Groźne mity Fotygi i tablica smoleńska

Trwa zamieszanie wokół tablicy smoleńskiej. To dobra okazja, żeby przyjrzeć się polskiej polityce wobec Rosji. Najpierw ustalmy fakty. Tablicę – na własną rękę – zawiesiły dwie wdowy. MSZ nie wykazał nią zainteresowania. A Rosjanie zdjęli ją tuż przed wizytą prezydenta Komorowskiego. Obok tego mamy wypowiedzi polityków PiS, że polityka Polski wobec Rosji jest polityką na kolanach. Tyle fakty. Tak jest. A jak być powinno?

Po pierwsze –  powieszenie tablicy.  Każdy taki akt na terytorium obcego państwa ma, w większym czy mniejszym stopniu, wymiar międzynarodowy. Czyli polityki zagranicznej. Rozumiem ból tych Pań. Im wiele wolno. Ale nie może być tak, że politykę zagraniczną 40 milionowego państwa prowadzą na własną rękę dwie – choćby najbardziej zasłużone – wdowy. To należy do kompetencji MSZ-u. Dlatego też MSZ nie może mówić: My nie wieszaliśmy, więc to nas nie interesuje. Musi interesować. O tej tablicy trzeba było rozmawiać zaraz po katastrofie. Tak, żeby zawczasu ją uzgodnić i jednocześnie nie wytwarzać wrażenia wobec rodzin ofiar, że państwo kwestią ich upamiętnienia się nie interesuje. Tyle co do zasady. Po drugie – w kontekście polityki rosyjskiej – Rosjanie zdjęli ją w konkretnym momencie. To twardzi gracze i nie jest to przypadek. Chodzi o zwyczajne testowanie Polski. Jak daleko można się posunąć. Jak mawiał słynny Jan Ciszewski – tak się gra, jak przeciwnik pozwala – więc patrzymy, czy pozwoli.  Z drugiej strony, trudno by nie pozwolić, skoro zawiesiły ją osoby prywatne. Z tej sprawy nie ma dobrego wyjścia. Można jedynie mówić, co należy robić na przyszłość. Trzeba twardo w treści, a łagodnie w formie, stawiać swoje sprawy. To niełatwe, zwłaszcza w sytuacji pozostających w Rosji czarnych skrzynek i wraku Tupolewa.  Szczególnie idzie jednak tu o łagodną formę. Bo trzeba zdawać sobie sprawę, że Rosjanie tylko czekają aby przy każdej awanturze pokazywać, że Polska to kraj awanturniczy, niestabilny. W tym kontekście, wypowiedzi polityków PiS są dla Rosjan jak znalazł. Burdy w Parlamencie Europejskim wokół wystawy smoleńskiej, czy okrzyki jego posłów, że politykę rosyjską prowadzimy na kolanach są tego świetnym przykładem. Nie tylko osłabiają nas zewnętrznie. Czynią coś gorszego. Rosjanie mogą mówić Zachodowi: Patrzcie, co prawda Polacy są w Unii, ale to szaleńcy. Prowadźmy więc rozmowy z pojedynczymi jej członkami , a nie z nią samą. No i się udaje.

Paradoksalnie, taką spójną politykę prowadził właśnie PiS, w czasie rządu Jarosława Kaczyńskiego. Polska była wtedy reprezentantem całej Europy Środkowo-Wschodniej w Unii. I mając taki ciężar gatunkowy, mogła uczynić, choćby z polskiego mięsa, problem unijny, a nie tylko polski. Wykorzystywać fora UE dla własnej polityki jak choćby Komisję Petycji PE w sprawie Gazociągu Północnego.  I udawało się. Było przy tym trochę  obrażonych i groźnych min  Anny Fotygi, ale nie było awantur.  Dziś niestety obecny rząd takiej polityki nie prowadzi. Mniej jest Litwy, Ukrainy czy Gruzji, a więcej Rosji. Wielka szkoda.  Ze strony opozycji mamy zaś tylko awantury i ostry język. A z ówczesnej polityki PiS-u zostały tylko groźne miny. Miny Anny Fotygi.

Jan Filip Libicki
[aw]

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Groźne mity Fotygi i tablica smoleńska”

  1. Filipku, Ty jednak długowo w tym PiS byłeś. Polityka Polska jako mesjasza Europy Środkowo-Wschodniej to były wielkie jaja. Gruzję sobie przypomnij na przykład… Wycieczka do Tbilisi to była największa kompromitacja Polski po 1989 roku.

  2. Sprawa rozgrywania przez Polskę Gazociągu Północnego to wręcz szkolny przykład, jak nie należy prowadzić polityki zagranicznej. Każdy amerykański dyplomata uczy się z pierwszych stron podręcznika Morgenthau’a, że w polityce zagranicznej stawia się tylko osiągalne cele. Jak wogóle ktokolwiek mógł u nas myśleć, że uda nam się zablokować priorytetową inwestycję energetyczną o strategicznym znaczeniu dla dwóch najpotężniejszych państw w Europie. Oczywiście sprzeciw należało zgłosić, ale w odpowiednim momencie należało swoją zgodę przehandlować (tak jak zrobili to Skandynawowie), choćby tylko za wkopanie rury przy podejściu do portu w Świnoujściu. Dzisiaj sytuacja jest taka, że Gazociąg Północny jest, a my nie mamy nic, zaś Tusk nie mając już żadnych atutów i argumentów negocjacyjnych może tylko skomleć przed Merkelową o zakopanie rury.

  3. A tak przy okazji, uczynienie z polskiego mięsa problemu europejskiego, jakoś specjalnie nic nie dało. Embargo na polskie mięso zostało przez Rosję zniesione po objęciu władzy przez koalicję PO-PSL, kiedy rozpoczęła się odwilż we wzajemnych BILATERALNYCH relacjach.

  4. Raz, że pan Libicki był sam członkiem PiSu. Zbliżają się wybory, to się zrobił tutaj na tym portalu dość aktywny. Panie pośle, pana zdanie w tej sprawie jest po prostu mało wiarygodne i tyle. W czymś musiał jednak panu imponować Jarosław Kaczyński, że był pan jego wiernym pretorianem i wtedy panu Fotyga i inne miernoty intelektualne nie przeszkadzały. Świetny komentarz pana Matuszkiewicza. Tak się prowadzi politykę, gotując tę wodę, którą akurat mamy dostępną. Czyli np. w sprawie gazociągu można sobie było potupać i pogrozić palcem w bucie. Zawsze mnie zastanawiało jak to jest, że np. Austria dogadała się z Niemcami i mają pociągnięty ten kawałek rury do siebie i nikt o tym głośno w mediach nie mówi. Czy nie dało się tego samego zrobić np. do Świnoujścia, wtedy możnaby mieć kawałek zapasowej rury i Rosjanie mieliby poważniejszy problem z odcięciem np. Polsce gazu. Poza tym zgodę można było przehandlować tak, żeby wkopali tę rurę tak jak się należy.

  5. No trochę jaja to były. Miała być polityka jegiellońska ale nie udało się do niej skłonić… Ukrainy i Białorusi. No to politykę jagiellońską prowadziło się nad Morzem Kaspijskim. Ja tam z historii aż tak mocny nie jestem, ale wydaje mi się, że Jagiellonowie nad Morzem Kaspijskim operowali słabo.

  6. Tak generalnie tekst p. posła Libickiego stanowi dobry asumpt do podjęcia kwestii „ukąszenia kaczyńskiego”. Jest to zjawisko na polskiej prawicy powszechne, które w ostatnich latach znacznie się pogłębiło. Co ciekawe „ukąszeniu kaczyńskim” uległy umysły znacznie od Jarosława Kaczyńskiego wybitniejsze. Nagle w większym (prof.Legutko) lub mniejeszym (prof.Bartyzel) stopniu zaczęły one używać języka opisu rzeczywistości wykreowanego przez guru PiS-u. To samo dotyczyło także polityków wywodzących się ze środowisk dawniej dość sceptycznych wobec myślenia „solidarnościowego” czy też późniejszych koncepcji PC. Tekst posła Libickiego (którego zresztą bardzo cenię) jest takim przykładem na wyzwalanie się z „ukąszenia kaczyńskim”. Nie ma już tej gnostyckiej wiary, świat znowu zaczyna wyglądać wielowymiarowo i kolorowo (a nie płasko i czarno-biało), ale że sam proces wyzwalania jest trudny, więc znać pewne pozostałości. Niestety w innych przypadkach nie jest tak dobrze. U Marka Jurka nie tylko, że „ukąszenie kaczyńskim” nie ustępuje, ale wręcz chce On być bardziej „kaczyńskim” od samego Kaczyńskiego.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.