Hołd dla Cypriana Kamila Norwida

Grecjo piękna!… twe dziwiąc ramiona z marmuru

I – serce… pytam: co się téż stało z Homerem,

Który cię uczył śpiewać z gwiazdami do chóru?

Gdzie jego grób? lub chata? – mów! chociażby szmerem

Fal egejskich, bijących w heksametr o skałę –

Rytmem klasku ich rzeknij – zapisz, w piany białe!

*

Wdzięczna Grecjo! – a co się i z Fidiasem stało,

Który cię uczył kibić wyginać dostojnie

I stąpać jako bogi, duchem czując ciało -?

Czy on w więzieniu przepadł? Milcjad czy na wojnie?

Temistokles

, Tucydyd, Cymon… czyż skazani?!

Grecjo! – a co się z słodkim Arystydem stało,

Który-ć przebaczać uczył, cierpiąc jak wygnani?

A stary Focjon, bitwę co wygrywa z chwałą

Nim mu podawasz trucizn… a Sokrat??…

…Oh! Pani,

Błękitno-oka, z równym profilem Minerwy…

– Stąd to zwaliska twoje są, jak ty, nadobne,

Wita się je z radością!… a żegna z tęsknotą,

Rosami operlone rwąc fijołki drobne,

Jedyne

, co łzawieją tam… i rosną po to. Cyprian Kamil Norwid , 1848

a.me.

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Hołd dla Cypriana Kamila Norwida

Hołd dla Cypriana Kamila Norwida rozpoczynam od zaproponowania Czytelnikom uważnej lektury “Fortepianu  Szopena”.
Wybór mój padł na ten wiersz właśnie, ze względu na jego quasi-doskonałość artystyczną, ale również ze względu na to, że jest on całkowitą antytezą postawy romantycznej.
( a r )

FORTEPIAN SZOPENA 

DO ANTONIEGO C…………

La musique est une chose étrange!
Byron
L’art?… c’est l’art – et puis, voila tout.
Béranger

I

Byłem u Ciebie w te dni przedostatnie

Nie docieczonego wątku

Pełne, jak Mit,

Blade – jak świt…

– Gdy życia koniec szepce do początku:

“Nie stargam Cię ja – nie! – Ja… u-wydatnię!…”

II

Byłem u Ciebie w dni te, przedostatnie,

Gdy podobniałeś… co chwila – co chwila –

Do upuszczonej przez Orfeja liry,

W której się rzutu-moc z pieśnią przesila,

I rozmawiają z sobą struny cztéry,

Trącając się,

Po dwie – po dwie –

I szemrząc z cicha:

“Zacząłże on

Uderzać w ton?…

Czy taki Mistrz!… że gra… choć – odpycha?”

III

Byłem u Ciebie w te dni, Fryderyku!

Którego ręka – dla swojej białości

Alabastrowej… i wzięcia, i szyku,

I chwiejnych dotknięć – jak strusiowe pióro –

Mięszała mi się w oczach z klawiaturą

Z słoniowej kości…

I byłeś jako owa postać – którą

Z marmurów łona,

Niżli je kuto,

Odejma dłuto –

Geniuszu… wiecznego Pigmaliona!

IV

A w tym…coś grał – i co? zmówił ton – i co? powié –

Choć inaczej się echa ustroją,

Niż gdy błogosławiłeś sam ręką Swoją

Wszelkiemu akordowi –

A w tym… coś grał – taka była prostota

Doskonałości Peryklejskiéj,

Jakby starożytna która Cnota

W dom modrzewiowy wiejski

Wchodząc, rzekła do siebie:

“Odrodziłam się w Niebie

I stały mi się Arfą – wrota,

Wstęgą – ścieżka…

Hostię – przez blade widzę zboże…

Emanuel już mieszka

Na Taborze!”

V

I była w tym Polska – od zenitu

Wszechdoskonałości dziejów

Wzięta tęczą zachwytu –

– Polska – przemienionych kołodziejów!

Taż sama – zgoła

Złoto-pszczoła…

(Poznał-ci-że-bym ją – na krańcach bytu!…)

VI

I – oto – pieśń skończyłeś – – i już więcéj

Nie oglądam Cię – – jedno – słyszę:

Coś?… jakby spór dziecięcy –

– A to jeszcze kłócą się klawisze

O nie dośpiewaną chęć:

I trącając się z cicha

Po ośm – po pięć –

Szemrzą: “począłże grać? czy nas odpycha??…”

VII

O Ty! – co jesteś Miłości-profilem,

Któremu na imię Dopełnienie;

Te – co w sztuce mianują Stylem,

Iż przenika pieśń, kształci kamienie…

O! Ty – co się w dziejach zowiesz Erą,

Gdzie zaś ani historii zenit jest,

Zwiesz się razem: Duchem i Literą,

I consummatum est

O! Ty… Doskonałe-wypełnienie,

Jakikolwiek jest Twój i gdzie?… znak…

Czy w Fidiasu? Dawidzie? czy w Szopenie?

Czy w Eschylesowej scenie?…

Zawsze – zemści się na tobie… Brak

– Piętnem globu tego – niedostatek:

Dopełnienie?… go boli!…

On – rozpoczynać woli

I woli wyrzucać wciąż przed się – zadatek!

– Kłos?… gdy dojrzał – jak złoty kometa –

Ledwo że go wié w ruszy –

Dészcz pszenicznych ziarn prószy,

Sama go doskonałość rozmieta…

VIII

Oto patrz – Frydryku!… to – Warszawa:

Pod rozpłomienioną gwiazdą

Dziwnie jaskrawa – –

– Patrz, organy u Fary; patrz! Twoje gniazdo –

Owdzie – patrycjalne domy stare,

Jak Pospolita-rzecz,

Bruki placów głuche i szare

I Zygmuntowy w chmurze miecz.

IX

Patrz!… z zaułków w zaułki

Kaukaskie się konie rwą –

Jak przed burzą jaskółki,

Wyśmigając przed pułki:

Po sto – po sto – –

– Gmach – zajął się ogniem, przygasł znów,

Zapłonął znów – – i oto – pod ścianę –

Widzę czoła ożałobionych wdów

Kolbami pchane – –

I znów widzę, acz dymem oślepian,

Jak przez ganku kolumny

Sprzęt podobny do trumny

Wydźwigają… runął… runął – Twój fortepian!

X

Ten!… co Polskę głosił – od zenitu

Wszechdoskonałości dziejów

Wziętą hymnem zachwytu –

Polskę – przemienionych kołodziejów:

Ten sam – runął – na bruki – z granitu!

I oto – jak zacna myśl człowieka –

Potérany jest gniéwami ludzi;

Lub – jak od wieka

Wieków – wszystko, co zbudzi!

I oto – jak ciało Orfeja –

Tysiąc pasji rozdziera go w części;

A każda wyje: “nie ja!…”

Nie ja!” – zębami chrzęści –

*

Lecz Ty? – lecz ja? – uderzmy w sądne pienie,

Nawołując: “Ciesz się późny wnuku!…

Jękły głuche kamienie –

Ideał sięgnął bruku – – “

Cyprian Kamil Norwid

a.me.

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *