Kongijscy rebelianci z Ruchu 23 Marca znaleźli schronienie w Rwandzie

Generał Bosco „Terminator” Ntaganda, który uzyskał stopień generalski po podpisaniu traktatu pokojowego między władzami Demokratycznej Republiki Kongo na czele z prezydentem Josephem Kabilą Kabange a z rebeliantami z Narodowego Kongresu na rzecz Obrony Ludu (National Congress for the Defence of the People, Congrès national pour la défense du peuple, CNDP) w 2009 r., powołał do życia Ruch 23 Marca w 2012 r. i ponownie wszczął walki na obszarze prowincji Kiwu Północne.

            W tym miejscu trzeba zwrócić uwagę na fakt, że w Ruchu 23 Marca większość stanowili członkowie ludu Tutsi a przez to był wspierany zarówno przez Rwandę jak i Ugandę. W listopadzie 2013 r. Ruch 23 Marca stanął przed groźbą całkowitego zniszczenia i z tego powodu zgodził się na rozmowy pokojowe i zaprzestanie działań. Pertraktacje miały miejsce w Ugandzie w Entebbe, gdzie znajduje się rezydencja prezydenta tego państwa Yoweri Museveni’ego. Ostatecznie 12 grudnia 2013 r. w Nairobi podpisano porozumienie. Zgodnie z artykułem 3 partyzanci z Ruchu 23 Marca mieli zostać rozbrojeni i zdemobilizowani a sama organizacja przekształcona w legalnie działającą partię polityczną (artykuł 4i). Owo porozumienie zostało podpisane z inicjatywy prezydenta Museveni’ego, który jest przewodniczącym Międzynarodowej Konferencji Regionu Wielkich Jezior (International Conference on the Great Lakes Region  ICGLR) oraz prezydenta Malawi Jouce’a Bandy, który przewodniczy Wspólnocie Rozwoju Afryki Południowej (Southern African Development Community SADC).

            Wielu spośród członków Ruchu 23 Marca po zaprzestaniu działań zbrojnych udało się do Rwandy a zwłaszcza ci, których kongijski rząd oskarża o zbrodnie wojenne. Jeden z urzędników z Kongo powiedział dziennikarzowi BBC, że może chodzić nawet o 500 osób, lecz dokładna liczba nie jest znana ze względu na niechęć rwandyjskich władz do współpracy. Kongijskie władze podają, że podczas rebelii nawet 800 tysięcy obywateli musiało opuścić swoje domy a rząd Rwandy kategorycznie zaprzecza jakoby wspierał Ruch 23 Marca i popiera Kinszasę w staraniach o ukaranie wojennych zbrodniarzy.

            Jeden z obozów dla byłych członków Ruchu 23 Marca znajduje się w miejscowości Ngoma w Rwandzie, niedaleko granicy z Kongo. Przebywa tam ponad 100 osób i pomimo zapewnienia, że kongijski rząd ma zamiar ich objąć amnestią, wolą pozostać w Rwandzie. Jak sami mówią, wszczęli bunt, gdyż Tutsi byli w Kongo dyskryminowani a ich prawa nie były przestrzegane. Rebelia została zdławiona i nie chcą wracać do kraju, gdzie ich zdaniem de facto nic się nie zmieniło. Liczą na możliwość uzyskania azylu w Rwandzie.

            Z drugiej natomiast strony, władze w Kongo nie chcą zbyt mocno naciskać na rwandyjskie władze bojąc się, że może to spowodować zaognienie dwustronnych stosunków i ewentualny wybuch wojny. Władze Ugandy o wiele chętniej – zdaniem Kinszasy – współpracują w kwestii spełniania obietnic mogących zaprowadzić pokój w regionie. Inną kwestią jest, że według szacunków Organizacji Narodów Zjednoczonych, nawet 70% byłych członków Ruchu 23 Marca, którzy schronili się w Rwandzie może posiadać rwandyjskie, a nie kongijskie obywatelstwo. Tym samym władze Rwandy chronią swoich obywateli.

            Według ministra sprawiedliwości Rwandy Johnstona Busingye problemy z przekazaniem osób oskarżonych o zbrodnie wynikają z kwestii czysto proceduralnych: Kongo nadal nie przekazało odpowiednich dokumentów. Dotyczy to zwłaszcza politycznego lidera Ruchu 23 Marca, Jean Marie Runiga. Należy pamiętać, że rwandyjskie władze w większości wywodzą się z Tutsi, tak jak członkowie przegranej organizacji a konflikt rwandyjsko-kongijski ściśle wiąże się etnicznym animozjami na linii Tutsi-Hutu.  

dr Krystian Chołaszczyński

/ame/

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *