Gowin – prezydent z Krakowa?

Przeczytałem list Jarosława Gowina do członków Platformy Obywatelskiej. Owszem, formalnym adresatem jest PO, ale tak naprawdę Gowin zwraca się w nim do szerszej publiki. Zrobił to chytrze, bo pod pozorem dyskusji o kondycji swojej partii, rozmowę o istotnych sprawach państwa wyprowadził poza partyjne opłotki. Wybrał obszary kluczowe i interesujące społecznie – buta rządzących, partyjnictwo, przywileje władzy, wolny rynek, represyjność państwa, społeczeństwo obywatelskie, wspieranie rodziny oraz obecność tradycyjnych norm w przestrzeni publicznej. Jak dla mnie jest to całkiem sensownie zarysowany program wyborczy, skrojony pod… prezydenturę.

Gowin, patrząc obiektywnie, ma predyspozycje, by aspirować do najwyższego urzędu w państwie, zarówno pod względem fizycznym, co nie jest bez znaczenia, jak i intelektualnym. Jest postacią rozpoznawalną, potrafiącą zogniskować wokół siebie zainteresowanie mediów, jest niezależny (no, powiedzmy) w swoich poglądach, wpisuje się nimi w poważny odłam elektoratu, nadto jest opanowany oraz ładnie i usypiająco mówi, co Polacy lubią. Wprawdzie w pałacu prezydenckim urzęduje Bronisław Komorowski, który pod wieloma względami mógłby robić za bliźniaka Gowina, ale przecież nie ma ludzi niezastąpionych, szczególnie w polityce.

Zabrzmi to być może obrazoburczo, ale Jarosław Gowin byłby idealnym kandydatem na najwyższy urząd w państwie, jako kandydat… Prawa i Sprawiedliwości. Kto wie, czy ostatnia sekretna rozmowa Gowina z Kaczyńskim nie była próbą sondowania takiego scenariusza. Obie strony wyniosłyby z niego korzyści. PiS, bo po pierwsze odpadłby mu problem szukania kandydata, który mógłby zawalczyć z popularnym Komorowskim w sytuacji, kiedy Kaczyński z tego właśnie powodu nie zechciałby się poddać takiej próbie, po drugie Gowin siałby zamęt w elektoracie i szeregach PO, co dla PiS-u jest już wartością samą w sobie. Dla Gowina, poturbowanego ewentualnie przez PO, byłoby to ożywcze otwarcie na elektorat pisowski, po który samodzielnie nie byłby w stanie sięgnąć.

Brzmi to dzisiaj dość fantasmagorycznie, gdyż w międzyczasie, zanim upłynie obecna kadencja prezydencka, odbędą się wybory europejskie, samorządowe i parlamentarne, co może w istotny sposób zresetować istniejący układ władzy. Niemniej w każdym wariancie, oczywiście z punktu widzenia PiS-u, Jarosław Gowin jest na tyle interesującą figurą polityczną, że warto z nią podjąć grę. Rajdy Gowina po konserwatywnej części platformowej szachownicy, byłyby przecież tym, co w PiS-ie wzbudziłoby autentyczną dziką radość. Pytanie tylko, czy Gowin jest obecnie zdolny do zawarcia paktu z Kaczyńskim. Wydaje się, że jest jeszcze na to za wcześnie, zarówno dla Gowina jak i PiS. Gowin, póki co, ma większą wartość, jako aktywny członek PO.

Akcja Gowina wystrzeliwuje się w dogodny moment. Słabnąca i wymizerowana PO, puchnące optymizmem PiS, to doskonała okazja, by usadowić się pośrodku nich. Za chwilę może już nie być takiej koniunktury, a i Gowin musi się liczyć z nieuchronną kontrakcją Tuska, który nie może sobie pozwolić, by w szeregach jego partii tliło się zarzewie buntu. Zapewne i Gowin i Tusk znajdą powód, by się rozstać, najpewniej przy okazji uchwalania „związków partnerskich” i wówczas nastąpi chwila prawdy, ile tak naprawdę wart jest Jarosław Gowin. Przy Tusku najpewniej pozostaną „koncesjonowani” konserwatyści, a przy Gowinie? Poseł Godson? Żalek? To może okazać się za mało, by ubić dobry interes z Kaczyńskim.

No chyba, że panowie już są po słowie. A to co innego. Trzeba więc uważnie wsłuchać się w to, co i jak będzie mówił o Gowinie rzecznik PiS Adam Hofman. To nam da odpowiedź, co tu jest grane.
Autor:

Maciej Eckardt
blog: www.eckardt.pl

aw

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

0 thoughts on “Gowin – prezydent z Krakowa?”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *