Górski Karabach – kolejny front III Wojny Światowej

Spodziewana od co najmniej dwóch lat eskalacja konfliktu jest faktem, choć – jak to zwykle w takich przypadkach bywa – niejasna jest ani jej bezpośrednia przyczyna, ani nawet strona oddająca pierwszy strzał. Baku, Stepanakert i Erewań przerzucają się rytualnymi w takich sytuacjach komunikatami i wzajemnymi oskarżeniami o rozpoczęcie walki, mnożą się też mylące i sprzeczne informacje na temat przebiegu walk, strat walczących i zniszczeń. Z mgły informacyjnej na Zakaukaziu można dowiedzieć się bodaj tylko, że siły azerskie faktycznie posunęły się kilka-kilkanaście kilometrów na terytorium Karabachu (co w Baku zostało określone jako „wyzwolenie”), że w walkach uczestniczy ciężki sprzęt, w tym lotnictwo, śmigłowce szturmowe i transportowe oraz czołgi i transportery opancerzone. Nie znając celów całej operacji, ani nawet jej faktycznego przebiegu trudno wnioskować, czy ofensywa Azerbejdżanu (bo o niej zapewne możemy mówić) odnosi zakładane sukcesy. Bez wątpienia jednak nowa wojna na obszarze względnie spokojnym przez ostatnie 21 lat budzi zauważalne zainteresowanie dyplomatów i analityków na całym świecie.

Zarówno Rosja, jak i Iran wezwały Armenię/Karabach i Azerbejdżan do pokojowego rozstrzygnięcia kwestii spornych, przedstawicielstwo azerskie w Moskwie już jednak oświadczyło w odpowiedzi, że Azerowie jedynie realizują swoje interesy na własnym terytorium. Sytuacja bacznie śledzona była też w kulisach szczytu waszyngtońskiego. Stany Zjednoczone odmówiły uznania Azerbejdżanu za agresora, natomiast komentatorzy amerykańscy zaczęli wzywać prezydenta Baracka Obamę, by korzystając z obecności Ilhama Alijewa i Serża Sarkisjana zaproponował im (czyt. narzucił) swoje pośrednictwo pokojowe. Z kolei Turcja podjęła konsultacja z Azerbejdżanem, co niektórzy obserwatorzy w Moskwie uznali za dowód kolaboracji Baku i Stambułu, czy wręcz prowadzenia przez I. Alijewa „wojny za Erdogana”.

Militarnie siły walczących stron są porównywalne – z wyraźną sprzętową przewagą po stronie azerskiej, jednak z lepszymi pozycjami obronnymi Ormian. Paradoksalnie, dzięki zrealizowanym niedawno miliardowym kontraktom zbrojeniowym Rosja-Azerbejdżan, w wojnie tej rywalizować będą być może rosyjskie wyrzutnie „Buratino” po stronie azerskiej z kupionymi przez Ormian „Iskanderami”. Opinia publiczna zainteresowanych państw od kilkudziesięciu godzin bombardowana jest newsami w rodzaju ewakuacji Stepanakertu, wyjazdu Rosjan z Armenii, przegrupowaniami rosyjskiego lotnictwa – a równolegle pogłoskami o możliwym udzieleniu Azerom bratniej pomocy przez Turków. Niezależnie jednak od tego, czy będziemy mieli do czynienia z wznowieniem pełnowymiarowej wojny azersko-ormiańskiej, czy tylko z serią górskich incydentów, czy też z konfliktem na skalę makroregionalną – kolejny front trwającej niepostrzeżenie Trzeciej Wojny Światowej został właśnie otwarty.

Konrad Rękas

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *