Dziś Kaczyński boi się Sakiewicza

Za ponad 4 godziny będę na warszawskim Zamku Królewskim. To dziś arcybiskup Józef Michalik i patriarcha Cyryl I podpiszą tu, głośne już, wspólne przesłanie do narodów Polski i Rosji.

To bez wątpienia wydarzenie historyczne. Czy przyniesie ono takie owoce jak słynny już list biskupów polskich do niemieckich? Zobaczymy.

Interesuje mnie jednak w tym przypadku kwestia inna. A mianowicie to, co zastanę przed Zamkiem Królewskim? Bo teoretycznie wierni czytelnicy Tomasza Sakiewicza i wielbiciele ognistego temperamentu Ewy Stankiewicz nie powinni takiej okazji przepuścić. To dopiero gratka!

Będzie można trzymać wielkie transparenty z napisem morderstwo smoleńskie. Krzyczeć o prawdzie, a może nawet próbować blokować wejście Cyryla na teren Zamku. Po prostu poezja! Kto by pomyślał, że w czasie wakacyjnej kanikuły może spotkać te środowiska taka atrakcja?

I tylko jedna osoba – jeśli tak się stanie – będzie takim rozwojem wypadków naprawdę poszkodowana. I nie będzie to wcale żaden z polskich biskupów. Tą osobą będzie prezes PiS – Jarosław Kaczyński. Dlaczego?

Bo jeśli dziś Tomasz Sakiewicz i Ewa Stankiewicz, wraz ze swoimi zwolennikami, urządzą przed Zamkiem Królewskim smoleńską rozróbę to może to być kluczowy dzień dla polskiej polityki. Dzień, po którym raz na zawsze znikną ze składu polskiego Episkopatu wszyscy zwolennicy PiS. Bez nich zaś dalsze funkcjonowanie tej partii, jako największego ugrupowania opozycyjnego będzie zwyczajnie niemożliwe.

Czy tak się stanie? Zobaczymy… Wszystko w rękach Tomasza Sakiewicza. Jarosław Kaczyński to wie. I bardzo się tego boi. Dziś najbardziej boi się naczelnego Gazety Polskiej.

Jan Filip Libicki

www.facebook.com/flibicki

aw

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Dziś Kaczyński boi się Sakiewicza”

  1. Efekty listu z 1965 były długofalowe. Ba. Trwają do dziś. Ja odbieram je dziś ambiwalentnie. Mam nadzieje, że w odmiennej sytuacji polsko-rosyjskiej i w innych czasach uda sie wywalczyć jednoznacznie dobre efekty.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.