Kapa: Dwa amoki Polaków

Wybuchła w tymże roku wojna u naszego wschodniego sąsiada po raz kolejny pokazała polską skłonność do myślenia w kategoriach namiętności, resentymentów, a niekoniecznie w kategoriach Staatsräson i co za tym idzie skłonność do popadania w amoki, różnego rodzaju filie i fobie. Oczywiście, zjawisko to występowało przed wojną na Ukrainie, ale na przykładzie tego konfliktu zbrojnego widać to jak na dłoni.

Pierwsi z nich są częścią polskiej sceny prawicowej, podobno są katolikami (przynajmniej kulturowymi) a mimo to gdyby mogli, to każdego Ukraińca utopiliby w łyżce wody. Niektórzy wręcz egzystują w przestrzeni publicznej tylko z uwagi na tę tragedię, jaka miała miejsce na Wołyniu i w Małopolsce wschodniej, można powiedzieć, że (internetowo) „Żyją z Wołynia”. I tu wchodzimy do sedna problemu: dzieląca Polaków i Ukraińców historia XX wieku.

Podejście wielu mówiące o tym, że powinniśmy Ukrainę i Ukraińców znienawidzić po wsze czasy dlatego, że Rzeź Wołyńska miała miejsce jest jednak niekonsekwentne – idąc takim tokiem myślowym powinniśmy znienawidzić niemal wszystkie narody dookoła. M.in. Szwedów z uwagi na to, że w latach 1655-1660 spustoszyli nasz kraj bardziej niż Niemcy i Sowieci razem wzięci podczas II Wojny Światowej, Słowaków z uwagi na fakt przyłączenia się do niemieckiej agresji na Polskę 1 września 1939 roku po wielu wiekach nie istnienia Słowacji (protoplasta Słowacji – Księstwo Nitrzańskie zostało zlikwidowane w 1108 roku, od tego czasu Słowacja nie istniała do 1918 roku), Czechów z racji tego, że w okresie rządów Mieszka II Lamberta kompletnie spustoszyli Polskę, ponadto w okresie Rozbicia Dzielnicowego zabrali Polsce Śląsk i uzurpowali sobie prawo do polskiej korony, o Niemcach i Rosjanach nie wspomnę z uwagi na to, że to wiele wieków „trudnego sąsiedztwa”, Litwinów z uwagi na konflikt polsko-litewski w latach 1919-1920 oraz antypolską politykę reżimu Antanasa Smetony, Mongołów z uwagi na zamordowanie Henryka Pobożnego i splądrowanie naszego kraju. Można tak jeszcze wymieniać. Finalnie byśmy – konsekwentnie idąc tokiem myślenia antyukraińskich szowinistów – skończyli w kompletnej izolacji.

Najczęściej przywoływanym argumentem za „wrogością Ukrainy” (tezy o pewnej „predestynacji politycznej” i wynikającej z niej „wiecznej wrogości” lub – w drugą stronę – „wiecznej przyjaśni” strasznie zalatują kalwinizmem.) jest działalność partii takich jak Prawy Sektor i gloryfikowanie przez nie persony pokroju Stepana Bandery. Owszem, jest to zachowanie godne potępienia jednak zauważmy, że wspomniany Prawy Sektor nie był w stanie się ostatnio dostać do Rady Najwyższej pomimo koalicji z Kongresem Ukraińskich Nacjonalistów (formalnym spadkobiercą OUN) i Ogólnoukraińskim Zjednoczeniem „Swoboda” (które akurat wprowadziło aż jednego posła). Mimo to co po niektórzy przypisują Ukraińcom bycie po dziś dzień narodem samych krwiożerców.

Jest to jednak zjawisko które austriacki filozof i psycholog Zygmund Freud określił mianem projekcji. Pokrótce jest to mechanizm obronny polegający na przypisywaniu innym swoich własnych niepożądanych cech, uczuć czy poglądów (najczęściej negatywnych), które przebywają w sferze podświadomości (często są nieakceptowalne dla świadomej części naszego umysłu). Bowiem smutny fakt, że większość Ukraińców ma pozytywny stosunek do Stepana Bandery[1] nie oznacza, że większość Ukraińców to polakożercy popierający ludobójstwo na Wołyniu. Oni nieco inaczej to postrzegają i dla nich UPA to przede wszystkim walka ze Związkiem Radzieckim po II Wojnie Światowej, zbrodnię na Wołyniu traktują jako osobną sprawę i przestrogę do czego może doprowadzić szowinizm.[2] Natomiast doszukiwania się w państwie ukraińskim neonazizmu (co niektórzy praktykują) i określanie w ten sposób prezydenta Zełenskiego (także tezy jakoby neonazizm był czymś popularnym i powszechnym na Ukrainie) pozostawiłbym zawodowym antyfaszystom, którzy na codzień rezydują w skłotach.

Ostatnim do czego się odniosę jest argument który podnosił na twitterze prezes KORWiN Janusz Korwin-Mikke, argument ten przejęła pewna część internautów. Mowa oczywiście o rzekomych roszczeniach terytorialnych Ukrainy i Niemiec w stosunku do Polski. Najczęściej na potwierdzenie tego jest przedstawiany hymn kraju św. Włodzimierza oraz występy – wspomnianego już – Prawego Sektora. Otóż hymn – jak każdy utwór literacki, do których przecież pieśni się wliczają – jest przede wszystkim symbolem. Nie trzeba być praktykującym chrześcijaninem, aby śpiewać angielskie „God save the Queen”, również wątpię aby zespół Legion śpiewając „Na wietrze łopoczą sztandary od Łaby aż za Dniepr. To jest właśnie twój kraj cały i ty go będziesz strzegł” agitował za aneksją połowy Ukrainy. Tutaj mamy analogię, postulatów aneksji Przemyśla na Ukrainie nikt nie podnosił na poważnie za wyjątkiem Prawego Sektora. Ów Prawy Sektor jednak nie potrafi samodzielnie (ani w koalicji) dostać się do parlamentu. Nie należy zatem traktować go jako poważnego zagrożenia ani tym bardziej na podstawie działalności tej partii oceniać całości narodu ukraińskiego. Odnośnie rzekomych roszczeń Niemiec mogę powiedzieć jedynie, że ostatnio temat ten podnosiła NPD około dwóch dekad temu, więc nie widzę sensu traktowania tego jako poważnego i nadal aktualnego zagrożenia.

Drudzy zaś są nie lepsi i w szale humanitaryzmu popadli w skrajną ukrainofilię, czego wyrazem pomysł, na który wpadli m.in. Władysław Kosiniak-Kamysz i Jarosław Gowin podczas Europejskiego Kongresu Samorządów – mowa oczywiście o stworzeniu „unii polsko-ukraińskiej”.[3] Każdego zaś kto się temu sprzeciwi – niezależnie od tego czy i w jakim stopniu popiera działania Władimira Putina – nazywają „ruską onucą” lub, co gorsza, „ruskim agentem”.

Ludzie przebywający w tego rodzaju amoku ukrainofilskim wydają się całkiem ignorować oczywisty fakt – ukraińscy patrioci, którzy dzisiaj walczą z moskiewskim najeźdźcą nie chcą być Polakami, a tym bardziej „Rzeczpospolitanami” lub „obywatelami Międzymorza”, tylko chcą zachowania ukraińskiej tożsamości i nie, nie czyni to z nich „ruskich onucy” ani „proputinistów”. Ponadto ci ludzie nie rozumieją, że interes Polski i Ukrainy nie jest tożsamy w każdej jednej kwestii (inna sprawa, że niektórzy mają analogiczny problem np. w podejściu do Węgier).

Zagrożenie płynące z tak pojmowanej proukraińskości jest takie, że Polacy pod jego wpływem chcą utrzymywać z podatków ukraińskich uchodźców przez cały czas ich bytowania (Zbywam milczeniem ludzi, którzy są oburzeni zapewnieniami ministra Czarnka o tym, że ukraińskie dzieci też będą się uczyć o Rzezi Wołyńskiej[4].) zamiast – przykładowo – nadania im jednorazowego świadczenia przeznaczonego na wynajem mieszkania i „rozpoczęcie” tymczasowego życia w Polsce. Łączy się to bezpośrednio z tym, że Polacy będący pod wpływem ukrainofilskiego amoku są zwolennikami przyjęcia tych Ukraińców na stałe, podczas gdy nawet w interesie samej Ukrainy jest aby ci wrócili do kraju po wojnie i przyczynili się do odbudowy kraju.

Proukraiński amok w połączeniu z rusofobią może doprowadzić także do b. poważnego zagrożenia wewnętrznego – wyzywanie ludzi od „ruskich agentów” itp. niesie ze sobą szkodliwe konsekwencje, bowiem często ludziom praktykującym takie zachowania brak dowodów na potwierdzenie tego, sprowadzając taki – bardzo poważny – zarzut świadomego działania na rzecz obcego mocarstwa [domyślnie: Rosji] do roli zwykłej obelgi na ringu politycznym. Tymczasem jeżeli by – nie daj Boże – rosyjska agentura naprawdę zaczęła rozgrywać Polskę w polityce wewnętrznej przy pomocy tworzenia partii politycznej, której kierownictwo by tworzyli rosyjscy agenci i która by celowo działała w imię interesów obcego państwa (w tym przypadku Rosji), to mogłaby ona łatwiej zyskać poparcie, gdyż oskarżanie o to w polskiej polityce zostało znormalizowane, co więcej przez wielu nie jest traktowane poważnie.

Przy okazji tej ukrainofilii kłania się polska wada narodowa, której wykorzystywanie inne narody opanowały do perfekcji. Mowa oczywiście o życzeniowym myśleniu „jeśli pomożemy „x” narodowi, to będzie nas popierał w czambuł z wdzięczności”. Rzeczywistość jednak ma się do tego nijak.

Oczywiście, że w naszym narodzie jest więcej tego typu zachowań, np. zachwyt USA czy Węgrami albo germanofobia wynikająca z działań III Rzeszy. Powinniśmy się zastanowić, czy naprawdę chcemy iść drogą resentymentów przysłaniających nam rzeczywiste interesy narodowe, czy jednak powinniśmy zacząć podchodzić do polityki nie uczuciem, a tak, jak do epistemologii podchodził wybitny francuski filozof René Descartes: rozumem. Ja osobiście opowiadam się za tą drugą opcją i innym także to polecam a w kwestii Ukrainy powinniśmy wyzbyć się zarówno antyukraińskiego amoku, jak i proukraińskiego amoku i zacząć kreować nasze stosunki z Ukrainą przez pryzmat polskich interesów (oczywiście w granicach wytyczanych moralnością katolicką).

Krzysztof Michał Kapa

[1]https://ratinggroup.ua/en/research/ukraine/desyatyy_obschenacionalnyy_opros_ideologicheskie_markery_voyny_27_aprelya_2022.html

[2] https://3droga.pl/wywiady/wywiad-z-ukrainskimi-nacjonalistami-z-triumph-info/

[3]https://www.forum-ekonomiczne.pl/opowiadamy-sie-za-unia-polsko-ukrainska-wspolna-deklaracja-polskich-elit-politycznych/

[4] https://www.tvp.info/60082868/minister-czarnek-odpowiada-gazecie-wyborczej

Click to rate this post!
[Total: 264 Average: 1.7]
Facebook

9 thoughts on “Kapa: Dwa amoki Polaków”

  1. Oczywiście z tezą, że Słowacja nie istniała od 1108 do 1918 roku chodzi o to, że w powstającej Czechosłowacji funkcjonowała autonomia słowacka. Jako państwo powstała oczywiście w 1939 roku.

  2. „Podejście wielu mówiące o tym, że powinniśmy Ukrainę i Ukraińców znienawidzić po wsze czasy dlatego, że Rzeź Wołyńska miała miejsce jest jednak niekonsekwentne – idąc takim tokiem myślowym powinniśmy znienawidzić niemal wszystkie narody dookoła.”

    Kulą w płot. Kością niezgody nie jest sam Wołyń, lecz oficjalny (słowo klucz) stosunek do tych wydarzeń. Sprawcy tej zbrodni są oficjalnymi bohaterami narodowymi Ukrainy. Gdyby przyjąć optykę Autora, musielibyśmy doszukiwać się wynoszenia Hitlera na sztandary w Niemczech i Austrii, co w rzeczywistości nie ma miejsca.

    „Słowaków z uwagi na fakt przyłączenia się do niemieckiej agresji na Polskę 1 września 1939 roku”

    Porównywanie słowackiej aneksji malutkich skrawków Orawy i Spisza, które nie były żadnym wstępem do biologicznej zagłady mieszkających tam Polaków do ludobójstwa na Wołyniu, jest splunięciem na jego ofiary. Inna sprawa, że na Słowacji oficjalnie hołduje się powstaniu, które wybuchło przeciwko władzy okupującej polskie pogranicze.

    „Ów Prawy Sektor jednak nie potrafi samodzielnie (ani w koalicji) dostać się do parlamentu.”

    I co z tego? Rzecz w tym, że „prawo-sektorowa” agenda jest realizowana przez lepsze wizerunkowo koncesjonowane siły polityczne. Analogicznie – co z tego, że w polskim sejmie nie ma partii nominalnie libertariańskiej ze skrajnie antynarodową retoryką, skoro papierowi „narodowi konserwatyści”, „chadecy”, „ludowcy” i „socjaldemokraci” prześcigają się w uległości wobec Zachodu oraz uwielbieniu multikulti i LGBT?

    „Odnośnie rzekomych roszczeń Niemiec mogę powiedzieć jedynie, że ostatnio temat ten podnosiła NPD około dwóch dekad temu, więc nie widzę sensu traktowania tego jako poważnego i nadal aktualnego zagrożenia.”

    Niemcy osiągnęły swój cel gospodarczym uzależnieniem Polski od siebie.

    „Łączy się to bezpośrednio z tym, że Polacy będący pod wpływem ukrainofilskiego amoku są zwolennikami przyjęcia tych Ukraińców na stałe, podczas gdy nawet w interesie samej Ukrainy jest aby ci wrócili do kraju po wojnie i przyczynili się do odbudowy kraju.”

    Wszystko ma swoje granice i nic nie jest bezinteresowne. Ukrofanatyzm kończy się tam, gdzie Ukrainiec zyskuje kosztem dotychczasowego ukrofanatyka. Zwłaszcza, gdy „nie da się” w dostępie do żłobków, przedszkoli, szkół i lekarzy natychmiast zniknęło w obliczu pojawienia się Ukraińców za darmo korzystających z usług publicznych. Zawirowania na rynku pracy też robią swoje. Wyświechtane „jeśli imigrant zabiera ci pracę…” odeszło do lamusa, gdy w ostatnim czasie LOT zaczął zatrudniać ukraińskich pilotów i stewardessy. Z kolei druga strona nie kryje rozczarowania, kiedy do kraju wjechało mnóstwo imigrantów, a pomimo tego wciąż brakuje rąk do prac prostych. Zapowiada się ciekawie.

    1. Dobrze, jeśli to „kula w płot”, to dlaczego nikt się nie oburza jak w Szwecji śmieją oceniać pozytywnie jako władcę Karola Gustawa, a nawet mu w Sztokholmie pomnik wystawiać pomimo, że odpowiada on za splądrowanie Polski większe niż Niemcy i Sowieci podczas 2WŚ? Podobna sprawa z Czingis-Chanem w Mongolii. Aktualny stosunek Ukraińców do sprawców tej tragedii (a nie koniecznie jej samej) jest jedynie próbą racjonalizacji sobie emocjonalnego szowinizmu względem Ukrainy i Ukraińców.

      1. @KMK

        Istnieją ku temu co najmniej dwa zasadnicze powody:

        – Po pierwsze, potop szwedzki i najazdy mongolskie to dla współczesnych czasy równie abstrakcyjne i odległe, co losy niejakiego Piasta Kołodzieja, gdy świadkowie Wołynia oraz ich rodziny wciąż stanowią część naszego społeczeństwa. Czy znajdziemy wśród nas niosących świadectwo potopu szwedzkiego i najazdów mongolskich? Ależ skąd.

        – Po drugie i ważniejsze, wydarzenia historyczne oceniamy przez pryzmat danej epoki, co w tym przypadku stawia pomajdanową Ukrainę w jeszcze gorszym świetle. Bestialstwo zbrodni wołyńskiej było wprost ogromne nawet na tle swoich czasów, w tym zbrodni niemieckich, mogąc równać się bodajże tylko z okrucieństwem chorwackich ustaszy. Dlatego właśnie należy sprzeciwiać się czemuś, co powinno zwać się „kłamstwem wołyńskim”.

  3. I to się kurwa nazywa antypolskie pierdolenie. Ten zjeb- który pluje na ofiary najokrutniejszego w dziejach ludobójstwa- nie rozumie, że UPAdlina to naturalny wróg Polski. Każdy, kto nie jest skrajnie antyukraiński jest zdrajcą Polski- o zemstę wołają ofiary Wołynia, brutalną zemstę.

  4. Czy autor kiedykolwiek miał osobisty kontakt z Ukraińcami z zachodniej Ukrainy i poznał ich poglądy? Zresztą nawet nauka ukraińska ma podobne poglądy i można się z nimi zapoznać także w j. polskim.

  5. Zrównywanie bestialskich mordów ukraińskich rezunów ze słowackim symulowanym raczej atakiem na ziemie polskie [notabene – w trakcie przyłaczania Zaolzia, sanatorzy uszczknęli też kawałek słowackiej części Czechosłowacji…] świadczy o Autorze tych wypisów wiele, ale na pewno nie to, że „podchodzi do polityki, tak jak wybitny francuski filozof René Descartes: rozumem.”. A jeszcze mniej „w granicach wytyczanych moralnością katolicką”…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.