Czy Rosja jest Katechonem?

1. Pojęcie „Katechonu”

Tekst ten musimy zacząć od wyjaśnienia tytułowego terminu Katechon. Określenie to pochodzi z języka greckiego i znajdujemy je przy bardzo uważnej lekturze Nowego Testamentu, gdzie pojawia się jeden jedyny raz, w 2 Liście św. Pawła do Tessaloniczan, gdzie czytamy: „Albowiem już działa tajemnica bezbożności. Niech tylko ten, co teraz powstrzymuje (podkr. – A.W.), ustąpi miejsca, wówczas ukaże się Niegodziwiec, którego Pan Jezus zgładzi tchnieniem swoich ust i wniwecz obróci [samym] objawieniem swego przyjścia (2 Tes, 2, 7-8). Przytoczona fraza ten, co teraz powstrzymuje (qui tenet nunc) to próba opisania greckiego terminu Katechon (κατέχων), wskazująca, że w łacinie brak jest jednego słowa, którym można by to greckie słowo oddać. Czyli Katechon to ktoś lub coś, kto lub co powstrzymuje świat stworzony i zamieszkały przez ludzi przed nadejściem Antychrysta, które będzie zwiastować początek Apokalipsy i zniszczenia świata. Katechon to ten, kto podtrzymuje istnienie świata i powstrzymuje apokalipsę i finalną bitwę na polach Armagedonu[1].

W Średniowieczu pojęcie to poszło w zapomnienie wraz z greką, a to dlatego, że nie ma odpowiednika tego słowa tak po łacinie, jak i w językach nowożytnych (po polsku byłby to powstrzymywacz). Termin ten przywrócił dopiero w XX wieku. Carl Schmitt nadając mu charakter stricte polityczny: Katechon to ten, kto powstrzymuje rewolucję. Oryginalnie był nim Paul von Hindenburg, który miał powstrzymać rewolucją narodowo-socjalistyczną[2].

Termin Katechon zdecydowaliśmy się zastosować do konserwatywnej refleksji na temat roli Rosji tak w świecie współczesnym, jak i w stuleciu XIX, gdyż kraj ten powstrzymywał, i (być może) nadal powstrzymuje, rozmaite rewolucyjne trendy płynące z zachodniej Europy. Pojęcie to należy rozumieć, przynajmniej w tym tekście, w rozumieniu Schmittiańskim tego słowa, czyli przenośnym. Katechoniczność Rosji nie polega na tym, że w sensie dosłownym powstrzymuje Antychrysta, lecz w znaczeniu jak najbardziej politycznym: Rosja powstrzymując rewolucję nabiera charakteru Katechonicznego.

2. Ziemie polskie a rewolucja

Wielu badaczy konserwatyzmu wskazuje, że na doktrynę tę składają się dwa elementy. Pierwszy z nich ma charakter doktrynalny i dlatego za konserwatystę uważamy tego, kto sprzeciwia się emancypacyjnej tradycji Rewolucji Francuskiej, afirmując władzę, tradycję, hierarchię społeczną, własność, rolę religii w życiu społecznym. Słowem, konserwatysta to ten, kto opowiada się za tradycyjnym sojuszem Tronu i Ołtarza przeciwko liberalizmowi, społeczeństwu masowemu i ideom egalitarnym[3]. Drugim elementem konserwatyzmu jest pewna postawa polityczna, która sprzeciwia się radykalizmowi, nurtom rewolucyjnym, chęci zmiany natury ludzkiej i struktury społecznej[4]. Konserwatysta modelowy to taki, który łączy doktrynę sojuszu Tronu i Ołtarza z niechęcią do radykalizmu politycznego.

Niestety, szybkość z jaką najpierw armie, a potem ideologie rewolucyjne przetaczały się przez kontynent europejski w XIX wieku spowodowała, że rozdźwięk pomiędzy światem ideowym konserwatyzmu a konserwatywnym rozumieniem polityki stawał się coraz większy. Radykalne hasła i przemiany rewolucyjne wymuszały na zachodnich kontynentalnych konserwatystach albo radykalną obronę wyznawanych idei – kosztem niechęci do politycznego radykalizmu – albo rezygnację z własnego świata ideowego, aby utrzymać się w głównym nurcie wydarzeń i nie być samemu politycznymi radykałami.

Było tylko kilka krajów, gdzie w XIX wieku udało się utrzymać jedność postawy i doktryny konserwatywnej. To te, przez które nie przetoczyła się brutalnie ani Rewolucja Francuska, ani kolejne rewolucje egalitarne. Były to Anglia, Rosja i Polska (dokładniej: ziemie polskie). Brak gwałtownej rewolucji na ziemiach polskich miał dwie przyczyny:

1/ W XIX wieku nad wszystkimi problemami politycznymi i społecznymi dominowała kwestia narodowa, sprawa odzyskania niepodległości. Kwestie rewolucyjne były silnie związane ze sprawą narodową i to w jej powstańczym wydaniu. To radykalna młodzież z 1830 i „czerwoni” z 1863 roku reprezentują nurt nie tylko niepodległościowy, lecz także rewolucyjny społecznie[5]. Jednak radykałowie ci stanowią mniejszość. Powstaniem Listopadowym kierują elity polityczne i wojskowe Królestwa Kongresowego; Powstaniem Styczniowym kierują „biali”, których można określić jako liberałów o pewnych cechach konserwatyzmu społecznego. Jakkolwiek radykałowie podnoszą kwestie społeczne, to kierownictwo spoczywa w rękach ludzi bardziej umiarkowanych.

2/ Udział w obydwu powstaniach bierze udział przede wszystkim szlachta (ziemiaństwo), przy aplauzie ulicy warszawskiej. Stanowiący zdecydowaną większość narodu chłopi do polskości ledwo się poczuwają i nie są skłonni walczyć za Polskę, nawet jeśli szlacheccy rewolucjoniści bardziej radykalnego autoramentu chętnie oferują im ziemię należącą do zamożnego ziemiaństwa. Na ziemiach polskich brak rewolucyjnej klasy społecznej, która poprowadziła rewolucje na Zachodzie w 1789, 1830 i 1848 roku: mieszczaństwa. O rewolucyjnym proletariacie mówić tutaj tym trudniej. Pojawia się dopiero pod koniec XIX wieku i pierwszy raz daje o sobie znać w czasie rewolucyjnych zamieszek Rewolucji 1905 roku.

W Polsce XIX wieku nie było rewolucji, a więc konserwatyści nie musieli się radykalizować. Ale czuć było nastroje rewolucyjne. Prasa polska i docierająca zza granicy coraz to informowała o nowych rewolucjach w Paryżu, Rzymie, Mediolanie, Neapolu, Wiedniu, Dreźnie i Berlinie. Rewolucyjne, przywożone z Zachodu, książki krążyły pośród radykalnej inteligencji, znajdując coraz to więcej polskojęzycznych czytelników. Polskie kręgi konserwatywne znakomicie zdawały sobie sprawę z tego, że świat tradycyjny w Europie Zachodniej nigdy nie został odbudowany, pomimo oficjalnej doktryny Restauracji, Kongresu Wiedeńskiego i kilku udanych zbrojnych interwencji Świętego Przymierza. Zresztą każda kolejna taka interwencja dowodziła wyłącznie tego, że rządy Tronu i Ołtarza utrzymują się tylko dzięki sile obcych bagnetów. Pod pozorami Restauracji krył się już nowy liberalny świat, gdzie nie było tradycyjnej struktury społecznej, którą zastąpiła wolna gra jednostek-atomów (merytokracja) i który nie miał już szacunku nie tylko dla starych symboli, monarchii, arystokracji, ale także dla kapłanów i samego Boga.

Jakkolwiek Polska była rozczłonkowana przez zaborców, a większość jej historycznych i etnicznych ziem znajdowała się w obrębie prawosławnej Rosji, to powszechne było poczucie, że mimo tych linii granicznych należymy do Cywilizacji Zachodniej, a nie do Wschodniej, bizantyjskiej, prawosławnej. Nakazywało to spytać, czy rzeczywistość zachodnich rewolucji nie dotrze do nas w ogóle, czy też jeszcze do nas nie dotarła? Odpowiedź była stosunkowo prosta: idee te już do Polski dotarły, ale jeszcze nie zagnieździły się pośród społeczeństwa i jeszcze nie wzburzyły umysłów – poza garstką radykałów – którzy je studiują, czytają i propagują. Na swoje szczęście ziemie polskie są mocno zapóźnione ekonomicznie i społecznie; nie mają silnego mieszczaństwa lub ma ono charakter etnicznie obcy (żydowski i niemiecki) i mało jest zainteresowane tak polską polityką, jak i polską rewolucją. Jednak liczba radykalnej inteligencji powoli rośnie, podobnie jak i mieszkańców ubogich rzemieślniczo-proletariackich przedmieść. Kiedyś także chłopi podniosą głowę. I któregoś dnia ten tłum, wpatrzony w precedens rewolucji zachodnich, rozpocznie rewolucję w Polsce.

Polscy konserwatyści obawiali się (a po części nadal się obawiają) rewolucji na modłę zachodnią z trzech powodów: własnościowego, politycznego i cywilizacyjnego.

3. Aspekt własnościowy rewolucji

Rewolucje zachodnie w XIX wieku miały dwie fazy, które – po marksistowsku[6] – moglibyśmy określić jako burżuazyjne i socjalistyczne. Ta pierwsza miała charakter wyłącznie polityczny i polegała na przejęciu władzy przez mieszczaństwo, w postaci mniej lub bardziej demokratycznej republiki. Ta druga miała charakter społecznie rewolucyjny (robotniczy) i jej istotą była negacja własnościowego status quo (Dni Czerwcowe w Paryżu z 1848, Komuna Paryska z 1871 roku).

Na ziemiach polskich rewolucja polityczna nie stanowiła problemu, gdyż nawet ziemiaństwo (dawna szlachta) z dużą niechęcią patrzyła na obce polskości, zcentralizowane i zbiurokratyzowane monarchie absolutne w Austrii i Prusach, nie wspominając o Rosji. W Królestwie Kongresowym lat 1815-30 prawo wyborcze było bardziej liberalne niż we Francji[7] i nie budziło kontrowersji. Problem stanowiła ewentualna rewolucja społeczna, która musiałaby przybrać formę zaboru ziemi należącej do posesjonatów, aby rozdać ją chłopstwu. Mechanizm ten próbowali wykorzystywać powstańcy-rewolucjoniści, którzy zawsze chcieli kupić chłopów do powstania, obiecując im właśnie ziemię[8]. Ewentualne udane powstanie, uwieńczone niepodległą Polską, miało odbyć się kosztem bazy społecznej konserwatyzmu: w niepodległej ojczyźnie ziemiaństwo miało zostać ograbione i spauperyzowane. Nic tedy dziwnego, że wielu ziemian – mając do wyboru biedę w wolnej Polsce albo zamożność bez Polski – wybierało to drugie rozwiązanie. Niepodległość łączyła się z rewolucją społeczną; lojalizm łączył się z obroną tradycyjnych stosunków. Rewolucjoniści sami wypychali konserwatystów na pozycje lojalistyczne, którzy poczęli postrzegać władze rosyjskie jako Katechoniczne, czyli powstrzymujące próby zaboru ich legalnie posiadanej własności prywatnej.

Czynnik własnościowy ma charakter historyczny dla stosunku konserwatystów do Rosji. Był aktualny w warunkach społecznych i własnościowych okresu zaborów. Stanowił główny impuls opcji prorosyjskiej dla członków klasy wyższej polityką mało zainteresowanych, ale żywo przejętych obroną tradycyjnego porządku społecznego i własną stabilizacją życiową. Biorąc pod uwagę rosnący w siłę nurt insurekcyjno-rewolucyjny, negujący własność w imię woli większości, konserwatywna polityka trójlojalizmu była słuszna. Zaborcze monarchie, mimo swojego biurokratycznego i urzędniczego typu, charakteryzowały się konserwatywnym podejściem do kwestii społecznych i własnościowych (może poza pojedynczym incydentem z Rabacją Galicyjską w 1846 roku). Skoro zaś zdecydowana większość ziem polskich znajdowała się pod administracją rosyjską, to konserwatywne ziemiaństwo – czym mocniej było atakowane przez prądy rewolucyjne – tym bardziej było spychane na pozycje lojalistyczne i prorosyjskie. Konserwatystom Rosja jawiła się jako Katechoniczna gwarantka ich własności.

Dopóki istniała wielka własność ziemska, dopóki jej posiadacze zawsze patrzyli na wszelką ustanowioną władzę jako na gwaranta porządku. W XIX stuleciu Katechonem był car, w dwudziestoleciu międzywojennym ziemianie czuli się równie zagrożeni przez parcelacyjne dążenia PSL „Piasta”, a szczególnie radykalne żądania wywłaszczenia bez odszkodowań formułowane przez PSL „Wyzwolenie”. W dodatku zdradzeni przez endecję (Pakt Lanckoroński z 1923 roku), po Zamachu Majowym rzucili się w objęcia Józefowi Piłsudskiemu, mimo że ten był wieloletnim działaczem socjalistycznym, a w którym teraz ujrzeli nowego Katechona (Dzików i Nieśwież w 1926 roku)[9]. Za każdym razem był to krok logiczny: konserwatyści stanowili mniejszość społeczeństwa, a więc nie mogli ocalić własności w warunkach demokratycznych. Nacisk chłopskich wyborów był tak wielki, że nawet koalicje centro-prawicowe (Chjenopiast) nie mogły zagwarantować im własności. Wcześniej czy później wybory mogła wygrać koalicja PSL „Wyzwolenia” i PPS, co oznaczałoby dla nich ekonomiczną apokalipsę. W tej sytuacji należało poprzeć kogokolwiek, kto sprawuje władzę autorytarną i wpłynąć na niego, aby zechciał pozyskać poparcie konserwatystów. Ta zasada przyświecała konserwatystom tak w stosunku do caratu w XIX wieku, jak i do sanacji po 1926 roku.

W wyniku nacjonalizacyjnych dekretów władz Polski Ludowej z 1944 roku dawne konserwatywne ziemiaństwo przestało istnieć jako grupa społeczna. Dlatego też element antyparcelacyjny przestał mieć dziś jakiekolwiek znaczenie dla polskiego konserwatyzmu i jego opcji geopolitycznej. Trudno komukolwiek z tych teorii argumentować, w czasach współczesnych, za sojuszem z Rosją. Chyba, że potraktujemy radykalne postulaty uwłaszczeniowe jako element znacznie szerszego procesu, jakim jest rewolucja.

4. Aspekt polityczny rewolucji

Konserwatyści w XIX wieku byli przeciwnikami polityki insurekcyjnej. Ta ostatnia cieszyła się popularnością w dwóch charakterystycznych grupach społecznych. Pierwszą z nich była szlachecka młodzież, zwykle dobrze wykształcona w duchu klasycznym, oczytana w polskich narodowych pisarzach i poetach, patriotyczna, ideowa. Grupę tę cechował absolutny idealizm, połączony z zupełnym brakiem znajomości rzeczywistego świata. Ci młodzi ludzie wierzyli, że decydujące znaczenie polityczne i militarne ma wola, duch, a przede wszystkim racja moralna. Wszelkie pakty, negocjacje z zaborcami traktowali jako przejaw zdrady narodowej i zaprzaństwa uważając, że prawdziwy Polak ma tylko dwie możliwości: albo wygrać albo umrzeć. Była to formuła polityczna wpisująca się w narrację i sposób oglądania świata przez Romantyzm, który akurat triumfował w świecie literackim. Dobre wykształcenie humanistyczne szlacheckiej młodzieży, połączone z jej naiwnością polityczną, czyniło ją wyjątkowo podatną na agitację rewolucyjną i powstańczą, która nie liczyła się z realiami.

Pośród polskiego ziemiaństwa można wyróżnić dwa stanowiska w kwestii powstańczej: starsze pokolenie było bardziej świadome odpowiedzialności za kraj, rodzinę i odziedziczone majątki. Z tego powodu opowiadało się za układami z caratem, a w latach 1815-30 do instytucji Królestwa Kongresowego podchodziło wręcz z entuzjazmem, ponieważ było świadome, że jakakolwiek forma oddzielnego bytu państwowego czy autonomii wynika wyłącznie z dobrej woli Moskwy. Po 1830 roku sprawę odzyskania niepodległości starsze pokolenie wiązało z ewentualną interwencją mocarstw zachodnich (co było iluzją). Młodszemu pokoleniu brak było tej politycznej bystrości i rwało się do walki, zwykle zresztą kosztem własnej klasy społecznej. Młodzi radykałowie chcieli kupić do powstania chłopstwo kosztem ziemi należącej do ich rodziców, a do walki rwali się pomimo represji, które spadały przede wszystkim na posiadaczy, gdyż grupę tę łatwo było karać za polskie powstania w postaci kontrybucji, podatków etc. Szlacheccy radykałowie walczyli więc o egalitarną polską republikę wbrew własnym interesom i kosztem własnych majątków. Nie dbali jednak o to, ponieważ byli nazbyt niedojrzali, aby zrozumieć meandry polityki. Musimy pamiętać, że decyzję o wywołaniu Powstania Styczniowego podjął student mający zaledwie 22 lata (Stefan Bobrowski)[10]!

Bardziej zrozumiały jest żywiołowy aplauz dla insurekcji ze strony ubogich przedmieść wielkich miast, szczególnie Warszawy, który zadecydował o sukcesie powstania w noc listopadową 1830 roku i rozkazie wycofania wojsk poza miasto. Uboga robotnicza i rzemieślnicza ludność z przedmieść jako żywo psychicznie i poglądami przypominała znakomicie opisane w literaturze pro-jakobińskie przedmieścia paryskie. Rewolucyjne nastawienie ludności z przedmieść jest łatwe do wyjaśnienia. Sankiuloterii nie grożą kontrybucje w razie nieudanego buntu; w sytuacji braku powszechnej służby wojskowej nie jest także pociągana do późniejszego udziału w walkach powstańczych. Czyli wydarzenia rewolucyjne i powstańcze dają jej szansę na objęcie władzy, krótką chwilę bezkarnej grabieży, karierę dla ludowych demagogów. Jako klasa sankiuloteria nie jest pociągana do odpowiedzialności. Może jedynie zyskać na powstaniu lub rewolucji, gdyż nie wiele ma do stracenia.

W sytuacji braku na ziemiach polskich XIX wieku wykształconych ideologii rewolucyjnych, takich jak anarchizm Bakunina i Proudhona czy marksizm (ten pojawia się dopiero pod koniec XIX wieku i eksploduje po raz pierwszy w czasie Rewolucji 1905 roku), rolę rewolucyjnych doktrynerów przyjmują romantyczni poeci. Piszą wielkie patriotyczne dzieła, pełne patosu i żywej nienawiści do rosyjskich władz, które są czytane po dzień dzisiejszy przez młodzież szkolną jako literatura obowiązkowa. Te patriotyczne traktaty pisane są zwykle na obczyźnie, pośród popowstaniowej emigracji. Atmosfera militarnej klęski, wyobcowania w zagranicznym otoczeniu, beznadziei tak dla sprawy narodowej, jak i osobistej (wielu z nich na obczyźnie żyło w nędzy) skłaniała do werbalnego radykalizmu. Wielu badaczy Romantyzmu twierdzi, że nurt ten jest rewolucyjny sam w sobie, ponieważ głosi prymat indywidualistycznego uczucia nad tradycyjnymi strukturami społecznymi, normami i obyczajami[11]. Polscy emigracyjni poeci tworzą rewolucyjno-insurekcyjną mieszankę skierowaną przeciwko całemu zastanemu porządkowi politycznemu, dodając tu wątki niepodległościowe, przez co sprawę rewolucyjnej walki z monarchią absolutną połączono z walką przeciwko monarchii rosyjskiej.

Niestety, wszystkie powstania – wywołane przez radykalną młodzież i ochoczo wsparte przez przedmieścia – zakończyły się klęską, prowadząc do kolejnych represji, utraty najpierw niepodległego bytu (1830), a potem z tak wielkim trudem wywalczonej, przez margrabiego Wielopolskiego, ograniczonej autonomii (1863). Klęska Powstania Listopadowego zaowocowała utratą własnego państwa, konstytucji, rządu, armii, praw i sejmu; podobna klęska Powstania Styczniowego zniszczyła reformy szkolne i administracyjne, praktycznie prowadząc do włączenia Kongresówki do Rosji. Po każdym powstaniu polskość dramatycznie cofała się, tracąc wielkie połacie cywilizacyjnych wpływów na wschodzie (tzw. ziemie zabrane)[12]. Po nieudanym zrywie nie pojawiała się refleksja krytyczna, lecz kolejny raz rzucano hasło gloria victis i w realnej porażce militarnej usiłowano dostrzec przejaw polskiej moralnej wyższości.

Tak pojęty patriotyzm – w istocie skrajnie destruktywny dla narodu – stał w jaskrawej sprzeczności z poglądami konserwatystów. Konserwatywna mentalność polityczna wychodzi z zupełnie odmiennych źródeł niż romantyczna. Nie jest tutaj specjalnie istotne jak świat powinien wyglądać, lecz jak wygląda realnie. Konserwatyści nie lubują się w wielkich ideach i manifestach opisujących świat lepszy i sprawiedliwszy od zastanego, gdyż wiedzą, że ten zastany wynika z natury ludzkiej. Ta zaś zawsze była, jest i będzie taka sama, a więc wszelka idea melioryzacji rzeczywistości wymagałaby uprzedniej cudownej odmiany człowieka. Zasady tego politycznego realizmu dotyczą tak stosunków wewnętrznych (struktury społeczeństwa), jak i spraw międzynarodowych.

Z tej realistycznej koncepcji stosunków międzyludzkich i między narodami wynikała pesymistyczna ocena szans odzyskania niepodległości. Nie można było w tej sprawie liczyć na żadne szlachetne porywy serca, czy to ze strony zaborców czy mocarstw zachodnich, ponieważ każde państwo kieruje się tylko i wyłącznie swoją raison d’être. Interesy państw zawsze były, są i będą takie same i to bez względu na ich monarchiczny lub demokratyczny charakter. Wiarę romantyków, że zdemokratyzowana Europa uzna polskie racje moralne uznawano za kompletnie naiwną. Żadne z państw zaborczych, nawet republikańskich i zdemokratyzowanych, nie odda ani piędzi polskiej ziemi z pobudek altruistycznych. Żadne z mocarstw zachodnich nie zaryzykuje śmierci swoich żołnierzy dla walki o restytucję niepodległej Polski. Państwa zaborcze lub zachodnie mogą podnieść sprawę polską tylko wtedy, gdy będą miały w tym swój interes i doprowadzą ją do szczęśliwego finału, jeśli przyniesie im to korzyść. Jeśli interesu takiego mieć nie będą, to nie można w tej kwestii liczyć na jakiekolwiek sentymenty. Póki co wszystkie trzy mocarstwa zaborcze są żywotnie zainteresowane utrzymaniem status quo, podczas gdy Anglia i Francja będąc w sporze z którymś z nich, zwykle są w sojuszu z którymś z pozostałych. Dlatego w Europie XIX stulecia nie ma znaczących sił gotowych do realnych działań w polskiej sprawie.

Konserwatyści niezwykle pesymistycznie patrzyli na szanse samodzielnego powstania, wywołanego bez wsparcia zewnętrznego. Wynikało to z dwóch realistycznych przesłanek:

1/ siły zbrojne, które Polacy mogli przeciwstawić Rosji – głównemu zaborcy – były zbyt małe, aby realnie myśleć o wywalczeniu niepodległego bytu. Wynikało to z ogromnej różnicy potencjałów obydwu krajów, mimo że Rosja była zapóźniona i przy niej Kongresówka mogła uchodzić za nowoczesny i uprzemysłowiony region. Była to jednak epoka, gdy potencjał demograficzny miał znaczenie dominujące w prowadzeniu wojen.

2/ Ewentualny sukces w wojnie z Rosją, acz nieprawdopodobny, wcale nie doprowadziłby do odzyskania niepodległości, ponieważ do rozwiązania tego nie dopuściłyby Prusy, które przeprowadziłyby interwencję zbrojną, aby pomóc w stłumieniu polskiej rebelii, ewentualnie po to, aby przyłączyć nadgraniczne tereny Kongresówki do własnego państwa[13].

Skoro pokonanie zbrojne zaborców nie było możliwe, pozostawało jedynie ułożenie się z nimi. Chodziło tu szczególnie o Rosję, którą – nie bez przyczyny – uważano za głównego zaborcę. Warunki takiego porozumienia, jednostronnie podyktowane przez cara Aleksandra w 1815 roku, były dla Polaków znakomite: uznanie cara jako króla w zamian za własne państwo połączone unią realną, z oddzielnym rządem, sejmem i armią. Niestety, katastrofa lat 1830-31 doprowadziła do zagłady Kongresówki. Tracąc oddzielny byt polityczny i armię Polacy utracili najważniejsze atuty takiej umowy społecznej, acz nie utracili wszystkich. Okupacja Kongresówki nie była dla Rosjan korzystna, gdyż była bardzo kosztowna, wymagając stałego stacjonowania olbrzymich mas wojsk. Poza tym despotyczne metody rządzenia tą najbardziej cywilizowaną częścią imperium blokowały liberalne reformy całego państwa. Stąd zgoda moskiewskich elit na zawarcie kompromisu z Polakami w postaci ograniczonych reform Wielopolskiego (1861-62)[14]. Niestety, radykalna część polskiego społeczeństwa i tym razem udaremniła jakiekolwiek pakty, wywołując najpierw powstańczą ruchawkę („czerwoni”), a następnie wymuszając na bardziej umiarkowanych („biali”) udział w tym samobójczym przedsięwzięciu. Konserwatyści okresu Kongresówki i reform Wielopolskiego ponieśli klęskę, ponieważ nie mieli po swojej stronie społeczeństwa; gorzej, nie popierało ich nawet ziemiaństwo.

Ten charakterystyczny sentymentalny i irracjonalny instynkt antyrosyjski – który kojarzony jest z obroną wolności (zarówno rządów republikańskich, swobód jednostkowych, jak i niepodległości) – dominuje nad polską polityką po dziś dzień, stanowiąc dziedzictwo insurekcjonizmu. Cała polska polityka po 1989 roku nastawiona jest rusofobicznie i temu paradygmatowi podporządkowane są wszystkie kwestie. Główne argumenty za wejściem do NATO i Unii Europejskiej miały charakter antyrosyjski, przy czym w istocie nie bardzo wiadomo na czym miałoby polegać rosyjskie zagrożenie. Rosja nie ma wobec naszego kraju żadnych roszczeń terytorialnych, uznaje naszą suwerenność, nie uważa za bliską zagranicę, czyli terytorium wpływów opisane w tzw. doktrynie Miedwiediewa[15], nie grozi nam zamknięciem dostaw gazu. W Moskwie, nie bez powodu, uważani jesteśmy za satelitę Stanów Zjednoczonych, prowadzącego politykę antyrosyjską, skierowaną na umacnianie Ukrainy, Gruzji i demokratyzację Białorusi, aby wyrwać te kraje z rosyjskiej strefy wpływów[16]. Każe to zastanowić się czy konflikty polsko-rosyjskie wynikają z winy rosyjskiej czy też polskiej? U źródeł rusofobii stoją kwestie historyczne, które nie są związane z realnymi problemami współczesnej epoki. Ta niechęć ma charakter uczuciowy i instynktowny. Sam fakt, że prezydencki samolot rozbił się w Smoleńsku, czyli w Rosji, spowodował, że miliony Polaków wierzą w rosyjski zamach, choć fakt, że wypadek miał miejsce w tym kraju jest przecież argumentem przeciwko tej tezie. Rosyjskie służby specjalne musiałby być bardzo nieprofesjonalne, aby zrobić zamach u siebie, stając się pierwszymi podejrzanymi. Niechęć do wschodniego sąsiada ma źródła w romantycznej literaturze i poezji.

Insurekcyjne i rewolucyjne projekty polskie w XIX wieku wpisywały się w ogólną koncepcję nowej Europy kręgów karbonarsko-rewolucyjnych. Europę wiedeńskiego koncertu mocarstw miała zastąpić federacja demokratycznych europejskich republik. Miały one opierać się na następujących zasadach: 1/ demokracja i suwerenność ludu w państwie; 2/ demokratyzacja Kościoła, który winien być zarządzany przez lud Boży, a nie hierarchów na czele z papieżem; 3/ demokratyzacja rodziny, polegająca na przekształceniu modelu patriarchalnego w partnerski, oparty na swobodnych związkach[17]. Model ten miał charakter uniwersalistyczny i nie powinien być ograniczony wyłącznie do państw Europy Zachodniej. Polscy romantycy polityczni dążyli do eksportu tego projektu na Wschód (prometeizm), polegający na wyrwaniu z rąk carskiego autokratyzmu narodów Rosji i przekształcenia tego kraju w federację demokratycznych republik. Stąd tak bliskie stosunki polskich insurekcjonistów z rewolucjonistami rosyjskimi[18].

Prometeizm ożywiał koncepcję federacyjną Józefa Piłsudskiego z lat 1918-21, prowadząc m.in. do katastrofalnej w skutkach wyprawy na Kijów, a w drugiej połowie XX wieku stał się podstawą myśli politycznej Jerzego Giedroycia i paryskiej „Kultury”[19], na której wzrosły elity „Solidarności”, z których w większości wywodzą się współcześni polscy politycy. W Strategii Bezpieczeństwa Narodowego z 2008 roku, która obowiązuje nadal, pomimo zmian rządów, znajdujemy liczne fragmenty o charakterze jaskrawie prometejskim, gdzie Polska ma być nosicielem demokracji na Wschód:

Polska rozwija partnerska współpracę z tymi państwami (post-radzieckimi, szczególnie z Ukrainą – A.W.) w celu wzmocnienia ich dążeń do demokratycznego rozwoju. Pozytywny wpływ na umocnienie bezpieczeństwa Polski miałaby demokratyzacja Białorusi[20]. (…) Niekorzystnym zjawiskiem dla Polski byłoby umocnienie porządków autorytarnych na kontynencie[21]. (…) Należy wspierać procesy transformacyjne w Europie Wschodniej[22]. (…) Szczególnie intensywnie Polska będzie działać na rzecz pogłębiania wszechstronnej współpracy (NATO – A.W.) z Ukrainą i Gruzją[23]. (…) Uznając znaczenie Ukrainy dla bezpieczeństwa kontynentu europejskiego i regionu, Polska będzie zabiegać o dalszy rozwój strategicznego partnerstwa z tym krajem oraz o pogłębienie związków Ukrainy, a także Mołdowy, z instytucjami euroatlantyckimi. Liczymy na przemiany demokratyczne na Białorusi i związanie jej ze wspólnotą świata zachodniego[24].

Dokument ten, niestety, nie tłumaczy nam expressis verbis dlaczego w polskim interesie jest walka z autorytaryzmem i demokratyzacja Ukrainy, Białorusi i Gruzji? Możemy jednak łatwo domyśleć się, że autorytaryzm kojarzony jest z Rosją rządzoną przez Władimira Putina, a tym samym demokratyzacja oznacza wyrwanie wyżej wymienionych krajów spod rosyjskich wpływów i doprowadzenie ich do zachodniego modelu demokratycznego, jak i do sojuszu politycznego i militarnego z Zachodem (UE, NATO), czyli – mówiąc wprost – podporządkowanie ich zachodnim mocarstwom, bankom i koncernom. Istotą tego dokumentu jest wola niesienia wolności prawosławnym narodom przeciwko rosyjskiej dominacji. Strategia Bezpieczeństwa Narodowego, przygotowana w Warszawie w 2008 roku, równie dobrze mogłaby zostać napisana przez polskich emigrantów w Paryżu gdzieś koło roku 1835. Mickiewicz i Słowacki nadaliby jej jedynie ładniejszą formę literacką, zapewne wierszowaną.

Spróbujmy wyciągnąć wnioski z przedstawionego powyżej toku narracji. Spór pomiędzy insurekcjonistami a konserwatystami w XIX wieku nie był w istocie tylko zmaganiami pomiędzy tymi, którzy chcieli zbrojnie odbudować niepodległy byt państwowy, a tymi, którzy uważali takie plany za fantasmagorię. W istocie był to krajowy odpowiednik ówczesnego zachodnioeuropejskiego konfliktu pomiędzy siłami rewolucyjnymi a zwolennikami sojuszu Tronu i Ołtarza. Pod hasłami Polska, niepodległość, powstanie krył się całościowy projekt rewolucji politycznej, której celem było nie ustanowienie Polski w tradycjonalistycznym rozumieniu tego terminu, lecz Polski nowej, czyli rewolucyjnej, opartej o zasady demokracji i liberalizmu politycznego, a zarazem radykalnej społecznie (kwestie parcelacyjne). Konserwatystami nie byli ludzie, którzy sprzeciwiali się odzyskaniu niepodległości. Takie ujęcie jest całkowicie mylne. Istotą konserwatyzmu było stanowisko, że ewentualna odrodzona Polska nie będzie autentyczna, jeśli zostanie zbudowana wedle projektu rewolucyjnego. Co gorzej, skoro polityka powstańcza z góry skazana jest na niepowodzenie, to jej rzeczywistym celem nie jest faktyczna odbudowa niepodległego bytu, lecz wprzęgnięcie sprawy polskiej w dzieło ogólnoeuropejskiej rewolucji skierowanej przeciwko Tronowi i Ołtarzowi.

Nie było rzeczą przypadkową lub błędem wynikłym z niezrozumienia sytuacji, że Grzegorz XVI potępił Powstanie Listopadowe, ponieważ nadużywało narracji religijnej dla sprawy narodowej. Papież widział w powstańcach wyłącznie rewolucjonistów[25]. Niedługo potem Pius IX odmówił błogosławieństwa i poświęcenia sztandaru Legionu Mickiewicza[26]. Ten konserwatywny papież nie widział w polskich legionistach katolików walczących o niepodległość swojego kraju, lecz sprzymierzeńców włoskich karbonariuszy, rodzaj rewolucyjnego internacjonału wspomagającego antykatolicką rewolucję w Italii.

Czy idee rewolucjonistów z XIX stulecia, karbonariuszy i demokratów doczekały się realizacji? Nie trudno dostrzec je we współczesnych krajach zachodnich. Ustrój republikański, demokracja oparta na powszechnym prawie wyborczym, liberalizm polityczny, upaństwowienie edukacji i jej laicyzacja, likwidacja patriarchalnego modelu rodziny, wolność religijna, wolność prasy – to wszystko zrealizowane idee rewolucjonistów z XIX stulecia. Wrogiem tych idei w tym czasie były systemy absolutystyczne, z których za najbardziej reakcyjny uchodził rosyjski. Dlatego tak wielu konserwatystów widziało w Rosji Katechonicznego obrońcę starej Europy przed rewolucjonistami[27].

Mimo kilkudziesięcioletniej przerwy, związanej z komunizmem, ponownie znajdujemy się dziś w podobnej sytuacji, nawet jeśli nie mający arystokratycznego pochodzenia Putin rządzi w Moskwie w miejsce Romanowów. Dwa ostatnie europejskie systemy polityczne, które uważane są za niedemokratyczne, to Rosja i Białoruś. Gdy Unia Europejska i NATO otwarte są wyłącznie dla krajów liberalno-demokratycznych, to tworzą rodzaj Świętego Przymierza państw zbudowanych wedle pewnego modelu opartego na powszechnych wyborach, pluralizmie politycznym i tzw. prawach człowieka. Zasady te stoją w opozycji do świata ideowego tradycyjnego konserwatyzmu. Dlatego refleksja konserwatywna w sposób logiczny winna mieć predylekcję do sojuszu z Rosją, która staje się Katechonicznym obrońcą autorytarnego i hierarchicznego porządku. Sojusz jakiegokolwiek państwa z Rosją ma charakter polityczny – wspólnoty interesów – i nie wymaga spełnienia tzw. demokratycznych standardów. Jest to jedyna możliwa opcja geopolityczna dla polskiego konserwatysty, który stoi w opozycji do demokratycznego modelu zachodniego, gdyż tylko Rosja będzie rozmawiać z państwem łamiącym tzw. demokratyczne standardy.

5. Aspekt cywilizacyjny rewolucji

Z punktu widzenia współczesnych relacji polsko-rosyjskich najbardziej inspirujący wydaje się aspekt cywilizacyjny i geo-cywilizacyjny opcji pro-rosyjskiej, którą w XIX wieku przedstawiali konserwatyści.

Polski konserwatyzm w okresie zaborów nie wzniósł się na wyżyny intelektu cechujące pisarstwo Josepha de Maistre’a, Louisa de Bonalda czy Juana Donoso Cortésa. Nie mieliśmy nawet polskiego Edmunda Burke’a. Jest to stosunkowo łatwe do uzasadnienia i wynika z wewnętrznej logiki samego konserwatyzmu: nie przypadkowo jego przedstawicieli pejoratywnie określa się mianem reakcjonistów, czyli tych, którzy reagują (w domyśle: na rewolucję). Konserwatyści to ludzie generalnie zadowoleni z panujących tradycyjnych stosunków, a taki stan emocjonalny nie zachęca do pisania uczonych traktatów. Piszą je ci, którzy są niezadowoleni, czują się wydziedziczeni i wyobcowani. Grube i uczone książki piszą kontestatorzy świata zastanego. Dlatego największe dzieła literatury konserwatywnej wyszły spod piór kontrrewolucyjnych francuskich emigrantów i napisano je na obczyźnie. Tymczasem na ziemiach polskich nie było w XIX stuleciu udanej rewolucji (czytaj: zwycięskiego powstania prowadzonego przez radykałów); nastroje rewolucyjne nie były też aż tak silne. Środowiska konserwatywne raczej czuły się zagrożone przyszłą potencjalną rewolucją; z przerażeniem patrzyły na to, co dzieje się na ulicach miast francuskich, niemieckich, hiszpańskich i włoskich. Były zaniepokojone, ale jednak jeszcze bezpieczne. Rewolucja powoli zbliżała się, ale jeszcze nie nadeszła.

Ważnym aspektem bezpieczeństwa kulturowego i politycznego było subiektywne poczucie konserwatystów, że zbliżająca się rewolucja nie ma rodzimego charakteru. Kaliszanie byli kalką francuskich doktrynerów[28]; radykałowie kalką najpierw jakobinów, a potem włoskich karbonariuszy[29]; pojawiające się kręgi antyklerykalne wydawały się kopią francuskich i włoskich rewolucjonistów, skoro w Polsce rodzimej tradycji tego typu nie było. Wreszcie rewolucyjny polski Romantyzm, jakkolwiek uważa się go dziś za przewyższający niemiecki czy francuski siłą odczuć i geniuszem literackim, to jednak także przywędrował nad Wisłę z Zachodu, gdyż narodził się jako boczny nurt francuskiego Oświecenia[30]. Wielu konserwatystów wiedziało o tej zagranicznej genezie rewolucyjnych doktryn aż za dobrze, gdyż sami je do polski przywozili – wymieńmy tutaj byłego jakobina i adepta radykalnego politycznie fichtianizmu Józefa Kalasantego Szaniawskiego.

Rewolucja nie tylko narodziła się na Zachodzie, ale ma też tam tendencję do ciągłego pogłębiania się. Atak na Tron i Ołtarz radykalizuje się z biegiem czasu, podobnie jak to było we Francuskim Oświeceniu: zaczęło się od oświeconych absolutystów (Wolter, Turgot), aby po chwili przepoczwarzyć główne idee w republikańskie (Diderot, Rousseau), a następnie w socjalistyczne (Mably). Tę samą tendencję filozofii oświeceniowej można zaobserwować było w tematyce religijnej: zaczęło się od deizmu dla dżentelmenów, a ewolucja zakończyła się wojującym ateizmem i burzeniem kościołów w okresie jakobińskim. Innymi słowy: postulaty pierwszych rewolucjonistów w chwilę później stają się już konserwatywne, a zaraz potem prawie reakcyjne. Same rewolucje mnożą się jak grzyby po deszczu: Rewolucja Francuska, Lipcowa, Wiosna Ludów, potem jeszcze Komuna Paryska. Są wszechobecne: Francja, Niemcy, Hiszpania, księstwa włoskie, wybuchają nawet w Państwie Kościelnym. Nie szanują żadnych świętości politycznych, społecznych, kulturowych i religijnych. Z punktu widzenia konserwatysty, Europa XIX stulecia, mniej więcej do lat siedemdziesiątych XIX wieku, jawiła się jako zalew neo-barbarzyństwa, które pod koniec stulecia odniosło sukces, konstytuując antyklerykalną republikę we Francji i podobną aksjologicznie liberalną monarchię w Italii. W Niemczech liberalizm złączył się z protestanckim nacjonalizmem i wybuchł w postaci antypolskiego i antykatolickiego Kulturkampfu. Tylko Austria cesarza Franciszka Józefa wydawać się mogła ostoją konserwatyzmu. Był to jedyny kraj, gdzie konserwatyści sprawowali rządy, ponieważ wybory nie miały tutaj charakteru równego, lecz kurialny[31]. Jakkolwiek Austria była ostoją konserwatyzmu, to była krajem słabym i wszyscy zdawali sobie z tego sprawę. Była jednak atrakcyjna dla galicyjskich konserwatystów, którzy okazali się jej najbardziej lojalnymi poddanymi po reformie z 1867 roku[32].

Opcja pro-austriacka nie mogła cieszyć się dużą popularnością. Nie dość, że Austria posiadała niewielką połać polskich ziem i była krajem słabym, to w dodatku polityka wiedeńska bywała sympatyczną dla Rusinów, wzmacnianie których stanowiło śmiertelne zagrożenie dla ziemian ze wschodniej Galicji. Generalnie – ujmując rzecz w pewnym uproszczeniu – nie uważano, aby Austria była zdolna przeciwstawić się prądom rewolucyjnym i liberalnym. Miała kłopoty z utrzymaniem konserwatywnego porządku w rozbitych politycznie Włoszech, a w czasie Wiosny Ludów sama musiała korzystać ze wsparcia rosyjskiego aby rozprawić się z narodowo-liberalną rewolucją węgierską. Opierała się rewolucji, ale trudno ją uznać za Katechona kontrrewolucji. To militarna pomoc caratu złamała rewolucję.

W ten sposób doszliśmy do Rosji. Warto zauważyć, że był to kraj w którym swoje nadzieje na przyszłość Europy rokowało wielu zachodnioeuropejskich konserwatystów. Rosja była postrzegana jako rodzaj gigantycznej zamrażarki. W fatalnych okolicznościach Wielkiej Schizmy Wschodniej (1054) została na prawie tysiąc lat oderwana od świata Cywilizacji Zachodniej. Przy wszystkich mankamentach tego wydarzenia, które ujawniały się przez tyle stuleci, w XIX wieku konserwatyści dostrzegli plusy schizmy sprzed 800 lat. Świat kultury bizantyjskiej odpadł od Zachodu nie tylko religijnie, ale także cywilizacyjnie i językowo. O ile, na przykład, nieznajomość dzieł św. Bonawentury i św. Tomasza z Akwinu można uznać za intelektualną pauperyzację Wschodu oddzielonego od Zachodu, to oddzielenie to spowodowało, że Rosjanie nie zetknęli się także z tymi nurtami, które konserwatyści postrzegali jako destrukcyjne dla cywilizacji: nie znali pism Lutra i Kalwina; nie czytali Woltera i Rousseau. Innymi słowy: zachodnioeuropejscy konserwatyści stwierdzali, że Rosja odłączyła się od Zachodu w Średniowieczu i nadal żyje w… Średniowieczu[33]. Konstatacja ta prowokowała do pytana czy nie warto uciec z upadającego Zachodu i związać się ze Wschodem, który nie został zainfekowany przez rewolucyjne ideologie, a wszelkie próby takiej infekcji są stanowczo zwalczane przez carat? Czy car Rosji jest Katechonem?

Pogląd taki prezentował już Józef Kalasanty Szaniawski – konserwatysta pełen obrzydzenia do francuskich i rewolucyjnych stosunków panujących w Księstwie Warszawskim – który tak oto pisał w roku 1813, czyli wtedy, gdy wydawało się, że po zajęciu Księstwa przez Rosjan wszelka autonomia czy polski byt państwowy może być trwale utracony:

Interes moralności i religii wyższym jest nad interes tej lub owej Ojczyzny, bo sprawa ludzkości wyższa jest bez porównania nad wiekowy lub czasowy interes któregokolwiek z ludów. Byt ludu pod tą lub ową ojczystą formą wtedy jedynie może mieć swoją cenę, jeśli pod tąż formą wydatniej objawia istotne znamiona ludzkości, lecz skoro życie jego narodowe przestanie odpowiadać owej powszechnej harmonii narodowego porządku, naówczas kogóż mogłaby obchodzić dalsza trwałość tegoż narodowego życia? Żaden jeszcze prawego serca i zdrowej myśli człowiek, żaden prawdziwy dziejopis nie uronił łzy politowania nad zgonem ludu moralnie zepsutego, bo owszem, na takowym zgonie ludzkość moralnie zyskuje. Jawną jest więc rzeczą, iż nawet dla interesu Ojczyzny nie godzi się obrażać nieprzemiennych i odwiecznych praw „wyższego porządku” , w porównaniu z którymi każdy byt ojczysty pojedynczego ludu jest tylko znikomym zjawiskiem na łonie czasu i przestrzeni[34].

Szaniawski tłumaczy następnie, że „społeczeństwo może się swobodnie doskonalić” nawet wtedy, gdyby jego ojczyzna „nie była absolutnie niepodległa”[35]. Oto sposób myślenia konserwatysty doby Królestwa Kongresowego: mamy dziś do wyboru zachowanie tradycyjnego i katolickiego oglądu świata pod kuratelą króla polskiego będącego zarazem carem i w unii realnej z Rosją, albo potencjalne i niepewne odzyskanie niepodległości w ramach wielkiego projektu wyzwolenia i demokratyzacji narodów, który rewolucjoniści realizują w Europie Zachodniej. Stojąc przed takim egzystencjalnym wyborem porządku z Rosją albo rewolucji z własnym państwem, konserwatysta wybiera cara jako Katechonicznego gwaranta tradycyjnego ładu, który będzie tym, który powstrzyma rewolucję.

Przed Powstaniem Styczniowym podobne stanowisko przyjmował najwybitniejszy polski myśliciel konserwatywny XIX stulecia Henryk Rzewuski, który głosił, że racjonalistyczna i post-oświeceniowa Cywilizacja Zachodu i religia katolicka to „nieprzyjaciele nieubłagani”[36]. Podobny konflikt pomiędzy zmierzchającą religią a triumfującym racjonalizmem konserwatysta znajduje na kartach historii przy okazji dziejów Grecji i Rzymu w końcowym okresie istnienia tych cywilizacji. Czyli prymat myśli post-oświeceniowej, liberalnej i antyklerykalnej należy interpretować w kategoriach zmierzchu Zachodu. Upadek rozpoczął się w wieku XVI wraz z racjonalistycznym Renesansem i buntowniczą Reformacją, aby następnie eksplodować pod postacią Rewolucji Francuskiej i świata mieszczańskich bankierów, lichwiarzy, ekonomistów, których światopogląd jest głęboko laicki. To oni są zwolennikami rewolucji, a antyreligijne idee wyrażają ich materialistyczne podejście do świata.

Henryk Rzewuski narody zachodnie uważa za trwale stracone dla chrześcijaństwa, wpisując się tutaj w stary konserwatywny dogmat, że ludy raz odpadłe od religii już do niej nie wracają, lecz skazane są na zagładę. Dlatego Zachód nie przeżywa dziś chwilowego kryzysu, liczonego w dziesięcioleciach, lecz ostateczny zmierzch. W tej sytuacji polski konserwatysta, mieszkający na ziemiach, do których rewolucja jeszcze nie doszła, nie ma innego wyjścia jak ogłosić, za św. Pawłem, że wszelka władza pochodzi od Boga i sprzeciwić się planom insurekcyjnym, które mają na celu oderwanie ziem polskich od Cesarstwa Rosyjskiego, aby zespolić je z kulturą i polityką zmierzchającego Zachodu. Jeśli chcemy uratować chrześcijaństwo, to winniśmy pozostać w związku politycznym nie z Zachodem, lecz z Rosją. Ta ostatnia zaczyna więc nabierać charakteru Katechonicznego w całkiem dosłownym pawłowym rozumieniu tego terminu. Rozumiejąc, że Rosja jest Katechonem Rzewuski – choć wielki piewca szlacheckiej złotej wolności – zdecydował się napisać w Cywilizacji i Religii następujące słowa o powinnościach katolika wobec wszelkiej władzy, czyli także cara rosyjskiego nad Polakami:

1) Że rozum ludzki nie wpływał niczem na utworzenie ciał politycznych i narodowości.

2) Że ludzie w urządzaniu państw, lubo działają, są tylko okolicznościami, narzędziami Boga, o ile ich działanie jest prawe

3) Że konstytucja żywotna, bez której nie może być żadnego narodu, nie jest dziełem ludzkim.

4) Że władza wszędzie jest bezzależna w najwyższem swoim wyrażeniu, lubo nie wszędzie, a nawet nigdzie nie działa w pełności swojej mocy.

5) Że żadne nadużycia władzy w rzeczach wyłącznie ludzkich, do oporu poddanych upoważnić nie mogą.

6) Że takowy opór zawsze większe klęski przynosił społeczeństwu, niż te z których usiłowało się uwolnić.

7) Że dogmat pełnodzielności ludu, jest tylko ubóstwieniem indywidualnego rozumu, a więc bałwochwalstwem nie mogącem nie zciągnąć kar znieważonego Boga, który jeden jest tylko pełnodzielnym.

8) Że narody lubo posiadają siłę, nie postępują jednak historycznie tylko przez władzę widomą, i że siły ludzkie same z siebie nie utworzą władzy, która jest delegacją Boga, i bez jego pomocy jest nicestwem[37].

Z tego obszernego cytatu wynika, że jedyny prawowity bunt następuje – zgodnie z punktem piątym – tylko wtedy, gdy władza popełnia nadużycia w kwestiach ponadludzkich, czyli w materii religijnej. Zastrzeżenie to wynika z żarliwego katolicyzmu Rzewuskiego, który uznaje bezwzględną nieomylność Rzymu w kwestiach dogmatycznych 20 lat przed odpowiednimi uchwałami Soboru Watykańskiego I[38]. Prawo do oporu nie przysługuje poddanym ze względów politycznych, z powodu ich niezadowolenia z władzy, ze względów narodowościowych. Słowa te, pisane w 1851 roku, były świadectwem polityki absolutnego lojalizmu wobec caratu. Mamy tutaj jakby nawrót do mediewalnej teorii o dwóch mieczach: miecz duchowny posiada nieomylny Biskup Rzymu, który definiuje prawdy wiary; miecz doczesny posiada car, który – chociaż sam schizmatyk – Katechonicznie chroni katolicyzm polski przed zachodnią rewolucją i nadciągającą z Europy falą bezbożnictwa i antyklerykalizmu.

Konserwatystom polskim przedrewolucyjna Rosja wydawała się Katechonem chrześcijaństwa wobec rewolucyjnej apokalipsy. Mogłoby się więc wydawać, że ta koncepcja obrony zachodniego chrześcijaństwa – i opartej na nim kultury – o Rosję załamała się wraz z rewolucją komunistyczną w 1917 roku. Nagle bolszewicka Rosja, a następnie Związek Radziecki, przestały pełnić wspomnianą rolę zamrażarki, gdzie nie dotarły rewolucyjne i emancypacyjne idee. Trudno nie zgodzić się z Leo Straussem, że sowiecki komunizm stanowił połączenie trzech rewolucyjnych elementów zachodniego pochodzenia: anglosaskiego zachwytu nad industrializmem, emancypacyjnych idei Rewolucji Francuskiej i filozofii niemieckiego idealizmu[39]. Związek Radziecki opierał się na radykalnej wrogości wobec religii, tradycyjnych elit i hierarchii, jak i pojęcia własności prywatnej. Stanowił efekt ekstremistycznego projektu radykalizacji Oświecenia za pomocą inżynierii społecznej na skalę dotychczas nieznaną w dziejach.

Twierdzenie o rewolucyjnym charakterze sowieckiego komunizmu, jakkolwiek popularne, nie zawsze i wszędzie jest prawdziwe. We współczesnej po-komunistycznej Rosji już jakiś czas temu zaczęto zwracać uwagę, że po pierwszym etapie rewolucyjnego chaosu Związek Radziecki coraz bardziej zaczynał przypominać rosyjskie i imperialne pra-wzorce[40]. Trudno także nie zauważyć, że radykalizm emancypacyjny i rewolucyjny bolszewików, będąc skrajnym w 1917 roku, później powoli tracił ten charakter, a to z tego powodu, że dominujące po 1945 roku prądy kulturowe na lewicy zachodnioeuropejskiej i amerykańskiej zwróciły się w inną stronę niż radzieccy komuniści.

Na Zachodzie rewolucja miała trzy fazy:

1/ polityczną w XIX wieku, której istotą była demokratyzacja objętych nią państw;

2/ socjalistyczną w XIX-XX wieku, która zakończyła się częściowym sukcesem (europejskie państwo socjalne);

3/ kontr-kulturową z lat sześćdziesiątych XX wieku, uwieńczoną emancypacją kobiet i mniejszości seksualnych czy też genderową teorią płci.

W ZSRR i krajach satelickich (min. w PRL) negowano wszystko to, co w domenie kultury przychodziło z Zachodu. Innymi słowy, rewolucyjne idee zatrzymały się na myśli z roku 1917, czyli na rewolucji socjalistycznej. Idee rewolucyjne trzeciej fali – które narodziły się w znienawidzonych Stanach Zjednoczonych, a ich twórcami byli przedstawiciele Szkoły Frankfurckiej – zostały przez Moskwę przyjęte jako przejaw zachodniej dekadencji. Komuniści radzieccy i partie sojusznicze zdecydowanie odrzuciły zachodnią kontr-kulturę, tzw. rewolucję seksualną, studia genderowe i emancypację mniejszości seksualnych. Równocześnie lewica zachodnia coraz bardziej traciła charakter proletariacki, stając się coraz bardziej liberalną i – jak to zjawisko przyjęło się określać – kawiorową. Sowiecki komunizm można określić jako system, który nie tyle zaprzeczył istnieniu hierarchii społecznej, choć hasła takie miał wypisane na sztandarach, co zbudował nową. Powstała nowa hierarchia, nowa elita władzy, gdzie towarzysze zastąpili arystokratów. Jakkolwiek zażarcie zwalczano tradycyjną religię i religijne fundamenty moralności, to wiele przykazać moralnych – szczególnie tych dotyczących etyki seksualnej – uznano za nadal aktualne, a odstępstwa od nich za wyraz zachodniej dekadencji.

Po upadku Związku Radzieckiego społeczeństwo rosyjskie zostało rozmrożone i okazało się, że dokonana w międzyczasie zachodnia rewolucja obyczajowa jest mu całkowicie obca. Wynurzająca się z niebytu rosyjska cerkiew prawosławna mocno zaangażowała się w walkę z rewolucją obyczajową, infiltrującą Rosję za pomocą zachodnich mediów i przy wsparciu finansowym zagranicznych fundacji[41]. Przede wszystkim jednak w zwalczanie tej rewolucji bardzo mocno zaangażowały się rosyjskie władze. Administracja Władmira Putina traktuje liberalizm obyczajowy jako niebezpieczeństwo dezintegracji rosyjskiego narodu i utraty przezeń pojęć moralnych koniecznych dla patriotyzmu, lojalności wobec państwa. Konsumpcjonizm, liberalizm obyczajowy prowadzi do liberalizacji politycznej. Państwo autorytarne – mówiąc językiem Carla Schmitta – posiada „formę polityczną” i musi dbać o kulturowe podstawy tejże formy, której indywidualizm i prywatyzacja moralności stanowią zaprzeczenie[42].

Prawdopodobnie zwrot ku obronie religii i tradycyjnych obyczajów w rosyjskiej polityce wewnętrznej ma charakter motywowany wyłącznie politycznie. Jednak przyjmujący chrzest władcy średniowieczni – od Chlodwiga po Mieszka I – zapewne także kierowali się wyłącznie racjami politycznymi, co nie przeszkodziło im dokonać chrystianizacji swoich narodów, dając duchownym swobodę w nawracaniu poddanych i budowie sieci kościelnej. Zapewne podobnie jest w Rosji, której władze traktują kościół prawosławny jako narzędzie regeneracji narodu straszliwie wyniszczonego moralnie przez komunizm, pogrążonego w pijaństwie, gdzie dokonuje się najwięcej aborcji na świecie. Jest jednak faktem, że Prezydent Rosji bardzo chętnie pokazuje się w towarzystwie duchownych, publicznie modli się. Media mówią wprost o powrocie Kremla do polityki sojuszu Tronu i Ołtarza.

Obserwację tę potwierdza opozycja antyputinowska, która ma charakter radykalnie liberalny, ateistyczny i antyklerykalny. Symbolizują ją działaczki radykalnie feministycznego FEMEN-u (teoretycznie organizacja jest ukraińska, ale nabrała już charakteru międzynarodowego) czy Pussy Riot, łączące opozycyjność względem Prezydenta Rosji z antypatią dla cerkwi i chrześcijaństwa jako takiego[43]. Wspierana przez Zachód politycznie i finansowo opozycja ma charakter liberalny tak politycznie, jak i obyczajowo, co wskazuje na powstanie u naszych wschodnich sąsiadów dwóch bloków politycznych:

1/ skupionego wokół Kremla obozu prezydenckiego o charakterze prawicowym, konserwatywnym i chrześcijańskim, mimo że kierujący nim ludzie sami częstokroć wywodzą się z aparatu komunistycznego, czy wręcz służb specjalnych (Putin);

2/ opozycyjnego łączącego liberalizm polityczny z fundamentalnie antychrześcijańskim światopoglądem.

W tej perspektywie Władimira Putina można porównać do Napoleona Bonapartego, który – samemu pochodząc z obozu rewolucyjnego – w imię odbudowy państwa w 1801 roku zawarł konkordat z papieżem Piusem VII, przyczyniając się do odbudowy katolicyzmu w zamian za poparcie Kościoła dla własnej osoby. Z punktu widzenia rosyjskich chrześcijan Putin jest Katechonem. Co więcej, można odnieść wrażenie, że obrona chrześcijaństwa zaczyna być w Rosji traktowana jako ważny element budowania stosunków międzynarodowych, stanowiąc przeciwwagę dla laickiej zachodniej wizji świata. To w tej perspektywie należy ocenić wizytę moskiewskiego patriarchy Cyryla w Polsce w 2012 roku, uwieńczoną podpisaniem porozumienia między moskiewskim i polskim Kościołem. W podpisanym przez patriarchę Cyryla i abpa Michalika dokumencie znaleźć możemy wyraz chęci współpracy obydwu kościołów w walce z zachodnim liberalizmem:

Dzisiaj nasze narody stanęły wobec nowych wyzwań. Pod pretekstem zachowania zasady świeckości lub obrony wolności kwestionuje się podstawowe zasady moralne oparte na Dekalogu. Promuje się aborcję, eutanazję, związki osób jednej płci, które usiłuje się przedstawić jako jedną z form małżeństwa, propaguje się konsumpcjonistyczny styl życia, odrzuca się tradycyjne wartości i usuwa z przestrzeni publicznej symbole religijne. Nierzadko spotykamy się też z przejawami wrogości wobec Chrystusa, Jego Ewangelii i Krzyża, a także z próbami wykluczenia Kościoła z życia publicznego. Fałszywie rozumiana świeckość przybiera formę fundamentalizmu i w rzeczywistości jest jedną z odmian ateizmu[44].

Z tego cytatu, jak i całego tekstu deklaracji, można wyczytać chęć stworzenia sojuszu polskiego katolicyzmu z rosyjskim prawosławiem przeciwko światu liberalnemu na wspólnym gruncie chrześcijańskiej, czyli przedliberalnej, tradycji. Trudno przypuszczać aby w Rosji, gdzie miecz duchowny zawsze był podporządkowany doczesnemu, taka wizyta i podpisanie porozumienia mogło odbyć się bez aprobaty i błogosławieństwa Kremla. Deklaracja miała głęboki sens polityczny. Przypuszczenie to potwierdziło podpisanie porozumienia o współpracy – właśnie na gruncie tejże deklaracji – przez dwóch konserwatywnych polskich parlamentarzystów (J. F. Libicki, K. Jaworski) z doradcą Prezydenta Federacji Rosyjskiej Modestem Kolerowem i posłem rosyjskiej Dumy Romanem Chudiakowem w kilka miesięcy później[45]. Po stronie polskiej inicjatywę tę gorąco wspierały media o konserwatywnej tendencji, opowiadające się za sojuszem z Rosją właśnie w imię antyliberalnych przekonań (min. portal konserwatyzm.pl i tygodnik „Myśl Polska”[46]). Te same media wspierały osądzenie zespołu Pussy Riot, którego członkinie dokonały profanacji chrześcijańskiej świątyni. Media te także regularnie wyrażają zadowolenie z walki władz rosyjskich z propagandą homoseksualną, równocześnie wskazując, że opcja pro-zachodnia Polski wiąże się z, wcześniejszą czy późniejszą, koniecznością przyjęcia liberalnego ustawodawstwa w tej sprawie, faktycznie prowadzącego do moralnej degradacji rodziny i narodu polskiego oraz wyparcia się chrześcijańskiej tradycji.

Z perspektywy katolickiego konserwatysty, zalewanego przez informacje o kolejnych postępach zachodniej rewolucji obyczajowej (tak za granicą, jak i w kraju), Rosja Władimira Putina rzeczywiście ma charakter Katechoniczny. Rewolucja obyczajowa trzeciej fali przetacza się przez Stany Zjednoczone, Europę Zachodnią, docierając do Ameryki Łacińskiej i Azji. Polska tradycyjna kultura jest przez nią dziś mocno atakowana, czego świadectwem są media i liberalno-lewicowi politycy. Jedynymi krajami, gdzie tradycyjne pojęcie rodziny trzyma się mocno są kraje islamskie i prawosławne, przy czym w tych ostatnich szczególnie mocno tradycyjnego modelu rodziny i seksualności bronią te systemy polityczne, które przez Zachód oskarżane są o autorytaryzm (Rosja, Białoruś). Polska znalazła się dziś w dziwnej sytuacji, gdy układy polityczne i gospodarcze (Unia Europejska) i polityczno-militarne (NATO) łączą nas z Zachodem, podczas gdy silna jeszcze tradycyjna kultura, broniąca się przed rewolucją obyczajową, łączy nas ze światem prawosławnym.

Dominujące w Polsce partie uchodzące za prawicę mają charakter romantyczny mentalnie, rewolucyjny, uczuciowy i emocjonalny. Są one spuścizną po tradycji insurekcyjno-romantycznej, a nie konserwatywnej czy choćby nawet endeckiej, co zresztą każe ich prawicowość i konserwatyzm traktować z dużym sceptycyzmem. Są one politycznie antyrosyjskie, głównie ze względów natury historycznej, co czyni je niezdolnymi do spojrzenia na Rosję z perspektywy religijno-cywilizacyjnej, co było charakterystyczne dla racjonalnie myślących o polityce konserwatystów. Charakteryzuje je jednostronne zapatrzenie w liberalne Stany Zjednoczone, które postrzegane są jako obrońca przed Rosją, która rzekomo stanowi śmiertelne zagrożenie dla Polski[47]. Jednak nawet i tutaj trudno tym spadkobiercom tradycji insurekcyjnej, przy całej antypatii dla Władimira Putina (motywowanej wyłącznie jego dawną przeszłością w KGB), nie zauważyć, że to właśnie w Rosji spełniane są kulturowe żądania prawicy[48].

Z racji emocjonalno-historycznych partie uchodzące w Polsce za prawicę (Prawo i Sprawiedliwość, Solidarna Polska, Prawica Rzeczpospolitej, Ruch Narodowy) nie są zdolne do spojrzenia na Rosję z perspektywy sojuszu cywilizacyjnego, preferując przypominanie kibitek, rozbiorów, Katynia lub insynuowania rosyjskiego udziału w wypadku prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem. Polska prawica wydaje się we współczesnej Rosji widzieć jedynie kontynuację Związku Radzieckiego. Te emocjonalne względy powodują, że politycy tej opcji wybierają opcję pro-amerykańską, mimo że ta ostatnia organicznie łączy się rewolucją kulturową, której partie te usiłują się przeciwstawić.

Na tle polskiej prawicy zdanie przeciwne, wpisujące się w tradycyjne konserwatywne rozumienie polityki, prezentują jedynie wspomniane konserwatyzm.pl i „Myśl Polska”, obficie czerpiące z geopolitycznego dorobku myśli Szaniawskiego, Wielopolskiego, Rzewuskiego, a także Romana Dmowskiego, dodając do tej argumentacji idee wspólnego przeciwstawienia się Polski i Rosji trzeciej fali rewolucyjnej, wymierzonej w dziedzictwo chrześcijańskie. W ten narracji Putin został podniesiony do rangi Katechona chrześcijaństwa.

Podstawowym problemem pro-rosyjskiej frakcji polskich konserwatystów jest fakt, że to, co w Polsce określane jest jako prawica, opiera się wyłącznie na postawie emocjonalnej. Prowadzi to do irracjonalnych sojuszy zachodnich lewicowych obrońców Pussy Riot z polskimi antykomunistami. Gdy na Zachodzie Władimir Putin jest przedstawiany jako homofob, to w Polsce jest kagiebistą. Czyli gdy na Zachodzie Prezydent Rosji uważany jest za przedstawiciela twardogłowej i autorytarnej prawicy, to w naszym kraju przypisuje mu się skrajną lewicowość. Ten specyficznie polski pogląd jest całkowicie mylny.

6. Podsumowanie

Z przedstawionych tutaj rozważań wynika, że pomimo 70 lat komunizmu można wskazać na ciągłość racjonalnych nadziei konserwatystów polskich pokładanych w Rosji. To wschodnie mocarstwo jest dziś, tak jak w XIX wieku, najbliższą geograficznie potęgą sprzeciwiającą się prądom rewolucyjnym płynącym z Zachodu. Część problemów z którymi zmagali się niegdyś konserwatyści zdezaktualizowała się (np. kwestia chłopska), inne jednak pozostały aktualne, a nawet można mówić o ich radykalizacji (rewolucja obyczajowa). W XIX wieku Rosja posiadała charakter Katechoniczny, ponieważ przeciwstawiała się tym tendencjom nie tylko na własnym terytorium, lecz także interweniując zbrojnie – na prośbę legitymistycznych monarchów – w obronie tradycyjnego porządku. W chwili obecnej, czyli po upadku komunizmu, politykę rosyjską należy zdecydowanie uznać za konserwatywną kulturowo i skierowaną na afirmację chrześcijaństwa.

Tłumaczy to siłę zderzenia polityczno-kulturowego pomiędzy Zachodem i Wschodem, które narasta na naszych oczach po chwilowym odprężeniu po upadku ZSRR i okresie tamtejszej wielkiej smuty. Jakkolwiek ma ona swoje źródła w konflikcie mocarstw o swoją pozycję w świecie i strefy wpływów, to ma także przejaw światopoglądowy. O ile na Zachodzie trwa rewolucja obyczajowa skierowana przeciwko chrześcijaństwu, o tyle na Wschodzie mamy do czynienia z postępującą powoli kontrrewolucją, prowadzoną w sposób mądry, czyli powolny, ale konsekwentny. Spór Wschód-Zachód zaczyna oscylować wobec takich kwestii jak kwestia propagandy homoseksualnej.

Pro-rosyjska postawa jest, dla polskich środowisk konserwatywnych, wyborem o charakterze cywilizacyjnym. Można się spierać czy opcja ta jest korzystna z punktu widzenia politycznego i ekonomicznego. Trudno jednak kwestionować fakt problematyczności zachowania chrześcijańskiego dziedzictwa w ramach struktur politycznych, prawnych i – jeśli się tak można wyrazić – ideologicznych Unii Europejskiej oraz w sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi. Tradycyjnie rozumiany konserwatyzm jest nie do pogodzenia z ideologią gender i innymi doktrynami emancypacyjnymi. Refleksja ta logicznie prowadzi do konstatacji, że Rosja stała się, dla chrześcijańskiego konserwatysty, autentycznym Katechonem.

Adam Wielomski

Pierwodruk: M. Zakrzewski: Między realizmem a apostazją narodową. Koncepcje prorosyjskie w polskiej myśli politycznej. Kraków 2015, s. 327-62.

[1] Na temat tego pojęcia, w znaczeniu teologicznym, zob. np. J. Grimm: Der Katechon des zweiten Thessaloniker-Briefes (2 Thess. 2,7). Stantamhof 1861; J. Schmid: Der Antichrist und die hemmende Macht, „Theologische Quartalsschrift” 1949, nr 129, s. 323–343; W.N.W. Pass: The Influence of the literary Structure on the Identification of Katechon in Sedond Thessalonians 2; 6-7. Dallas 1988.

[2] Na temat politycznego znaczenia symbolu Katechonu zob. F. Grossheutschi: Carl Schmitt und die Lehre vom Katechon. Berlin 1996, s. 57-121; A. Wielomski: Czy Adolf Hitler był Katechonem? Uwaga na marginesie dyskusji o teologii politycznej Carla Schmitta, „Studia nad autorytaryzmem i totalitaryzmem”, 2013, t. 34, nr 2, s. 39-78.

[3] Literatura na ten temat jest obszerna. Zob. np. K. Lenk: Deutscher Konservatismus. Frankfurt 1989, s. 30-56; R. Skarzyński: Konserwatyzm. Zarys dziejów filozofii politycznej. Warszawa 1998, s. 9-52.

[4] Zob. np. F. J. C. Hearnshaw: Conservatism in England. An analytical, historical and political Survey. London 1933, s. 18-23; M. Fraga Iribarne: El pensamiento conservador español. Barcelona 1981, s. 459-74.

[5] W. Turek: „Czerwoni” wobec reform Aleksandra Wielopolskiego. [w:] L. Mażewski (red.): Próba rekonstrukcji Królestwa Polskiego w latach 1861-1862. W 150 rocznicę reform magrabiego Aleksandra Wielopolskiego. Olsztyn b.r.w., s. 107-16.

[6] F. Engels, K. Marks: Dzieła wybrane. T. I. Warszawa 1981, s. 441-542, 620-714.

[7] A. Ajnenkiel: Polskie konstytucje. Warszawa 1991, s. 139.

[8] S. Kieniewicz: Historia Polski 1795-1918. Warszawa 1987, s. 104-05, 158-59, 246.

[9] D. Szpoper, A. Bielecki: Aleksander Meysztowicz – portret polityczny konserwatysty. Gdańsk 2001, s. 170-71.

[10] J. Giertych: Kulisy Powstania Styczniowego. Krzeszowice 2013, s. 191.

[11] Zob. klasyczne prace: P. Lasserre: Le Romantisme français. Essai sur la révolution dans les sentiments et dans les idées au XIXe siècle. Paris 1911; Ch. Maurras: Romantisme et Révolution. Paris 1922.

[12] A. Bocheński: Dzieje głupoty w Polsce. Warszawa 1988.

[13] J. Feldman: Bismarck a sprawa polska. Kraków 1947, s. 152-235; J. Giertych: Kulisy Powstania…, s. 53-110.

[14] D. Szpoper: Aleksander Wielopolski i próba ustrojowej rekonstrukcji Królestwa Polskiego w latach 1861-1862. L. Mażewski (red.): Próba rekonstrukcji…, s. 10-54.

[15] “Doktryna Miedwiediewa”, na stronie internetowej eksportuj.pl/artykul/pokaz/id/14177/doktryna-miedwiediewa [03.09.2013].

[16] M. Minkina: Wywiad Federacji Rosyjskiej. Siedlce 2012, s. 97-98.

[17] G. Mazzini: Doveri dell’uomo. Londra 1860; A. Mickiewicz: Księgi narodu polskiego i pielgrzymstwa polskiego. Wrocław 2004.

[18] Np. C. Иванова: Обсуждение ‘польского вопроса’ на страницах периодических изданий 60-хгодов XIX века, “Rocznik Instytutu Polsko-Rosyjskiego”, 2012, nr 1, s. 9-32.

[19] J. Giedroyc, J. Mieroszewski: Rosyjski ‘kompleks polski’ i obszar ULB, „Kultura”, 1974, nr 9 (obszerny fragment dostępny na stronie internetowej http://tma.org.pl/ht/mieroszewski_rosyjski_kompleks_polski.html). Szerzej zob. Z. Kurcz: Mitgiedroyciowski wobec wyzwań polskiego sąsiedztwa na Wschodzie. [w:] Pogranicza i multikulturalizm w warunkach Unii Europejskiej: Implikacje dla wschodniego pogranicza Polski. T. II. Białystok 2004.

[20] Strategia Bezpieczeństwa Narodowego RP, pkt 27.

[21] Ibidem, pkt 33.

[22] Ibidem, pkt 40.

[23] Ibidem, pkt 43.

[24] Ibidem, pkt 49.

[25] Grzegorz XVI: Cum primum, na stronie internetowej nonpossumus.pl/encykliki/Grzegorz_XVI/cum_primum/ [03.09.2013].

[26] Legion Mickiewicza. Wrocław 2004, s. 64-65.

[27] A. Wielomski: Idee konserwatywne dla Rosji XIX wieku. [w:] A. Raźny (red.): Idee konserwatywne w Rosji. Kraków 2010, s. 31-42.

[28] H. Więckowska: Opozycja liberalna w Królestwie Kongresowem, 1815-1830. Warszawa 1925, s. 19-22; P. Królak: ‘Dziewięćdziesiąt dziewięć cudzych pomysłów, i ieden autora’. Porównanie myśli konstytucyjnej Wincentego Niemojowskiego i Benjamina Constanta, “Czasopismo Prawno-Historyczne”, t. 64, z. 2, s. 457-83.

[29] Zob. wybór tekstów pod red. J. Juchnowski, W. Kalicki, J. Tomaszewski: Polska myśl polityczna XIX wieku. Wrocław 1999, s. 117-55.

[30] A.Viatte: Les sources occultes du Romantisme. Illuminisme-theosophie 1770-1820. T. I. Génève 2009, s. 7-44.

[31] W. Böhm: Die Konservativen in Osterreich. [w:] G.-K. Kaltenbrunner (red.): Konservatismus in Europa. Freiburg 1972, s. 189-218.

[32] A. Górski: Podolacy. Warszawa 2013, s. 7-78.

[33] Odczucia zachodnich konserwatystów na ten temat omawiamy w tekście Idee konserwatywne…, op.cit.

[34] J.K. Szaniawski: Kręte drogi myśli politycznej Józefa Kalasantego Szaniawskiego (1764-1843). Wybór pism. Poznań 2012, s. 430-31.

[35] Cyt. za: M. Król: Konserwatyści a niepodległość. Warszawa 1985, s. 24.

[36] H. Rzewuski: Cywilizacja i religia, “Dziennik Warszawski”, 1851, nr 20.

[37] Ibidem, nr 44.

[38] Ibidem, nr 36.

[39] S. Drury: The political Ideas of Leo Strauss. New York 2005, s. 159.

[40] T. Sommer: Stalin jako konserwatysta. Konserwatywne interpretacje działalności Józefa Stalina w latach 30. XX wieku, „Pro Fide, Rege et Lege”, 2012/13, nr 2, s. 133-43.

[41] J. Engelgard: Prawosławny sojusznik Watykanu, na stronie internetowej konserwatyzm.pl/artykul/5012/prawoslawny-sojusznik-watykanu [02.09.2013].

[42] C. Schmitt: Teologia polityczna i inne pisma. Kraków 2000, s. 101-03.

[43] Mało znany jest tekst wulgarnej piosenki, którą śpiewały w cerkwi członkinie Pussy Riot. Jej tekst znajdujemy w pracy A. Meller, J. Rak (red.): Perspektywy pojednania polsko-rosyjskiego. Wizyta Cyryla I w Polsce. Warszawa 2012, s. s. 167-68.

[44] Cyryl, J. Michalik: Wspólne przesłanie do narodów Polski i Rosji. [w:] A. Meller, J. Rak (red.):Perspektywy pojednania…, s. 174.

[45] Rzeszów: polsko-rosyjska koalicja dla wiary. Linia konserwatyzm.pl urzeczywistnia się politycznie!, na stronie internetowej: konserwatyzm.pl/artykul/5429/rzeszow-polsko-rosyjska-koalicja-dla-wiary-linia-konserwatyz [01.09.2013].

[46] Publicystyka obydwu tych mediów została zebrana w pracy zbiorowej A. Meller, J. Rak (red.): Perspektywy pojednania…, op.cit.

[47] Zob. np. T. Sakiewicz: USA jedynym sojusznikiem, „Gazeta Polska”, 04.09.2013.

[48] Przykładem takiego tekstu jest artykuł F. Memchesa Putin ma rację, „Rzeczpospolita”, 22.08.2013. Ten artykuł natychmiast został przedrukowany przez jeden z rosyjskich portali jako Путин прав, na stronie inosmi.ru/russia/20130823/212219966.html#ixzz2ctD64Spa [01.09.2013]

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

0 thoughts on “Czy Rosja jest Katechonem?”

  1. “…Gdy na Zachodzie Władimir Putin jest przedstawiany jako homofob, to w Polsce jest kagiebistą. Czyli gdy na Zachodzie Prezydent Rosji uważany jest za przedstawiciela twardogłowej i autorytarnej prawicy, to w naszym kraju przypisuje mu się skrajną lewicowość. Ten specyficznie polski pogląd jest całkowicie mylny. …” – a może, po, prostu, PRAGMATYCZNY PATRIOTA-PROFESJONALISTA?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *