Konserwatyzm.pl kontra powstania. W odpowiedzi na tekst Aleksandra Majewskiego

Tekst Aleksandra Majewskiego na portalu Fronda.pl, w którym Autor odnosi się do wznowienia książki Adama Wielomskiego, a po części również do poglądów i opinii wyrażanych zarówno przez Profesora, jak i środowisko skupione wokół portalu Konserwatyzm.pl, przeczytałem z uwagą, ale też i zdziwieniem wynikającym ze spłycania niektórych aspektów dotyczących funkcjonowania tworu medialnego, który Autor niegdyś z nami współtworzył. Dla uniknięcia nieporozumień nadmieniam, że piszę te słowa nie gwoli wyrażenia jakiegoś negatywnego stosunku do problemu – zbyt mocno kol. Aleksandra cenię i szanuję, ale gwoli sprostowania, które uważam tu za niezbędne.

1.

Zacznijmy zatem od problemu zmiany. W przedmiotowym felietonie przeczytać można jak następuje:

Wczoraj znacznie bardziej umiarkowany w swojej ocenie sceny politycznej (ze zwróceniem szczególnej uwagi na ugrupowania centroprawicowe) dziś nie szczędzący brutalnej krytyki Prawu i Sprawiedliwości i  środowiskom pokrewnym. To właśnie krytyka wszelkiej maści ugrupowań niepodległościowych stanowi idée fixe obecnych publicystycznych batalii Wielomskiego, uprawianych zwłaszcza na konserwatyzm.pl i w tygodniku „Najwyższy CZAS!”.

Zmiana tego typu jest udziałem nie jednego tylko prof. Wielomskiego, wynika natomiast z charakterystycznego stylu budowania własnej pozycji politycznej, prezentowanej przez PiS, profilu ideowego i politycznego tej partii – a przede wszystkim z faktu bezprawnego i bezpodstawnego uzurpowania sobie przez to ugrupowanie  miana reprezentanta polskiej prawicy, co gorsza: prawicy konserwatywnej. PiS z jego etatystycznym programem, wodzowskim schematem wewnętrznej organizacji idącym ostatnio w parze ograniczeniem sfery intelektualnej i programowej do tragedii smoleńskiej, z której zwolennicy Kaczyńskiego stworzyli nową polityczną ideologię graniczącą z fanatyzmem, a także dziesiątkami przykładów kompromisów ideowych, które trudno określić mianem innych niż zgniłe – partia ta nie jest w żadnym wypadku partią konserwatywną i być nią nie może. Niestety w polskiej przestrzeni medialnej to właśnie PiS jest prawicą – i dlatego z tym tak zaciekle polemizujemy. Jest to fałszowanie rzeczywistości, a przy tym zacieranie obrazu tego, co istotnie jest prawicą, dlatego też mówić o tym trzeba.

2.

Co do powstania styczniowego i innych zrywów niepodległościowych: istotnie, są one przez nas krytykowane z uwagi na krótkowzroczność, a także brak realnej oceny szans i analizy możliwości, którymi się charakteryzowały. Organizowane były przez ludzi, którzy o prowadzeniu tego typu działań nie mieli pojęcia innego aniżeli to, którego dostarczyło im romantyczne uniesienie ducha oderwanego od realiów. Nieraz już powtarzaliśmy, że jednostkom, które walczyły, dawały dowody bezgranicznego bohaterstwa oraz poświęcenia z ofiarą własnego życia włącznie, należy się hołd i wdzięczna pamięć; i te właśnie uczucia względem nich żywimy. Ale trzeba oddzielić tę sferę od obszaru bezrozumnych decyzji, ślepych wystąpień i głupich czynów, które przyniosły narodowi więcej szkody niż korzyści. Takich, jak wywoływanie insurekcji narodowych bez zaopatrzenia i politycznego zaplecza. Bez broni i w zupełnym bezładzie. Nie można nie potępić szumnego i chmurnego, ale bezmyślnego ze wszech miar wystąpienia młodzieży oficerskiej, która w ślepym zacietrzewieniu pod wpływem karbonarystycznych mrzonek wywołała powstanie listopadowe, a już na samym jego początku własnymi rękoma wycięła w pień grupę najlepszych polskich generałów, którzy widząc bezcelowość i krótkowzroczność ich działań, za żadną cenę nie chcieli do nich przystąpić. Powstanie styczniowe, które ostatnio analizujemy, nie było niczym innym. Oto bowiem pod wpływem chwili podjęto decyzję o insurekcji. Nie dysponowano stosownym zapleczem, nie było najmniejszych szans na poparcie za granicą, nie zgromadzono zapasów broni, nie było centralnego dowództwa, z kolei armia powstańcza składała się z działających osobno, niedozbrojonych grup partyzanckich.

Obydwa te zrywy miały jeden wspólny mianownik: brak realnej oceny sytuacji, nieprzygotowanie i krótkowzroczność. Nie zyskano nic, za to bezpowrotnie stracono setki tysięcy istnień. I dlatego – niezależnie od poglądów politycznych, uważamy te powstania bardziej za skazę aniżeli powód do chwały. Podobnie i z tych samych powodów ocenialiśmy zresztą również powstanie warszawskie – z jednej strony pełne bezgranicznego bohaterstwa, z drugiej natomiast stanowiące wstęp do  hekatomby, w którą Warszawa pchnięta została jedną nierozważną decyzją dowódców AK w sytuacji, kiedy politycznie wygrać nie można było już nic, a rząd w Londynie z całą stanowczością nakazywał odwołanie decyzji o akcji zbrojnej.

3.

Zauważyłem, że krytyka profesora Adama Wielomskiego ma już pewną tradycję stylistyczną. Bez kilku sztandarowych punktów obyć się nie może – i tu kol. Majewski nie zawiódł. Piszę to co prawda żartobliwie, ale też z wyrazem swego rodzaju rezygnacji, spowodowanej tym, że jakkolwiek niejednokrotnie już wyjaśnialiśmy kwestię wywiadu z gen. Jaruzelskim, a sam A. Wielomski non stop tłumaczy swoją ocenę historycznej roli tej postaci (z którą ideowo nie mamy przecież nic wspólnego), dzień później i tak słychać ten sam ton i te same argumenty, a portal Konserwatyzm.pl jawi się niektórym jako coś w rodzaju nowej politycznej przybudówki WRON. Dla nas trochę to zabawne, ale coraz bardziej również i męczące…

Proszę pozwolić, że powtórzę w tym miejscu kilka tez, które przywołałem rok temu przy innej okazji. Otóż podstawowy kłopot, na który napotyka osoba zainteresowana biografią Jaruzelskiego, to młodość generała, jego pochodzenie i późniejsze przejście na stronę obozu kreowanego w Polsce przez władze zainstalowane tu przy wsparciu radzieckich czołgów i NKWD. Nie wiem, czy pełna wiedza na ten temat będzie nam kiedykolwiek dana, albowiem wniknąć w ludzką duszę i umysł może tylko Bóg; wiem natomiast, że jak dotąd nikt oprócz prof. Wielomskiego nie zadał sobie prostego trudu zapytania o to. Przeprowadzony przezeń wywiad jest często powodem stawiania nam z gruntu niepoważnych zarzutów zdrady politycznych ideałów – nikt za to nie uważa za stosowne spojrzeć na to przez pryzmat nie tyle próby reprezentowania jakiegokolwiek stanowiska politycznego, co podjęcia wysiłku mającego na celu dotarcie do jednego z ważnych elementów najnowszych dziejów politycznych Polski jako takich. Tym, co uważam za jeden z najważniejszych aspektów tego wywiadu, było przeprowadzenie go na zasadzie rozmowy, a nie kolejnego śledztwa w sprawie stanu wojennego. To zaś dało możliwość dokonania spojrzenia dalej i głębiej w przeszłość generała. Jak sam mówi, jego poglądy ewoluowały w ramach długotrwałego i trudnego procesu. Był katolikiem wychowywanym w tradycji patriotycznej i narodowej, ale w chwili, gdy jego rodzina musiała uchodzić ze swojego domu, miał 16 lat. Dość niewiele jak na kogoś, kto musi odnaleźć się w warunkach sowieckiej Syberii i czyj światopogląd dopiero zaczyna się formować. Tu musimy więc zadać sobie pytanie o to, czy w tym kontekście słuszne jest nazywanie generała zdrajcą. Mnie to w każdym razie (niezależnie od negatywnej oceny jego działalności politycznej) przychodzi z trudem, uważam taki pogląd za dalece uproszczony i płytki. To był wybór dość naturalny, jako nastolatek zaczął być formowany przez rzeczywistość, w jakiej się znalazł, mówiąc nieco obrazowo – to raczej ona wybrała jego, a nie on ją. I owszem – wszedł w tę rzeczywistość tak, jak go uczono postępować w domu: zdecydowanie i konsekwentnie. Nie staram się wybielać, ale trzeba to wziąć pod uwagę, jeżeli chce się zrozumieć. I na tym polega  waga tego wywiadu. Ale jest jeszcze coś. Otóż wielokrotnie dyskutujemy problem Paxu. Mówimy o Piaseckim i innych, którzy zdecydowali o przejściu na drugą stronę, tę czerwoną. Nieustannie ponawianym pytaniem, które bywa ciągle zadawane, a na które nie ma jak dotąd zadawalającej odpowiedzi, jest to jedno – dlaczego? Co się stało? To nie jest pytanie o komunizm, ale o proces, który stał sie elementem dziejów polskiego ruchu narodowego. Jaruzelski – mówiąc bardziej prozaicznie – jest jednym z tych, którzy przeszli przemianę, o której mowa, a którego my, tu i teraz, mogliśmy jeszcze o to zapytać. W przeciwieństwie do innych, których o odpowiedź poprosić może już tylko Bóg.

Tym, co każdy chcący dyskutować problem oceny postaci generała Jaruzelskiego na portalu Konserwatyzm.pl (oceny nieraz zresztą różnej) musi wziąć pod uwagę, jest jej charakter: jest to ocena wyłącznie historyczna, nie zaś ideowa. Polityczna tylko w tym zakresie, w jakim dyskutować możemy jej konsekwencje dla dalszych dziejów politycznych Polski. Dla mnie postać Jaruzelskiego jest jednoznacznie negatywna: służył sprawie, która pozostaje złem bezdyskusyjnym. Ale jest to także postać historycznie ciekawa, dająca pewne pole do postawienia kilku ważnych pytań.

Innymi słowy: chciałbym, ażeby zostało wreszcie zrozumiane, że dyskusja o generale Jaruzelskim od dawna nie jest już dyskusją polityczną, lecz historyczną. I tak ją traktujemy. Poglądy polityczne nie mogą wpływać na to, jak odczytuje się historię, gdyż prowadzi to wyłącznie do jej wypaczenia; w PRL dokonywano jej przebudowy na sposób wytyczony przez panujący wówczas ustrój – problem w tym, że polityczne oceny postaci historycznej, jaką jest generał Jaruzelski, prowadzą do tego samego, tylko w drugą stronę. A konsekwencją takiego właśnie podejścia jest m. in. przypinanie nam łatki takiej, o której już wspomniałem.

W tekście, który komentuję, zawarta jest sugestia dotycząca wagi pochylania się nad dramatem jednostek uwikłanych w dzieje i roli trzeźwego osądu wydarzeń historycznych. Tylko że my to właśnie staramy się realizować i to właśnie z tego powodu spotykamy się z brakiem zrozumienia ogółu wychowanego na medialno – historycznej papce. Którą – będąc historykiem – określam tak z pełną odpowiedzialnością. Zresztą Autor, będąc redaktorem naczelnym naszego portalu, zgodził się na publikację wywiadu z gen. Jaruzelskim, a zatem stanowisko, o jakim piszę, najpewniej podzielał.

4.

W jednym z fragmentów wypowiedzi Aleksandra Majewskiego umieszczone zostało negatywne odniesienie do „batalii bezpardonowych”, uwłaczających wizerunkowi „opanowanego zwolennika rozwiązań umiarkowanych”, jakim winien być konserwatysta… Dalej czytam: „Bez złości i nienawiści, bez słów jak granaty” , jak śpiewał kiedyś „Grabaż”.

Wyczuwam tu pewne niezrozumienie. Konserwatysta, który świadom jest tego, co mówi, nigdy nie będzie neutralny – bo takim być nie może. Rewolucja jest zniszczeniem i burzeniem – dlatego konserwatysta winien być jej przeciwstawieństwem. Ma budować, a zatem metody rewolucyjne są mu obce. Chce trzymać się litery prawa, a postęp rozumie jako stopniową ewolucję i budowanie na fundamentach dokonań przeszłych pokoleń. Ale nie znaczy to, że konserwatysta jest typem politycznie umiarkowanym. Wręcz przeciwnie: jest maksymalistą – dąży bowiem do tego, co znacznie przerasta dzień dzisiejszy.

Czym innym jest działanie w konkretnym miejscu i czasie. W zakresie metod, celów oraz możliwości – jesteśmy realistami, ale nijak się to ma do teoretycznych podstaw tego, co uznajemy za niepodważalne. Realizm i trzeźwa ocena sytuacji dnia dzisiejszego nie jest równoznaczna z tym, że prawdy, jakie nam towarzyszą, winny zostać spłycone lub wyciszone celem nie podrażniania delikatnych uszu politycznej poprawności.

Kol. Majewski zauważa, że portal proponuje „konserwatyzm, który na polskim gruncie – zwłaszcza po polaryzacji jaka nastąpiła po 10 kwietnia 2010 roku – jest zjawiskiem nieznanym szerszemu gronu odbiorców, niszowym, a dla wielu zdeklarowanym prawicowców stanowiskiem wręcz niezrozumiałym”. Nie zgadzam się. My w zasadzie non stop piszemy i mówimy to samo, zmienia się natomiast rzeczywistość polityczna i społeczna, w jakiej funkcjonujemy i jaką oceniamy przez pryzmat tego, co dla nas ważne. Zmienia się zapewne również mentalność. Tylko że to jeszcze nie powód, by dostosować do niej swoje poglądy i rezygnować z ich polaryzacji, zresztą ilość odbiorców do nas zaglądających pozwala sądzić, ze nie jest tak źle. 

Mariusz Matuszewski

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Konserwatyzm.pl kontra powstania. W odpowiedzi na tekst Aleksandra Majewskiego”

  1. Dwie uwagi: 1/ Czy kol. Alek Majewski przyszedł do KZM i do konserwatyzm.pl przed czy po wywiadzie z Generałem? Zdaje mi się, że po wywiadzie i kiedyś mu to wcale nie przeszkadzało; 2/ Akurat o Powstaniu Styczniowym to w tym roku jeszcze niczego nie napisałem, ani w ogóle od jakiegoś czasu tematu tego nie podejmowałem. Co innego inni koledzy. Dlaczego więc to do mnie? Zapewniam, że nie pisuję na naszym portalu jako „Konrad Rękas” 🙂

  2. Panowie, ale gdzie w tym tekście krytyka wywiadu? Poza tym trudno pewnych zachowań Profesora w stosunku do generała Jaruzelskiego na tym portalu nie odbierać inaczej niż przekornie. Mnie zresztą podobnie jak i jego bawi powodowana tym i pojawiająca się w następstwie tego piana na ustach niepodległościowców i ich gęby czerwone ze złości, szczególnie żydofila Adamskiego, ale widocznie nie każdemu to się podoba.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.