Czy z Berlina znikną radzieckie czołgi?

Mowa oczywiście o czołgach-pomnikach, stojących w centrum niemieckiej stolicy od 1945 roku. Dwa T-34 stoją przy Pomniku Żołnierzy Radzieckich w parku Tiergarten, tuż nieopodal Bramy Brandenburskiej. Po zjednoczeniu Niemiec rząd RFN zobowiązał się do zachowania radzieckich miejsc pamięci, cmentarzy wojennych, a nawet pomników Armii Czerwonej. Petycja dwóch niemieckich dzienników żąda jednak usunięcia monumentów – co ciekawe, uzasadnieniem jest… postępowanie Rosji na wschodzie Ukrainy.

Tabloid „Bild” i berliński dziennik „B.Z.” o podobnym profilu złożyły 14 kwietnia petycję w tej sprawie do niemieckiego Bundestagu. Napisano w niej, że „w czasach, gdy rosyjskie czołgi zagrażają wolnej, demokratycznej Europie”, Niemcy nie chcą sowieckich czołgów i symboli przemocy zbrojnej w centrum stolicy. Zdaniem autorów petycji, pamięć i cześć poległych żołnierzy radzieckich będzie także zachowana, jeśli miejsce ich pochówku „nie będzie mylnie kojarzona z hegemonistyczną polityką dzisiejszej władzy na Kremlu i czołgami Putina”. Bundestag ma teraz dwa tygodnie czasu na zajęcie stanowiska; w tym czasie niemieccy obywatele mogą wesprzeć petycję swoimi podpisami. Choć w samej petycji jej autorzy w bardzo dyplomatyczny sposób zapewniają, że szanują pamięć poległych żołnierzy, i są pełni uznania i ubolewania wobec narodu rosyjski, który podczas II wojny światowej poniósł ogromne straty i cierpienia, oraz są wdzięczni „Amerykanom, Brytyjczykom, Francuzom i Rosjanom” (o innych uczestnikach koalicji antyhitlerowskiej oczywiście ani słowa), którzy obalili „władzę terroru Hitlera” i „uwolnili kraj, którego obywatele byli winni największej zbrodni w historii” – to nagłówki w jednej i drugiej gazecie są już w typowy dla tabloidów sposób krzykliwy i agresywny: „Precz z ruskimi czołgami” – pisze przykładowo „B.Z.” – strasząc dalej wojną w Europie i rosyjskim imperializmem.

Pomnik Żołnierzy Radzieckich jest pierwszym monumentem w niemieckiej stolicy, upamiętniającym poległych w walkach o Berlin. Wzniesiony został jeszcze w listopadzie 1945, a obelisk zbudowano z fragmentów murów zniszczonej Nowej Kancelarii Rzeszy. Obok pomnika znajdują się nie tylko 2 czołgi T-34, ale i 2 haubicoarmaty 152 mm wz. 1937, natomiast za nim pochowanych jest od 2 do 2,5 tys. żołnierzy radzieckich, poległych podczas walk o Berlin. Pomnik był jedynym radzieckim miejscem pamięci, znajdującym się w Berlinie Zachodnim, i przez cały okres istnienia tej zarządzanej przez aliantów zachodnich enklawy (aż do 1990) wartę przed nim pełnili żołnierze radzieccy. Wciąż pełni funkcję miejsca pamięci w rocznice zakończenia wojny dla radzieckich weteranów wojennych i części ludności miasta.

Pomijając fakt, że argumentacja gazet, oparta na utożsamianiu ZSRR z czasów władzy Stalina z współczesną Rosją i straszeniu rzekomym zagrożeniem dla Europy Zachodniej ze strony Putina są absurdalne, należy zwrócić uwagę na jeszcze jedną rzecz. To pomnik poległych w walkach z reżimem hitlerowskim, a stojące przy nim maszyny brały udział w krwawych walkach o Berlin. Ze względu na wyrządzone Europie krzywdy i zbrodnie, Niemcy nie mają moralnego prawa do usuwania radzieckich pomników – miejsc pamięci poległych Rosjan, Ukraińców, Białorusinów, Gruzinów, Kazachów… a kto wie, czy nie również Polaków, którzy na takich samych czołgach i takimi samymi działami walczyli z Niemcami.

A już na pewno głupotą – albo raczej chytrze przemyślanym, propagandowym posunięciem – jest uzasadnianie tego typu pomysłów obecną sytuacją na Ukrainie. Jedno z drugim nie ma nic wspólnego, a zamęt i chaos na Ukrainie akurat nie przez Rosję został rozpoczęty, lecz przez USA i niektóre kraje UE z Polską na czele. Pozostaje jeszcze trzeci, nie mniej istotny aspekt: a mianowicie prowadzona przez Niemcy (i rusofobów w innych krajach) od wielu lat, na różnych płaszczyznach i na szeroką skalę, polityka historycznego rewizjonizmu, której celem jest relatywizacja win, odwrócenie ról kata i ofiar, przerzucenie odpowiedzialności za zbrodnie ludobójstwa na Żydach na narody Europy Środkowej i Wschodniej, i co najmniej zrównanie poziomu odpowiedzialności za przemoc i terror beznarodowościowych „nazistów” z jak najbardziej rosyjskimi żołnierzami Armii Czerwonej (oraz polskimi partyzantami).

Do demontażu pomnika w Berlinie raczej nie dojdzie, władze Niemiec są na tyle odpowiedzialne i świadome konsekwencji takiego czynu, że nie wyrażą zgody na usunięcie czołgów. Dla Rosjan, nie tylko weteranów, ten pomnik to miejsce pamięci o milionach poległych w walce z III Rzeszą, nie tylko w samym Berlinie. Nie jest to miejsce triumfalizmu czy symbol radzieckiego panowania nad Europą. Petycja ta wpisuje się więc jak najbardziej w ten trend. Można ją wymieniać w jednym szeregu z wielkimi niemieckimi produkcjami filmowymi ostatnich lat, w których Niemcy są albo nieświadomymi niczego biernymi uczestnikami wydarzeń historycznych, albo wręcz ich ofiarami, czy też z głośną „instalacją artystyczną” gdańskiego studenta, przedstawiającą gwałcącego kobietę żołnierza radzieckiego. I dlatego takie inicjatywy powinny napotykać na zdecydowany sprzeciw, nie tylko w samych Niemczech.     

Michał  Soska

a.me.

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

0 thoughts on “Czy z Berlina znikną radzieckie czołgi?”

  1. Być może Niemcy podejrzewają, że za parę lat stareńkie T-34 i tak zastąpione zostaną przez znacznie nowsze T-90, :-).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *