Gajda: „Ostatni raz, kiedy Hiszpania, była Hiszpanią”

Ostatnimi czasy doszły nas smutne wieści o coraz szybciej postępującej laicyzacji w Królestwie Hiszpanii, o którym pisał portal PCh24.pl[1]. Laicyzacja jest ostatnimi czasy zjawiskiem bardzo powszechnym, jednak Hiszpania, przynajmniej w moim przekonaniu, uchodziła za państwo, które pomimo dosięgnięcia jej przez plagę demoliberalizmu utrzymuje swoją wierność Kościołowi Rzymsko-Katolickiemu. Okazało się, że również takie kraje jak Portugalia, w której przecież raz za razem wygrywa koalicja partii socjalistycznych[2], czy Hiszpanie również psują się od środka, pomimo przecież niedawnych dyktatur, które istniały w obydwu organizmach państwowych. Data opublikowania przez episkopat Hiszpanii statystyk praktycznie zbiegła się z kolejną rocznicą krucjaty do jakiej doszło w latach trzydziestych.

Wszystko to natchnęło mnie do refleksji, że pomimo tego, iż prawdziwi Hiszpanie, którzy poczuwają się do hiszpańskości dalej żyją i wbrew pozorom mają się dobrze, to jednak prawdziwa Hiszpania przestała istnieć wskutek postępującej laicyzacji, powszechnego dobrobytu, nowoczesnego kapitalizmu, oraz państwa socjaldemokratycznego, niejako sankcjonowanego z góry przez figurę monarchy, który panuje, ale nie rządzi (rex regnat, sed non gubernat).

Wszystko to prowadzi mnie do kolejnego rozmyślenia, otóż – czym jest Hiszpania? Czym jest naród Hiszpański? Myślę, że jako człowiek z zewnątrz, który zakochał się zarówno we Francji, Hiszpanii, oraz Portugalii, ale jednocześnie pozostaje osobą niemającą żadnego wpływu na powyższe państwa, jestem w stanie ocenić czym jest Hiszpania, gdzie tkwi prawdziwie hiszpański charakter i kim jest Hiszpan.

Hiszpania, czy mówiąc w karlistowskim jej ujęciu Hiszpanije, jest państwem, które jak wiemy znajduje się na półwyspie Iberyjskim – miejscu, gdzie stykają się różne istotne szlaki handlowe, oraz gdzie kończy się Europa, a zaczyna Afryka. Iberia przez wieki zamieszkana była przez różne ludy z których chyba najbardziej wyróżniali się Baskowie. Wszystkie te ludy były pierwotnie chrześcijańskie, bo Święta Wiara została przyniesiona wraz z cywilizacją łacińską – Rzymem.

Następnie w wyniku ekspansji muzułmańskiej, która przyszła z Afryki – Maroka, ogrom Hiszpanii, oraz dzisiejszej Portugalii, wpadło pod berła Kalifa, a następnie różnych kolejnych władców wyznania mahometańskiego. Przez wieki ciągnęły się liczne wojny pomiędzy chrześcijanami (następnie stricte denominacji Rzymsko-Katolickiej), a Arabami, którzy skupiali się w różnych organizmach państwowych. Ostatecznie w wyniku „Rekonkwisty” (hiszp. Reconquista, czyli „ponowne zdobycie”) doszło do powstania dwóch państw – połączonej korony Hiszpańskiej (która skupiała w sobie różne państwa m.in. Kastylię, Leon, Aragonię etc.), oraz Portugalii.

Obydwa państwa, które przecież do dzisiaj znajdują się na półwyspie, nazywane są często „bliźniaczymi” i rzeczywiście nimi są. Obydwa mają podobną historię, oraz Tradycję, a nawet ich systemy polityczne w różnych momentach wyglądały podobnie.

Tutaj, to znaczy w punkcie o Rekonkwiście Iberii, znajduje się pierwszy punkt „hiszpańskości”. Jak Roman Dmowski pisał:

„Katolicyzm nie jest dodatkiem do polskości, zabarwieniem jej na pewien sposób, ale tkwi w jej istocie, w znacznej mierze stanowi jej istotę. Usiłowanie oddzielenia u nas katolicyzmu od polskości, oderwania narodu od religii i od Kościoła, jest niszczeniem samej istoty narodu.”

Tak jakiś myśliciel mógł napisać, że:

„Katolicyzm nie jest dodatkiem do hiszpańskości, zabarwieniem jej na pewien sposób, ale tkwi w jej istocie, całkowicie stanowi jej istotę. Usiłowanie oddzielenia u nas katolicyzmu od hiszpańskości, oderwania narodu od religii i od Kościoła, jest niszczeniem samej istoty Hiszpanii.”

Należy zauważyć, że wszyscy wielcy mężowie Hiszpanii działali zazwyczaj w imię Boga: Hernán Cortés, czy Francisco Franco, wszyscy wielcy myśliciele, dowódcy, czy monarchowie Hiszpanii podkreślali nadzwyczajną rolę katolicyzmu, oraz misyjności tego wyznania, jego apostolskości.

Jak pisałem półwysep Iberyjski z powodu, że leży na styku dwóch światów – arabskiego i chrześcijańskiego, cywilizacji łacińskiej i mahometańskiej, jest miejscem, gdzie dochodziło i dochodzi do ogromnych tarć kulturowych, czy religijnych. Z tego powodu Hiszpania, która leży dokładnie w tym miejscu dostała misję dziejową, misję, która nigdy się nie dezaktualizuje. Nie jest to typowo polski mesjanizm, który polega na romantyzmie. Jej rola jest całkowicie inna, a uwydatniła się ona wraz z XVI wiekiem, oraz początkiem kolonizacji – zadaniem, które przypadło Hiszpanii, oraz Hiszpanom jest bycie apostołami świata łacińskiego.

Położenie geopolityczne Hiszpanii sprawiało przez wieki, że niosła ona wiarę i cywilizację w najróżniejsze zakątki świata, oraz w przeciwieństwie do np. protestanckich Brytyjczyków wcale kolonizacja nie była jakąś ogromną torturą i ciemiężeniem. Hiszpanie byli wyjątkowo dobrymi misjonarzami, co widać np. po Meksyku, który do dzisiaj zachowuje wierność[3]. Właśnie ta misyjna i wyjątkowa rola Hiszpanij jest tym, co wyróżniło ją od wielu innych państw, które również stały się mocarstwami.

Po wybuchu herezji protestanckiej w zachodniej Europie Hiszpania trafiła w objęcia dynastii Habsburgów i wraz z Austriakami stała ramię w ramię podczas licznych wojen religijnych broniąc tego, co my uważamy za Prawdę. To tylko utwierdziło Hiszpanów w ich, moim zdaniem całkiem słusznym, przekonaniu o wiekowej misji, która nigdy się nie kończy. Niestety, co pisałem na początku, Hiszpania dzisiaj traci poczucie swojej misji, ale nie jest to odosobniony przypadek.

Hiszpania od czasu zjednoczenia przejawiała ambicje imperialne – ergo prowadziła politykę kolonialną i imperialistyczną. Jest to całkowicie zrozumiałe. Początkowo wygrywała przecież wyścig i stworzyła Las Espanas (Hiszpanije), które sięgały od Katalonii po Meksyk. Mnogość ludów, które wchodziły w skład Imperium Hiszpanii doprowadziły do tego, że Hiszpania właściwie nigdy nie utworzyła państwa narodowego. Do dzisiaj Hiszpanie stanowią 73% ludności Królestwa[4], więc dalej nie jest to byt jednonarodowy.

Ten apostolski, misyjny, oraz imperialistyczny typ prowadzenia państwa doprowadziły do wykreowania się charakterystycznego typu nacjonalizmu, podsycanego jeszcze przez rozpad imperium, które symboliczne pogrzebane zostało podczas wojny na Filipinach, czy wojnę o Kubę z Amerykanami.

Charakterystyczne dla nacjonalizmu hiszpańskiego jest właśnie rozumienie tej misyjnej, katolickiej misji Hiszpanów, oraz umiłowanie, co całkowicie logiczne, do Imperium. Nacjonalizm Hiszpański nie cechuje się żadnym szowinizmem rasowym, czy narodowym, ale raczej katolickim braterstwem ludów Hiszpanij, które oparte jest na wspólnej wierze i historii.

Idealnym przykładem nacjonalisty hiszpańskiego jest Francisco Franco, który doskonale zrozumiał misję dziejową Hiszpanii, był nacjonalistą, oraz gorliwym katolikiem. To Franco stanął na czele krucjaty jaka dokonała się w latach 1936 – 1939 (co zabawne muzułmanie, którzy służyli w Legionie Marokańskim, też ogłosili Dżihad).

Franco niósł przede wszystkim katolicyzm, oraz anty-bolszewizm, a także nacjonalizm, o którym pisałem przed chwilą. Caudillo można powiedzieć, że jest archetypem Hiszpana, człowiekiem w którym doskonale ujęto esencję tego, co znaczy być Hiszpanem, co znaczy poczuwać się do hiszpańskości.

W tym momencie można powiedzieć, że powracam do tytułu – Franco, jego państwo, reżim frankistowski były ogromnym zrywem hiszpańskości, nacjonalizmu hiszpańskiego, oraz katolicyzmu, często skrajnie tradycyjnego. Państwo Caudillo było „ostatnią prawdziwą Hiszpanią”. Hiszpanią, która była dumna ze swojej historii i swojej wiary. Hiszpanią, która była wiedziona wartościami „Dios, Patria y el Rey!” cytując za karlistowskim Credo. Hiszpania Franco była również jednym z ostatnim podrygów tradycyjnego świata. Jednym z ostatnich podrygów tradycyjnego katolicyzmu, jeszcze sprzed Soboru Watykańskiego II, tego Trydenckiego.

Viva Franco! Viva el Rey! Viva Espana!

Mateusz Gajda

[1] https://pch24.pl/hiszpania-szybko-sie-laicyzuje-olbrzymi-spadek-liczby-slubow-koscielnych/

[2] https://ewybory.eu/sondaze-europa/portugalia/

[3] https://artsandculture.google.com/entity/m01182wp2?hl=pl, https://www.cia.gov/the-world-factbook/countries/mexico/#people-and-society

[4] https://encyklopedia.pwn.pl/haslo/Hiszpania-Ludnosc;4574237.html

Click to rate this post!
[Total: 15 Average: 4.5]
Facebook

18 thoughts on “Gajda: „Ostatni raz, kiedy Hiszpania, była Hiszpanią””

  1. Hiszpania to zlewaczałe państwo. Dlatego dzisiaj niechaj FC Barcelona zleje prześcieradła z Madrytu. To coś z Madrytu jest kwintesencją upadku państwa hiszpańskiego. Do boju Barca! Do boju Katalonia!

  2. Odczepcie się Polacy od Hiszpanii. Jeszcze tego brakowało żebyście decydowali co jest, a co nie jest Hiszpanią. Mało macie własnych problemów?

  3. „prawdziwa Hiszpania przestała istnieć wskutek […] powszechnego dobrobytu, ”

    No właśnie. „Prawdziwa” (tj „narodowa”) Hiszpania, Polska, etc… może istnieć tylko w warunkach powszechnej nędzy a w dobrobycie upada. I nawet sami „narodowcy” tą oczywistość dostrzegają. Ale, w odróżnieniu od realnie istniejących Hiszpanów, Polaków, etc…, oni to akceptują! „Prawdziwość” („narodowość”) warta jest dla nich powszechnej nędzy i ubóstwa. Jak w Korei płn, albo na Kubie.

    1. Pewnie dobrobyt powoduje, że narody się ukosmopolityczniają. Bogaty, burżuazyjny Hiszpan jest bardziej podobny do Kulczyka, niźli do swojego prapradziadka. Wprowadzenie polityki „zero growth” powinno temu zapobiec.

    2. Oczywiście jest to bzdura, jak zwykle u pilastra. Narodowe czy w ogóle jakiekolwiek społeczeństwo posiadające kręgosłup moralny, klasyczne normy, które nota bene są kluczowe dla sprawnego funkcjonowania, bo wpływają m.in. na prawo stanowione czy odpowiednią demografię są możliwe przy standardowej, czyli naturalnej sytuacji ekonomicznej, odpowiadającej ludzkiej naturze. Musi więc być nie nędza ani debilnie, libertariańsko rozumiany dobrobyt, który nie jest żadnym dobrobytem a zwyczajnym konsumpcjonizmem, który imponować może parweniuszom albo głupkom. Musi istnieć pewna równowaga, czyli muszą być zarówno bogaci jak i biedni, tak samo jak istnieją mądrzy i głupi, wysocy i niscy, silni i słabi, konserwatyści i pilaster 😉 etc. Powszechny dobrobyt libertarian jest takim samym mitem jak powszechny dobrobyt każdej innej tego typu ideologii. Tak jak nie było, nie ma i nigdy nie będzie powszechnego zdrowia i będzie zawsze istniała grupa chorych, bo taka jest ludzka natura, tak samo nigdy nie było, nie ma i nie będzie powszechnego dobrobytu, bo taka jest ludzka natura. Możemy liczyć jedynie na niewielkie zmiany skali, o żadnej powszechności (zachęcam pilastra do zapoznania się ze znaczeniem tego pojęcia) nie ma mowy. Niestety wychodzi w praktyce tak, że głupich jest więcej i stąd upadek klasycznych norm moralnych, brak przywiązania do tego, co wypracowali nasi rodzice, dziadowie czy dalsi przodkowie, folgowanie nażarcia się ponad stan i na kredyt, co pilaster idiotycznie nazywa dobrobytem, bo patrzy tylko na to, że ktoś coś posiada a kiedyś nie posiadał. A że na kredyt i jest niewolnikiem przez 20 lat i powiela nieprawidłowe wzorce ekonomiczne? A co to pilastra obchodzi – jest libertarianinem, więc myśli w kategoriach zwierzęcia a nie człowieka, bo de facto libertarianizm sprowadza się do ekonomizacji wszystkiego, czyli nieograniczonej konsumpcji. To jest funkcjonowanie odpowiednie zwierzętom (ciągle żreć a po nas choćby potop), a nie ludziom. Na szczęście to jest plankton ideologiczny, który nie ma większego znaczenia.

      1. Pilaster nie ma na myśli powszechnego dobrobytu. On doskonale wie, że zamożność społeczeństwa podlega pewnemu rozkładowi statystycznemu (wystarczy poczytać jego blog, aby się o tym przekonać). Rzecz w tym, aby wartość oczekiwana ze wspomnianego rozkładu rosła maksymalnie szybko w czasie. To ma gwarantować libertarianizm, który daje szybszy wzrost niż chadecja, która z kolei bije na łeb socjaldemokrację, która wygrywa z nacjonalizmem, który z kolei masakruje realny socjalizm. Chodzi o to, że w kraju takim jak Polska, libertarianizm może wygenerować roczną stopę wzrostu PKB np. na poziomie 6%. Chadecja da nam 4%, socjaldemokracja – 3%, nacjonalizm – 1,5%, zaś realny socjalizm – 0,5%. Tak się składa, że im większy dany kraj ma IEF, tym szybciej będzie się rozwijał. Ujmując to matematycznie – roczna stopa wzrostu PKB pc jest rosnącą funkcją IEF.

      2. Oczywiście jest to bzdura. Podział społeczeństwa na garstkę opływających w niesłychane luksusy elit i masę ledwo z trudem wiążących koniec z końcem nędzarzy, podział, który jak widać „narodowcy” uważają za „naturalny” („zgodny z ludzką naturą”) i który chcieliby przywrócić (z nimi samymi w roli elity naturalnie, bynajmniej nie nędzarzy) jest typowy, czyli „naturalny” dla społeczeństw preindustrialnych, maltuzjańskich i wynik wprost z dominacji „ziemi” jako głównego środka produkcji. Ponieważ „ziemia” (nie tylko ziemia rolna, ale też surowce naturalne) jest dobrem o stałej, idealnie nieelastycznej podaży, w „naturalny” sposób ma tendencję do koncentracji i struktura własności przyjmuj w tym przypadku rozkład potęgowy, zwany też w Polsce rozkładem Pareto. Garstka arystokratów/magnatów/oligarchów ma ogromne latyfundia, a zdecydowana większość populacji nie ma nic.

        Co ciekawe, taką strukturę za właściwą i pożądaną uważają nie tylko „narodowcy” ale i komuniści. Korea płn jest idealnym przykładem takiego społeczeństwa. Rodzina panująca jest właścicielem całego kraju, a 99,9% mieszkańców żyje w skrajnej nędzy często przymierając głodem. Ale nie ma tam też żadnego „gendera”, „LGBT”, etc zatem „narodowcy” tym stanem rzeczy są zachwyceni.

        Zmienia się to jednak całkowicie w momencie nadejścia rewolucji przemysłowej. Ziemia przestaje być głównym środkiem produkcji i traci tą rolę na rzecz kapitału. Kapitał zaś ma to do siebie, że się akumuluje, czyli sam siebie wytwarza. Rozkład własności kapitału nie jest już zatem potęgowy, a wykładniczy, zwany w Polsce rozkładem Poissona. Nadal są bogaci i biedni, ale granice są mniej ostre i nawet biedni w kapitalizmie są bogatsi niż biedni w feudalizmie. Pojawia się też zauważalna klasa średnia, której w feudalizmie/maltuzjanizmie praktycznie nie ma.

        Rewolucja przemysłowa też jednak stosunkowo, w skali historycznej, szybko się kończy, kiedy w wyniku akumulacji kapitału, średnia stopa zwrotu spada w okolice zera. Wtedy powstaje gospodarka postindustrialna, czyli właśnie społeczeństwo dobrobytu. Głównym środkiem produkcji jest „praca” (innowacyjność) i rozkład bogactwa w społeczeństwie przyjmuje kształt zbliżony do rozkładu normalnego, w Polsce zwanego rozkładem Gaussa. Nadal są tacy, którzy mają dużo i są tacy którzy mają mało, ale nawet ci ostatni żyją sobie na całkiem wysokiej stopie. Natomiast większość populacji stanowi „klasa średnia”. W takim społeczeństwie faktycznie dominuje „konsumpcjonizm”, bo przeciętny człowiek pracuje właśnie po to, żeby konsumować, a nie dla „idei”, choćby i „idei narodowej”. Dlatego właśnie dla „narodowców” zamożne społeczeństwo jest nie do przyjęcia i chcieliby społeczeństwa na kształt feudalny/komunistyczny, co sami przecież otwarcie przyznają.

        W feudalizmie/komunizmie „konsumpcjonizm” jest przywilejem stanowym/nomenklaturowym i mogą mu się oddawać co najwyżej jakiejś promile społeczeństwa. W kapitalizmie są to już zauważalne kilkanaście, czy nawet kilkadziesiąt procent. W społeczeństwie dobrobytu – praktycznie wszyscy, także ci (względnie) najbiedniejsi

        1. Oczywiście pilaster znów bredzi, bo nie dość, że wypowiada się na tematy, o których nie ma pojęcia to do tego standardowo dyskutuje z tym, czego nie napisał rozmówca. W żaden inny sposób pilaster nie jest w stanie dyskutować, bo nie potrafi poprawnie tego robić. Pilaster jest bowiem zaczadzonym ideologiem dążącym do wmówienia, że to co on mówi to prawda a nie naukowcem, który dociera do prawdy wbrew osobistym przekonaniom.

          Najpierw lista bzdur, po których widać, że pilaster łże jak pies:
          1. Nikt niczego nie napisał o tym, że stawia siebie jako narodowca w dyskusji.
          2. Nikt nigdzie nie napisał, że chciałby przywrócić stan naturalny i pełnić w nim rolę finansowej elity.
          3. Nikt nigdzie nie napisał, że naturalny stan to mała grupa opływających w luksusy i masa z trudem wiążących koniec z końcem nędarzy.
          3. Nikt nigdzie nie napisał, że narodowcy pochwalają rozwiązania z Korei Północnej, bo nie ma tam gender.
          4. Konsumowanie to nie jest to samo co konsumpcjonizm, co pilaster skrzętnie próbuje pomijać, bo zrozumienie różnicy między oboma stawia pilastra na pozycji żrącego zwierzęcia a nie konsumującego z odpowiednim umiarem człowieka.
          5. Pilaster zignorował znaczenie pojęcia „powszechny”.

          Skoro już udowodniłem po raz kolejny, że pilaster jest zwykłym łgarzem, to teraz przechodzimy do samego sedna. Nie ma większego znaczenia czy żyjemy w feudalizmie, epoce preinduistrialnej, poindustrialnej i czy to praca czy ziemia są najważniejszymi punktami dla prawidłowego ułożenia sytuacji gospodarczej – to są wszystko kwestie wtórne wobec ludzkiej natury. Wie to każdy, kto nie ukończył wyższej szkoły żonglowania ryżem albo innej akademii chłopskiego rozumu. W każdym systemie gospodarczym będzie klasa niższa, średnia i wyższa, bo zależy to właśnie od ludzkiej natury – predyspozycji, chęci, priorytetów życiowych każdego z osobna etc. Zarówno w kapitalizmie jak i socjalizmie czy feudalizmie istnieją biedni, ledwo wiążący koniec z końcem – a to z przypadków losowych a to dlatego, że są nygusami, albo z szeregu innych przyczyn. Na szczęście ludzie nie są tak mało rozumni niczym pilaster i wiedzą, że to są efekty ich działania a nie tego, w jakim systemie żyją. Powszechność dobrobytu jest więc niemożliwa – widać to doskonale, bo nigdy w dziejach ludzkości nie istniał system, w którym nie istnieliby ubodzy. Pilaster może więc dalej bredzić niczym komunista, którym ideowo de facto jest i zaklinać rzeczywistość. Wespół z Korwinem możecie wziąć się pod ręce i opowiadać bzdury o budowaniu potężnej firmy handlującej paróweczkami – wystarczy tylko dać wam realizować wasze nieprzystające do rzeczywistości pomysły. Nawet teraz pilaster idiotycznie próbuje forsować, że jego system wprowadzony w życie spowodowałby, że większość populacji będzie stanowiła „klasa średnia” – order dla pilastra! Niesamowite! Stanie się dokładnie to, co dzieje się przez całą ludzkość właśnie przez ludzką naturę, czyli że większość będzie przeciętna/średnia xD Oczywiście mógłbym napisać tysiące stron z dowodami – pilaster i tak je zignoruje, bo jak pisałem, jest zaczadzonym łagarzem-ideologiem a nie przyzwoitym naukowcem czy po prostu człowiekiem dążącym do prawdy.

          Na koniec – konsumowanie to nie konsumpcjonizm, co już wyżej zaznaczałem. Wystarczy rzucić okiem do słownika – co ponownie radzę pilastrowi, żeby nie ośmieszał się kolejny raz i nie uciekał z dyskusji jak to zwykle robi, gdy widać, że nie ma szans (jak zwykle). Nieodróżnianie kupowania i konsumowania ponad miarę, na czym stoi własnie pilastrowy libertarianizm od konsumowania z umiarem, czyli kupowaniem tego, co potrzebne to taki śmieszny zabieg pilastra, który doskonale wie, że należy wstydzić się libertariańskich wzorców w myśl których ludzie zaciągają masę kredytów, żyją na zasadzie „zastaw się a postaw się”, jeżdżą np. tramwajem z telefonem za 7 tysięcy na raty, zapożyczają się u znajomych, aby wyjechać na wakacje i chwalić się tym w social media. W efekcie ci najbiedniejsi i średni robiąc w ten sposób nie są wolni – są niewolnikami bezgranicznego żarcia i folgowania chwilowym uciechom. Ktoś, kto rzuca się na nowe gadżety na raty/kredyt nie różni się niczym od grubasa, który rzuca się na kolejną porcę frytek i pizzy – taki jest właśnie obraz konsumpcjonizmu w wydaniu pilastra. A ludzie na poziomie, z kręgosłupem moralnym i folgujący człowieczeństwu wiedzą, że otaczanie się zbytkami, ośli pęd za gadżetami i żarciem ponad miarę to domena zwierząt.

          Podsumowując – pilaster zapomina, że w tej jego porąbanej wizji nie upada bycie narodowcem czy kimśtam innym. Upada człowieczeństwo, bo człowiek przestaje korzystać z rozumu i oddaje się bezmyślnej swawoli.

      3. Podobno głupich zawsze było więcej, więc w jaki sposób w przeszłości udało się zaistnieć powszechniej normom moralnym, skoro „Niestety wychodzi w praktyce tak, że głupich jest więcej i stąd upadek klasycznych norm moralnych”?

        Czy może kiedyś ludzie byli mądrzejsi?
        Albo kiedyś skuteczniej głupi byli trzymani za pysk?
        Co się stało, że nastąpiła ta zmiana i odeszliśmy od „tego, co wypracowali nasi rodzice, dziadowie czy dalsi przodkowie”?

        1. @colbert – przede wszystkim mam nieodparte wrażenie, że elity były lepsze (albo inaczej – były elitami) i bardziej „magnetyczne”, dzięki czemu ci z niższych warstw podążali za nimi, naśladowali je. Zapewne w dużej mierze przez zwykłe naśladownictwo a nie dogłębne zrozumienie.

          1. Wydaje mi się, że to złudzenie. Myślimy o minionych czasach w taki sposób, ponieważ to co po nich zostało to kultura elit – kultura wysoka właśnie. Natomiast kultura mas nie przetrwałą w takiej skali i trudno jest powiedzieć jaka była, choć spotkałem się z opiniami, że np. kultura mas śreniowiecznych była mocno pornograficzna (Dekameron i Opowieści Kanterberyjskie mi świadkiem).
            O starożytności lepiej nawet nie wspominać. To, że Sokrates, czy Platon wypowiadali się za opanowaniem swych popędów, jest właśnie przykładem kultury elit (obaj byli członkami starej, ateńskiej arystokracji ze zmysłem państwowym), ale wystarczy rzucić okiem np. na „Ucztę” Ksenofonta, żeby zobaczyć jak się ateńczycy zabawiali w wolnym czasie.

          2. Problemem jest liberalizm pooświeceniowy, który powiedział ludziom, że wszyscy są równi i wszystko jest równe. To (oczywiście w ogromnym uproszczeniu) powoduje dwie złe rzeczy.

            Elity nie muszą się starać by być lepszymi (bo nic nie jest lepsze), staraja się co najwyżej być oryginalne.

            A ludzie, którzy mieliby aspiracje do bycia elitą, tracą ją ponieważ nieważne co zrobią i tak będzie to tyle samo warte co nic.

            Ostatecznie tylko to co najniższe jest całkiem zadowolone z siebie, jako nie mające pretensji do niczego.

            Oczywiście to tylko jeden z mechanizmów, inny (związany z tym, że elity muszą istniejeć, takie czy inne – to jest techniczna konieczność dla istnienia społeczeństwa) powoduje, że to co najniższe, mówi o soobie, że jest autentyczne i dlatego, powinno być na piedestale i być wyznacznikiem tego co dobre i piękne (to oczywiście też duże uproszczenie).

            Mówiąc językiem Witwickiego, Afrodyta Wszeteczna, zdetronizowała Afrodytę Niebiańską i ogłosiła się jedyną królową, do czego, moim zdaniem, zawsze miała olbrzymie ciągoty.

            1. @colbert

              „Wydaje mi się, że to złudzenie. Myślimy o minionych czasach w taki sposób, ponieważ to co po nich zostało to kultura elit – kultura wysoka właśnie.” – zgodziłbym się z tym, gdyby nie dzisiejsza „kultura” „elit”.

              „Natomiast kultura mas nie przetrwałą w takiej skali i trudno jest powiedzieć jaka była, choć spotkałem się z opiniami, że np. kultura mas śreniowiecznych była mocno pornograficzna” – możemy porównywać to, co zostało do tego, czym dysponują masy obecnie. Jasne, że istniał pewien stopień pornografizacji i to od początku dziejów, ale wyobraźmy sobie masową akceptację golizny w starożytności, średniowieczu czy nawet 150 lat temu u prostych ludzi. Porównajmy to z tym, z czym mamy do czynienia dzisiaj. Raczej mało prawdopodobne – „Chłopi” mi świadkiem 😉

              „O starożytności lepiej nawet nie wspominać. To, że Sokrates, czy Platon wypowiadali się za opanowaniem swych popędów, jest właśnie przykładem kultury elit” – no właśnie ta kultura elit istniała a zabawianie się ateńczyków w takiej formie w wolnym czasie nie miało charakteru masowego, jak zwykło się to błędnie wskazywać. Szczególnie ohoczo robią to środowiska gejowskie wmawiające ludziom, że Grecy masowo oddawali się rozpuście homoseksualnej. A tymczasem dzisiaj wystarczy pójść do „klubu” by zobaczyć wręcz orgiastyczne imprezy.

              Zgadzam się, że liberalizm przez pokraczne rozumienie równości jest jedną z przyczyn stanu rzeczy.

              „Ostatecznie tylko to co najniższe jest całkiem zadowolone z siebie, jako nie mające pretensji do niczego.” – właśnie to, co najniższe jest całkiem zadowolone z siebie, bo ma pretensje do wszystkiego i uzyskuje wszystko przez powszechną akceptację wynikającą z rozumienia równości. Dlatego np. moralna pokraka i wielokrotny rozwodnik opowiada w szklanym bożku o tym, jak układać życie małżeńskie ku uciesze gawiedzi.

              1. Tego nie rozumiem:
                1 >> „Wydaje mi się, że to złudzenie. Myślimy o minionych czasach w taki sposób, ponieważ to co po nich zostało to kultura elit – kultura wysoka właśnie.” – zgodziłbym się z tym, gdyby nie dzisiejsza „kultura” „elit”.

                Przecież właśnie kultura elit minonych epok przetrwała, taniec i muzyka grana na ucztach do erotycznych tańców w starożytnej grecji jest (delikatnie mówić) dużo słabiej znana niż Homer.

                Co do tego:
                2 >> Jasne, że istniał pewien stopień pornografizacji i to od początku dziejów, ale wyobraźmy sobie masową akceptację golizny w starożytności, średniowieczu czy nawet 150 lat temu u prostych ludzi.

                Akurat akceptacja golizny w starożytności grecko-rzymskiej była o wiele większa niż teraz. Dopiero średniowiecze zaczęło to zmieniać. A chłopi sprzed 150 lat to już 1800 lat chrystianizacji, więc nie bardzo jest co porównywać ze starożytnością.

                Dalej:
                3 >> „zabawianie się ateńczyków w takiej formie w wolnym czasie nie miało charakteru masowego” o ile wiem miało i dlatego Sokratejsko-Platoński opór. Ponieważ był to problem powszechny dla państwa (aczkolwiek normalizowany do „młodych chłopców bez zarostu”). Małżeństwo było traktowane dużo poważniej i to jest fakt.

                1. 1. Kultura elit przetrwała. Część kultury zwykłych ludzi również. Można i należy tę drugą porównać z dzisiejszą kulturą zwykłych ludzi. Nie wchodźmy w dyskusję na temat tego, że niegdyś kultura masowa nie istniała, bo nie chodzi o jej umasowienie tylko o jej jakość – bez względu na umasowienie, nadal była to np. muzyka ludzi prostych, do tańca w karczmach etc. I widać w tym miejscu na jakim poziomie jest „muzyka” dzisiejsza a na jakim ówczesna.

                  2. Ależ oczywiście, że nie była większa niż teraz. Wystarczy rzucić okiem na stroje ze starożytnej Grecji czy Rzymu i porównać z dzisiejszym strojem, szczególnie letnim. Można, a wręcz należy również zwrócić uwagę jak reagowali zwykli ludzie na praktyki cyników w Grecji. Dzisiaj to byłoby nazwane „performance” i mało kto będzie śmiał to krytykować – podówczas uczniom Diogenesa nie raz oberwało się kijem.

                  3. To raczej my z perspektywy narzucanej dzisiaj tak mocno zwracamy uwagę na aspekt, nazwijmy to, lewicy rozporkowej w starożytności. Podkreślam – zjawisko występowało, ale nie w takiej skali, jak sugerują to ci, którym taka narracja odpowiada.

                  1. Ad. 1. Muzyka prostych ludzi, to była muzyka ludowa dawniej. Teraz to jest muzyka masowa, która jest wynikiem kultury masowej, która jest wynikiem produkcji masowej. W katergoriach starszych trudno to w ogóle nazwać kulturą ze względu na oddzielenie dzieła od twórcy.

                    Ad. 2. Mastrubujący się meżczyźni wymalowani na wazach jednak coś co nie spotyka się ostatnimi czasy z dużą aprobatą społeczną. Zawodnicy na olimpiadzie występowali nago, teraz też to się nie dzieje. Nie ugrzeczniajmy przedchrześcijańskiej starożytności kosztem prawdy. Skąd to info u uczniach Diogenesa?

                    Ad. 3. Były nawet normy prawno-obyczajowe kiedy stary facet może z młodym. To co lewica stara się zrobić to wmówić, że było to traktowane na równi z małżeństwem a nie było.

                    1. 1. Rozumienie muzyki ludowej jest nieco szersze niż muzyki związanej z tradycją, kultura czy obrzędowością. Jest to tez muzyka o charakterze rozrywkowym, do której się tańczy (vide irlandzki jig czy reel). Masowość obecnej muzyki dotyczy sposobu jej dystrybucji. Ja mówię o tym, do kogo i w jakich celach była kierowana. I tak właśnie muzyka w karczmie w XVIII wieku była muzyką rozrywkową i obecne łupanki w klubie też nimi są i należy to porównać, bo zarówno do jednej jak i drugiej się bawiono. Jakościowa różnica jest widoczna gołym okiem.

                      2. Zważywszy na fakt, że pewnie w większości największych muzów świata obecnie są wystawy „sztuki nowoczesnej”, w której mamy „dzieła” malowane pędzlem umieszczonym w odbycie, wiszący pisuar czy inne tego typu nadal się nie zgodzę.

                      Zawodnicy na igrzyskach (nie na olimpiadzie – olimpiada to okres pomiędzy igrzyskami) występowali nago z konkretnego powodu – olimpiada miała kultywować doskonałość ciała (w połączeniu z doskonałością ducha – stąd przysięgi przed zawodami i ich drakońskie egzekwowanie). Do tego nie występowali nago we wszystkich konkurencjach – w tych, w których była trudność obserwowania muskulatury, jak np. w wyścigach rydwanów, nie występowano nago. To pokazuje intencje i bynajmniej nie mają one niczego wspólnego z pornografizacją przestrzeni publicznej.

                      Informacja m.in. od Diogenesa Laertiosa oraz od Realego (tu cynicy byli stawiani jako ci, którzy wyrzekali się świata – w tym zasad w nim panujących, m.in. dlatego byli krytykowani).

                      3. Czyli była skodyfikowana możliwość współżycia starego Greka z młodym? A skąd taka informacja?

  4. Szanowny Autorze. To, co Pan napisał, jest dość ciekawe, jednak bardzo płytkie i ogólne. Styl fatalny, tekst czyta się gorzej niż wypracowanie szkolne. Proszę popracować nad językiem ojczystym.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.