Czy istnieje tomizm klasyczny?

Z wielu szkół tomistycznych, jakie miałem możliwość poznać, dokładnie każda twierdziła, że reprezentuje klasyczny, tj. właściwy i konsekwentny tomizm.  Jest w tym sprzeczność, łatwo zresztą wytłumaczalna. Do analizy rzeczywistego sposobu myślenia św. Tomasza z Akwinu potrzeba bowiem analizy językowej i logiki matematycznej. Ponieważ od używania tych narzędzi wszystkie tomizmy stanowczo stroniły[1], skazały się na – nota bene bardzo nietomistyczną – intuicję. Intuicja jest sprawą zawodną, o czym wie każdy student filozofii, który zaszczycił swoją obecnością jakiekolwiek seminarium poświęcone studium klasycznych tekstów filozoficznych. Każdy studiujący, niezależnie od poziomu swej kompetencji, inaczej rozumie omawiany i drobiazgowo nawet analizowany tekst. Tłumaczy to, zadziwiający skądinąd fakt, że z katolickiego uniwersytetu można było wylecieć za wykładanie tekstów św. Tomasza, zamiast przykazanych komentatorów[2].

Komentatorzy bardzo szybko zagospodarowali schedę po Tomaszu. Jest znamienne, że już w XIV wieku okhamiści nie dyskutują ze św. Tomaszem, lecz z bł. Janem Dunsem Szkotem. Wynikałoby z tego, że już w XIV wieku tomizm uległ na rzecz szkotyzmu. Kajetan de Vio, czy Franciszek Suarez rozwijają metafizykę Tomasza w duchu esencjalistycznym, czemu sprzyja silna i stale obecna tradycja platonizująco – augustiańska. Swoistym świadectwem upadku myśli realistycznej jest dzieło Jana od św. Tomasza, dla którego nie istnieją żadne problemy semantyczne. Umysł ludzki poznaje istoty rzeczy wprost, niemalże spontanicznie tworząc metafizykę. Tym bowiem, co człowiek poznaje nie są pojęcia lecz same rzeczy. Pojęcia są tylko „przezroczystym pośrednikiem”.  Do tego myśliciela nieprzypadkowo nawiąże w XX wieku Jakub Maritain a w Polsce Mieczysław Albert Krąpiec.

Ponieważ poznanie metafizycznie wymyślone przez Jana od Tomasza nie ma miejsca w rzeczywistości, w praktyce to autorytet przejmuje funkcje poznania. Tym samym wola miesza się z rozumem a wiara z poznaniem przyrodzonym, czego przykładem słynne tezy tomistyczne.  Traktowane często tak samo, jak dogmaty wiary, których „właściwe” rozumienie jest zastrzeżone dla namaszczonych w tym celu specjalistów. Owocem choćby tradycjonalistyczne podejście do poznawalności Boga. Katolik musi wierzyć, że istnienie Boga można poznać na drodze naturalnego rozumu, gdyż Magisterium tak orzekło (używając zresztą nader ogólnych terminów). Magisterium jednak nie przedstawiło takiego dowodu, ani nie orzekło, aby ktokolwiek takim dowodem dysponował.  Możliwość nie jest przecież realizacją. To co się na ten temat twierdzi, a twierdzi się zwykle, że tzw. pieść dróg św. Tomasza to pięć „dowodów na istnienie”, jest zwykłym nadużyciem. Zwalniającym z krytycznego myślenia i zachęcającym do radosnej bezmyślności w przedmiocie wiary. Ubocznie skutkuje to zerwaniem związku z innymi naukami, których wyniki stanowią potem wielki problem doktrynalny i moralny, by wspomnieć teorię ewolucji, standardowy model kosmologiczny czy inżynierię genetyczną.  Fakt, że nie tylko znajomość ludzkiego genotypu lecz nawet oczywista dziś wiedza o ludzkim rozrodzie pochodzi z nauk empirycznych a nie z rzekomego poznania istoty człowieka,, musi rodzić odruch obronny u kogoś, kto tych faktów nie akceptuje.    

W zasadzie to śmierć opisywanej tradycji zadała sprawa Galileusza i  późniejszy rozwój nauk przyrodniczych, których metoda całkowicie przeczy tak pojętej metafizyce. Jednak tradycja umierała długo, skoro była obecna jeszcze w XX wieku. Jak widać nie tylko materię cechuje bezwładność. To zresztą nic nowego. Podobnie w XII i XIII wieku, kiedy arystotelizm traktowany był jako poważne zagrożenie dla wiary, by w wieku XVI stanowić już jej niewzruszoną podstawę.

Dzisiejsza sytuacja daje, wbrew pozorom, większe pole do popisu ignorantom. Jak zauważa C.S.Lewis: „Środki masowego przekazu, które mamy za naszych czasów i które stworzyły popularny scjentyzm – karykaturę prawdziwych nauk – nie istniały. Ignoranci byli wtedy bardziej świadomi swej ignorancji niż teraz”[3].   

 

Włodzimierz Kowalik       


[1]Pisał o tym np. śp. o. Innocenty Maria Bocheński OP, mający wielkie trudności z nauczaniem logiki matematycznej w rzymskim Angelicum w latach 30-tych XX wieku . Wg niego współcześni mu tomiści boją się matematyki jak diabeł święconej a większości głoszonych przez siebie tez nie tylko, że nie potrafią udowodnić, ale nawet ich nie rozumieją [por. „Wspomnienia”, „Listy do ojca”]. Podobnie wypowiadał się  M.D. Philippe OP, pisząc o swoich studiach teologicznych [por. „Trzy mądrości”].

[2]Wspomina o tym rzeczony Bocheński OP w rozmowach z Janem Parysem, zob. „Między logika a wiarą”.

[3]„Odrzucony obraz”, PAX, Warszawa 1986.

a.me.

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Czy istnieje tomizm klasyczny?”

  1. ten artykuł boli, z poniższych względów: „Argumenty, którymi Tomasz DOWODZI, że Bóg istnieje i że On jeden jest Bytem sam przez się i dziś nie straciły swej mocy DOWODOWEJ, którą miały w średnich wiekach; są one głębokim potwierdzeniem DOGMATYCZNEGO STANOWISKA ZAJĘTEGO PRZEZ KOŚCIÓŁ W UROCZYSTYM ORZECZENIU Soboru Watykańskiego, które następnie Pius X pięknie wyjaśnił [zdaniem autora tekstu, najwyraźniej zbyt ogólnikowo i nie dość ważnie, a wiec bez uzasadnienia… ja bym wyżej ceniła autorytet Kościoła niż opinię pana Kowalika] w tych słowach: „Bóg, który jest początkiem i celem wszechrzeczy, może być poznany tak jak przyczyna może być poznana ze skutków przyrodzonym światłem rozumu, a to z rzeczy, które zrobił, to jest z widzialnych dzieł stworzenia; tak dalece, że istnienie Jego może być udowodnione”1”. Choć więc metafizyka Tomasza nieraz jeszcze spotka się z równie ostrym, jak niesłusznym sprzeciwem, to jednak, jak złoto, którego żaden kwas nie ima, zachowuje ona nadal w całej pełni swą moc i swój blask. Z wielką przeto racją ten sam Nasz Poprzednik ostrzegał: „Odstępować od Akwinaty szczególnie w dziedzinie metafizyki nie może być bez wielkiej szkody.” „dla uniknięcia błędów będących źródłem i początkiem wszystkich nieszczęść naszych czasów, należy wierniej niż kiedykolwiek trzymać się nauk Akwinaty. W samej rzeczy bowiem zwalcza on doskonale we wszystkich dziedzinach błędne mniemania modernistów: w filozofii, broniąc mocy i zdolności inteligencji ludzkiej, dowodzi nader silnymi argumentami istnienia Boga; w dziedzinie dogmatu, rozróżniając porządek przyrodzony od nadprzyrodzonego, rzuca głębokie światło i na motywy, które do wiary pobudzają, i na same prawdy wiary, przy czym jasno pokazuje, że w ogóle w teologii wszystko, co jest przedmiotem wiary, nie opiera się na jakimś mniemaniu, ale na prawdzie i że w niczym zmienione być nie może; w sprawie biblijnej daje nam istotne pojęcie natchnienia Boskiego; w dziedzinie obyczajów, w sprawie społecznej i w nauce prawa ustala słuszne zasady sprawiedliwości tak legalnej czyli współdzielczej jak i wymiennej i rozdzielczej, a jednocześnie określa stosunek sprawiedliwości do miłości; w zakresie ascetyki określa zasady doskonałego życia chrześcijańskiego i zwalcza współczesnych sobie przeciwników życia zakonnego. Wreszcie przeciw tak rozpowszechnionym pretensjom do przyznania rozumowi ludzkiemu niezależności od Boga nasz Doktor uzasadnia prawa naczelnej Prawdy i władzę Najwyższego Pana nad nami. Jak niegdyś Egipcjanom w chwili strasznego głodu powiedziano: idźcie do Józefa, aby on udzielił zapasów zboża do wyżywienia ciała, tak i dziś tym wszystkim, którzy łakną prawdy, My mówimy idźcie do Tomasza, a on udzieli im pokarmu zdrowej nauki, którego posiada w obfitości na wieczny żywot ich dusz. „. Pius XI, Studiorum ducem nie jest to nader ogólne, tylko bardzo konkretne opowiedzenie się za rangą tomizmu i dowodów na istnienie Boga. Więc skreślmy sobie w głowie tekst pana Kowalika.

  2. W artykule „Czy istnieje tomizm klasyczny” p.Kowalik skłamał twierdząc, że Magistrium Kościoła nie doprecyzowało, że chodzi o dowody św.Tomasza z Akwinu. Gdy zostało mu wykazane, że mija się z prawdą gdyż Pius XI w Encyklice Studiorum ducem wyraźnie stwierdza, ze orzeczenie dogmatyczne Vaticanym I dotyczy 5 dowodów przedstawionych przez sw.Tomasza zmienił taktykę i w komentarzu za pomocą pseudonakuwej paplaniny, która w istocie niczego nie dowodzi stara się na czytelnikach wywołać intuicyjne wrażenien że tomaszowe dowodoy nie są dowodami w sensie ścisłym a papież zwyczajnie się myli.

  3. Po pierwsze odniosłam się do następującego fragmentu tekstu pana Kowalika: „Magisterium jednak nie przedstawiło takiego dowodu, ani nie orzekło, aby ktokolwiek takim dowodem dysponował. Możliwość nie jest przecież realizacją.” Nie jest to prawda. Magisterium orzekło, że dysponujemy takim dowodem. Odsyłam to cytatu z pierwszego komentarza. Podkreślone jest także w podanym przeze mnie cytacie, że to nie jest Magisterium takie, jak w prywatnej katechezie papieża, ale Magisterium określone jako nieomylne. Pan Kowalik musi więc sobie szczerze powiedzieć, że nie wierzy w nieomylność Magisterium albo też zmienić swoje zdanie. O konsekwencjach wynikających z zaprzeczenia nieomylności Magisterium Kościoła nie muszę chyba pisać, dość że od razu niszczy to całą konstrukcję wiary (okazuje się bowiem, że nie można przylgnąć intelektem do prawd wiary objawionych przez założony przez Boga Kościół, wiara staje się bardziej jakimś prywatnym dochodzeniem do jeszcze bardziej mglistego punktu, bez jasnego zbioru aksjomatów). Po drugie: pan Kowalik w komentarzu odwołuje się do definicji dowodu w sensie logicznym. Mówi też, że po dokonaniu formalizacji byłyby to dowody. W takim podejściu do teologii widać przesunięcie uwagi z treści na formę. Oczywiści e należy dbać o ścisłość języka, ale naprawdę odbieranie rangi argumentom Tomasza tylko dlatego, że nie napisał kwantyfikatorowych szlaczków i istnieje dla jego argumentów ściślejsza forma językowa nie powinno zachwiać ważności orzeczeniu Magisterium. Cytuję pana Kowalika: „można zrobić z nich dowody w tym znaczeniu poprzez zastosowanie formalizacji (m.in. Salamucha, Bendiek).” I jeszcze raz pan Kowalik: „Możliwość nie jest przecież realizacją.” Ale… nie zatrzymujmy się na naukowej notacji. Z tego, że Tomasz czegoś nie przedstawił idealnie nie wynika, że nie powiedział prawdy, która daje pewność. Co do treści jest to dowód. Nikomu nie przeszkadza chyba, jeśli zostanie w lepszej formie przedstawiony. Istotne jest to, że – przykładowo – naprawdę absurdem z punktu widzenia zarówno nauk przyrodniczych jak i logiki, jest choćby regres w nieskończoność w szukaniu przyczyn. To jest dla rozumu pewne i nie musimy mówić czy pisać krzaczkami, żeby się o tym przekonać, chociaż na pewno jest rzeczą pożyteczną znać zapis czysto logiczny. A poza tym z logiką kwantyfikatorową, czy taką, która mówi już nie tylko o zmiennych, ale także o cechach przedmiotów, jest wieloraki problem. Pomijając rozumowania oparte na tautologiach logiki dwuwartościowej, do której np. można zastosować sprawdzenie zerojedynkowe, metodą obalenia rozumowania jest podanie kontrprzykładu. Kontrprzykład podaje przypadek pokazujący, że dla danej kategorii definiowanej przez cechy, jakiś przedmiot, należący do tej kategorii, nie posiada cechy zakładanej w zbijanym rozumowaniu. Jeśli kontrprzykład jest podany, rozumowanie uznane jest za zawodne, ale nie za kontrtautologię, która jest zawsze fałszywa. To znaczy, ze działa dla podkategorii. Bóg nie tworzy licznej kategorii, bo jest jeden. Poza tym zawsze mamy problem pewności, czy dobrze w danym uniwersum przedmiotów dokonaliśmy typologii. I na koniec jeszcze: bardzo mi przykro z takiego podejścia do spraw wiary. Owoce są jasne: coraz większy sceptycyzm, czepianie się słówek, zapominanie o istocie rzeczy, spory czysto terminologiczne i upadek autorytetu Kościoła, przy jednoczesnym zwiększonym zaufaniu do osiągnięć filozofów i naukowców, którzy sami się często plączą we własnych teoriach, bo ciągle się zmienia paradygmat filozoficzny i jakoś najgenialniejsi logicy nie potrafią swoich filozofii podtrzymać przed krytyką wykazującą radykalne niespójności. Prawda jest wieczna i trwała, Duch Święty nie podpowiada rzeczy zmiennych, a Bóg nie wymaga rzeczy nieokreślonych.

  4. Pan Kowalik pracuje systematycznie i wytrwale.Jego nagle pojawienie sie i publikowanie przez niego tekstow podwazajacych doktryne Sw.Tomasza z Akwinu nie jest przypadkiem, szczegolnie w momencie kiedy zamiescilismy nagranie zawierajace fundamentalna krytyke personalizmu.Kowalik juz nie raz glosil bledy, niektore mogace nawet zniechecic ludzi wahajcyh sie do zblizenia sie do katolicyzmu, poniewaz glosil maksymalizm moralny jescze kilka dni temu.”Do tego myśliciela nieprzypadkowo nawiąże w XX wieku Jakub Maritain a w Polsce Mieczysław Albert Krąpiec.”- pisze on dodatkowo w momencie,w ktorym katolicy demaskuja wlasnie tego pierwszego.Wedlug mnie tajemniczy Kowalik to jedno z „gilsoniatek”, czlowiek grzebiacy sie w tekstach sredniowiecznych i starajacy sie wygrywac jednego filozofa przeciw drugiemu, Sw.Augustyna przeciw Sw.Tomaszowi, przeciwstawiac Platona i Arystotelesa.Jego podejscie do filozofii jest nastepujace: nie jest ona w zasadzie , przynajmniej w swych glownych zrebach anatomia rzeczywistosci, jakby atlasem anatomicznym, tylko jakas dyskusja rodem z epoki historycznej zakonczonej 7 wiekow temu.Jest odpryskiem od mediewistyki. Kowalik neguje de facto, ze Sw.Tomasz to Doctor Communis.A tymczasem Sw.Tomasz ma taka wage , nie dlatego, ze to On wlasnie, tylko dlatego,ze Kosciol, zorientowawszy sie, iz Szkola trafnie odczytala rzeczywistosc, na tyle, na ile jest to mozliwe, uznal doktryne Sw.Tomasza i Szkoly za swoja. Kowalik prawdopodobnie wydrukuje sobie wszystkie nasze komentarze i odpowie kolejnym metnym tekstem, gdyz sprawa, zeby Prawda nie byla uznawana za Prawde jest dla „gilsoniatek” zasadniczej wagi, zamet doktrynalny w Kosciele i w glowach zapewnia im bowiem intelektualny „rzad dusz” na prawicy konserwatywnej, ktory sprawuja juz , przynajmniej w Warszawie, od pierwszej polowy lat 70. tych. Na ile znam te formacje intelektualna, nastepny tekst bedzie o tym, ze Sw.Tomasz platonizuje, i ze to jest ewidentne ,kiedy sie czyta Jego teksty.

  5. @p. Ratnik: To wystąpienie pana Kowalika w sprawie personalizmu w jednym z ostatnich tekstów też chyba było kanciaste. Nie jestem pewna, ale chyba próbował ratować personalizm stwierdzeniem, że pojęcie osoby jest poprawne. No jasne, że jest, nawet występuje w Katechizmie dla najmłodszych 🙂 jednak pojawiły się nurty tytułujące się mianem „personalistycznych”, które np. chciały zaprzeczyć treści Syllabusa i miały tendencje antropocentryczne, okazały się bardzo wpływowe, co wiązało się choćby z bezpośrednim wpływem na papieży. Nie wiem, czy wszystkie personalizmy są złe, ale wykład lubelski pokazał, także drogą cytatów z twórców, nieortodoksyjność jednego z najbardziej wpływowych nurtów. Nie można atakować ataku na herezję tylko dlatego, że ona sobie wybiera pewne pojęcie i je wykrzywia. Przykładowo, racjonalizm jest herezją nie dlatego, ze Kościół potępia rozum na drodze wiary, ale dlatego, ze rozum naturalny w sensie bardziej empirycznym próbuje się w racjonalizmie postawić ponad wszystko, tak jakby Bóg nie mógł już dodać swoich trzech groszy. Dlatego wiele odmian personalizmu może być herezją, a stwierdzenie tego nie jest atakiem na samo pojęcie osoby, bo takie faktycznie w katolicyzmie istnieje, np. w artykule o trzech Osobach Boskich 🙂 Ale nie wiem, czy ten wysyp tekstów pana Kowalika jest tak ściśle związany z wykładem. Tylko jeden tekst się do tego odnosił.

  6. @jk W kazdym razie historycyzm w pojmowaniu filozofii trzeba tepic, bo ten poglad robi wiele zlego.

  7. @p. Ratnik: oczywiście, kwestia intencji pana Kowalika jest trudna do przeniknięcia 🙂 nie jest to też potrzebne. Ja tylko nie chciałabym zakładać zbyt wiele. Czasem po prostu ktoś ma ciąg publicystyczny, który zresztą mija razem z zapałem czy zasobami intelektualnymi. Może tak jest i w tym przypadku, to zupełnie nieistotne. Gorsze są skutki relatywizujących tekstów i modernistycznej formacji intelektualnej, uciekającej od istoty rzeczy w kierunku czepiania się słówek. Mój mąż mówi, że to pierwszy raz, kiedy widzi, że ktoś na tym portalu tak wprost i w niby naukowym przebraniu (choć bez konkretnej analizy zdań, tylko poprzez rzucanie nazwiskami i terminami) ni mniej ni więcej tylko lekką ręką, zresztą bez konkretnego uzasadnienia i procedury dowodowej, neguje dogmat wiary! Dlatego sprawa jest więcej niż poważna. Strasznie źle się czuję pisząc na forum, ale tu naprawdę już trzeba próbować ratować wiarę czytelników nawet swoimi małymi możliwościami. Ktoś mało wyrobiony może się łatwo dać zwieść i stopniowo tracić wiarę, jeśli nie ma warsztatu, żeby się bronić przed takim stylem publicystyki. W niej zresztą też nie ma „krzaczków” i ścisłej analizy, a zamiast tego w większości ogólna ocena w stylu socjologicznym. No i błąd rzeczowy poza dyskusją o samej treści dowodów Tomasza czy kwestii relacji wiara-rozum, błąd polegający na negacji faktu, że Magisterium orzekło rangę nieomylną i dowodową pięciu dróg Tomasza dostatecznie ściśle (czyli nawet nie jest to tekst dostatecznie oparty na źródłach, na które się powołuje). Pełna zgoda w sprawie „historycyzmu w pojmowaniu filozofii”.

  8. o, widzę, że ktoś usunął komentarz pana Kowalika, na który odpowiedziałam w drugim wpisie, i na który się powołałam. W moim komentarzu jest cytat z tego usuniętego fragmentu. Nie odpowiadam za to, że dyskusja jest przez to mniej przejrzysta.

  9. @jk To chyba nie byl komentarz p.Kowalika.Gilsoniatka na ogol nie znaja logiki matematycznej i nie wiedza co to jest system zerojedynkowy, choc mialy zajecia z logiki pozytywistycznej i z pozytywistycznej metodologii nauk, kiedy byly na studiach.To raczej byl jakis nauczyciel matematyki w szkole podstawowej.

  10. @ p. Ratnik: ajajaj, najlepsze, że teraz po skasowaniu tego komentarza, z którym polemizowałam w mojej drugiej wypowiedzi, nie mam jednoznacznej pewności, jaki był nick autora. Jeśli się pomyliłam i przypisałam jakieś słowa p. Kowalikowi, to najmocniej przepraszam. Jednak z argumentami tego skasowanego komentarza polemizowałabym w taki sam sposób, z nieco tylko mniejszym naciskiem na niespójność autora komentowanego tekstu, w razie, gdyby nie była to jego wypowiedź. Chociaż nick to był chyba właśnie „Kowalik”. O „Gilsoniątkach” z kolei wiem niewiele. Ja tam byłam edukowana na empirystę, pozytywistę, pustego analityka w zakresie zmiennej przecież pragmatyki języka itd.:D łatwo się z takiej pozycji nawrócić na Magisterium przy odrobinie dobrej woli i zniechęceniu do powszechnej praktyki ćwiczenia się w sposobie bycia ala angielski „dżentelmen” w stylu Russella, którego ulubionym argumentem przeciwko metafizyce był „dowód przez machnięcie ręką i stonowany chichot”, a także odrobinie krytycyzmu wobec prób ratowania empiryzmu przez…. abstrakcyjną logikę, co samo w sobie jest generalną niekonsekwencją.

  11. ostatnia sprawa w temacie pojęcia dowód (niestety odnosi się to także do skasowanego komentarza): nawet zakuci empirystyczni analitycy często mówią, że istotne, jeśli dla danej teorii lub argumentu ISTNIEJE POPRAWNA FORMALIZACJA lub model formalny, co dodatkowo działa na korzyść pięciu dróg św. Tomasza z Akwinu. Nie można więc powiedzieć, że prawdziwy i trafny argument jest jedynie niezrealizowaną możliwością bycia dowodem, podobnie jest z luźniej sformułowanymi rozumowaniami dedukcyjnymi.

  12. @jk To byl nick „Kvoss1” chyba czy cos w tym stylu.Jezeli chodzi o logike matematyczna, to jakakolwiek proba stosowania jej jako narzedzia badawczego dla poznania rzeczywistosci jest niemozliwa, bo rzeczywistosc jest przedmiotem badan , z ktorymi logika matematyczna nie ma zadnego zwiazku.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.