Katastrofa Morza Aralskiego

Szanowni Państwo,

jest mi niezmiernie miło poinformować, iż współpracę z portalem konserwatyzm.pl nawiązał znany podróżnik p. Marcin Malik prowadzący stronę http://kompas.travel.pl/ , którą rekomenduję.

Od dziś na portalu będą pojawiać się artykuły i relacje z podróży pana Marcina opatrzone jego fotografiami.

Więcej o nowym współpracowniku portalu można dowiedzieć się klikając na: http://kompas.travel.pl/oAutorze/OdAutora.

Red. nacz.

Spis treści: Wstęp, przyczyna katastrofy, efekty katastrofy, moje własne doświadczenia – Aralsk (Kazachstan) i Moynaq (Uzbekistan), przyszłość Morza Aralskiego i projekty konserwacyjne. (Zdjęcie z lewej pochodzi z 2011 roku).

Wstęp:

Artykuł ten piszę mając na uwadze moją wyprawę do Azji Centralnej. Byłem wówczas w wiosce Aralsk w Kazachstanie, oraz we wsi Moynaq w Uzbekistanie. Moje doświadczenia z tych niegdyś tętniących życiem lecz dziś tragicznych miejsc skłoniły mnie do napisania artykułu o jednej z największych katastrof ekologicznych naszej planety. Zapewniam też, że na ciężar katastrof ekologicznych stajemy się bardziej wrażliwi bo zobaczeniu ich na własne oczy, czego ja osobiście doświadczyłem. Będzie to nie tylko opowieść o zanikaniu morza, ale także o zmianach klimatycznych, ubytku na zdrowiu, katastrofie ekonomicznej, próbach jądrowych i moich osobistych obserwacji Aralska (Kazachstan) i Moynaq (Uzbekistan).   

Przyczyna katastrofy:

               „Morze Aralskie nie umarło, ono zostało zamordowane”

                                         Nazhbagin Musabaev, gubernator regionu Aralska.

Na samym początku chcę zaznaczyć, że katastrofa Morza Aralskiego była spowodowana celowo przez Rosjan i już wiele lat wcześniej Sowieci wiedzieli, że Morze Arlaskie może zniknąć. Nieobliczalna chciwość Sowietów była tak ogromna, że gdy powstawał cały plan ekolodzy zastraszani przez aparat partyjny Związku Radzieckiego stwierdzili, że Morze Aralskie jest tylko błędem natury i nie było potrzebne. Morze Aralskie w latach 60-tych było czwartym największym jeziorem świata, o łącznym obszarze 68000 km2, oraz maksymalnej głębokości 61 metrów i 1% zasolenia. Żywotność ogromnego jeziora zapewniały rzeki Amu Daria na południu i Syr Daria na płn-wsch, oraz wody z gór Tien Shan i Pamiru. W latach 60-tych reżim sowiecki zadecydował, że rzeki Syr Daria i Abu Daria będą miały zmienione kierunki. Zaczęto więc budować kanały nawadniające, które miały zalewać pustynie, w celu nawadniania upraw ryżu, melonów, zbóż oraz bawełny, czyli ”białego złota”. Niestety kanały nawadniające były zbudowane tak nieudolnie, że większość wody była marnowana gdyż wysychała na pustyni. Co prawda dziś Uzbekistan jest światowym eksporterem bawełny, lecz tylko 12% kanałów jest wodoodpornych, co oznacza że 88% nie dociera nawet do pól. W końcu w roku 1986 Sowieci zrezygnowali z budowania kanałów lecz było już za późno gdyż dziś pozostało tylko około 10% oryginalnej powierzchni Morza Aralskiego z ogromnym zasoleniem i maksymalnej głębokości około 42 metrów. Niegdyś ogromne Morze Aralskie podzieliło się na pólnocną (Kazachstan) i południową (Uzbekistan). Płd-wsch część jeziora zniknęła a zachodnia część uciekła na wąski skrawek.

Efekty katastrofy:

Prawie całe życie dookoła Morza Aralskiego zostało wytępione, gdyż wszystkie ekosystemy są zanieczyszczone solą oraz odpadami toksycznymi. Dziś około 200.000 ton soli i piasku jest unoszonych przez wiatr na około 300km każdego dnia. Sól zabija tereny które mogłyby się nadawać pod uprawę lub na pastwiska dla zwierząt, co sprawia że w miejscu gdzie kiedyś kwitło życie dziś jest obszar jak po wybuchu bomby atomowej. Zimy są też przez to zimniejsze a lata gorętsze. Co prawda ludzie i tak hodują owce, wielbłądy i konie, lecz kupcy mięsa i mleka wiedzą, że ludzie z obszarów byłego Morza Aralskiego są zdesperowani na zarobek i dlatego są wykorzystowani do maksimum. W pewnym okresie zwierząt było tak mało, że rząd zakazał uboju. Rodziny starają się tu przeżyć sprzedając podstawowe warzywa oraz wyhodowane przez siebie mleko i mięso. Bezrobocie w rejonie aralskim to około 50% gdyż cały obszar był nastawiony na rybołóstwo. Do tego wszystkiego wschodnią i zachodnią część jeziora Aralskiego oddzielała wyspa Vozrozhdeniye, na której obszarze Sowieci zakopali duże ilości szkodliwych substancji. Dlatego że poziom wody znowu opadł i wyspa połączyła się ze stałym lądem, zakażone zwierzęta mają łatwy dostęp do innych części byłego Morza Aralskiego, co jeszcze bardziej przyśpiesza skażenie regionu. Na marginesie, Sowieci przeprowadzali także próby jądrowe na kazachskim stepie, co do dziś ma odbicie na wadach wrodzonych i promieniowaniu w rejonie Morza Aralskiego, Semipalatińska (Semey), i nie tylko. Na tej samej wyspie Vozrozhdeniye już w 1948 roku Sowieci założyli tajne laboratorium broni chemicznych, oraz jednocześnie cmentarz tych odpadów. Sądząc po tym, myślę że bomby atomowe, katastrofy ekologiczne i kompletna ciemnota są znakiem rozpoznawczym komunistów.  Ludzie regionu Aralskiego masowo opuszczają swoje rodzinne strony, lecz ci którzy wytrwali i uparcie mieszkają na terenach skażonych mają wysoki stopień zachorowań na raka krtani, wydolność serca, choroby płuc, gruźlicę, żółtaczkę, problemy z trawieniem, choroby oczu, wątroby i nerek. Brak witamin tradycyjnie pochodzących od ryb powoduje, że wiele osób ma anemię. Wszystkie te straszne choroby są wynikiem chciwości i bezmyślności. Z powodu pustynnych sztormów unoszących sól i odpady toksyczne, oprócz wymienionych chorób w regionie tym występuje także dużo zgonów. Śmiertelność dzieci do lat 5 to około 70-80 na 1000 a śmiertelność kobiet przy porodzie to około 15 na 1000. Woda pitna ma bardzo niski standard gdyż jest pełna metali ciężkich, pestycydów i szkodliwych bakterii. W latach świetności Morze Aralskie zaopatrywało w ryby cały Związek Radziecki, a dziś flota rybacka i fabryki przetwórstwa rybnego zostały zniszczone. W latach świetności Morze Aralskie dawało zatrudnienie 40000 ludziom, i to nie tylko z Aralska i Moynaq ale także z wielu innych okolicznych wiosek. Dziś pozostały tylko zardzewiałe fabryki rybne oraz zardzewiałe kutry rybackie osiadłe na byłym dnie Morza Aralskiego. Straty ekonomiczne oszacowano na około 800mln funtów, natomiast strat ludzkich i społecznych nie da się oszacować. Zarówno Aralsk jak i Moynaq były tragicznym doświadczeniem. Poniżej moja relacja z tych dwóch miejsc. 

Moje własne doświadczenia – Aralsk (Kazachstan)

Po długiej i stresującej podróży wyskoczyłem z pociągu gdzieś na stepie,  mając za sobą płaski horyzont a z przodu tory i małą stację pociągową. Stacja nosiła dumną nazwę „Morze Aralskie” choć w roku 2010 najbliższy brzeg był o około 63km od miasteczka. Na stacji była wielka mozaika przedstawiająca rybaków z obfitym połowem, zaś w jednym rogu znajdowała się głowa Lenina pozdrawiająca swój naród. Gdy mozaika ta była tworzona Aralsk był wielkim portem rybnym nad Morzem Aralskim, który eksportował ryby do całego Związku Radzieckiego. Niestety ryby wymarły lub uciekły do rzek Amu-Daria i Syr-Daria, a wszystko co pozostało po przemyśle rybackim i dobrobycie ludzi to wraki na pustyni, choroby i nędza. Gdy wyszedłem z dworca o nazwie „Morze Aralskie” najpierw zobaczyłem pomnik przedstawiający statek. Ogrodzenia domów były ozdobione w kotwice a na jednym z wielu placów miasta był pomnik rybaka z wielką rybą. Nie było tylko samego morza. Spacer do centrum miasteczka także obfitował we wrażenia gdyż czułem, że byłem w mieście gdzie „wampiry mówią dobranoc”. Szedłem piaszczystą drogą w tumanach kurzu, po obu stronach miałem stare, odrapane posowieckie bloki a koło mnie była dziurawa szosa. Ludzie wyglądali z drzwi i okien obserwując mnie i nie mówiąc ani słowa. Gdy w końcu dotarłem do miejsca które pasowało mi na centrum, najpierw poszedłem do hotelu i jedyny jaki znalazłem do hotel Aral. Niemiła baba z recepcji powiedziała bardzo poważnie, że są tylko pokoju „lux” z widokiem na morze za 4000 tenge (około £16). Oczywiście cena była astronomicznie wysoka lecz skoro przestawiłem swą stopę przez ten śmietnik, poprosiłem ją aby mi pokazała widok na morze. Wtedy poprzeklinała coś po kazachsku i powiedziała abym przyszedł gdy będę miał 4000 tenge. Za hotelem Aral znajdował się najlepszy dowód na tragedię jaka się tu wydarzyła. Zobaczyłem zagłębienie w ziemi oraz były brzeg. Zobaczyłem też zardzewiałe kutry rybackie a w oddali opuszczone i zardzewiałe fabryki przetwórstwa ryb. Ogólnie rzecz biorąc było to bardzo przygnębiające miejsce. Nowością w tutaj była siłownia oraz mały basen znajdujący się pod dużą, białą kopułą. Poza tym miejsce to odebrałem jako cmentarz. Pobliskie domy były w fatalnym stanie a drogi to jedynie burza piachu unosząca się za każdym samochodem. Zamierzałem tu spędzić choć jedną noc choć muszę przyznać, że mi wystarczyło po godzinie. Miałem jednak problem gdyż nie chciałem płacić 4000 tenge za nocleg. Zacząłem więc pytać ludzi w domach i w knajpach czy jest u nich „gostinica”. W końcu wzięła mnie jedna pani choć nie na długo. Na początku pokazała mi swój dom i powiedziała gdzie mogłem spać. Przechodząc przez ochydny ogród dotarłem do miejsca gdzie wziąłem prysznic z ruskiej bani, czyli z metalowej wielkiej puszki z której leciała woda. Był to prysznic pokryty słomą i folią oraz otoczony dyktą. Nie chcę aby ktoś pomyślał, że były to luksusowe wakacje. Następnie ku mojemu zdziwieniu zostałem wyproszony gdyż pani domu zmieniła swój zamiar wobec mnie. Znowu więc byłem na parszywej drodze mając przed sobą hotel Aral za 4000 i wraki kutrów obok. Pomyślałem, że w razie desperacji po prostu rozbiję namiot na odludziu co podczas tej wyprawy było dość częste, lecz na szczęście zostałem przygarnięty za jedyny 1000 tenge do domu, który był lepszy niż te w Indiach. To była jego jedyna zaleta. Na podwórku były wraki samochodów oraz kolekcja pustych butelek po piwie z kilku lat. Tak czy inaczej w końcu coś znalazłem i było tanio. Po tym ciekawym zdarzeniu poszedłem w stronę centrum. Moim pierwszym celem zainteresowania było Muzeum Historii Aralska, które było świetnym przypomnieniem tego jak kiedyś kwitł jeden z największych portów Azji. Znajdowały się tu stare fotografie i obrazy przedstawiające rybaków przy pracy oraz połowy w całej krasie. Zobaczyłem też brzeg Morza Aralskiego w Aralsku, czyli w latach 60-tych około 200m od muzeum. Znajdowała się tu mapa pokazująca przebieg katastrofy czyli kurczenie się akwenu na przestrzeni lat. Innymi ciekawymi rekwizytami były ryby w formalinie wyłowione z Morza Aralskiego, w tym także z brzegu Aralska. Całe muzeum było według mnie tragiczne. Rozmawiałem o tym z ludźmi tam pracującymi, którzy pytali o to skąd jestem i byli zainteresowani moimi podróżami. Zostawiłem swój wpis w księdze i wyszedłem na pustą, piaszczystą ulicę. Przed sobą miałem wyludniałe, zrujnowane boisko oraz ogrodzenia ozdobione kotwicami. Spotkałem tu także starego człowieka, który mówił jak to było gdy „za jego czasów” łowił ryby w Aralsku a jego brat świętej pamięci pracował w fabryce przetwórstwa. Co za tragedia!!! Kierowałem się w stronę placu gdzie znajdował się bank i biura a obok pomnik rybaka z wielką rybą i mały park. Idąc dalej dotarłem na Stary Bazar. Znajdował się tam spory pomnik a z jego obu stron był bardzo chaotyczny i jednocześnie bardzo zrelaksowany bazar oraz stacja autokarowa (graty na piasku) skąd autobusy odjeżdżały to Turkistanu, Szymkientu i dalej do Almaty. Niestety nie istniał stamtąd transport do Aktau, nad Morze Kaspijskie, czym byłem wtedy bardziej zainteresowany. Wracając do opisu bazaru czułem, że miałem bogaty wybór w szczególności arbuzów choć także i innych rzeczy. Zaprosiłem się tu do „restauracji” na bardzo niskim poziomie za marne grosze. Za trzy jajka, chleb i herbatę zapłaciłem około 70 pensów co wspaniale poprawiło mi humor, gdyż do wyrywnych nie należę. Byłem tutaj świadkiem jak dobrze radzą sobie kobiety w Kazachstanie. Szefowa knajpy, która była raczej mała i krucha sama wypchnęła wielkiego pijaka aż trzy razy. Następnego dnia po południu uśmiechnęło się do mnie szczęście gdyż spotkałem Szwedów, którzy jechali właśnie nad Morze Aralskie. Zabrałem się z nimi za około £15 co mnie trochę zasmuciło lecz i tak było warto. Jechaliśmy przez pusty step i to dość szybko gdyż kierowca musiał trochę spuścić z ceny i nie miał czasu. Myślę, że żaden z nas nie był zainteresowany już w tym momencie widokami gdyż step już wcześniej widzieliśmy. Po około godzinie dotarliśmy nad Morze Aralskie. Oczywiście byłem zadowolony, że tu dotarłem lecz przyszłym podróżnikom nie radzę się tu spodziewać cudów. Największą zaletą Morza Aralskiego jest właśnie to, że jest Aralskim. Poza tym znajduje się tu spore jezioro, kilka wraków i step, choć ja miałem też okazję zobaczyć stado dzikich baktrianów. Jeśli ktoś ma własny rower to można tu przyjechać z Aralska, zjeść obiad w Zalynasz i rozbić namiot przed szuwarami, z ładnym widokiem na jezioro i zardzewiałe wraki. Po krótkim rejsie łódką oraz po dłuższej chwili zadumy na temat tragedi Morza Aralskiego wróciłem ze Szwedami do Aralska. Wycieczkę jak najbardziej polecam ale z kimś aby zaoszczędzić na kosztach. Ja zawsze podróżuję sam więc tym razem miałem szczęście.Po powrocie do Aralska miałem już dość tego przygnębiającego miejsca, lecz nawet gdybym nie miał i tak musiałem się jakoś wydostać, co nie zawsze jest łatwe. Biletów pociągowych bardzo często nie ma, a utobusy odjeżdżają tylko dwa razy w tygodniu, więc gdyż już jest autobus trzeba jechać gdziekolwiek aby naprzód.

Moje własne doświadczenia – Moynaq (Uzbekistan)

W drodze do Moynaq spotkałem na drodze stado dzikich baktrianów, lecz jasne było że w samym Moynaq nie ma wielu atrakcji. Jest to słabo zaludniona, brudna wioska z kilkoma ulicami na pustyni Kyzyl-Kum w dalekim Karakalpakstanie. Gdy wyszedłem z samochodu wiatr unosił tumany kurzu do naszych gardeł, a miejscowi ludzie gapili się na mnie bez uśmiechu na ustach. Po chwili mężczyzna z podczarniałymi od papierosów zębami wskazał mi drogę do cmentarzyska zardzewiałych kutrów. Reasumując podobało mi się gdyż było to dokładnie miejsce mojego typu, którego szukam w swych wyprawach. Po krótkiej rozmowie kierowca zgodził się podwieźć nas do miejsca gdzie stał pomnik i wyjaśnienie historii tragedii Morza Aralskiego, a na pustyni obok był widok na zardzewiałe kutry rybackie. Katastrofa ekologiczna jeziora aralskiego była na tyle ogromna, że niegdyś Moynaq był jednym z głównym portów rybackich a dziś wioska ta leży 150km od brzegu. W latach 80-tych próbowano załagodzić szkody otwierając kanały do byłego brzegu, lecz nie udało się. Dziś przy wjeździe do Moynaq znajdują się małe jeziora jako dowód tych prób. Także, przy wjeździe do wioski jest tablica powitalna z rybą i napisem Moynaq, co także jest tragiczne bo morza już dawno tam nie ma. Wracając do miejsca do którego podwiózł nas kierowca, były tu namalowane mapy Morza Aralskiego z lat 60-tych oraz sprzed kilku lat. Różnica jest oczywiście ogromna a winę za tę tragedię ponoszą między innymi próby jądrowe na stepach Azji Centralnej wykonywane przez Związek Radziecki za czasów Nikity Chruszczewa. Obok są też tablice opisujące dokładnie całą tragedię a poniżej znajduje się ogromny spad ziemi czyli miejsce byłego brzegu. Było stąd widać zardzewiałe kutry do których zszedłem z moim japońskim towarzyszem podróży. Były one oczywiście dobrymi obiektami do zdjęć lecz niestety był to kolejny przygnębiający widok. Na pustyni przy kutrach, na dnie byłego Morza Aralskiego spędziłem około trzech godzin oglądając wraki i patrząc na pusty horyzont. Niby nic tu nie było lecz dla mnie ta pustynia i historia z nią związana okazały się bardzo szczególnym miejscem.Specjalnie do Moynaq wziąłem swój namiot, bo myśłałem że będę spał na pustyni lecz około 10 minut spacerem od wraków był bardzo tani hotel w opuszczonej, zdewastowanej szkole. Za łóżko w obskurnym pokoju bez elektryczności i dopływu wody zapłaciłem $4. Obok był też sklep, który służył jako popularne miejsce spotkań gdyż świeciła się tam jedna żarówka. Wieczór ten spędziłem na gapieniu się w gwiazdy i księżyc, słuchając Metallica z mojego telefonu. „Hotel” natomiast był tak obskurny, że brakowało niekiedy ciegieł w ścianach, był gruz w kiblach i syf klejący się do stołów, krzeseł i łóżek. Szef tragicznego hotelu zrobił nam na obiad kluski, bo tylko tyle miał. Gdy wysiadły nam baterie w latarkach poszliśmy spać. Aż trudno sobie wyobrazić, że miasto widmo na pustyni będące dziś centrum tragedii, odosobnienia, żalu i biedy, kiedyś było tętniącym życiem i zabawą portem rybackim.                      

Moynaq było badzo pouczającym doświadczeniem i smutnym dowodem tragedii ekologicznej. Każdemu podróżnikowi radzę aby zadał sobie trud dotarcia do dalekiego Karakalpakstanu, gdyż będzie to całkiem inny Uzbekistan niż antyczne miasta na Jedwabnym Szlaku.

Przyszłość Morza Aralskiego i projekty konserwacyjne

Poczyniono pewne postępy w celu ratowania Morza Aralskiego, choć politycy są podzieleni. Problemem jest tu oczywiście ogromna chciwość, dlatego że prezydent Uzbekistanu Islam Karimov chce wydobywać gaz i ropę z byłego dna Morza Aralskiego, oraz nie zamierza zrezygnować z nawadniania pól bawełny przez rzekę Amu Daria. W tym celu zostało założone konsorcjum wydobywcze złożone także z Chin i Korei. Wedle oficjalnego przemówienia  „zdają sobie sprawę z ryzyka lecz są dobrej myśli”. W efekcie tego przedsięwzięcia zamiast ratować Morze Aralskie, wiele krajów bogaci się na jego katastrofie oraz na katastrofie zdrowotnej i ekonomicznej ludzi regionu Aralskiego. Z głębokości 3km z byłego dna Morza Aralskiego są wydobywane biliony metrów sześciennych gazu.

Gdy Kazachstan stał się niepodległy gubernator Aralska zgodnie z poleceniem ekologów kazał wybudować tamę na północnej części Morza Aralskiego, aby oddzielić ją od części południowej i w ten sposób ochronić to co był w stanie. Tama ta zawalała się wiele razy, dlatego w 2005 roku ukończono budowę 13km tamy za $85mln, co podniosło poziom wody na północy o 4 metry. Fachowcy ostrzegali, że nawadnianie będzie bardzo wolnym procesem. Jednak mylili się gdyż woda dotarła do górnej granicy tamy, prawie wylewając się na zewnątrz. Co prawda woda nadal nie dopłynęła do Aralska, lecz zasolenie znacznie się obniżyło a do wód północnych wróciły ryby. Wróciły także pelikany, flamingi, kormorany i kaczki, rośliny zaczęły rosnąć i cały ekosystem jest w fazie odnowy, a poziom wody podniósł się o 20%. Do wód tych wrócili także rybacy z radości pijący wódkę, i zaczęto też budować hotele z napisami „Aral wrócił”. Są też farmy ryb gdzie dostają one hormony aby szybciej się rozmnażały oraz istnieje także nie zawsze przestrzegany, czasowy zakaz połowu. Moim zdaniem jest to dobry początek lecz za późno i na zbyt małą skalę. Całe przedsięwzięcie finansuje Bank Światowy oraz bogaty w ropę Kazachstan, lecz tylko na jednym, małym odcinku. Zbudowano też parę nowych fabryk przetwórstwa i złowiono już tyle ryb że część jest importowana. Prezydent Kazachstanu Nursultan Nazarbaev planuje zrobić z Aralska region turystyczny. Moim zdaniem, powodzenia Panie prezydencie ale w 2010 roku byłem osobiście w Aralsku i myślę że jest jeszcze bardzo dużo do zrobienia. Najpierw chciałbym zobaczyć Morze Aralskie w Aralsku, a nie 63km od niego. Tama ta jest też rodzajem wojny o wodę pomiędzy Kazachstanem a Uzbekistanem. Kazachstan robi coś aby uratować choć część morza i do dziś przetrwały tam conajmniej 3 gatunki ryb (okoń, szczupak i karp). Kazachstan zdaje też sobie sprawę że jedna rzeka nie jest w stanie doprowadzić poziomu morza do stanu z lat 60-tych. Część południowa natomiast (Uzbekistan) jest dziś martwą strefą opartą na przemyśle wydobywczym oraz nawadnianiu pól bawełny wodą, która i tak się marnuje gdyż tylko 12% dociera do pól. Zamiast tego woda ta mogłaby nawadniać południowe Morze Aralskie.                                                                    

Moim zdaniem złą częścią tamy jest tylko to, że nawadnianie oraz bogactwo płynące z ekologii sprawia że część południowa jest całkowicie odcięta od jakiegokolwiek dopływu wody. Z drugiej jednak strony być może lepiej jest chronić to co jesteśmy w stanie i być może ludzie nauczą się na swoich błędach. Teraz czekamy na ruch ze strony Uzbekistanu oraz połączenie sił z Kazachstanem. W latach 1990-tych został założony Międzynarodowy Fundusz Ochrony Morza Aralskiego, przez: Kazachstan, Kirgistan, Uzbekistan, Tadżykistan i Turkmenistan. Zmiany klimatyczne są widoczne także w krajach okolicznych.

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.