Gdyby nie Marek Sierocki… czyli punkt widzenia zależy od punktu siedzenia

Od dobrych kilku miesięcy trwa regularna polityczno – medialna nagonka na kibiców w naszym kraju. Można pokusić się o postawienie tezy, że w przestrzeni informacyjnej kibiców wykreowano na jądro ciemności, które promieniuje na cały kraj. Premier Donald Tusk posunął się nawet do tego, że stwierdził, iż to kibice są zagrożeniem dla zbliżającego się EURO 2012.

Nie jest zagrożeniem brak infrastruktury i dróg. Nie są nim także źle funkcjonujące koleje, stare, sypiące się dworce kolejowe pamiętające czasy króla Ćwieczka i marnej jakości lotniska. Zagrożeniem nie są też niekompetentni biurokraci i ministrowie, ale właśnie my – kibice jesteśmy największym zagrożeniem dla Mistrzostw Europy.  

Nie czarujmy się: w oczach przeciętnego Polaka kibic kojarzy się z chuliganem i rozrabiaką. Dlatego gdy dochodzi do jakichś incydentów, to zawsze kibice są winni. Nigdy nie jest winna policja, ochrona czy organizatorzy meczu. Zawsze winni są kibice! Bo w mass mediach tak powiedziano, a przecież powszechnie wiadomo, że media to krynica mądrości i prawdy, a dziennikarze są prawdziwą oazą rzetelności i uczciwego przekazu informacyjnego.

Podejrzewam, że po skandalicznym zachowaniu rumuńskiej policji oraz służb porządkowych przed, w trakcie i po meczu Ligi Europy Rapid Bukareszt – Legia Warszawa znowu mass media podniosłyby rwetes, że kibice (tym razem z Warszawy) są wszystkiemu winni. Jednakże tak się nie stało, bo tym razem tylko za to, że jest się kibicem oberwało się także dziennikarzom. W tym znanemu prezenterowi i dziennikarzowi muzycznemu „Teleexpresu” Markowi Sierockiemu.

– To, co się tam działo, uwłaczało ludzkiej godności! Potraktowali nas jak bydło! Wiele razy jeździłem na wyjazdowe mecze Legii, ale czegoś takiego jeszcze nie przeżyłem – skarżył się na łamach „Super Expresu” Sierocki. – Nasi kibice zachowywali się spokojnie, ale już w czasie przemarszu po ulicach Bukaresztu bez powodu zostaliśmy potraktowani gazem. Potem zapakowali nas na więźniarki, stłoczeni jak bydło w ciężarówkach ludzie zostali przewiezieni pod stadion, gdzie przeżyli jeszcze większy dramat. Staliśmy tam 2,5 godziny, tłok był taki, że to cud, że nikt nie został stratowany. Ludzie mdleli, widziałem starsze małżeństwo bezskutecznie proszące ochroniarzy o pomoc – powiedział Sierocki. – Widziałem, jak młody chłopak próbował bronić flagi, bo to przecież dla kibiców świętość. Wtedy ochroniarze go dosłownie skatowali! – mówił dziennikarz.

Szkoda, że Marek Sierocki i jego koledzy po fachu wśród których jest wielu zagorzałych kibiców nie wykazują się na co dzień taką odwagą cywilną w relacjonowaniu tego, co się dzieje przed, w trakcie i po meczach na linii policja, służby porządkowe – kibice. Bo wbrew pozorom takie szykany, prowokacje policji i bezkarne, brutalne bicie ludzi przez policję i ochronę tylko za to, że są kibicami jest bardzo częstym obrazkiem na stadionach i w ich okolicach. Nie twierdzę, że kibice są świętoszkami i wzorem cnót wszelakich, ale wielokrotnie miałem wątpliwą przyjemność oglądania takich scen o jakich opowiedział Marek Sierocki dziennikarzom „Super Expresu” na naszym, polskim podwórku. I jeśli rządzący naszym krajem postulują o ład i porządek na stadionach poprzez eliminację ekscesów i chuliganów, to muszą też uwzględnić fakt, że często gęsto zdarza się, że i po drugiej stronie są zwyczajni chuligani i frustraci, którzy w sadystycznym amoku nadużywają władzy czując, że są bezkarni, bo noszą policyjny mundur i mają na to przyzwolenie dużych mediów.  

Casus Marka Sierockiego, skądinąd zagorzałego kibica jest klasycznym przykładem w jaki sposób zachowują się dziennikarze w naszym kraju. Widząc, że duże media często dezinformują, zniekształcając przekaz informacyjny o kibicach milczą, nie wychylają się i nie zabierają głosu, aby powiedzieć prawdę. Dopiero wtedy, gdy im samym stanie się krzywda i doświadczą na własnej skórze działań zakompleksionego, uzbrojonego po zęby „pana władzy”, albo osobnika szumnie nazwanego „ochroniarzem” podnoszą rwetes i wylewają gorzkie żale. Szkoda, że Marek Sierocki nie miał odwagi powiedzieć prawdy, gdy duża część mass mediów i rządzący naszym krajem codziennie wylewali kubły medialnych pomyj, odsądzając nas – kibiców (a więc także i Marka Sierockiego) od czci i wiary. No cóż, zachowanie dziennikarza „Teleexpresu” jest kolejnym dowodem na prawdziwość powiedzenia, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.

Marcin Dalbowski

http://diarium.pl/2011/10/gdyby-nie-marek-sierocki%E2%80%A6-czyli-punkt-widzenia-zalezy-od-punktu-siedzenia/

a.me.

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *