Gajda: „Wierzę w jeden, święty, powszechny, babski…?”

Zanim jakaś piękna Pani zarzuci mi mizoginię przyznam się, że nie mam niczego do kobiet w Kościele, w takiej formie, jak aktualnie są one spozycjonowane w ramach Kościoła Rzymskiego. Tytuł jest oczywistym click-baitem, który ma na celu zachęcić użytkownika do kliknięcia, ot co!

Kościół Rzymsko-Katolicki przechodził w przeciągu ostatnich sześćdziesięciu lat ogromne zmiany – ostatnia rocznica, tj. 11.10.2022, czyli sześćdziesiąta rocznica zawiązania obrad Soboru Watykańskiego II, natchnęła mnie do pewnej refleksji. Podczas jednego z pobytów w kościele, a bywam tam co najmniej często, spojrzałem się i postanowiłem oszacować mniej więcej stosunek kobiet do mężczyzn. Jak się okazało – kobiet oczywiście było więcej. Jest to pewien truizm, jednak zilustrowanie go moim przykładem jest niezbędne.


To, że mniej mężczyzn chodzi do kościoła może wydawać się dziwne z perspektywy osoby postronnej – przecież Kościół to instytucja od zarania dziejów męska, Chrystus w swej ludzkiej naturze był mężczyzną, zbawcą, nie zbawczynią, wśród apostołów znajdujemy dokładnie zero kobiet, biskupi nominowani przez apostołów byli tylko mężczyznami , oni też mianowali mężczyzn i tak, aż do dziś. Nawet w dniu dzisiejszym jedyne osoby, które celebrują Najświętszą Ofiarę są płci męskiej (nie chcę zapeszyć, dziś nic nie wiadomo – ze względu na płeć z którą się ktoś identyfikuje, czy na ewentualne reformy), a kobiety dalej pozostają na „marginesie” – jedynie mogą zostać szanowne Panie zakonnicami.

To wszystko przecież sprowadza się do jednego, kontynuując punkt widzenia osoby trzeciej – Kościół jest zacofany, mizoginiczny, oraz oparty na zabobonach.

Jednak, z perspektywy katolika, jaki ten Kościół jest rzeczywiście, tak od środka? Nie odkryję tutaj przysłowiowej Ameryki, bo to, co napiszę powtarzał już świętej pamięci x. Pawlukiewicz – Kościół jest „babski”. Dlaczego?

Kiedy przyjrzymy się zmianom, które dokonały się przez ostatnie sześćdziesiąt lat, zobaczymy pewne przystosowanie do epoki postmodernizmu – śmierci wielkich narracji, Kościół, starając się balansować między Prawdą, a fałszem, dokonał rewizji nauczania, odpowiednio je „stonował”, zderadykalizował. Porzucił on pogląd „Extra Ecclesiam nulla Salus”, poszerzył dialog międzyreligijny o religie poza chrześcijańskie (nazywajmy rzeczy po imieniu – pogańskie), do tego podkreślono wyjątkową rolę Bożego miłosierdzia, które oczywiście jest nieskończone, a porzucono retorykę Bożej sprawiedliwości. Do tego podkreślono rolę świeckiego, nałożono na niego większą rolę – zrezygnowano z „ad orientem”, czy dodano takie elementy jak np. przekazywanie sobie znaku pokoju przez wiernych po zawołaniu kapłana.
Kiedy, wracając do perspektywy „z boku”, zapytamy: „kto stereotypowo chodzi do kościoła?” usłyszymy, że to „stare baby” (sic!). To właśnie starsze panie postrzegane są jako statystyczny katolik, co prowadzi do tego, że w ten sposób również odbierany jest cały Kościół Rzymski. Wśród młodych ludzi (mówię z autopsji) widziany on jest jako skostniały, zepsuty i pełen hipokryzji, a do tego jako zabobonny i stworzony po to, by „doić pieniądze” ze starszych osób. Oczywiście tak nie jest.


Jednak, co ma do tego wszystkiego Sobór Watykański II? Od przeprowadzenia reform posoborowych, podkreślenia wyjątkowej roli miłosierdzia, Kościół stał się o wiele bardziej kobiecy i dla kobiet atrakcyjny. Mówiąc bardzo kolokwialnie, ale często nauka, będąca bardzo rozbudowana, skomplikowana, oraz logiczna, spłycana jest do: „Pan Jezus nas kocha, więcej niż trocha, reszta rzecz płocha!” , czy do „Patrz! Tam lata aniołek!”.

Do tego dzieci nasze wychowywane są w takich prostych poglądach spłycanych do miłosierdzia, które, nie zaprzeczam, jest konieczne i rzeczywiste, ale jednocześnie zapominamy o sprawiedliwości, która nie przeczy miłosierdziu, a je dopełnia. Co prawda na lekcjach religii dzieci uczone są, że „Pan Bóg jest sędzią sprawiedliwym”, ale wszyscy wiemy, że praktycznie nikt nie przykuwa uwagi do tego, co na religii jest uczone.

Na kazaniach, jak wspominałem, też zapomina się o sprawiedliwości Boga, mówi się o miłosierdziu, zapominamy o Piekle, Czyśćcu, może być tylko lepiej, Pan Bóg wszystkim wybaczy. Takie spłycanie poznawalnej dla nas istoty Boga prowadzi do tego, że nawet członek zakonu, który specjalizuje się w kazaniach i teologii, o. Adam Szustak, wyprowadza jakąś swoją wizję Nieba, całkowicie poza biblijną, oraz wyraża nadzieję na Apokatastazę (czyli na zbawienie wszystkich).

Przez takie spłycenie nauki do zbawienia przez, czy raczej dzięki, „dobroludziostwu”, czyli byciu dobrym człowiekiem, pomimo swoich wypaczeń świętej wiary, czy osobistej niewiary, doprowadzamy do tego, że społeczeństwo się sekularyzuje, bo: „skoro Bóg jest miłosierny, to wybaczy każdy grzech i mnie zbawi” .

Zapominamy dziś o „męskim Kościele”, bo taki w istocie jest Kościół – jest on jednocześnie damski i męski, ze względu na to, że jest on Kościołem powszechnym, czyli dla każdego. Jednak bywa on tak samo damski, jak i męski. Omówiłem przed chwilę tę damską, dzisiaj niesamowicie eksponowaną, część Kościoła, ale co z tą męską? Jak on wygląda?

Kościół męski to Kościół cierpiący – istniejący od Szczepana, który wycierpiał przez męczenników, akceptujący największe trudy, oraz Kościół walczący (Ecclesia Militans), który wyrażał się przez wieki tocząc wojny religijne, zwalczając pogaństwo i herezje.


Co się stało z Kościołem walczącym, czy zanikł całkowicie? Ecclesia Militans do dziś istnieje, chociaż nie jest tak wystawiany przed szereg (może dlatego, że nie jest taki polubowny? Nie wiem.), to dalej się on rozwija w postaci różnorakich wspólnot tradycjonalistycznych pokroju Bractwa św. Piusa X (chociaż tutaj istnieje problem ze znalezieniem bractwu uregulowanego miejsca w Kościele instytucjonalnym), Bractwem św. Piotra, czy tak zwanych „Wojowników Maryi”, którzy pomimo różnorakich kontrowersji, czy sprawowania Novus Ordo, są wspólnotą mającą romans z Tradycją katolicką.

Wojownicy Maryi są o tyle ciekawym przypadkiem, ponieważ są oni stworzeni przez ks. Dominika Chmielewskiego, wokół którego jest sporo kontrowersji. Z kazań księdza Dominika słyszymy bardzo często akcenty patriotyczne, czasem wręcz nacjonalistyczne, wybitnie maryjne, oraz uderzające w obecny establishment polityczny, polski i światowy. Wojownicy są jednym z wyrazów pozostałości Kościoła walczącego, oraz Kościoła męskiego – do wspólnoty dołączają tylko mężczyźni (co można wydedukować z nazwy), są oni bezkompromisowi, można powiedzieć „skrajni”, oraz często mają problemy z hierarchią. Mimo to cały czas się rozwijają, podobnie jak wspólnoty tradycjonalistyczne.

Podsumowując – Kościół posoborowy podkreśla rolę kobiet, miłosierdzie Boże, oraz kompromisowość, rozmowę ze światem, jednak z drugiej strony mamy wspólnoty tradycjonalistyczne – wciąż bezkompromisowe, wciąż podkreślające rolę mężczyzny w Kościele.

Mateusz Gajda.

Click to rate this post!
[Total: 20 Average: 4.2]
Facebook

3 thoughts on “Gajda: „Wierzę w jeden, święty, powszechny, babski…?””

  1. – „Kościół jest „babski”. Dlaczego?”
    – Odpowiedzi na to pytanie udzielił niejako Janusz Korwin-Mikke stwierdzając, że kobiety mają średnio niższy IQ niż mężczyźni.

  2. Rada na to?!
    Edukacja do prywatyzacji.
    Kościół do Kościoła.
    A będzie ok, tzn. normalnie, zwyczajnie i jak zawsze: konserwatywnie, tradycjonalistycznie, prawicowo, narodowo, nacjonalistycznie… co kto woli.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.