Golonka: Głodnych nakarmić?

Poszukiwanie duchowo-intelektualnej strawy w obecnym świecie może doprowadzić intelektualistę do rozpaczy. Nigdy ludzkość nie znała tak potężnych środków przetwarzania i przekazywania informacji jak dzisiaj. I chyba nigdy też treść przekazywanych informacji nie była tak pusta, bezsensowna czy wątła z punktu widzenia tego co rzeczywiście istotne dla człowieka. A to, co istotne, powtarzał św. Tomasz z Akwinu za Arystotelesem, hominum genus arte et rationibus vivit – czyli w przybliżeniu „rodzaj ludzki żywi się sztuką i umysłem”. W takim razie nasza cywilizacja ugrzęzła na dobre na mieliźnie intelektualnej rokującej intelektualną śmierć głodową wielu. Jest to przy tym swoiste kuriozum, łączące objawy umysłowego głodowego wyczerpania z przejawami zatrucia przejedzenia serwowaną pustką.

Rokowania też nie są dobre. Regularne włączanie stacji radiowych zdaje się potwierdzać, że mielizna jest wszechobecna. Tzw. „rąbankę”, czyli dźwięki, którymi wypełniamy na co dzień nasze sklepy, warsztaty, biura, dyżurki szpitalne, antyczni barbarzyńcy uznaliby za ujmę dla słowa „muzyka”. Najzłośliwszy greccy sofiści zemdleliby słysząc bełkot dyskusji „ekspertów” pozbawionych nie tyle błyskotliwości umysłu co w ogóle elementarnej logiki. I prawdą jest, że dawno już logika zniknęła z programów szkolnych. Problem jednak nie leży bynajmniej w niewystarczających nakładach na naukę. Jak mawiał bowiem Rabelais, największa nauka bez świadomości jest jedynie ruiną dla ducha (science sans conscience n’est que ruine de l’âme). Problem leży w intelektualnym chaosie, w utracie obiektywnych kryteriów prawdy czy piękna, a przede wszystkim w zaniku życia duchowego w postaci choćby elementarnej kontemplacji rzeczy przyrodzonych. Ta kontemplacja jest czymś całkowicie niezależnym od bieżącego PKB, stopy bezrobocia czy szamotanin w polskim, tudzież brukselskim parlamencie. I Rzeczpospolita sypała się z hukiem gdy Grzegorz Gerwazy Gorczycki, jeden z największych kompozytorów polifonicznych wszechczasów tworzył niepowtarzalną muzykę w zaciszu wzgórza wawelskiego. Była to autentyczna kontemplacja piękna i harmonii. Polska nie istniała w ogóle jako państwo gdy nasi rodacy zdobywali szczyty poezji w geniuszu Mickiewicza, Norwida czy Słowackiego. Była to również żywa kontemplacja piękna, uczuć i prawdy. A kim byli Sienkiewicz czy Reymont, jeśli nie genialnymi obserwatorami, rozumiejącymi stałe prawa psychiki ludzkiej na przestrzeni dziejów?

W obecnym kontekście cywilizacyjnej pustki wyszydzane przez tzw. „oświecenie” teologiczne dysputy scholastyków były przejawem najwyższego zdrowia intelektualnego w porównaniu z bieżącymi analfabetycznymi pseudo-problemami. Kwestie odwieczności świata, natury ducha, składni intelektu, tajemnicy Trójcy Świętej były pasjonujące nie tylko z punktu widzenia życia wiecznego ale również z punktu widzenia naturalnego zainteresowania inteligencji ludzkiej prawdą i logiką. I na szczęście, póki ludzkość istnieje trwa także nadzieja, że w pewnych chwalebnych jednostkach duch ludzki będzie nadal przynosił znakomite owoce płodności umysłowej, niezależnie od ogólnego stanu elit itd. W serwowanej przez media pustyni informacyjnej, przerywanej niedorzecznością reklam i jeszcze bardziej niedorzecznych rozmów salonowych, można również znaleźć chwalebne wyjątki ludzi zadających sobie podstawowe pytania poznania ludzkiego: dlaczego, jak, z czego i przez kogo? Do takich oaz kontemplacji naukowej należą niewątpliwie felietony prof. Ryszarda Tadeusiewicza na antenie RMF Classic. Na szczęście zazwyczaj czytelnik może liczyć na wylany kubeł zimnej logiki pióra redaktora Ziemkiewicza czy zdrowy chłopski rozum w ugrupowaniach politycznych pokroju Kukiz15’. I dzięki Bogu, mimo soborowej krainy baśni w której wszystko jest kolorowe – zwłaszcza imigranci papieża Franciszka – nie umarła też katolicka polemika. Niedawny artykuł Adama Małaszewskiego pt. O powrocie do źródeł chrześcijaństwa opublikowany w najnowszym dwumiesięczniku Zawsze Wierni (http://www.piusx.org.pl/zawsze_wierni/artykul/2406) jest kwintesencją splotu filozoficzno-teologicznej kontemplacji z najżarliwszą dyskusją apologetyczną. Czy się z Małaszewskim zgodzimy czy nie, jego artykuł nie pozostawi nikogo, kto używa jeszcze rozumu, niezaspokojonym. Za tę nieoczekiwaną umysłową pożywkę wypadało serdecznie podziękować.

Dla zgłodniałych Małaszewski!

Dr Wojciech Golonka

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

2 thoughts on “Golonka: Głodnych nakarmić?”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *