Fałszywy prorok

Na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat powstało co najmniej kilka prac odnoszących się do spuścizny Narodowej Demokracji, których autorami były osoby nie związane bezpośrednio z tym obozem, nie badające też go na polu naukowym. Wiele z nich powstało na fali wzmożonego zainteresowania obozem narodowym, trwającym od drugiej połowy lat 70. niemal do końca lat 80. ub. wieku.

Ówczesną dyskusję nad spuścizną i znaczeniem myśli narodowej zainicjował napisanym w 1982 roku podczas internowania w Białołęce esejem „Rozmowy w Cytadeli” Adam Michnik. Wśród kolejnych prac odczytujących na nowo ważną polską tradycję intelektualną wymienić można jeszcze m.in. „Dziedzictwo Narodowej Demokracji” Aleksandra Halla oraz „Myśli staroświeckiego Polaka” Piotra Wierzbickiego. Wszystkie z wymienionych publikacji powstały w kręgu opozycji demokratycznej, przy czym każdy z autorów reprezentował inny nurt ideowy tejże opozycji. O ile jednak widoczna w pracach Halla i Wierzbickiego, mieszczących się w ramach szeroko pojętej tradycji prawicowej, częściowa rehabilitacja dorobku obozu wszechpolskiego nie budziła większego zdziwienia, o tyle największym zaskoczeniem był tekst przyszłego naczelnego „Gazety Wyborczej”, w którym jako pierwszy przedstawiciel lewicy laickiej podjął on próbę sformułowania wolnej od emocji oceny narodowodemokratycznej spuścizny.

Badacz problematyki, szczeciński historyk prof. Tomasz Sikorski próbę tę podsumował w następujący sposób: „Krytyczna ocena polityki: ugody, organicznikostwa i walki czynnej (insurekcjonizmu) stosowanych autonomicznie skłaniała Michnika do bardzo pochlebnej oceny endeckiej koncepcji polityki czynnej, pozwalającej na swoistą symbiozę tego, co piękne i skuteczne ze wszystkich trzech tradycji myślenia o polityce. Świadoma polityka czynna w perspektywie lat 70. (XX wieku – przyp. M.M.) oznaczała samoorganizację wewnętrzną społeczeństwa, ustanowienie wewnętrznych rygorów i zasad, według których należało postępować, to tworzenie niezależnego od reżimu (zaborcy) życia publicznego.

Nie oznaczało to wcale rezygnacji z klasycznego postulatu organiczników, aby pokładać nadzieję w odbudowie gospodarczej i społecznej kraju, a jedynie zaktywizowanie wszystkich warstw społecznych pod kierunkiem światłej inteligencji w celu odbudowy niepodległości. Szkoła politycznego myślenia zapoczątkowana przez R. Dmowskiego zdaniem Michnika, była nie do przecenienia.” (T. Sikorski, „«Urodzony z defektem polskości.» Spór o Romana Dmowskiego i dziedzictwo Narodowej Demokracji w publicystyce opozycyjnej postępowej inteligencji laickiej (1976-1989)”, [w:] „Roman Dmowski i jego współpracownicy”, pod red. M. Białokura, M. Patelskiego, A. Szczepaniaka, Toruń 2008).

Czemu pozwoliłem sobie w tym miejscu, miast przejść do rzetelnego omawiania książki Rafała Ziemkiewicza zatytułowanej „Myśli nowoczesnego endeka”, na ten dość przydługi historyczny wstęp? Po pierwsze dlatego, że dostrzegam wiele analogii pomiędzy przytoczonymi powyżej ustaleniami szczecińskiego badacza, a tym co pisze w swojej pracy Ziemkiewicz. Po drugie zaś dlatego, że obecna sytuacja w szeroko pojętym obozie, przy braku lepszych określeń, nazywanego często patriotycznym lub narodowo – katolickim, przypomina nieco tę, jaką zaobserwować można było wśród opozycji demokratycznej lat 70. i 80. ub. wieku. Z jednej strony mieliśmy wówczas do czynienia z siłami zachowawczymi, jak chociażby wspominany w osobie jego ówczesnego lidera Ruch Młodej Polski, z drugiej zaś sytuowali się ultrasi spod znaku Konfederacji Polski Niepodległej oraz płynący na rewolucyjnej fali Komitet Obrony Robotników.

Dziś rolę KOR-u i KPN-u pełni PiS z przyległościami, zaś umiarkowanych zachowawców te nieliczne grupki i środowiska, wśród nich współcześni neoendecy, które nie uległy smoleńskiej psychozie. Tak teraz jak i wówczas obóz rewolucji ma swoich liderów i przewodników. Autor pracy „Myśli nowoczesnego endeka” – Rafał Ziemkiewicz jest bez wątpienia jednym z tych publicystów, ba, intelektualistów, którzy przy całym swoim nie skrywanym krytycyzmie wobec „Jaro”, jest z całą pewnością słuchany i czytany przez szerokie rzesze pisowskiego elektoratu. Sądząc z frekwencji i przekroju wiekowego, jaki można było zaobserwować na spotkaniu promocyjnym książki w warszawskim klubie Hybrydy, jest to zdecydowanie młodsza część tego elektoratu. Chcąc być przewrotnym, można byłoby nawet określić Ziemkiewicza mianem Michnika współczesnej prawicy.

Diagnoza, jaką przedstawia Ziemkiewicz w swojej pracy, jest, rzecz ujmując w największym skrócie, następująca: nasza dzisiejsza sytuacja przypomina tę z połowy XIX wieku – wąskie elity patriotyczne otoczone są szerokimi masami nie czującymi związków z narodową wspólnotą. Wszelkie szamotania się przynoszą jedynie efekt odwrotny od zamierzonego – masy coraz bardziej postrzegają polskość jako zbyteczny balast. Pytając po leninowsku Co robić?, Ziemkiewicz odpowiada – należy mobilizować masy wokół tego, co może je jeszcze jednoczyć, wykazywać, że tylko własne, silne i sprawnie funkcjonujące państwo może spełnić ich oczekiwania i marzenia o lepszym życiu. Nikt za nas tego nie zrobi, także i dziś, gdy pomimo wszechobecnego europejskiego frazesu, rzeczywistość cały czas podsuwa nam dowody, że każdy dba jedynie o własny interes narodowy. Łączą nas zatem polskie interesy, które realizować może jedynie zorganizowana polska siła.

Kto natomiast w rodzimej historii był tym myślicielem, który położył trwałe podwaliny pod zorganizowany naród? Który obóz polityczny przełamał swoistą kwadraturę koła drugiej połowy XIX wieku? Dmowski i Narodowa Demokracja, oczywiście. Musimy zatem dziś podjąć tę pracę, która była udziałem pierwszego pokolenia polskich nacjonalistów z Ligi Narodowej – pracę długofalową, pozytywistyczną, mającą na celu przekonanie większości, że warto być Polakiem i warto, aby Polska istniała realnie, a nie jedynie jako strefa wpływów jednego z sąsiadów. Obóz patriotyczny musi być jednak gotowy na sytuację, gdy narastające niezadowolenie społeczne zmiecie obecną władzę, jednym słowem musi być gotowy na „nowy sierpień”. Ziemkiewicz pisze o tym w następujący sposób:

„Kompromitacja tej władzy może dać prawicy, czy, jak wolę tu mówić, elicie patriotycznej, jeszcze jedną szansę i jest ważne, żeby tym razem była przygotowana i nie schrzaniła sprawy po raz kolejny. Ale może też być tak, że degeneracja państwa, spowodowana rządami nowej klasy (tak Ziemkiewicz za Dżilasem określa elity polityczne III RP – przyp. M.M.) i niezdolnością kontrelity do stworzenia dla ferajny skutecznej alternatywy, doprowadzi do zamknięcia cyklu – i III RP okaże się stosunkowo krótkim postkolonialnym interludium pomiędzy jedną kolonizacją a drugą”.

Czytając kolejne rozdziały najnowszej pracy Ziemkiewicza co i rusz można natrafić na sformułowania, które, podobnie jak lektura przywoływanej na wstępie pracy Michnika, wywołują zdziwienie, dodać trzeba, że zdziwienie pozytywne. No bo jak tu na przykład nie zgodzić się z podobną oceną europejskich i polskich realiów: „Nie ma, mimo miliardów wyrzuconych na budowę jego fasady, żadnego państwa, ani tym bardziej superpaństwa europejskiego. Jest wciąż ten sam co za czasów Kongresu Wiedeńskiego «koncert mocarstw», ten sam układ sił, oparty na względnej równowadze osi Paryż – Berlin – Moskwa, ciągniętej w jedną stronę przez wyspiarski Londyn, w drugą przez mniej lub bardziej rozproszone Południe. I nie ma żadnego postulowanego «narodu europejskiego», tylko są Niemcy, Francuzi, Anglicy, Włosi, Hiszpanie i tak dalej, dbający o swoje państwa. Polityka państwa niemieckiego kieruje się dbałością o interesy niemieckie, francuskiego – francuskie… I tylko jedni Polacy o swoje państwo nie dbają, a państwo to nie kieruje się interesami Polaków. Ale to we współczesnym świecie jest właśnie aberracją, a nie prawidłowością. Ucieczka od polskości, czy to niejako w dół, w prywatność i wymyślanie ad hoc jakichś tożsamości lokalnych, «narodu śląskiego», «kaszubskiego» czy «łódzko-bałuckiego», czy też w górę, w abstrakcyjną tożsamość europejską, budzi oczywiście w Polaku patriocie instynktowny sprzeciw i potępienie. Ale, niestety – właśnie instynktowny, a nie rozumowy. Bo w naszym patriotyzmie wskutek historycznych nieszczęść, którym musiał stawiać czoła, ważne stały się «czucie i wiara», a nie prosty, przyziemny rozum ze swoją logiką. I to właśnie jest jedną z przyczyn, dla których tak wielu współczesnych Polaków w sto dziesięć lat po fundamentalnej książce Dmowskiego wciąż uważa, że «Polak nowoczesny powinien być Polakiem jak najmniej»”.

Czytając zaś wezwanie do wznawiania prac Stanisława Kozickiego, nie sposób nie przyklasnąć: „Niedawno dopiero dopadłem książkę Stanisława Kozickiego «Historia Ligi Narodowej», gdzie wieloletnia pozytywistyczna działalność endecji, o której tu skrótowo wspominałem, opisana została bardzo szczegółowo. Rzecz jest bardzo trudno dostępna, wydana tylko na emigracji (może ktoś wreszcie wznowi?), a stanowi nie tylko pomnik wielkiego polskiego zwycięstwa osiągniętego w sytuacji, wydawałoby się, zupełnie beznadziejnej, ale też doskonały podręcznik pozytywnego działania (Stanisław Janecki na łamach „Uważam Rze”, pisał w tym kontekście o „podręczniku samoorganizacji” – przyp. M.M.) na dziś”.

Jest też w omawianej pracy wiele spostrzeżeń słusznych, związanych z oceną bieżącej polityki, jak to mówiące, że duża część żyjących dziś Polaków nie widzi dla siebie miejsca ani w PO – partii „cwaniaczków Tuska, których jedynym programem jest wychapać z tego «dzikiego kraju» (…) ile się tylko da kasy i w porę uciec na Florydę lub w inne atrakcyjne miejsce”, ani w PiS – insurekcjonistach „Kaczyńskiego, którzy centralnym punktem swej narracji czynią krzywdę doznaną przez Polaków w Smoleńsku i wezwanie, że trzeba ją pomścić, choć w jaki sposób, przy użyciu jakich sił i możliwości, wskazać nie są w stanie”. Jest też nieco pokrętnych prób interpretacji tragedii smoleńskiej, jak wówczas, gdy autor pisze:

„Po każdym rosyjskim zagraniu w rodzaju demonstracyjnego umycia wraku zaraz po tym, jak w Polsce podniesiono kwestię ewentualnego wybuchu na pokładzie, Polacy coraz liczniej uznają za przyczynę tragedii zamach i umacnia to w nich paniczny lęk przed sprzeciwianiem się Rosji. «Wojna z ruskim» to hasło, które w zatomizowanym, zdemoralizowanym postkomunistycznym społeczeństwie, które dopiero co zaznało – na kredyt – odrobiny stabilizacji i materialnego dobrobytu, budzi odzew: tylko nie to, wszystko lepsze”. Muszę powiedzieć, że obserwując kolejne smoleńskie marsze i imprezy (ale i nie tylko), dostrzegam coś wręcz przeciwnego. Widzę raczej coraz większy zastęp rodaków, dyszących nieskrywaną chęcią zemsty, marzących o jakiejś nowej „wojnie z Ruskim”.

Analiza sytuacji, którą przedstawia Ziemkiewicz, jest w dużej mierze pochodną wizji konstruowanej przez główną partię opozycyjną. Nie chodzi jednak o to, że publicysta użył zbyt dużo czarnej farby dla odmalowania dzisiejszej rzeczywistości, ale o to, że w opisywaniu jej pozostaje dość jednostronny. Cały niechlubny dorobek III RP, z wyprzedażą majątku, zwijaniem prowincji (poprzez likwidację na jej terenie zakładów pracy, publicznej komunikacji, policji, sądów, urzędów pocztowych) oraz przekształcaniem naszego państwa w rynek zbytu i zaplecze taniej siły roboczej, to przecież efekt wszystkich kolejnych rządów.

O okresie rządów AWS-u, będącego ówczesnym PO-PiS-em (także w sensie personalnym), w czasie których pod przykrywką bogoojczyźnianych haseł dokonano chyba największego upłynnienia narodowego majątku (w myśl formuły ukutej przed wojną bodajże przez Adolfa Nowaczyńskiego w sympatycznym skądinąd dwuwierszu: „Rząd pokazał wreszcie klasę, ksiądz ma szkołę – żyd ma kasę”), Ziemkiewicz praktycznie się nie zająknął. Wszystko, co złe w III RP, to niemalże w 100% robota PO. Zresztą argumenty są nierzadko naginane pod doraźne potrzeby, jeden prosty przykład – walka Tuska z kibolami to oczywiście dowód na represyjny charakter jego rządów, brak reakcji Tuska na podobne stadionowe i uliczne burdy byłby oczywiście dowodem na słabość państwa, na to, że nie tylko prowincja, ale w ogóle całe państwo się zwija. PiS zaś poddawany jest krytyce nie za to, jaki jest i co niesie na sztandarach, ale za to, że nie wygrywa. Powtarzam raz jeszcze, Ziemkiewicz nie skrywa swego krytycyzmu wobec głównej partii opozycyjnej, jednak szansę na przełamanie dotychczasowego impasu zdaje się on upatrywać, (pomijając rzecz jasna sugerowaną „trzecią drogę”, swoisty „długi marsz”, mający unarodowić masy właśnie za pomocą endeckiej metody) w ewentualnym powrocie PiS-u do władzy.

Dodając do tego siatkę pojęciową niemalże tożsamą z tą, obowiązującą w partii Jarosława Kaczyńskiego (Smoleńsk, „żuliki z PO” u władzy, skomunizowane i wrogie media oraz czający się za każdym rogiem Putin), otrzymujemy coś, co można by określić w najlepszym razie mianem PiS-u bez PiS-u. Do pewnego stopnia praca jest także próbą dokonania „zewnętrznego liftingu” pisowskich mas, które odtąd mają się stać endeckimi (przy okazji. cóż za prezent i zarazem ostateczny dowód dla tych, którzy w Kaczyńskim chcą widzieć inkarnację Dmowskiego, a w smoleńskim tłumie współczesną endecję – za Miłoszem mogą wreszcie z lubością ogłosić: „Jest ONR-u spadkobiercą PiS…”). Generalnie jednak analiza autora, starającego się momentami rozróżniać „patriotyzm pisowski” od przezeń postulowanego endeckiego, jest w 90% zbieżna z tym, co głosi PiS.

Czemu służy cały zabieg z przypominaniem i powoływaniem się na „wczesnego” (tak bezpieczniej) Dmowskiego? Najnowsza książka Ziemkiewicza nie jest wbrew sugestii zawartej w jej tytule pracą o endecji, nie ukrywa zresztą tego i sam jej autor, mówiąc, że niektórzy mogą się po jej lekturze poczuć nieco rozczarowani (sam zaliczam się do tej kategorii). W porównaniu bowiem z wcześniejszą „endecką publicystyką” autora „Michnikowszczyzny” można ją nawet uznać za swoisty krok w tył. Stanowi ona dopiero jakby wstęp do odczytania istoty dorobku obozu narodowego. Ziemkiewicz, wyważając otwarte drzwi, nie może wyjść z podziwu nad szkołą myślenia politycznego, którą niektóre środowiska propagują od szeregu lat (także w okresie bezpośrednio poprzedzającym akcesję Polski do UE, gdy red. Ziemkiewicz w obawie przed Rosją, co przyznał na spotkaniu promocyjnym książki w dniu 18. 10. br., przekonywał o konieczności integracji). Dodatkowo towarzyszy temu atakowanie środowisk z tą tradycją związanych i od lat ją kultywujących (ulubionym „czarnym ludem”, aby posłużyć się jego własną nomenklaturą, jest dla Ziemkiewicza „Myśl Polska” oraz rodzina Giertychów). Dziś w ziemkiewiczowskich ochach i achach nad Dmowskim, Balickim i Kozickim wybrzmiewa pewna fałszywa nuta, wskazująca na jego czysto utylitarny stosunek do opisywanej tradycji.

Czym wytłumaczyć przyśpieszoną endecką reedukację Ziemkiewicza, Wildsteina i Sakiewicza (który ostatnio zgłosił akces do Marszu Niepodległości)? Prawda o przyczynach podobnego procesu zdaje się być prosta, tradycja wszechpolska stanowi uniwersalny klucz do serc i umysłów milionów Polaków. Kto chce je posiąść, musi tę ideę znać i umieć ją wykorzystywać. Przypomina to niestety zbyt jaskrawo inne próby spożytkowania dorobku Narodowej Demokracji dla celów cokolwiek odległych od interesu narodowego. Swoisty „endecki neofityzm” Ziemkiewicza jest zastanawiający jeszcze z jednego powodu. Powołując się na swoje narodowe korzenie (dziadek autora działał w Stronnictwie Narodowym, z „oczywistych” zaś  przyczyn nie wspomina stryja – narodowca działającego w PAX-ie), daje dowód na to, że idea, którą dopiero dziś z takim zapałem zdaje się odkrywać, była przez dłuższy czas na wyciągnięcie ręki. Kto dziś pamięta peany Michnika nad wkładem obozu wszechpolskiego w proces upodmiotowienia narodu, zachwyty nad nowatorstwem endeckiej koncepcji polityki czynnej, będzie dużo ostrożniejszy słuchając współczesnych proroków, którzy po pewnym czasie okazać mogą się fałszywymi.

Maciej Motas

R. Ziemkiewicz, „Myśli nowoczesnego endeka”, Wydawnictwo Fabryka Słów, Lublin 2012, ss. 304.

myslpolska.pl

aw

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Fałszywy prorok”

  1. Co prawda nie czytałem jeszcze ksiazki ale kilka recenzji i wystapien promocyjnych Ziemkiewicza zdążyłem już ,,ogarnąc”. Osobiście czuje się troche rozczarowany ogólną ideą tej książki, która rodzi nadzieje – przemiany politycznej POlski – w masach( nie ma znaczenia jaki krąg tych mas Ziemkiewicz ma konkretnie na myśli). Wiara w to, że punkt ciężkośći przemian politycznych pochodzi od mas jest wiarą nadwyraz utopijną. Dziwi mnie to tym mocniej, że Ziemkiewicz mając świadomość skutecznośći metod socjotechnicznych mediów(wielokrotnie przywołując eksperyment Zimbardo) – nadal obstaje. że w masach jest w stanie zakwitnąć trwała przemiana. Przypomina to budowanie świadomośći politycznej na piasku. Osobiście jestem zwolennikiem zupełnie odwrotnej metody związanej z zaweżaniem kregów prawicy i libertarian – nie dopuszczając tym samym do rozmywania bazy światopoglądowej w owych szerszych kręgach społecznościowych. Opozycja potrzebuje ,,komandosów” czyli wyspecjalizowane grupy elit zdolnych się przedostać do punktów strategicznych odpowiedzialnych za kreowanie świadomości politycznej POlaków. Globalna świadomość polityczna rodzi się od góry a nie od dołu.

  2. Podobnie jak autor powyższego artykułu uważam, że Ziemkiewicz robi krok w tył sam stając się ofiarą psychologicznego efektu Lucyfera, który sam niejednokrotnie przywołuje w swojej publicystyce. Zbytnie zidentyfikowanie się z gazetami takimi jak Gazeta Polska, Uwazam Rze itp. – zrodziło w nim świadomośc na wskroś pachnącą retoryką PiS-owską. A jak mawia żydowska kabła – wolna wola istnieje tylko i wyłacznie na zasadzie wyboru środowiska w którym się działa i dojrzewa – reszta to determinizm.

  3. Bredzicie panowie.. dzisiaj na prawicy niema nikogo poza Ziemkiewiczem… jego robota jest niedoceniona, on jedyny w sposob klarowny pokazuje chorobe na ktora cierpi polska i proponuje jasne remedium.. Kto z was krytykow madrali mial o tym pojecie przed Ziemkiewiczem? heheh, jestem w 100% przekonany ze nikt 🙂 A teraz sypiecie okreslenia typu „falszywy prorok”.. jezeli on jest falszywy to kto jest prawdziwy?

  4. @kat Nie ma nikogo poza Ziemkiewiczem? Sa.Sa liczne leniuchy.Polska „prawica” to salon, konglomerat FB.Worek z egoistami i z leniuchami.

  5. Podzielam tezę Pana Macieja Motasa, że Rafał Ziemkiewicz to fałszywy prorok. Szkopuł w tym, że jest skuteczny. No i kolejna kwestia: dlaczego Pan Motas albo Pan Engelgard nie napiszą swoich „myśli nowoczesnego endeka”? Kto im broni napisać taką książkę, w której wyłożą swój punkt widzenia? Kto im broni zapładniać ideowo kolejne pokolenie postendeków? Środowisko Myśli Polskiej jest w głębokiej defensywie zarówno intelektualnej jak i organizacyjnej. Ograniczają się tylko do krytyki nie proponując nic w zamian. A przecież jeszcze w latach 90-tych Myśl Polska startowała mniej więcej z takiego samego pułapu jak Gazeta niePolska. Po upływie czasu widać efekty: Gazeta niePolska ma tygodnik o kilkudziesięciotysięcznym nakładzie, sieć klubów czytelników w całym kraju, swój kwartalnik, portal. A Myśl Polska nie tylko, że stoi w miejscu, ale przeżywa regres. Żal, po prostu żal, że tak zasłużony dla polskiej myśli politycznej tygodnik został sprowadzony do niszowej gazetki. Dlatego sugeruję Panu Motasowi i Panu Engelgardowi najpierw zastanowić się dlaczego to Ziemkiewicz, a nie oni zapładniają ideowo tysiące młodych narodowców. Sugeruję najpierw poszukać winy i błędów u siebie. Nikt im przecież nie zabronił budować środowiska wokół Myśli Polskiej, klubów czytelnika. Nikt im nie zabronił pisać książek. Charakterystyczną cechą dla Dmowskiego była skuteczność. Tego o Janie Engelgardzie i Panu Motasie nie sposób powiedzieć obserwując ich działania. Nieudolność organizacyjna? Lenistwo? Wygodnictwo? Nie mnie to oceniać. Jednakże fakty są takie, że Gazeta niePolska i przyległości „zagospodarowują” młodych endeków i w dużej części jest to wina Pana Engelgarda.

  6. Jakoś trudno mi się zgodzić ze stwierdzeniem, że współczesne francuskie i niemieckie elity polityczne reprezentują francuski i niemiecki interes narodowy. Przecież one niszczą te narody i budują globalizm.

  7. „Czytając zaś wezwanie do wznawiania prac Stanisława Kozickiego, nie sposób nie przyklasnąć: „Niedawno dopiero dopadłem książkę Stanisława Kozickiego «Historia Ligi Narodowej», gdzie wieloletnia pozytywistyczna działalność endecji, o której tu skrótowo wspominałem, opisana została bardzo szczegółowo. Rzecz jest bardzo trudno dostępna, wydana tylko na emigracji…” – Oj tam „trudno dostępna” 😉 http://chomikuj.pl/glamdring3/S.+Kozicki+Historia+Ligi+Narodowej

  8. Wypada się jedynie zgodzić z panem Michałem – duża część europejskich elit rezlizuje interesy ponadnarodowe, niestety ideologicznie ostro skręcone w lewo.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.