Jan Engelgard dla „Polityki Narodowej”: Musimy skoczyć z megalomanią w polityce wschodniej

1/ Jakie jest prawdziwe dziedzictwo endeckiej myśli politycznej wobec Rosji?

– Mieliśmy w historii przecież bardzo różne tradycje; obok Romana Dmowskiego, który wybrał opcję „przeciw Niemcom”, mamy SN-ową i „obozową” politykę radykalnie antykomunistyczną, a później – obok koncepcji „przezwyciężenia zwycięzcy” autorstwa Bolesława Piaseckiego, funkcjonowała też tradycja „walki do końca” żołnierzy NSZ, NOW i NZW?

– Narodowa Demokracja była obozem politycznym, który nie miał jednej obowiązującej doktryny w kwestiach, które można określić jako programowe. Owszem, były stałe fundamenty ideowe, choć i tutaj w różnych okresach akcenty rozkładano inaczej. Jeśli chodzi o Rosję, to od samego początku był to jeden z kluczowych problemów, przed jakimi obóz ten stanął. Przypomnę tylko, że to właśnie stosunek do Rosji był przyczyną poważnego rozłamu, jaki miał miejsce w latach 1907-1911. Jeśli bym miał odpowiadać na pytanie o „prawdziwe dziedzictwo endeckiej myśli politycznej wobec Rosji”, to wskazałbym na samego Romana Dmowskiego. Bo to jest, tego nikt nie kwestionuje, kluczowa postać tego obozu. To on stworzył zręby programowe i ideowe tego wielkiego ruchu politycznego. To do niego musieli odnosić się zarówno zwolennicy, jak i przeciwnicy, także we własnym obozie. Mówiąc najbardziej skrótowo – Dmowski dokonał wręcz rewolucyjnej zmiany w polskim myśleniu o Rosji, uznając na początku XX wieku, że musimy na nią patrzeć „normalnie” a nie emocjonalnie. Nie można bowiem prowadzić polityki narodowej, polityki wielkiego narodu, jakim jest naród polski – kierując się wyłącznie sentymentami, fobiami, poczuciem krzywdy i martyrologizmem. Ta, przyznajmy, wręcz banalna prawda dla każdego zajmującego się polityką – była dla wielu Polaków czymś niesłychanym, była uznana za zdradę i kapitulację. A przecież Dmowski chciał tylko jednego – unowocześnienia polskiej polityki, przybliżenia jej, jak to się obecnie określa, do standardów zachodnich (wówczas głównie angielskich). Dmowski wcale nie uwalniał się od emocji i resentymentów jako człowiek (nadal Rosja była dla niego obca), ale pozbywał się ich jako polityk. U nas często się tego nie rozumie. Dlatego Dmowskiego obrzucano wyzwiskami i oskarżano o „rusofilię”. Tak jest zresztą po dziś dzień. 

Tak więc, pierwsza konstatacja jest taka – dziedzictwo Narodowej Demokracji w kwestii rosyjskiej to przede wszystkim odejście od nacechowanych emocjami i fobiami postawy XIX-wiecznej. Nie musi ono oznaczać lansowania hasła „kochajmy Rosję”, ale na pewno nakłada na polityków polskich obowiązek kierowania się rozumem i kalkulacją.

Druga ważna odziedziczona po Dmowskim wskazówka była taka – wbrew pozorom to nie Rosja zagrażała być albo nie być Polski, lecz Niemcy. A skoro tak, to Polska nie może sobie pozwolić na koncentrowanie się wyłącznie na walce z Rosją, lecz zmienić wektory i walczyć przede wszystkim z Niemcami. Mało tego, w interesie Polski jest konflikt Niemiec z Rosją, w którym to konflikcie Polska powinna wesprzeć Rosję. Dodam tylko, że był to polityczny postulat Narodowej Demokracji na okres walki o niepodległość. Po jej odzyskaniu sprawa znacznie się skomplikowała – zamiast „normalnej” Rosji powstała Rosja bolszewicka. Mimo to Dmowski i wtedy był zdecydowany, żeby to nowe państwo traktować w sensie geopolitycznym jako „państwo rosyjskie”. Ba, już pod koniec życia jasno stwierdzał, że ułożenie przyszłych stosunków Polski z Rosją będzie „najważniejszym zadaniem polityki polskiej”. I to właśnie wydaje mi się najbardziej znaczące w jego myśli wobec Rosji – to jest dla mnie owo „prawdziwe dziedzictwo” Narodowej Demokracji.

Wspomniane w pytaniu różne inne odłamy ruchu narodowego są dla mnie mniej istotne, tym bardziej, że niektóre z nich nie potrafiły znaleźć wyjścia z historycznej łamigłówki, jaką był taki a nie inny koniec II wojny światowej. Bardzo przepraszam, ale idea „walki do końca” bliższa jest innej niż narodowa tradycji politycznej. Ale jest rzeczą charakterystyczną, że nawet w okresie II wojny światowej i nasilenia tendencji antysowieckiech – w myśleniu większej części polityków narodowych obecna była idea Dmowskiego – historycznego kompromisu z Rosją. Podam przykład. Podczas posiedzenia Komitetu Zagranicznego Obozu Narodowego w Londynie w roku 1942, skupiającego wszystkie jego odłamy (Od Falangi i ABC po SN) – Adam Doboszyński zaprezentował projekt programu „rozbicia Rosji” i postawienia na budowę „nowej Europy” z Ukrainą jako sojusznikiem. Wtedy Tadeusz Bielecki, który bynajmniej nie był zwolennikiem rosyjskiej polityki Sikorskiego, zaprotestował i ostrzegł, że jeśli Doboszyński opublikuje te postulaty, wówczas „Myśl Polska” odetnie się od jego poglądów, gdyż – jak stwierdził obecny na zebraniu ówczesny naczelny „Myśli Polskiej”, Marian Emil Rojek, „poglądy oparte na koncepcji Dmowskiego nie zmierzają do odbudowy Ukrainy i rozczłonkowania Rosji”. Także w oficjalnym programie konspiracyjnego SN odrzucano pomysły „rozbicia Rosji”. Widać na tych przykładach jak trwałe był wpływ Dmowskiego na główny trzon obozu narodowego, którym przez cały czas było Stronnictwo Narodowe. 

Oczywiście Dmowski nie mógł przewidzieć w latach 30. tego, co się wydarzy, więc nie możemy powoływać się na niego dla usankcjonowania wyborów politycznych różnych środowisk po 1945 roku. Mimo to jednak jestem przekonany, że tzw. postawa realistyczna, dzisiaj wyszydzana i atakowana, jest bliższa „duchowi Dmowskiego” niż tak popularna obecnie postawa straceńcza. To jest dla mnie oczywiste. Przy czym postawa realistyczna miała dwa swoje odłamy – w kraju pod rządami PZPR i na emigracji (nie tylko Jędrzej Giertych, ale i Wojciech Wasiutyński).

2/ Jak należy oceniać współczesne partyjne koncepcje polskiej polityki wschodniej? Chodzi tu przede wszystkim o przyłożenie endeckiej miary do polityki obozu Lecha Kaczyńskiego (obecnie PiSu a wcześniej wyartykułowana przez Ośrodek Studiów Wschodnich) z jego ideą tworzenia i wspierania państw buforowych przeciwko Rosji (klęski polityki wobec Litwy, poniekąd też Białorusi i od niedawna Ukrainy) oraz polityki obozu Donalda Tuska, która będąc doktrynalnie prounijna, jest bezpośrednio proniemiecka i pośrednio prorosyjska?

– Przyjęte po 1989 roku główne wytyczne polityki wschodniej są całkowicie obce tradycji narodowej. Są to koncepcje, które Narodowa Demokracja zwalczała przez cały okres swojego istnienia. To jest polityka będąca próbą niewolniczego naśladownictwa przedwojennej polityki prometejskiej realizowanej przez piłsudczyków oraz źle interpretowanych dzisiaj koncepcji Jerzego Giedroycia. Ta polityka jest anachroniczna do kwadratu, jest w dodatku kompletnie nieskuteczna i szkodliwa. Dlaczego? Bo nic nam nie dała a w dodatku od samego początku jej zakładnikiem były interesy Polaków mieszkających na dawnych Kresach II RP. W imię martwej od ponad dwóch wieków idei jagiellońskiej zafundowano nam jej karykaturę, co musiało zakończyć się tak, jak się zakończyło. Na Litwie Polacy są powszechnie uznawani za wroga nr 1, na Ukrainie Zachodniej dominują siły wprost odwołujące się do tradycji banderowskiej, skrajnie antypolskiej, na Białorusi rozbiliśmy polską społeczność w imię „walki o demokrację”. Poszukiwania sojuszników w walce o zepchnięcie Rosji w granice Wielkiego Księstwa Moskiewskiego, połączone z jakimś nieprawdopodobnymi resentymentami i marzeniami o nowej Wielkiej Rzeczypospolitej, która odzyska straconą bezpowrotnie w wieku XVII pozycję na Wschodzie – zakończyły się nie tylko groteskowymi posunięciami w stylu wyprawa prezydenta RP do Tbilisi, ale zakończyły się też symbolicznie tragedią na lotnisku pod Smoleńskiem. Polityka nie oparta na realiach, motywowana obsesyjną rusofobią i megalomanią – musiała się tak skończyć. W pewnym momencie w Europie zaczęto nas postrzegać jako zagrożenie dla stabilności i pokoju. Dodatkowo te szaleństwa polityki wschodniej nie były, tak jak np. w przypadku Piłsudskiego, rezultatem rodzimych tylko koncepcji, lecz realizowane były przy czynnym wsparciu i inspiracji Wielkiego Brata zza Oceanu, a mówiąc precyzyjniej tzw. neokonserwatystów amerykańskich, których koncepcje są wyjątkowo dla Polski niebezpieczne. Ich poparcie dla polityki Polski na Wschodzie dawało nam złudne poczucie, że w tej grze mamy bardzo potężnego sojusznika. To także było złudzenie.

Obecnie, po upadku rządu PiS i śmierci Lecha Kaczyńskiego – odnotowujemy korektę polityki polskiej. Jest to korekta – jestem o tym przekonany – raczej słuszna. Minister Radosław Sikorski określił ją nawet powrotem do „koncepcji piastowskiej”, dając do zrozumienia, że bliższa jest mu tradycja endecka a nie jagiellońska. Ile w tym kokieterii i chęci pognębienia przeciwnika (czyli PiS-u), nie wiem. Ostrożność wypada zachować tym bardziej, że np. w polityce wobec Białorusi Sikorski poszedł prostą drogą swoich obecnych adwersarzy. Polityka rządu Donalda Tuska jest na pewno bardziej „europejska” niż „amerykańska”, nie jest jednak – jak to określają jego przeciwnicy – „prorosyjska”. Ona jest raczej dostosowaniem się do polityki Niemiec i Francji, a nie jest rezultatem suwerennej decyzji naszego państwa, które uznało, że dotychczasowa polityka była szkodliwa. Ośrodek polityczny Donalda Tuska jest uformowany na tych samych „naukach” i ideach, co obóz Jarosława Kaczyńskiego. Jest jednak bardziej ‘oportunistyczny” i w tym sensie „realistyczny”. To nie jest natomiast polityka nawiązująca do tradycji Narodowej Demokracji. Taką politykę, paradoksalnie, prowadzi zupełnie inne państwo – a jest nim Republika Czeska i jej prezydent Vaclav Klaus.

3/ Gdzie Polska powinna szukać sojuszników? Po bankructwie polityki proamerykańskiej, nieskuteczności pro-unijnej i braku jakiejkolwiek chęci współpracy ze strony obecnych władz państw wschodnich. Może idea współpracy niektórych państw środkowej Europy (Węgry, Rumunia, kraje byłej Jugosławii) albo zachęcające głosy ze Szwecji (pozostające także poza strefą euro państwa starej UE: Dania, Wielkiej Brytania?), zmieniające nieco układ wschód-zachód na rzecz XIX-wiecznego podziału północ-południe?

– Problem w tym, że w obecnej sytuacji lepiej mówić o partnerach Polski w realizacji różnych naszych celów. Co jest dla nas obecnie priorytetem? Na pewno nie budowanie zamków na piasku, czyli jakiegoś nowego mocarstwa, jesteśmy na to za słabi. To byłaby utarta niepotrzebnej energii. Ekonomia jest dzisiaj najważniejsza. A kto jest obecnie naszym największym partnerem gospodarczym? Niemcy i Rosja. Polska od wieków leży między tymi państwami i będzie leżeć. To one są dla nas najważniejsze, a nie Ukraina, Gruzja czy Litwa. Wymiana gospodarcza z USA jest na tle tych obu państw śladowa. To mówi wiele. Jestem zdania, że Polska musi znaleźć swoje miejsce w trójkącie: Paryż-Berlin-Moskwa. To z tym państwami powinniśmy uzgadniać najważniejsze posunięcia. Np. na Wschodzie to Rosja musi być naszym głównym partnerem, a nie – tak jak dotychczas – głównym wrogiem czy przeciwnikiem. Musimy dążyć do tego, żeby Rosja zaczęła nas traktować jako partnera a nie chłopca na posyłki neokonserwatywnej frakcji w USA. Takie sygnały z Rosji płynęły – macie swoje interesy na dawnych obszarach Rzeczypospolitej, rozumiemy to, możemy je uwzględniać, ale na zasadzie wzajemności, tzn., że Polska uzna, że i Rosja ma tych terenach swoje interesy. To byłby prawdziwy przełom, Polska jako samodzielny podmiot w polityce wschodniej. Polityka nie przeciw Rosji, ale w dialogu z Rosją. Trzeba by pójść drogą Czech, które wyciągają z niej same korzyści. Zresztą nie tylko Czech, ale także Słowacji. I na tym fundamencie odbudować by można solidarność środkowoeuropejską. Ideę współpracy w Środkowej Europie my sami zniszczyliśmy swoją bezrozumną polityką wschodnią, w której nie chcieli brać udziału ani Słowacy, ani Czesi, a nawet Węgrzy.

Wywiad ukazał się w najnowszym numerze „Polityki Narodowej” (11/2011)
[aw]

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Jan Engelgard dla „Polityki Narodowej”: Musimy skoczyć z megalomanią w polityce wschodniej”

  1. Nie jestesmy zadnym partnerem ani dla Niemiec ani dla Rosji. Jestesmy wasalami. Realizm nakazuje, zeby to wreszcie przyjac do wiadomosci. Potem mozna dyskutowac, czy jestesmy w ogole jeszcze w stanie przejsc z poziomu wasala do poziomu partnera.

  2. @Magdalena Zietek Zgadza sie co do pierwszego Pani twierdzenia. Co do debaty czy Polska jet w stanie przejsc od poziomu wasala do poziomu partnera, to opiera sie ona na postulacie, ze Polska powinna byc partnerem, ale nawet przy takim zalozeniu uznaje Pani slabosc pozycji Polski. Nie ma nic hanbiacego w byciu wasalem.Wlasnie nieumiejetnosc zerwania ze snem o slawie jest jedna z glownych przyczyn utrzymywania sie w Polsce ze wszech miar zgubnej ideologii SS-u. Polska jest dzis bardzo slaba i nie ma w tym niczego dziwnego-wszystkie pokolenia na to pracowaly od konca XIV wieku! I pracuja nadal.I beda pracowac dalej.Mozemy liczyc i na Polakow w kraju i na Polonie jezeli chodzi o kopanie dolkow pod wlasnym krajem.To sport narodowy, jak jedzenie i picie dla Francuzow. O ile zdrowsi sa Chorwaci na obczyznie, ktorzy sie nie dali nabrac na” lijepu naszu demokracju” i nadaja swym intytutom imiona ZWYCIESKICH bohaterow z lat 1941-1945.Instynktownie ida tam, gdzie wspomnienie zwyciestwa i sily.Polacy sa niewolnikami demokracji, bardami demoliberalizmu, komiwojazerami rewolucji swiatowej.To za to ich Dostojewski tak nie znosil. Ciosem ostatecznym bylo zorganizowanie oporu wobec Rosjii ( dlaczego tylko wobec Rosji ?) na bazie ideologii rewolucyjnej. Byla to z polskiej strony rowniez olbrzymia niesprawiedliwosc wobec ludow Europy, wobec chcacych spokojnie zyc kobiet i dzieci, bo Polska po 1795 roku przylozyla reke do burzenia porzadku nadanego od Trojcy Przenajswietszej. Co do ostatniego,prosze czytac dokumenty papieskie, chocby „Immortale Dei”. Mozna byc bardzo sceptycznie nastawionym do mozliwosci jakiejkolwiek reformy czy to duchowej czy to obyczajaowej .Czas raczej juz nie sprzyja reformom. ( osoba, ktora w innym miejsu w wulgarny sposob zwymyslala jednego z dyskutantow serdzecznie zapraszam do wstrzymania sie od udzialu w dyskusji miedzy kolezanka Zietek, a mna).

  3. @Antoine Ratnik : w gruncie rzeczy zgadzam sie z Panem. Wolnosc i autonomia wymagaja odpowiedzialnosci i dyscypliny. A Polacy sa skrajnymi indywidualistami, kazdy chcialby byc swoim wlasnym panem. Nie znosimy hierarchicznych porzadkow, planowania i strategicznego dzialania: bo to wymaga podporzadkowania sie pewnym decyzjom. Wolimy zawsze zostawic sobie otwarta furtke, zeby w kazdej chwili moc zrobic to, na co wlasnie ma sie ochote. Spontanicznie. Dlatego swietnie dajemy sobie rade w sytuacjach ekstremalnych: bo wtedy trzeba zdac sie na swoj instynkt i dzialac ad hoc. Najgorsze jest to, ze wydaje nam sie, ze cala ludzkosc powinna cieszyc sie taka wlasnie „wolnoscia”. W gruncie rzeczy to jestesmy ukrytymi marksistami: nasz ideal to spontaniczny porzadek bez panstwa i instytucji politycznych. W koncu zarowno Mickiewicz jak i Slowacki byli w pewnym sensie socjalistycznymi rewolucjonistami.

  4. @Magdalena Zietek Te wady, ktore Pani opisuje, to maja i inne narody, nawet Rumuni i Chorwaci ( w kraju). Mnie chodzi o milosc do demoliberalizmu i o jej przyczyny.

  5. @pbala: rozumiem, ze to zart!? Polacy i Niemcy reprezentuja dwie skrajnosci. Polacy: skrajny indywidualizm, a Niemcy skrajny kolektywizm (nawet jesli cos innego twierdza). Oni uwielbiaja maszerowac w szeregu, wykonywac rozkazy, i salutowac na widok przelozonych. I jak przelozeni powiedzieli: Zyd to nie czlowiek, mozesz mordowac, to mordowali. Polak to nie czlowiek, mozesz krasc, to kradli. Panstwo pozwolilo, Befehl to Befehl i Ordnung muss sein. Panstwo zastapilo sumienie. Model nieniemiecki jest w sposob fundamentalny sprzeczny z teologia katolicka. Kant, Fichte i Hegel to przedstawiciele protestanckiego myslenia o panstwie, ktore jest nie do przyjecia dla katolika. Szkoda, ze Pan tego nie rozumie. Domyslam sie, ze Pana studenci glownie czytuja Kanta.

  6. Antoine Ratnik: ideologia demoliberalizmu w Polsce to glownie niemiecki import. Od 20 lat niemieccy eksperci usilnie pracuja nad tym, zeby Polakow zupelnie wyprac ze wszystkiego co narodowe i katolickie. Wystarczy tylko przeczytac sobie Traktat o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy między Polską a Niemcami. Dlatego wlasnie postanowilam pisac teksty o Niemcach. Jesli chcemy obronic spoleczenstwo przed ta ideologia, to nalezy narod odciac od zrodla, z ktorego plynie ta ideologia. Czyli niemieckiej propagandy.

  7. @Magdalena Zietek Z calym szacunkiem dla Pani: To jest jakas obsesja i jak kazda obsesja, to wysusza poznawczo. ps.Pani nigdy wlasciwie nie pisala o Niemczech, nie wyszly z pod Pani piora zadne powazne analizy Niemiec, a ja tak na to czekalem. Chcialem skonfrontowac Pani punkt widzenia na temat Niemiec z opiniami historykow i publicystow francuskich. Przydalyby sie: analiza konsekwencji II WS dla RFN w jej stosunku do wojska (armii),do bylych kolonii,rodowod chadecji,stosunki chadecja -socjaldemokracja itd. W dodatku jeszcze raz podkreslam, ze nazwa Niemcy nie wiele znaczy.Lepiej pisac , RFN. Ogladam czesto p.kanclerz A.Merkel w wiadomosciach chorwackich i serbskich. W jej dyskursie nie ma nic a nic „niemieckiego”. To co ona mowi, to jest blahblahblah charakterystyczne dla UE.

  8. @Magdalena Zietek Nie wszyscy Niemcy sa protestantami!!! To co Pani pisze obraza ksiezy z FSSPX, ktorzy od podstaw stworzyli w Polsce, poczawszy od 1995 roku, Tradycje! + co to ma za znaczenie wyjasniajace „(…) uwielbiaja maszerowac w szeregu, wykonywac rozkazy, i salutowac na widok przelozonych(..) – ja tez to lubie, a nie jestem Niemcem. Akurat to, to kazdy czlowiek powinien lubic, kobieta czy mezczyzna, kazdy na swoj sposob. Porzadek musi byc – zgadza sie!

  9. @Antoine Ratnik: Po pierwsze, niestety, ale to nie jest zadna obsesja. W przygotowaniu mam kolejne teksty, w ktorych poruszam tematy, ktore Pan wymienil. Nie mam czasu ich napisac. Kiedys w koncu chcialabym sie obronic. A o chadecji akurat juz pisalam – o jej filozoficznych korzeniach. 2. Nie wszyscy Niemcy sa protestantami – ale panstwo niemieckie – od czasu, gdy Prusy podbily cale Niemcy – jest bardzo protestanckie. Rozrozniam miedzy narodem niemieckim i panstwem niemieckim. To nie narod niemiecki jest problemem, tylko panstwo niemieckie. 3. EU jest w duzej mierze tworem niemieckim – Francja skorzystala z okazji, ale nie jest glowna sila napedzajaca. To niemieccy prawnicy sa kasta, ktora tworzy struktury unijne. 4. „Maszerowanie”: Wie Pan, moze to jest i przyjemne, bo przez to czlowiek zostaje zwolniony z indywidualnej odpowiedzialnosci i przede wszystkim nie musi poslugiwac sie swoim sumieniem. I dlatego jest to sprzeczne z katolicyzmem. Owszem porzadek musi byc, ale w oparciu o sumienie a nie slepa tresure. I o tym tez juz pisalam. 5. Zdaje Pan sobie sprawde z roli, jaka odgrywaja w demokratyzacji Polski niemieckie fundacje? Tez o tym pisalam. Jak rowniez o tym, ze nawet „Kampania przeciwko homofobii” i lewacka organizacja „Nigdy wiecej” oplacane sa przez Niemcy. W ramach polsko-niemieckiego pojednania. Szkoda, ze ZADEN polski konserwatysta nie pisze o tym, kto finansuje polska lewice. 6. A we wspomnianym przeze mnie Traktacie, wprost jest napiane, ze Niemcy beda nas demokratyzowac wlasnie w ramach przyjazni dobrosasiedzkiej. To wlasnie ten Traktat umozliwil Niemcom poddanie Polakow demoliberalnemu praniu mozgu: to jest ich pomoc w „modernizacji” Polski. Zachecem do lektury tego traktatu, i wtedy sam Pan bedzie mogl ocenic, czy to jest obsesja. 7. Najgorsze jest to, ze w Polsce nie ma ZADNEJ dyskusji na temat tego, jak faktycznie wygladaja stosunki polsko-niemieckie. I jak ktos zaczyna poruszac te tematy, to od razu traktowany jest niemal jak tredowaty. Temat ten jest tak samo ocenzurowany przez polityczna poprawnosc jak kwestia pewnego narodu wybranego. Polacy sa naiwni, to jest nasza najwieksza wada narodowa. Ciagle do nas nie dotarlo, ze swiat w gruncie rzeczy jest zly. I ze swiatem rzadzi klamstwo.

  10. P.S. Czy Dmowski takze mial obsesje na punkcie Niemiec? Bo ja w gruncie rzeczy podtrzymuje jego teze. Moim zdaniem, nasza sytuacja geopolityczna nie wiele sie rozni od tej sprzed 100 lat. Niemcy sie nie zmienily – to propaganda, w ktora Polacy uwierzyli. I to jest najwieksza tragedia tego narodu.

  11. @Magdalena Zietek W Pani rozumowaniu jest blad, bo wynika z tego, co Pani pisze, ze Niemcy korzystaja na UE, a tymczasem powszechnie wiadomo, ze sa w stanie dekadencji i rozkladu moralnego.Sama Pani kiedys pisala o pustyni duchowej. Czyli, ze traca na UE , a obecna polityka RFN nie jest w interesie Niemiec. Jest prawdopodobnie w interesie miedzynarodowego kapitalu, masonerii, Grupy Bildelberg i innych. Zbyt silne rozroznianie miedzy panstwem, a narodem jest ryzykowne. Co do maszerowania, to jezeli ktos maszeruje, to znaczy, ze sie w gruncie rzeczy zgadza. Nie ma posluszenstwa bez przyzwolenia.Przyzwolenie jest zas aktem wolnym.Zawsze mozna odmowic.

  12. @Magdalena Zietek UE jest z gruntu zla , intrinsèquement perverse. Jak mozna wyciagnac z istoty czegos zlego dobre owoce ? To sie nie zgadza na gruncie filozofii.

  13. @Antoine Ratnik: oczywiscie, ze moralnie Niemcy sie staczaja. Ale gospodarczo – coz, Niemiecki eksport rosnie. Banki dobrze sie trzymaja, Grecja zostala przejeta. Niemcy najwiecej placa na UE, ale tez gospodarczo, najwiecej z niej korzystaja. Niemieckie markety sa juz chyba wszedzie, przeciez Lidl nawet jest we Francji. A co jest sprzedawane w niemieckich marketach? Oczywiscie, niemieckie produkty. Caly ten system ma swoja nazwe: socjalizm imperialistyczny. Niemieckie panstwo socjalne moze sie utrzymac dzieki imperialistycznej polityce gopodarczej panstwa niemieckiego. UE jest wlasnie produktem niemieckiego imperializmu. Polska jest zwykla kolonia: rynkiem zbytu i tania sila robocza. Caly system dobrze funkcjonuje, bo Niemcy nie zadaja sobie zadnych moralnych pytan: liczy sie tylko skutecznosc. I sa skuteczni, bo sa dobrze zorganizowani, dzialaja strategicznie i przede wszystkim, sa zupelnie bezwzgledni w realizowaniu swoich celow. Cel uswieca srodki: jesli jest to klamsto – jak np. klamstwo rzekomego polsko-niemieckiego pojednania, jesli jest to grabiez – jak celowe doprowadzanie calych panst do bankructwa – moralna kwalifikacja nie jest wazna. Liczy sie tylko skutecznosc. I sa cholernie skuteczni. Wie Pan, dr Bala powyzej stwierdzil, ze nie ma alternatywy dla Niemiec. To znaczy, ze wszyscy powinni byc wlasnie tak bezwzgledni w realizowaniu swoich celow. Po trupach do celu. Tyle, ze dla katolika jest to nie do przyjecia. Kilka razy probowalam rozpoczac debate na temat tego, czy mozna byc skutecznym jednoczesnie trzymajac sie zasad etyki katolickiej. Nikt nie podjal tego tematu.

  14. P.S. „Zawsze mozna odmowic”: o to wlasnie chodzi, zeby moc odmowic, na podstawie wlasnego sumienia. Jesli np. panstwo zmusza kogos do zlozenia poklonu zlotemu cielcowi, to katolik powinien moc odmowic. Ale na gruncie niemieckiej mentalnosci jest to nie do pomyslenia: panstwo stalo sie bozkiem, co panstwo powie, to rzecz swieta. Sumienie zostalo wyparte przez obowiazek wobec panstwa. Niemcy pielegnuja nowa religie: demokracji, praw czlowieka, panstwa prawa i spolecznej gospodarki rynkowej. I te wlasnie religie eksportuja do nas, to ona wypiera katolicyzm. Kaplanami tej religii sa niemieccy prawnicy. Polscy prawnicy juz w przewazajacej mierze zostali „nawroceni”. To nie jest przypadek, ze w gruncie rzeczy najwazniejszym dzielem Hegla sa „Zasady filozofii prawa”. Prawnicy odgrywaja kluczowa role w calym tym systemie. A szczegolnie niemieccy prawnicy.

  15. @Magdalena Zietek „P.S. „Zawsze mozna odmowic”: o to wlasnie chodzi, zeby moc odmowic, na podstawie wlasnego sumienia. Jesli np. panstwo zmusza kogos do zlozenia poklonu zlotemu cielcowi, to katolik powinien moc odmowic. Ale na gruncie niemieckiej mentalnosci jest to nie do pomyslenia: panstwo stalo sie bozkiem, co panstwo powie, to rzecz swieta. Sumienie zostalo wyparte przez obowiazek wobec panstwa.” – falsz historyczny.W czasie II WS bardzo wielu Niemcow odmawialo wlasnie, zas Sowieci prawie nigdy. Proponuje zakonczyc dyskusje w celu podtrzymania dobryh stosunkow. pozdrowienia a.r.

  16. Przykro mi bardzo, ale sami Niemcy doskonale o tym wiedza, ze malo kto odmawial. Jesli Pan nie potrafi polemizowac – i proponuje uciac dyskusje, dlatego ze mamy odmienne zdanie – to nie widze sensu prowadzenia zadnych dyskusji z Panem. Roznica zdan jest wlasnie podstawa kazdej racjonalnej dyskusji. Z mojej strony – mozemy chetnie podyskutowac na temat, chetnie przywolam literature, z ktorej wynika, ze malo kto odmawial. A Pan moze powolac sie na swoje zrodla informacji. I dopiero wtedy bedzie mozna ocenic, co jest prawda a co falszem. Z mojej strony – Pana twierdzenie mnie bardzo zainteresowalo. Ale jesli Pan nie chce dyskutowac na ten temat, to Pana sprawa. Zegnam.

  17. @Magdalena Zietek Szanowna Pani, To wszystko zaczyna byc juz bardzo denerwujace i ponad moje sily.Jest po ludzku niemozliwe zeby jedno panstwo w Europie zachodniej bylo jakims imperium zla-chyba ze Pani przyjmie, iz to panswto jest absolutnie obce wobec swojej ludnosci, a to jest sprzeczne z faktami. We Francji liczni historycy i powazni publicysci sie nad problematyka niemiecka zastanawiaja i Niemcy sa nawet przedmiotem codziennych rozmow przy stole.Nie wymieniajac Pani z nazwiska oczywiscie opowiedzialem w zeszlym tygodniu jednej osobie o Pani tezach i spowodowalo to rozbawienie. Portal ma sluzyc wolnej debacie, a nie obsesjom. Pani oglad Niemiec jest wybiorczy i sprzeczny z faktami, bierze Pani za Niemcy cos, co bardziej istnieje w propagandzie antyniemieckiej niz w rzeczywistosci. Zasadniczy blad jaki Pani popelnia to to, ze Pani uwaza RFN za kolejna emanacje niemieckosci, a to jest tymczasem system narzucony przez tzw.zwycieskie mocarstwa. Ja nie bronie Niemiec, tylko dostaje bialej goraczki jak widze takie uproszczone rozumowania.W dodatku atakujac Niemcy w ten sposob kryje Pani nieswiadomie zbrodnie alianckie i sowieckie. Niemcy wcale nie sa silne.Silny i dobry jest kraj, w ktorym cnota sie transmituje z pokolenia na pokolenie, a to nie ma miejsca.Pierre Gaxotte zaczal swoja historie Niemiec od zdania, ze Niemcy to kraj nieszczesliwy. Duzo jest w tym prawdy. Co zas do zakonczenia dyskusji, to trzeba umiec kazda dyskusje kiedys zakonczyc, nie mozna cale zycie dyskutowac -to wszystko! Nie ma sie co obrazac. W kwestiach filozofii sie zgadzamy-to wazniejsze.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.