Koniec chrześcijan na Bliskim Wschodzie

Tak było w Iraku, po obaleniu siłą reżimu Saddama Husajna. Mieszkało tam ponad 1,5 mln chrześcijan, a wicepremierem był chrześcijanin Tarek Aziz. Dzisiaj, w „demokratycznym” Iraku, zostało ich 25 tys. – reszta uciekła lub została zabita. W Egipcie powoli zbliżamy się do tego samego scenariusza – co prawda wojsko jeszcze się trzyma, ale pod wprowadzeniu „demokracji” wybory wygra jak nic Bractwo Muzułmańskie i wtedy po Koptach nie zostanie nawet ślad. Już dzisiaj są bezkarnie atakowani, mimo że stanowią 10 proc. populacji. Z kolei w Syrii chrześcijanie murem stoją za Baszarem al-Asadem, bo wiedzą co ich czeka, kiedy upadnie.

Powstaje pytanie – kto jest zainteresowany w likwidacji świeckich nacjonalistycznych dyktatur, kto chce pod pozorem „demokratyzacji” doprowadzić do zwycięstwa islamistów? To może wydać się zdumiewające, ale biorą w tym udział Stany Zjednoczone. Bo to one pierwsze dały sygnał do demontażu naseryzmu na Bliskim Wschodzie, atakując czołowe państwo rządzone przez świeckich nacjonalistów – Irak. Efekt – chaos, anarchia, ponad milion ofiar. Jeszcze wcześniej poparły muzułmanów w Europie, wspierając Bośniaków i Albańczyków w ich walce z chrześcijańskimi Serbami. Trudno sobie wyobrazić, żeby Ameryka nie wiedziała co robi. Ma w tej dwuznacznej grze i takie „osiągnięcia”, jak wyhodowanie na własnej piersi Talibów.

Wróćmy jednak do naseryzmu. Co to jest naseryzm? Ten kierunek nosi nazwę po jego twórcy, Naserze (1918-1970), przywódcy Egiptu. Zapis encyklopedyczny mówi: „Naseryzm był rewolucyjną nacjonalistyczną i panarabską ideologią, która łączyła w sobie mgliście definiowany socjalizm; często rozróżniając go od wschodnio- i zachodnioblokowej myśli socjalistycznej, nazywając go „arabskim socjalizmem”. Naseryzm był ideologią świecką, która doprowadziła do konfliktu z pojawiającymi się ruchami islamskiego radykalizmu, opowiadała się za modernizacją, industrializacją i zniesieniem tradycyjnych podziałów społecznych”.

Dokonując destrukcji naseryzmu otwiera się, jak pokazuje praktyka, drogę ku islamizmowi, który był przez naseryzm powstrzymywany. To dlatego al-kaida jest jednym z motorów tych rewolucyjnych przemian, a na pewno je popiera. Wszędzie tam, gdzie doprowadzono do wyborów – wygrywają islamiści, jak np. w Palestynie. Taki zwrot może być też sterowany z krajów, gdzie są mateczniki islamizmu, np. Arabii Saudyjskiej. Zachód nie będzie miał żadnego wpływu na bieg wypadków, nie kiwnie też palcem, żeby obronić atakowanych chrześcijan. Obłudnie bombardował Libię „w obronie ludności cywilnej”, ale wiadomo, że chodziło jedynie o zabicie Kadafiego, jednego z ostatnich naserystów. Kiedy go zabito, NATO od razu, z godziny na godzinę, uznało, że „misja spełniła swoje cele”.

Państw rządzonych przez naserystów nikt nie bronił, choć było widać jasno, że Rosja i Chiny nie były zachwycone upadkiem tych reżimów. Tak czy inaczej – zwycięstwo „demokracji” na Bliskim Wschodzie oznacza zagładę żyjących tam chrześcijan. Ale czy zdemoralizowane elity Zachodu będą się tym martwić? Czy wyślą swoje samoloty w obronie eksterminowanych? Wolne żarty. Już prędzej Rosja upomni się o los prawosławnych w Ziemi Świętej. Dawny łaciński Zachód i Ameryka nie kiwną palcem.

Jan Engelgard
aw

Facebook
[Głosów:0    Średnia:0/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *