Katolicy przestaną głosować na PiS

Już tylko dwa punkty procentowe dzielą Prawo i Sprawiedliwość od Platformy Obywatelskiej. Tak wynika z najnowszego sondażu TNS Polska. PiS łapie wiatr w żagle?

Ten wynik nic nie oznacza dla PiS jako partii politycznej. To oznacza tylko kolejną chwilę złudzeń dla paru niedoświadczonych parlamentarzystów z tego ugrupowania, którym się wydaje, że oto być może zbliża się upragniony moment zdobycia władzy.

PiS dogania Platformę i to Pana nie zaskoczyło? Nie wierzę.

Ale mnie nie zaskoczyło. Media ciągle piszą i wałkują sprawę Amber Gold, zrozumiałe więc jest to, że ta sprawa w jakimś stopniu odbije się na sondażach. Ale spokojnie – jest jeszcze Jarosław Kaczyński, jest Antoni Macierewicz, którzy wykonują intensywne prace, aby notowania Platformy wzrosły.

A nie pomyślał Pan o tym, że to może jesienna ofensywa rozpoczęta przez Jarosława Kaczyńskiego, prezentacja programu czy pomysł prezesa PiS o debacie ekonomistów przynosi efekty, dzięki którym PiS odbija się, zyskując społeczne poparcie?

Ja tak tego nie widzę.

Pan Jarosław Kaczyński, jako prezes PiS, ma to do siebie, zresztą wystarczy spojrzeć na historię PiS, żeby to zobaczyć, że każdy moment, kiedy ta partia idzie w sondażach do góry, jest krótki, bo prezes Kaczyński robi coś, co tę sytuację szybko zmienia. Albo kogoś zaatakuje, albo komuś coś powie, jak to było przed wyborami prezydenckimi, kiedy powiedział o kanclerz Niemiec Angeli Merkel, że objęła swój urząd w sposób niejasny. Ta wypowiedź kosztowała go kilka punktów procentowych. Prędzej czy później Jarosław Kaczyński da się ponieść swojej naturze i usposobieniu i to się na pewno wydarzy. I będziemy świadkami kolejnego dowodu, że ta ofensywa PiS jest kolejną zasłoną dymną, która ma zmylić wyborców. Wyborcy ostatecznie odpłynęli od PiS w 2010 roku, wtedy, gdy prezes PiS najpierw przyjął spokojną linię w wyborach, za sprawą wytężonej pracy Joanny Kluzik-Rostkowskiej, szefowej sztabu wyborczego, a potem ogłosił, że zrobił to, będąc na proszkach i nie odpowiada za siebie. Dziś współczuję tym politykom, którym się wydaje, że to nowe otwarcie, bo ich wytężona praca również pójdzie na marne.

Ale ostatnio PiS znów pokazuje nową twarz i posługuje się nowym językiem.

Tyle, że Prawo i Sprawiedliwość się nie zmieniło. Już nawet życzliwy PiS publicysta Piotr Zaremba napisał, że Jarosław Kaczyński nie będzie w stanie wytrzymać trzech miesięcy, żeby nie wrócić do retoryki charakterystycznej dla PiS, a podstawowym elementem tej retoryki jest katastrofa smoleńska.

W partii Jarosława Kaczyńskiego mamy też nowe twarze. Są sprawni merytorycznie posłowie jak Andrzej Duda czy Przemysław Wipler. Może dzięki nim uda się PiS poszerzyć swój elektorat.

Myślę, że komentatorzy ani publicyści nie zdają sobie sprawy z tego, co się wydarzyło, gdy publicysta „Gazety Polskiej” Aleksander Ścios zaatakował przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski, arcybiskupa Józefa Michalika, pisząc przy okazji podpisania wspólnej, polsko-rosyjskiej deklaracji Kościołów, że rzeczywisty wymiar tego „pojednania” uwidacznia się w tym, że po jednej stronie sygnatariuszy mamy agenta KGB „Michajłowa”, a z drugiej tajnego współpracownika SB o pseudonimie „Zefir”. Publicyści nie zdają sobie sprawy, że to jest w dłuższej perspektywie trwałe rozejście się PiS z elektoratem katolickim. Nie stanie się to tak szybko, nie jutro. Nie stanie się to też za trzy miesiące czy pół roku, kiedy ojciec Tadeusz Rydzyk i katolicy nie będą już wybierać PiS. Ale myślę, że nastąpi to w ciągu najbliższych 3-5 lat.

Na razie PiS nagłaśnia sprawę swojego kandydata na premiera. Adam Hofman z przekonaniem mówi, że premier, jakiego ma przedstawić PiS, odbierze władzę Donaldowi Tuskowi.

Opozycja ma prawo powiedzieć wszystko, tak jak ma prawo zgłaszać nierealne i kosztowne propozycje. Taki Adam Hofman ma prawo snuć dowolne fantasmagorie.

Jeśli chodzi jednak o termin, w którym PiS ma zaprezentować swojego kandydata na premiera, to nie jest on już taki pewny. Miało to się stać 29 września, podczas marszu pod hasłem „Obudź się, Polsko”, jaki organizuje PiS i środowiska związane z Radiem Maryja. Dziś nikt w PiS już tej daty nie potwierdza.

Bo nie ma żadnego kandydata na premiera, po prostu. Decydentem, który decyduje o wszystkim w partii, jest Jarosław Kaczyński. Jego marzeniem było zostać premierem i został, a teraz jego marzeniem jest powrócić na to stanowisko. Jeśli to on w PiS decyduje o wszystkim, to się tego marzenia nie wyzbędzie.

Rozmawiała Anita Czupryn

Wywiad ukazał się w Polska The Times 14 września 2012. Materiał ten dostaliśmy od sen. Libickiego z prośbą o zamieszczenie na naszym portalu.

www.facebook.com/flibicki 

aw

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.