńcy. Los Czeczenii był jednak gorszy. Kiedy Polska po transformacji ustrojowej stawała się suwerenna, Rosjanie rozpoczęli eksterminację Czeczenów i utopili w krwi ich aspiracje narodowe”.

Redaktor portalu prawy.pl dał typowo marksistowską wykładnię dziejów. Tak jak u Marksa historia była zdeterminowana przez walkę klasową („Historia rodzaju ludzkiego jest historią walk klasowych”, „Manifest Komunistyczny”, rozdział 1), tak u red. Bodakowskiego jest zdeterminowana przez rosyjski imperializm. Poza nim nic w historii Polski i to nie tylko Polski nie było. Nie jest prawdą, że Polacy cały czas walczyli z Rosją o przetrwanie. Tak mocno można postawić sprawę co najwyżej odnośnie do okresu po 1864 roku z zastrzeżeniem, że polityka rusyfikacyjna była jednak nieskuteczna. Odległe od prawdy jest również stawianie na jednej płaszczyźnie polskiej i czeczeńskiej walki z Rosją. Skojarzenia z polskimi powstaniami może budzić powstanie Imama Szamila (1834-1859), ale nie budzi już takich skojarzeń Nordkaukasisches Sonderkommando „Schamil” – czeczeńska jednostka kolaboracyjna w służbie III Rzeszy, której działalność dostarczyła Stalinowi pretekstu do deportacji Czeczenów i Inguszów w 1944 roku.

Dalekim uproszczeniem jest także stwierdzenie, że po transformacji ustrojowej Rosjanie jakoby rozpoczęli eksterminację Czeczenów. Wręcz przeciwnie, przez sześć lat (1991-1994 oraz 1996-1999) tolerowali czeczeńską niepodległość. Aż do momentu, kiedy najpierw Dżochar Dudajew, a potem Asłan Maschadow stracili polityczną kontrolę nad Czeczenią, która stała się wylęgarnią bandytyzmu i przyczółkiem międzynarodowego terroryzmu islamskiego.

W dalszej części swojego tekstu red. Bodakowski jeszcze nachalniej powiela antyrosyjską narrację czeczeńską. Jego zdaniem: ,,Czeczenia. Wojna bez śladu” ukazuje Czeczenię dwie dekady od wybuchu walk o niepodległość. Kraj, w którym pamięć o czeczeńskich patriotach oraz o cywilnych ofiarach zbrodni dokonanych przez Rosjan i ich kolaborantów jest zakazana. Zamiast prawdy wszędzie obecna jest nachalna propaganda”.

Przede wszystkim jest ona obecna u pana redaktora.

O jakich to czeczeńskich patriotów chodzi panu redaktorowi? O Szamila Basajewa, Chamzata Gełajewa, Zelichmana Jandarbijewa, Salmana Radujewa, Mowładi Udugowa, Doku Umarowa – że wymienię najbardziej znanych i fanatycznych czeczeńskich wahabitów i terrorystów? A może o kryminalistę Arbi Barajewa, najbardziej znanego przedstawiciela biznesu polegającego na porwaniach (w tym cudzoziemców) dla okupu? Biznesu, który w okresie drugiej niepodległości czeczeńskiej (1996-1999) stał się najważniejszą – obok handlu czarnorynkowego i przemytu broni – gałęzią gospodarki czeczeńskiej. Pan redaktor prawdopodobnie nie wie, że wyżej wymienionym nie chodziło o żadną niepodległość Czeczenii, ale o międzynarodową rewolucję islamską. W tym celu zresztą przybył do Czeczenii niejaki Chattab (właść. Thamir Saleh Abdullah) – urodzony w Arabii Saudyjskiej obywatel Jordanii, wcześniej uczestnik wahabickich rebelii w Afganistanie, Bośni, Kaszmirze i Tadżykistanie. W Czeczenii został „bratem krwi” Szamila Basajewa. To byli prekursorzy tego, co dzisiaj nazywa się Państwem Islamskim i do czego z ochotą przyłączyli się ich epigoni z tzw. Emiratu Kaukaskiego. To oni – a nie Rosja – byli rzeczywistymi sprawcami tragedii i cierpień narodu czeczeńskiego. Faktyczną walkę o niepodległość prowadził co najwyżej Dżochar Dudajew i do pewnego momentu także Asłan Maschadow, dopóki nie uległ wahabitom.

Redaktor portalu prawy.pl, zafascynowany filmem francuskich obrońców praw człowieka, najwidoczniej wcześniej naczytał się także Mirosława Kuleby, Krystyny Kurczab-Redlich i Anny Politkowskiej, bo cytuje ich niemal dosłownie:

„W Czeczenii panuje, równie karykaturalny jak w Korei Północnej, kult jednostki – wszędzie wiszą portrety dyktatora z nadania Moskwy Ramzana Kadyrowa i jego pana Władymira Putina. Nawet podczas parad wojskowych nad pojazdami oddziałów złożonych z Czeczeńców powiewają flagi republiki z wkomponowanym olbrzymim portretem Kadyrowa, a elity rządzące występują w koszulkach z podobizną wodza. Karykaturalne spędy polityczne są obowiązkowe dla pracowników, za ich bojkotowanie traci się pracę (w Czeczenii poziom bezrobocia sięga 40 proc.). Kadyrow za zezwoleniem Putina z Czeczenii uczynił państwo islamskie, rządzone według szariatu. Wszelka pamięć o ofiarach reżimu jest zakazana. Pomoc Czeczeńcom starają się nieść rosyjskie organizacje praw człowieka”.

Epatowanie czytelnika formułką, że Ramzan Kadyrow – notabene uczestnik pierwszej wojny czeczeńskiej z Rosją (1994-1996) – to dyktator z nadania Moskwy stanowi daleko idące uproszczenie. Należałoby najpierw wyjaśnić, że jego ojciec Achmat Kadyrow (1951-2004), najwybitniejszy mufti czeczeński, był współtwórcą czeczeńskiej niepodległości w 1991 roku. Co się takiego stało, że ten sam Achmat Kadyrow, który w 1995 roku wyzwał Czeczenów, by „zabili tylu Rosjan, ile zdołają”, w 1999 roku przeszedł na ich stronę? Tego red. Bodakowski nie dowie się od pań Kurczab-Redlich i Politkowskiej, ale gdyby się wysilił, to by się domyślił, że jeden i drugi Kadyrow chcieli po prostu uratować swój naród przed przepaścią, do której spychali go wahabici. Chyba im się to udało i poza tym zachowali spory zakres autonomii, skoro w Groznym defilują dzisiaj wyłącznie wojska czeczeńskie, a Czeczenia rządzi się swoimi prawami. Dla polskiej prawicy jednak pojęcie realizmu politycznego nie istnieje, więc trudno wymagać od redaktora portalu prawy.pl zrozumienia takiej postawy.

Red. Bodakowski ignoruje fakt, że Ramzan Kadyrow cieszy się wśród mieszkańców Czeczenii równie przytłaczającą popularnością jak Władimir Putin wśród mieszkańców Rosji. Fakt to bolesny i niewygodny dla zwolenników tezy o rosyjskiej zagładzie Czeczenii, więc trzeba go przykryć taką narracją:

„Terror władzy nie ustaje. Ofiarami porwań i mordów zostają ciągle nowi niewinni czeczeńscy cywile. Dzieje się tak, gdyż za każdego złapanego rzekomego terrorystę Kadyrow dostaje kasę z Moskwy. Więc gdy nie ma już kogo łapać, i zarabiać ruble, musi siać terror wobec ludzi nie mających żadnych związków z bojownikami”.

Dalej pojawia się znajomo brzmiący argument o „ludobójstwie”:

„Rosjanie i ich kolaboranci odpowiadają w Czeczenii za masowe ludobójstwo, zbrodnie dokonywane na kobietach i dzieciach, tortury, porwania i morderstwa, urągające warunki więzienia ludności czeczeńskiej i bojowników, prześladowanie obrońców praw człowieka, niszczenie domów i masową ucieczkę uchodźców, oraz zapewnienie bezkarności zbrodniarzom”.

Rosyjska pacyfikacja Czeczenii była niewątpliwie brutalna, ale chyba nie bardziej brutalna niż amerykańskie pacyfikacje Afganistanu i Iraku. Wbrew temu, co twierdzą m.in. panie Kurczab-Redlich i Politkowska nie ma dowodów na to, że celem rosyjskiej pacyfikacji Czeczenii było dokonanie ludobójstwa. Pan red. Bodakowski jednak upiera się, że: „Przyczyną zbrodni wojennych Rosjan i ich kolaborantów w Czeczenii było ogłoszenie przez Czeczenów niepodległości w 1991 roku. Pierwsza wojna rozpoczęta agresją rosyjską na Czeczenię w 1994 roku zakończyła się w 1996 roku faktyczną niepodległością Czeczenii. Druga rosyjska agresja na Czeczenię w 1999 roku zakończyła się w 2003 roku zainstalowaniem złożonej z kolaborantów i kryminalistów prorosyjskiej dyktatury”.

Redaktor portalu prawy.pl ponownie mija się z prawdą historyczną. Interwencja rosyjska w Czeczenii w 1994 roku została rozpoczęta z inicjatywy oligarchy Borysa Bieriezowskiego – faktycznego władcy jelcynowskiej Rosji, który chciał w ten sposób odwrócić uwagę rosyjskiej opinii publicznej od skutków tzw. transformacji ustrojowej i tzw. reform rynkowych, których był największym beneficjentem (zgromadził majątek wartości 3 mld USD). Ten sam Bieriezowski – wypędzony z Rosji przez Putina w 2000 roku – stał się wielkim przyjacielem narodu czeczeńskiego i to za jego pieniądze pani Politkowska pisała swoje łzawe książki o rosyjskich zbrodniach w Czeczenii. Nie było też, panie red. Bodakowski, rosyjskiej agresji na Czeczenię w 1999 roku. Drugą wojnę czeczeńską wywołali wahabici z Szamilem Basajewem i Chattabem na czele, organizując 7 sierpnia 1999 roku tzw. rajd na Dagestan pod hasłem ustanowienia na Północnym Kaukazie islamskiego kalifatu.

Nie jest również prawdą, że druga wojna czeczeńska zakończyła się w 2003 roku zainstalowaniem „prorosyjskiej dyktatury”. Trwała znacznie dłużej. Rosja oficjalnie ogłosiła zakończenie operacji antyterrorystycznej w Czeczenii 16 kwietnia 2009 roku i dopiero po tej dacie wycofała stamtąd swoje wojska. Resztki partyzantki wahabickiej trwają na Północnym Kaukazie do dzisiaj. Istotne jest jednak to, na co red. Bodakowski w ogóle nie zwrócił uwagi. Mianowicie, że Czeczeńska Republika Iczkerii nie została zlikwidowana przez Rosjan, ale przez wahabitów. 31 lipca 2007 roku jej ostatni prezydent i zarazem współpracownik Al-Kaidy, Doku Umarow, ogłosił likwidację Czeczeńskiej Republiki Iczkerii i powołał tzw. Emirat Kaukaski, który od 2014 roku jest częścią Państwa Islamskiego.

Nawet uwielbiająca Czeczenów Krystyna Kurczab-Redlich zauważyła w swojej książce „Głową o mur Kremla”, że nie posiadają oni tradycji państwowej, że nigdy nie wyszli i nie potrafią wyjść poza takie formy organizacyjne jak ród i tejp. Właśnie dlatego Czeczeni, podzieleni na kilkaset tejpów, za bardzo nie wiedzieli w latach 1991-1999 co mają zrobić ze swoim niepodległym państwem.

We francuskim filmie i u pana red. Bodakowskiego nie ma w ogóle związku przyczynowo-skutkowego pomiędzy terroryzmem czeczeńskich wahabitów i brutalnością rosyjskiej pacyfikacji. Widz i czytelnik nie dowiadują się o rajdzie na Budionnowsk, aktach terroru w teatrze na Dubrowce w Moskwie i szkole w Biesłanie. Przed oczami mają tylko straszliwy rosyjski terror:

„Normą w czasie rosyjskich agresji na Czeczenię były bombardowania i ostrzał obiektów cywilnych, powodujący masową śmierć kobiet i dzieci. Skala bombardowań i ostrzału artyleryjskiego była nieznana na innych współczesnych frontach. Rosjanie uniemożliwiali cywilom ucieczkę z bombardowanych i ostrzeliwanych terytoriów. Ludność cywilna z niszczonych przez Rosjan terenów przez długie miesiące żyła w piwnicach pod zbombardowanymi budynkami, bez dostępu do wystarczającej ilości jedzenia i wody, bez gazu, wody, elektryczności i opieki medycznej. Cywile, a szczególnie dzieci, poddane nieustannemu zagrożeniu śmiercią, wykazywały syndrom stresu pourazowego. Z równą brutalnością Rosjanie bombardowali konwoje cywilnych uciekinierów ze stref walk. Dodatkowo uchodźcy byli często bici, nieustannie okradani przez rosyjskich żołnierzy. Normą były dokonywane przez rosyjskich żołnierzy morderstwa na cywilach (też dzieciach i kobietach), często Czeczenki przed zamordowaniem były gwałcone przez rosyjskich żołnierzy (…)”.

Pozwolę sobie dalej nie cytować z wyjątkiem jednego zdania, którego nie rozumiem i które świadczy chyba o nie najlepszej kondycji umysłowej red. Bodakowskiego: „Terror Rosji i bezkarność zbrodniarzy wojennych stał się pożywką dla popularności wśród skazanych na zagładę i opuszczonych przez społeczność międzynarodową bojowników czeczeńskich”.

Pomijając stylistykę tego zdania, chciałbym zapytać o jakich znowu opuszczonych przez społeczność międzynarodową „bojowników” czeczeńskich chodzi? O takich jak Tarchan Batiraszwili – wojenny emir Państwa Islamskiego?

Nawet będąc sympatykiem sprawy czeczeńskiej nie można nie zadać pytania, czy aby na pewno za cierpienia tego narodu wyłączną winę ponosi Rosja? Czy nie ponoszą jej też w równym, a może i w większym stopniu animatorzy międzynarodowej rewolucji islamskiej oraz światowa finansjera, która nie mogąc znieść braku dostępu do rosyjskich surowców, rynków zbytu, bankowości, ubezpieczeń i siły roboczej nieustannie szuka sposobu osłabienia, rozbicia i „demokratyzacji” Rosji?

Na koniec muszę powiedzieć, że dzięki panu red. Bodakowskiemu poczułem się nagle młodszy o 20 lat. Cofnąłem się do 1 marca 1995 roku, kiedy po raz pierwszy na żywo usłyszałem narrację, którą uraczył on czytelników portalu prawy.pl. Tego dnia Komitet Wolny Kaukaz zorganizował na Wydziale Nauk Społecznych Uniwersytetu Śląskiego spotkanie z dwojgiem gości (panią i panem) z Czeczenii. Już prawie od czterech miesięcy trwała rosyjska interwencja wojskowa w Czeczenii. TVP pokazywała codziennie obrazy płonącego Groznego, dzięki czemu nie musiała zajmować się realizowanym wówczas w Polsce tzw. programem powszechnej prywatyzacji. Relacje z Groznego były pełne grozy i antyrosyjskiej demagogii w stylu idiotycznego hasła Komitetu Wolny Kaukaz: „dzisiaj Grozny, jutro Kijów, pojutrze Warszawa”.

Trzeba tutaj wyjaśnić, że Komitet Wolny Kaukaz początkowo tworzyły środowiska lewackie i anarchistyczne. Inicjatorem jego powstania był znany przywódca krakowskich anarchistów Marek Kurzyniec. W Katowicach Komitet Wolny Kaukaz tworzyło środowisko „Robotnika Śląskiego”, złożone z neomarksistów i trockistów, a w Poznaniu anarchosyndykaliści, znani obecnie jako Inicjatywa Pracownicza. Dopiero później do Komitetu Wolny Kaukaz dołączyła prawica, dzisiaj używająca szyldu Prawo i Sprawiedliwość, a jego twarzą został Piotr Lisiewicz – obecny wiceszef „Gazety Polskiej”.

Markowi Kurzyńcowi choroba czeczeńska przeszła po tym jak 17 grudnia 1997 roku został uprowadzony, gdy zawitał do Czeczenii z konwojem humanitarnym i przez 52 dni przebywał w rękach zbirów Arbiego Barajewa. Natomiast polskiej prawicy choroba czeczeńska nie przeszła do dzisiaj, czego żywym dowodem jest tekst red. Bodakowskiego.

Wracając do spotkania na Wydziale Nauk Społecznych UŚ, to pozytywnie zapamiętałem tylko panią z Czeczenii (chyba nauczyciel akademicki), która ciekawie mówiła o historii i kulturze swojego kraju. Natomiast pan wzbudził moją nieufność już w momencie, gdy przedstawiono go jako… działacza związków zawodowych. Jakie związki zawodowe mogły istnieć w Czeczenii? W czasach sowieckich były tam tylko kołchozy i jakaś drobna wytwórczość. Jednakże gdy w 1991 roku ogłoszono niepodległość i Moskwa wycofała dotacje, normalna gospodarka w Czeczenii uległa likwidacji. Od razu domyśliłem się, że chwyt ze związkami zawodowymi był obliczony na zagranie żywym wtedy u Polaków sentymentem do „Solidarności”. Wszystko to, co mówił przedstawiciel czeczeńskich „związków zawodowych” oraz to, co mówili działacze Komitetu Wolny Kaukaz było co najmniej dyskusyjne i zasługujące na spojrzenie z dystansu. Ale oczywiście w Polsce takie spojrzenie jest rzadkością, bo Polak głupi wszystko kupi. Zwłaszcza jak mu rzucą hasło „za naszą i waszą wolność”, postraszą Moskwą i powiedzą, że w Paryżu cenią polską odwagę.

Ja narracji działacza czeczeńskich „związków zawodowych” nie łykałem już 1 marca 1995 roku, więc mogłem się jedynie poczuć 20 lat młodszy, gdy red. Bodakowski mi ją przypomniał 6 grudnia 2015 roku. Notabene ciekawe co robi dzisiaj ten czeczeński „związkowiec”, jeśli żyje. Może z brodą do pasa, nożem i pistoletem maszynowym biega po Pustyni Syryjskiej?

Choroba czeczeńska polskiej prawicy świadczy o tym, że padające pod jej adresem z różnych stron wyrzuty o to, że jest jakoby najbardziej konserwatywna w Europie wcale nie są gołosłowne. Jej konserwatyzm polega na niesamowicie konsekwentnym przywiązaniu do politycznych mitów i zabobonów.

Bohdan Piętka

Click to rate this post!
[Total: 2 Average: 1]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *