Czy łapówkarstwo może być moralne? (Polemika z p. Kluską)

Niedawno na łamach portalu „Konserwatyzm.pl” ukazał się tekst pt. „Moralizatorstwo oderwane od rzeczywistości„. Artykuł ten stanowi polemikę p. Łukasza Kluski z tekstem p. Ryszarda Mozgola (umieszczonym w nr 8/2012 pisma „Zawsze Wierni”), w którym ten ostatni poddaje zdecydowanej krytyce postępowanie części polskich gimnazjalistów pod zaborem rosyjskim polegające na przekupywaniu rosyjskiego kuratora, a następnie udostępnianiu sposób zorganizowany zdobytych tematy egzaminów innym placówkom oświatowym w kraju. Dla p. Mozgola ów czyn polskich uczniów godzien jest zdecydowanego moralnego napiętnowania. Pan Łukasz Kluska z kolei w odpowiedzi na taką, a nie inną klasyfikację rzeczonej postawy, wytacza przeciw tekstowi p. Mozgola ciężkie armaty, oskarżając tezy w nim zawarte o „bycie echem protestanckich poglądów„, „istotne błędy” sprzyjanie skrupulantyzmowi oraz forsowanie niesłusznej postawy polegającej na „ślepym posłuszeństwie prawu pozytywnemu„. Choć – w sensie bezpośrednim – nie jestem stroną tej polemiki pozwolę sobie zasygnalizować pewne poważne błędy i dwuznaczności, które z łatwością można znaleźć nie w artykule Ryszarda Mozgola, ale raczej w enuncjacjach p. Kluski.

A zatem:

Niezrozumienie czy nieuczciwość?

Daleko posuniętą insynuacją jest przypisywanie p. Mozgolowi czy choćby zwolennikom protestantyzmu głoszenia „ślepego posłuszeństwa prawu pozytywnemu„. Sam, choć od wielu lat, czytam dużo artykułów pisanych tak przez zaangażowanych katolików jak i przez protestantów nie spotkałem się chyba jeszcze dosłownie nigdy z forsowaniem przez nich tezy, iż prawu stanowionemu przez władze cywilne (tzw. prawu pozytywnemu) należy się ze strony chrześcijan posłuszeństwo o charakterze „ślepym”, „bezwzględnym”, „absolutnym” czy „nie znającym żadnych wyjątków”. Zawsze, gdy chrześcijanie piszą na ten temat podkreślają, że posłuszeństwo władzom ludzkim kończy się wówczas, gdy owe domagają się od swych przełożonych czegoś co jest sprzeczne z wolę Boga, zgodnie z przykładem, jaki dali nam Apostołowie mówiąc: „Trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi” (Dzieje Ap. 5, 29). Jest czymś oczywistym, iż także w przypadku p. Mozgola nie chodziło o promowanie takowego „ślepego posłuszeństwa” ale o wykazanie zasadności tradycyjnie katolickiej zasady mówiącej, że „Cel nie uświęca środków„. W oczach p. Mozgola przekupstwo jest ze swej natury złe moralnie, a przez to jego czynienie nie jest dozwolone nawet po to by osiągać dobre cele. Rzecz zatem nie w głoszeniu „bezwzględnego posłuszeństwa prawu pozytywnemu” lecz raczej o wierność Bożemu i naturalnemu prawu moralnemu. Odrębną kwestią jest to, czy p. Mozgol w prawidłowy sposób zinterpretował Boże prawo jako zakazujące bez żadnych wyjątków dawania łapówek (o czym za chwilę), ale jasnym jest, iż w swej argumentacji wogóle nie powoływał się on na fakt łamania przez polskich gimnazjalistów „prawa pozytywnego” jako czegoś zawsze moralnie nagannego, lecz twierdzi on, że w ten sposób popełniali oni czyny wewnętrznie złe, których popełnianie istotnie jest zawsze i bezwzględnie niedozwolone.

Zarzuty p. Kluski w najlepszym razie opierają się więc na niezrozumieniu poglądów swych Adwersarzy, zaś w najgorszym razie są nieuczciwym ich przekręcaniem.

 

Ślepa uliczka

Pan Kluska wytacza ślepą uliczką sugerując, iż fakt rozpowszechnienia jakiejś postawy czy przekonań w danych społecznościach (protestanckich lub katolickich) jest dowodem na to, że takowe postawy czy poglądy muszą być w takim razie protestanckie lub katolickie. Autor omawianej polemiki czyni tak w stosunku do pewnych społeczności protestanckich wskazując, iż w ich ramach często spotyka się postawę daleko posuniętego posłuszeństwa wobec prawa stanowionego (co on błędnie nazywa „ślepym posłuszeństwem”) niedwyznacznie sugerując, że owa ma w ścisły sposób wypływa z protestanckich błędów odnośnie postrzegania państwa i prawa. Daleko posunięte posłuszeństwu prawu pozytywnemu jest protestanckie, gdyż np. w protestanckiej Szwajcarii czy USA jest ono często spotykane??? OK, bądźmy w takim razie konsekwentni aż do bólu. To może w takim razie tradycyjnie katolicka jest przestępczość mafijna (o wiele częściej spotykana w społecznościach katolickich niż protestanckich), różne odmiany synkretyzmu religijnego w rodzaju santerii, voo doo, macumba, kultu „Santa la Muerte” (rozpowszechnione głównie na terenach katolickich: Brazylia, Haiti, Meksyk, Luizjana), „machismo” (typowe dla tradycyjnie katolickiej Ameryki Łacińskiej) nie wspominając już o większej popularności ruchów stricte lewicowych w krajach katolickich niż protestanckich (Włochy, Hiszpania, Ameryka Łacińska)??? Czy p. Kluska dostrzega już jak błędnym i do niczego prowadzącym sposobem argumentacji się posługuje czy może jeszcze mam dorzucić wypowiedź biskupa Johna F. Nolla, jednego ze znanych katolickich hierarchów, katolicki biskup John F. Noll (zwany ze względu na swą gorliwość dla wiary katolickiej „krzyżowcem”), który w 1947 roku tak podsumował stan katolickiej mniejszości żyjącej w USA: „Prawie całe zło w społeczeństwie przeważa tam gdzie my [rzymscy katolicy] żyjemy my, a nie gdzie żyją protestanci (…). Tylko 7.000.000 członków protestanckich kościołów żyje w pięćdziesięciu największych miastach kraju, ale 20.000.000 katolików. Osiemdziesiąt procent protestantów mieszka na wsi. I to w tej wiejskiej Ameryki, życie rodzinne jest najzdrowszym a współczynnik rozwodów jest nadal niski. Z drugiej strony, tam gdzie żyje większość katolików, połowa małżeństw kończy się rozwodem. Tam też skupiają się wielkie centra kin, brudne czasopisma, tawerny i salony hazardu”.

Absolutyzacja „zdrowego rozsądku”?

W swym artykule p. Łukasz Kluska ciągle powołuje się na kryterium „zdrowego rozsądku” jako wyróżnik tradycyjnego katolickiego podejścia do moralności. Czyni on to tak często, iż odnosi się wręcz wrażenie pewnego absolutyzowania przez Autora „zdrowego rozsądku” (choć w sensie dosłownym p. Kluska tego nie wyraża). Autor wszak w ani jednym miejscu nie wspomina o wierze w Bożą opatrzność czy zaufaniu do Boga, jako cnotach przed którymi niejednokrotnie muszą ustąpić pozornie logiczne i zdroworozsądowe wnioski, jakie my ludzie wyciągamy z toku naszych racjonalnych rozważań. Czy w świetle ludzkiego zdrowego rozsądku seksualne uwiedzenie oficera lub wysoko postawionego urzędnika wrogiego państwa jest czymś uzasadnionym? Oczywiście, że tak! Wszak za pomocą takiego „patriotycznego cudzołóstwa” można ocalić przed śmiercią wielu swych rodaków i zdobyć ważne dla obronności kraju informacje. Czy jednak można powiedzieć, że w takich okolicznościach tradycyjna moralność katolicka uznaje za dozwolone cudzołóstwo? Nie, gdyż nawet najszlachetniejsze cele nie mogą uczynić dopuszczalnym czegoś co jest ze swej natury złe, a przez to zawsze i wszędzie zabronione ( a więc np. pozamałżeńskich aktów seksualnych). W takich wypadkach ludzki zdrowy rozsądek, logiczne rozważania, racjonalne porównywanie dobrych i złych konsekwencji danego działania muszą ustąpić przed wiarą z Bożą opatrzność, w to, iż jeśli Bóg tego zechce osiągnie się dobre cele bez sięgania po złe środki. Rzecz jasna, nie chodzi o to, by zawsze lekceważyć kryteria zdroworozsądkowe, logiczne i racjonalne. Jako chrześcijanie jesteśmy wszak wezwani do „trzeźwego myślenia” (2 Tym 1, 6). W niektórych jednak przypadkach, należy zastosować następujące słowa Pisma świętego: „Z całego serca Panu zaufaj, nie polegaj na swoim rozsądku(Przysłów 3, 5).

Kiedy nieposłuszeństwo staje się moralne?

Jak już wspomniałem p. Kluska myli daleko posunięte posłuszeństwo prawu stanowionemu (które jest jak najbardziej tradycyjnie katolicką postawą) ze „ślepym” i „bezwzględnym” posłuszeństwem takowemu (które jest oczywiście postawą błędną, jednakże przez nikogo z bardziej świadomych chrześcijan nie głoszoną). Autor tekstu „Moralizatorstwo oderwane od rzeczywistości” twierdzi, iż przekupywanie rosyjskich kuratorów chociaż było złamaniem prawa to stanowiło oczywisty przykład zdroworozsądkowego łamania norm porządku prawnego. Pan Kluska uzasadnia to tym, iż rosyjskie władze miału narzucać do nauki polskim gimnazjalistom wiele niepotrzebnego materiału, a to w celu utrudnienia im dalszej edukacji. Zdaniem p. Kluski działanie to było niesprawiedliwe, a przez to szkodliwe dla dobra wspólnego. Przyjrzyjmy się zatem bliżej, z jednej strony zasadom nauczanym tradycyjnie przez Magisterium Kościoła i moralistów katolickich odnośnie posłuszeństwa i nieposłuszeństwa władzom ludzkim.

  • Jak naucza Katechizm Soboru Trydenckiego posłuszeństwo obowiązuje nas również względem złych przełożonych: „Bo jeżeli źli są urzędnicy albo przełożeni, nie ich się złości bojemy, ale onej mocy Boskiej, którą w nich być uważamy, tak, iż (co jest rzecz bardzo dziwna) chociażby nam nieprzyjaciółmi byli i na nas się gniewali się, chociażby najmniej litości w nich nieznać było, jednak co słuszna przyczyna nie jest, czemubyśmy z wielką pilnością im posłuszni być nie mieli, gdyż i Dawid wiele dobrego Saulowi czynił, chociaż on się gniewał, co pokazuje onemi słowy: (Psalm 119). Lecz jeżeliby co niegodziwego i złośliwego rozkazali, więc słuchani w tem być nie mają, ponieważ to nie według onej mocy swej, ale z niesprawiedliwości i z złego umysłu czynią„. Nie ma więc znaczenia, czy dana władza nam się podoba, czy nie; czy jest sprawowana przez rodaków czy obcych zaborców; czy jest wreszcie moralnie idealna (co jak pokazuje historia nie wydarzyło się jeszcze nigdy w historii) czy może bardzo zła i zdegenerowana. W określonych granicach (o których szerzej mowa niżej) należy się jej posłuszeństwo, szacunek i uległość.
  • Magisterium Kościoła uczy, iż nieposłuszeństwo władzy ludzkiej jest prawem i obowiązkiem, tylko wówczas, gdy przełożeni wymagają od czynieniego czegoś co jest złe, bezbożne oraz niesprawiedliwe: Jeden jest tylko powód uwalniający ludzi od posłuszeństwa, mianowicie gdyby żądano od nich czegoś przeciwnego prawu naturalnemu albo Bożemu, tam bowiem, gdzie zachodzi pogwałcenie prawa natury lub woli Bożej, zarówno sam rozkaz, jak wykonanie go byłoby zbrodnią” (Leon XIII, „Diuturnum illud); „Tak, należy przestrzegać wszystkich praw, które są stanowione przez władze świeckie, zgodnie z nakazem i i przykładem, który dał nam nasz Pan Jezus Chrystus, o ile jednak nie są one sprzeczne z prawem Bożym” (Katechizm św. Piusa X); „Jeśli sprawujący władzę ustanawiają niesprawiedliwe prawa lub podejmują działania sprzeczne z porządkiem moralnym, to rozporządzenia te nie obowiązują w sumieniu. (…)Obywatel jest zobowiązany w sumieniu do nieprzestrzegania zarządzeń władz cywilnych, gdy przepisy te są sprzeczne z wymaganiami ładu moralnego, z podstawowymi prawami osób i ze wskazaniami Ewangelii” (Katechizm Kościoła Katolickiego, n.1903, 2242). Z rozważań tradycyjnych moralistów katolickich wynika zaś, iż by takowe nieposłuszeństwo było moralnie prawowite rozporządzenia naszych przełożonych muszą być w sposób jasny, wyraźny i ewidentny złe, niesprawiedliwe lub bezbożne. By być nieposłusznym nie wystarczy więc jakakolwiek wątpliwość co do moralności, sprawiedliwości i celowości danego prawa czy polecenia władz. Przyjęcie założenia, iż jakakolwiek nasza wątpliwość uzasadnia nieposłuszeństwo porządkowi prawnemu praktycznie prowadziłaby wszak do bezprawia i chaosu. Ludzki intelekt jest wszak bardzo kreatywny w wymyślaniu przeróżnych kruczków, wybiegów i casusów. W porządku obiektywnym albo przynajmniej subiektywnie we własnym sumieniu, podejmując decyzję o nieposłuszeństwie, musimy być więc mocno przekonani, iż dane prawo, polecenie czy przepis nakazuje nam czynienie czegoś złego, bezbożnego, niesprawiedliwego lub w swej istocie bezsensowego czy głupiego. Nieposłuszeństwo porządkowi prawa pozytywnego nie może być zatem tłumaczone wygodą, lenistwem, chęcią zatrzymania większej ilości pieniędzy czy tym podobnymi czynnikami.

Jak zatem w tym świetle należy ocenić postępowanie polskich uczniów nieposłusznych wymogom rosyjskich władz oświatowych? Pomijając narazie sam moralny aspekt przekupstwa jako takiego, skupmy się narazie tylko na samym nieposłuszeństwie. Przyznam, że osobiście trudno jest mi mieć jasne zdanie na ten temat. Z posiadanych informacji nie wynika w jakikolwiek sposób, by uczenie się wielkiej ilości materiału zmuszało polskich gimnazjalistów do czynienia czegoś złego lub bezbożnego. Nie musieli wszak wkuwać na pamięć podręczników „Kamasutry” albo też recytować bluźnierczych wierszy lub poematów, etc. Ten zarzut można więc oddalić. Czy może więc, władze oświatowego nakładały w tym wypadku na uczniów ewidentnie niesprawiedliwe obciążenia mającego tylko na celu to, by jak najwięcej młodych Polaków oblać na egzaminach? Cóż, trudno jest z perspektywy przeszło 100 czy 150 lat ocenić motywacje ówczesnych władz. Powiem tylko, że wielu dzisiejszych dorosłych już ludzi, narzekających niegdyś na zbyt wiele nauki w szkole, w chwili szczerości przyznałoby dziś, iż po prostu uczyć im się nie chciało … Tak czy inaczej, omawiany casus jest zbyt mało jasny, by pośpiesznie twierdzić, że z pewnością takie postępowanie było przypadkiem dozwolonego nieposłuszeństwa ludzkim przełożonym.

    Łapówkarstwo – niemoralność czy tylko przestępstwo?

Pan Kluska skupia się w swej enuncjacji na tym, iż przekupywanie carskich urzędników jako takie stanowiło li tylko naruszenie pozytywnego prawa stanowionego. Czy jednak rzeczywiście można powiedzieć, że przekupstwo w swej istocie jest naruszeniem tylko prawa państwowego, a łamaniem Bożych przykazań staje się dopiero niejako w drugim rzędzie, przy zaistnieniu pewnych okoliczności? A więc, że stanowi ono coś w rodzaju łamania ustanowionych przez władzę przepisów ruchu drogowego? Istnieje parę ważnych powodów, by poddać w zasadniczą wątpliwość ten tryb myślenia.

  • Branie łapówek zostało otwarcie potępione przez Pana Boga. W Piśmie świętym czytamy m.in: „Nie będziesz przyjmował podarków, ponieważ podarki zaślepiają dobrze widzących i są zgubą spraw słusznych” (Wyjść. 23, 8); „Nie będziesz naginał prawa, nie będziesz stronniczy i podarku nie przyjmiesz, gdyż podarek zaślepia oczy mędrców i w złą stronę kieruje słowa sprawiedliwych. Dąż wyłącznie do sprawiedliwości, byś żył i posiadł ziemię, którą ci daje Pan, Bóg twój” (Ks. Powt. Prawa 16, 19-20); „Burzy się dom przez zyski nieprawe, żyć będzie, kto darów nie znosi” (Przysłów 15, 27).
  • Magisterium Kościoła tradycyjnie również uczy, iż przyjmowanie łapówek jest jednym z grzechów przeciwko Bożemu przykazaniu: „Nie kradnij„. Możemy o tym przeczytać choćby w Katechiźmie Soboru Trydenckiego albo Katechiźmie bł. Jana Pawła II (n. 2409).
  • Wszystko wskazuje więc na to, iż norma zakazująca brania łapówek jest Bożym przykazaniem, a nie tylko jednym z praw stanowionych przez ludzkie władze. Kto bierze „podarki” ten jest postępującym niesprawiedliwie złodziejem, gdyż wyciąga rękę po to co mu się nie należy.

No tak, powie ktoś, ale przecież polscy gimnazjaliści nie brali łapówek, a jedynie je wręczali, czy to też należy uznać za moralnie niedozwolone? Zasadniczo, jak najbardziej. Moralnie zakazane jest bowiem zawsze nie tylko „osobiste” czynienie danego grzechu, ale też tzw. formalna współpraca z grzechem przez kogoś czynionym. Tradycyjna moralistyka katolicka zalicza zaś do owej formalnej współpracy także m.in. aktywne zachęcanie kogoś do czynienia czegoś złego. Skoro więc branie łapówek jest złe i przez to zawsze zakazane, to czynne zachęcania do ich wzięcia stanowi przykład jednej z bezwzględnie niedozwolonych przejawów formalnej współpracy z grzechem. Najważniejsze w tej całej sprawie nie jest więc to, że samemu nie bierze się „podarków„. Jeśli proponujemy łapówkę komuś kto być może by jej w innych okolicznościach nie wziął, to tym samym aktywnie zachęcamy go do grzechu i w ten sposób czynnie przyczyniamy się do wytworzenia w nim korupcyjnego, nieuczciwego nastawienia. Czym innym jest sytuacja, gdy ktoś od nas żąda łapówki (czemu daje wyraz jawnie lub przez wyraźną sugestię) wówczas to danie takowej nie będzie aktywną zachętą dla takowego by czynić korupcję, gdyż ów już ma stałą ku temu dyspozycję. Wówczas danie łapówki będzie bardziej ulegnięciem czyjejś przemocy (co jest czasami dozwolone) niż czynnym korumpowaniem bliźniego (co jest zawsze zakazane). Czy jednak z perspektywy tak wielu lat jesteśmy w stanie powiedzieć, iz w każdym wypadku polscy gimnazjaliści przekupywali tylko tych carskich urzędników, którzy i tak oczekiwali od nich łapówek? Praktycznie, nie da się tego stwierdzić. Najpewniej wśród owych pracowników kuratorium byli i ci, którzy z zasady oczekiwali „podarków”, ale byli też i tacy dla których propozycja wzięcia łapówki czynnie przyczyniła się do ich nieuczciwości. Z całą pewnością nie można zatem tak bezrefleksyjnie jak czyni to p. Kluska uniewinniać praktyki korumpowania rosyjskich urzędników.

Mirosław Salwowski

Drogi Czytelniku, możesz finansowo wesprzeć Autora powyższego opracowania i jego rodzinę. Numer konta bankowego Mirosława  Salwowskiego to:

22 1140 2004 0000 3402 4023 1523

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Czy łapówkarstwo może być moralne? (Polemika z p. Kluską)”

  1. Mirosław Salwowski napisał i pyta: Czy łapówkarstwo może być moralne? A ja też pytam, czy moralne jest wyłuszczenie zasad purytanizmu, a następnie podanie swego konta? To coś a la telewizyjni kaznodzieje w USA. Zabawne to bardzo :)))

  2. Ad. Teresa – twierdzi Pani, że moralna dezaprobata dla łapówkarstwa jest purytańska? Katechizm Soboru Trydenckiego też jest purytański? Nie ma nic złego w sugestii, iż jeśli ktoś chce może materialnie wesprzeć trud włożony w pisanie artykułów. To nie jest oszustwo, kradzież, łapówkarstwo czy wyłudzenie.

  3. @Teresa Nie wiem o co chodzi w tym sporze ale stosowane przez Pania metody „polemik” sa haniebne. Wzajemne pomaganie sobie w potrzebie to jeden z glownych punktow etosu prawicy.Dzieki temu wlasnie np.prawica francuska sie trzyma, bo kazdy wie, ze w ciezkiej chwili moze liczyc na innych.RC nadaje czasami apele zeby pomoc takiej czy innej osobie np. wdowie po SDB.

  4. @ A. Ratnik: komentarz pani Teresy jest błyskotliwy a nie haniebny, jako że numer konta akurat pod tekstem autora mającego pewne ideologiczne ciągotki ku protestantyzmowi, a przynajmniej jansenizmowi faktycznie budzi zabawne skojarzenia.

  5. Pani Tereso, NIE JEST PRAWDĄ, jakobym z honorarium za udział w programie „Rozmowy w toku” sfinansował wydanie książki swego autorstwa pt. „Tańcząc z gwiazdami czy z szatanem? (oraz inne eseje)”. W rzeczywistości honorarium, jakie otrzymałem za udział w tym programie, nie wystarczyłoby nawet na pokrycie 10 procent kosztów wydania wspomnianej książki. Co do samego udziału w „Rozmowach w toku” muszę stwierdzić, iż generalnie rzecz biorąc, nie żałuję i nie wstydzę się tej decyzji. Oczywiście mam zdecydowanie negatywną opinię na temat tego „show”. Prawdą jest, iż „Rozmowy w toku” najczęściej epatują swych widzów wyznaniami osób pogrążonych w różnych patologiach, zboczeniach, perwersjach i innych formach rażącej niemoralności, nieraz próbując czynić sobie z tego zabawę i rozrywkę. Co więcej osobiste, bezpośrednie wejrzenie za kulisy realizacji tego programu, pogłębiło tylko we mnie ową bardzo krytyczną opinię na jego temat. Mogę powiedzieć, iż sam osobiście stałem się ofiarą manipulacji ze strony realizatorów owego programu (chodzi tu zarówno o cenzurowanie mych wypowiedzi w ich istotnych momentach, jak również nieskromny występ tancerki – nic nie było mi wiadome o tym, iż elementem programu z mym udziałem będzie taki epizod). Mimo to, uważam jednak, że nie postąpiłem źle godząc się na występ w tym programie, gdyż nie poszedłem tam by reklamować „Rozmowy w toku”, śmiać się z niemoralnych dowcipów czy zachęcać ludzi do niemoralności. Wystąpiłem w „Rozmowach w toku”, aby dać świadectwo nauczania katolickiego na temat mieszanych tańców, a także by poświadczyć, iż mężczyźni też mogą żyć w świętej cnocie czystości. Nie sądzę by stanowiło to z mej strony złamanie zasady „Cel nie uświęca środków”, tak jak nie uważam, by naruszeniem tej reguły było publikowanie tekstów o wymowie „Pro- life” na łamach gazety, której generalna linia w tej sprawie jest pro-aborcyjna. Co innego, gdybym w zamian za możliwość prezentacji tradycyjnie katolickich przekonań podpisał umowę w której zobowiązałbym się do wychwalania i reklamowania „Rozmów w toku” jako dobrego i wartościowego programu. Do niczego takiego jednak z mej strony dojść nie mogło.

  6. Ad. Teresa – co do mej okoliczności utraty przeze mnie mej ostatniej pracy (inkasenta gazowego), to istotnie haniebnie postępuje Pani sugerując obrzydliwe kłamstwa na ten temat. Nie zrezygnowałem z tej pracy, ale memu szefowi gazownia wymówiła dotychczasowe zlecenia. I stało to się z powodów całkowicie niezależnych od mojej postawy w tym względzie. Po prostu mój szef nie dogadał się z gazownią, a ubocznym tego efektem była strata przeze mnie pracy. Proszę gwoli prawdomówności i uczciwości nie snuć jakichś fantastycznych teorii na ten temat (podobnie zresztą, jak w przypadku źródeł finansowania książki pt. „Tańcząc z gwiazdami czy z szatanem? (oraz inne eseje)”.

  7. Bardzo mi przykro ale w internecie kursuje tyle kalumnii, pomowien i obmow, ze nie daje wiary niczemu, nawet jezeliby to bylo prawdziwe.Nie znam ani p.Salwowskiego ani p.Mozgola ale czytajac te komentarze mam wrazenie, ze to jakas jatka w maglu, tak samo jak rozne ataki dzis na innym portalu na Senatora Libickiego, ktorego tez zreszta nie znam.Ale jest mi zupelnie obojetne czy jest „apostata” czy nie, gdyz mam wystarczajaco moich wlasnych grzechow i absolutnie mnie nie obchodzi kto z jakim „Holendrem” robi biznes etc. Komentarze p.Teresy to jakis belkot, z cala pewnoscia publiczne obmowy, a kto ma racje, juz nie ma znaczenia. To sa brudy i zastanawiam sie ktory z Kolegow ten komentarz o licznikach gazowych przepuscil. Podobnych komentarzy jeszcze na www nie bylo nigdy przedtem!

  8. @BG Chodzi o to, ze Polacy juz nie wszyscy sa dzis lacinnikami.A pamietam ze jeszcze w latch 70.tych byli.Odnalazlem ten artykul p.Palkiewicz z majowego nru ZW.Najbardziej interesujacy wydaje mi sie fragment znajdujacy sie na str.26, w 3-ciej kolumnie na prawo.W tym fragmencie istotnie b.dobrze widac roznice miedzy mentalnoscia polska a rosyjska, co mozna w tym punkcie latwo potwierdzic.Podobne obserwacje robil Witold Gombrowicz, tylko to inaczej tlumaczyl od polskiej strony, uzywal wlasnego jezyka.U Rosjan mozna dzis nawet zauwazyc pewne zachowania, ktore np. w 1975 roku byly dla Polaka niemozliwe.Dzis niestety sa mozliwe.Dla Francuza tez.Do Polski i do Francji przyszly one zas ze sfery wszelkiego zla, jaka jest swiat anglojezyczny – ucielesnienie i pas transmisyjny akcji szatana na Ziemi.

  9. Bardzo ciekawe sa zbieznosci pewnych nawykow u schizmatykow wschodnich i u protestantow. Nawet zolnierze niemieccy w czasie II WS robilli sobie zdjecia w sytuacjach, w ktorych zaden Polak by sie nigdy w zyciu nie sfotografowal.Dzis moze juz tak ale dowodow nie mam.

  10. Jeszcze słówko komentarza odnośnie zasadności umieszczania przeze mnie sugestii w kwestii możliwości wsparcia finansowego mej osoby. Pisanie artykułów jest pracą. Wymaga ono bowiem włożenia weń nakładu swego trudu, czasu i energii. W mym wypadku zaś dodatkowo pisane artykułu są owocem wielu lat wytężonej pracy polegającej na poznawaniu nauczanie Magisterium Kościoła i tradycyjnej teologii. katolickiej. Ewentualne wsparcie więc trudu włożonego w pisanie tych tekstów nie jest żadnym nagradzaniem lenistwa jak sugerowała to tu p. Teresa, ale stanowi dobry gest. Oczywiście, nie stosuję tu żadnego szantażu moralnego. Kto chce coś wpłacić ten wpłaci, kto zaś nie chce, nie wpłaci i też będzie OK. Ale nadużyciem jest sugerowanie, iż w ten sposób nagradza się lenistwo. Tym bardziej, że p. Teresa tak naprawdę nic nie wie o mej obecnej sytuacji zawodowej, zamiast tego opiera się na swych chorych domysłach, urojeniach, zapewne inspirowanych jakimiś plotkami – Mirosław Salwowski.

  11. Jeśli dostrzeganie pewnych historycznych i socjologicznych faktów (a mianowicie tego, iż poziom moralności w społecznościach protestanckich często był wyższy niż w społecznościach katolickich) jest „pochwałą protestanckiej moralności” to takową pochwałą jest też przytoczona przeze w tekście wypowiedź katolickiego hierarchy, biskupa Johna F. Nolla, który stwierdził: „Prawie całe zło w społeczeństwie przeważa tam gdzie my [rzymscy katolicy] żyjemy my, a nie gdzie żyją protestanci (…). Tylko 7.000.000 członków protestanckich kościołów żyje w pięćdziesięciu największych miastach kraju, ale 20.000.000 katolików. Osiemdziesiąt procent protestantów mieszka na wsi. I to w tej wiejskiej Ameryki, życie rodzinne jest najzdrowszym a współczynnik rozwodów jest nadal niski. Z drugiej strony, tam gdzie żyje większość katolików, połowa małżeństw kończy się rozwodem. Tam też skupiają się wielkie centra kin, brudne czasopisma, tawerny i salony hazardu”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.