Kryzys moralny i możliwe rozwiązanie

Nie ulega wątpliwości, że nasza cywilizacja znajduje się w kompletnej ruinie. Niczym Rzymianie bronimy się przed zalewem hord germańskich, przegrywając bitwę za bitwą i otwierając im drogę do serca naszego imperium – Italii. Dziś Rzymianie to my, katolicy, spadkobiercy cywilizacji europejskiej, którą niegdyś rozprzestrzenialiśmy po całym świecie. Naszą Italią jest natomiast Kościół, do murów którego barbarzyńcy coraz usilniej się dobijają. Barbarzyńcy ci niosą ze sobą nową (anty)cywilizację – kult człowieka, materializm i zwyczajny egoizm, ukryte pod płaszczykiem „niewinnego” humanitaryzmu, wrażliwości społecznej i równości. Całość tej nowej kultury to zbiór wszelkich antywartości, jakie na przestrzeni dwóch tysięcy lat udało nam się usunąć lub zepchnąć na margines. Nie ulega wątpliwości, że ta wyniszczająca świat choroba demoralizuje rzesze dawnych Europejczyków. Jednak największym w tej chwili problemem jest to, że wirus infekuje również tych, którzy powinni być lekarzami naszych dusz, a przykład dawany swoim postępowaniem remedium na rozkładający Starą Europę kryzys. Postępującego osłabienia moralności kleru nie da się nie zauważyć. Jest to jeden z głównych powodów narzekań pod adresem księży, budzący niezadowolenie, irytację, nieraz złość i gniew wśród wiernych (co już jest ciężkim grzechem każdego tak postępującego kapłana). Bez skrupułów wykorzystują to różnego rodzaju „postępowcy”, głosiciele „oświeconych” idei i nienawidząca każdego, kto stoi na przeszkodzie rewolucji, lewica. Zasadniczym problemem jest to, że oni nie muszą już dłużej wymyślać kłamstw o katolickich konkwistadorach mordujących więcej milionów Indian, niż ich w Ameryce kiedykolwiek było. Powody do nienawiści dajemy sami, przy jednoczesnym groźnym pomrukiwaniu, że „jest źle i trzeba by coś zrobić, tylko co?”

Na szczęście przytoczone przeze mnie wady nie są na tyle rozpowszechnione, by dotyczyły całego kleru, nie sądzę nawet by była to jego większość. Jednak zjawisko to rozwija się i bez cienia wątpliwości należy zapobiec dalszej jego ekspansji. Historia przypomina, że kiedyś znano metody radzenia sobie z różnego rodzaju nadużyciami, herezjami i innymi negatywnymi zjawiskami wśród stanu duchownego. Co prawda nie da się ukryć, że stosowano metody, których dzisiaj raczej nikt nie akceptuje, to jednak sama idea, która do nich przywiodła jest jak najbardziej słuszna. Zwalczaniem błędów zajmowała się oczywiście owiana czarną legendą Inkwizycja, czyli Święte Oficjum. Już 47 lat mija od czasu, gdy Sobór Watykański II Najwyższą Świętą Kongregację Świętego Oficjum przemianował na Świętą Kongregacją Nauki Wiary. Ostatecznie Sanctum Officium skończyło jako kongregacja sprawująca jedynie nadzór nad przestrzeganiem zasad wiary, kiedy tymczasem w Kościele rozprzestrzeniają się herezje i szerzy upadek moralny, a na jaw wychodzą kolejne afery z zamieszanymi w nie księżmi. Istnieje ogromna potrzeba ustanowienia organu, który będzie sprawnie, skutecznie i bez wahania ścigał niewłaściwe postawy wewnątrz Kościoła. Sądzę, że odpowiednim rozwiązaniem byłoby przywrócenie działalności Inkwizycji, oczywiście postępującej zgodnie z pewnymi normami, z dala od płonących stosów, co, jak przypuszczam, nie ulega wątpliwości.

Na początek wypada zadać sobie pytanie – jakie kompetencje powinny przysługiwać inkwizytorom? Przede wszystkim, zgodnie z tradycją, powinna sprawować sądy kościelne w sprawach, które przypadłyby jej do zwalczania. Kodeks kanoniczny przewiduje wystarczające kary, by posłużyły one zachowaniu czystości i ortodoksyjności wiary, wśród najcięższych są choćby ekskomunika, czy wydalenie ze stanu duchownego. Praktyka pokazuje, że wykazuje się zbyt daleko idącą pobłażliwość, o czym świadczy bezkarność wielu duchownych, która utwierdza ich w błędnym postępowaniu. Dlatego zadanie to powinno być powierzone tym, którzy w historii udowodnili już swoją skuteczność i użyć ich w taki sposób, by nie było cienia wątpliwości co do właściwości ich postępowania. Działalność Świętego Oficjum wymagałaby również ustanowienia instytucji śledczych i prokuratorskich, które mogłyby samodzielnie lub na podstawie zgłoszenia badać przypadki możliwych wykroczeń, a następnie wnosić akty oskarżenia do trybunałów inkwizycyjnych. Jeśli zajdzie potrzeba, Inkwizycja musi być zdolna skontrolować każdą jednostkę organizacyjną Kościoła w każdym kraju, by zadbać o wykorzenienie złych praktyk.

Warto również dodać, że stanowiska w tej kongregacji powinni piastować kapłani, co do których nie ma cienia zarzutu, a ich postępowanie godne jest naśladowania. Inkwizytorzy powinni mieć w sobie wystarczającą nienawiść do ściganych grzechów, by tępić je efektywnie i samemu w nie nie popadać, swoim życiem dając świadectwo wiary katolickiej.

Przez cały tekst wspominam o różnego rodzaju nadużyciach, herezjach i innych podobnych czynach, nie precyzuję jednak co takiego mam na myśli. Czas więc przedstawić listę błędów, które w mojej prywatnej opinii najbardziej zagrażają Kościołowi w XXI wieku.

Jako pierwsze należy wyszczególnić to, co stanowi podstawę ataków i wielu zarzutów pod adresem katolicyzmu na całym świecie. Po kryzysach w Kościołach partykularnych wielu państw Europy i świata, jakkolwiek możliwe, że nie raz wyolbrzymianych, pedofilia szerząca się wśród księży jest faktem, wobec którego nie stosuje się wystarczających środków, skoro nadal jest o tym głośno. Nikt nie zaprzeczy, że jest to niezwykle szkodliwe dla pozycji wiary katolickiej, dlatego niezbędne jest możliwie szybkie opanowanie tego problemu. Pojawia się tu zadanie do wykonania dla Świętego Oficjum, które powinno stać na straży moralności kleru katolickiego. Sprawy takie powinny być załatwiane po cichu, bez niepożądanego rozgłosu, ale w stu procentach skutecznie. Wobec tak rażących grzechów należy wyciągać najsurowsze możliwe konsekwencje wobec kapłanów, włącznie z wydaleniem ze stanu duchownego. Podobnie sprawa ma się z możliwymi przejawami homoseksualizmu, który w analogiczny sposób powinien być zwalczany. Są to dwie najobrzydliwsze praktyki, z brudu których należy oczyścić eklezjalną „arystokrację.” Dochodzą do tego przypadki mniej lub bardziej oficjalnego nieprzestrzegania celibatu i inne możliwe nadużycia.

Kolejną grupą niewłaściwych zachowań, po błędach w moralności, są szerzące się w Kościele herezje, na czele z modernizmem, które często w sposób szczególnie niebezpieczny, bo stopniowo i po cichu wkradają się do kościołów i seminariów. Trudno ocenić, która z podanych dotychczas przeze mnie dwóch kategorii jest bardziej niebezpieczna. W mojej ocenie jednak bardziej należy się martwić odstępstwami od wiary katolickiej, ponieważ istnieje poważne ryzyko, że to właśnie one w dużej mierze przyczyniają się do demoralizacji zarówno kleru jak i wiernych świeckich. Herezje zwykle pojawiają się jako chęć reformowania Kościoła, który rzekomo idzie w złym kierunku. W rzeczywistości oznacza to jednak sprowadzenie na złą drogą, poprzez kompletne zniszczenie dotychczasowego dorobku i wprowadzenie nowych, „lepszych” rozwiązań. Efekty reformacji podziwiamy dziś, gdy spada liczba powołań oraz wiernych na niedzielnych Mszach Świętych. Należy zadać sobie pytanie, czy to na pewno jest oznaka dzisiejszych czasów, czy może różnymi bocznymi drogami do Kościoła wdzierają się nurty ideologiczne, które powinny być z wszelką surowością tępione? Informacje o głoszeniu nauk niezgodnych z Magisterium Kościoła powinny być przez Święte Oficjum dogłębnie zbadane, a w razie stwierdzenia faktycznej herezji należy zastosować możliwe środki zapobiegawcze i karne, poczynając od napomnienia na ekskomunice kończąc, jeśli heretyk nie zechce porzucić swoich błędnych przekonań.

Trzecim, choć dla wielu z pewnością nie tak oczywistym i zauważalnym, jest fakt coraz częściej występujących nadużyć podczas liturgii oraz okazywanie lekceważenia i braku szacunku wobec Boga podczas jej sprawowania. Samowola księży i łamanie oficjalnych nakazów odnoszących się do godnego sprawowania Mszy Świętej prowadzą w prostej linii do takich absurdów jak rockowa Msza Święta, która jest ewidentnym naruszeniem kościelnego prawa. Pojawia się tu kolejne zadanie, które Inkwizycja musiałaby spełnić, często w zastępstwie miejscowej hierarchii, która nie wydaje się być skłonna do potępiania nieodpowiednich zachowań (chyba, ze chodzi o tych heretyckich i schizmatyckich tradycjonalistów, którzy jak powszechnie wiadomo nie marzą o niczym innym jak o rozbiciu Kościoła, szczególnie gdy wytykają jawne błędy).

Pozostała jeszcze jedna kwestia, która wymaga zastanowienia, a mianowicie działalność Świętego Oficjum wobec osób świeckich. Bez wątpienia taką działalność inkwizytorzy podjąć powinni. Pojawiające się błędy wśród świeckich katolików powinny być naprawiane przez Oficjum, które powinno zwracać uwagę na błędne postawy, a jeśli miejscowy Kościół nie jest w stanie tego zrobić, nałożyć przewidziane prawem kanonicznym sankcje. Bierność proboszczów, którzy zaniedbują głoszenie prawd wiary w niedzielnych homiliach, które zastępują pisane na potęgę listy nadsyłane z Konferencji Episkopatu Polski jest niezwykle niebezpieczna i jeśli lokalny kler nie jest w stanie sobie poradzić, to zadaniem Inkwizycji powinno być wsparcie w utrzymanie wiernych w wierze katolickiej.

Bez wątpienia działalność Kongregacji Świętego Oficjum powinna odbywać się wewnątrz Kościoła i w obrębie jego prawa. Z pewnością wspomaganie się świecką egzekucją wyroków nie jest ani potrzebne, ani wskazane. Jednakże Inkwizycja powinna być gotowa informować władze świeckie w przypadku przestępstw, których zgłoszenie organom świeckim jest niezbędne, czy to ze względów moralnych, czy braku kompetencji Kościoła do rozwiązania danego problemu.

Po Soborze Watykańskim II zaczęły się pojawiać różne nurty, czasem podejrzane w swojej działalności. Inkwizycja jest szansą na obronę ortodoksji przed niewłaściwymi teoriami i ideami, dlatego przywrócenie tego organu jest okazją na zaistnienie tradycjonalistów, którzy w mojej opinii najlepiej nadawaliby się do pełnienia zadań inkwizytorskich w należyty sposób.

Na koniec chciałbym zaznaczyć, że mój postulat, choć niektórym może się wydawać dość szalony, czy ekscentryczny, ze względu na negatywne skojarzenia związane z Inkwizycją, nie jest postulatem powrotu do płonących stosów, czy samego modelu procesu inkwizycyjnego. Jest natomiast propozycją utworzenia organu do zwalczania mnożących się wypaczeń. Nie chodzi o jakąkolwiek brutalność w działaniu, niemniej potrzebna jest instytucja, która nie w sposób bierny, ale całkowicie czynny przystąpi do realizacji przedstawionych przeze mnie celów. Kościół, podobnie jak cały świat wymaga możliwie jak najszybszej kontrrewolucji. Nie może jednak ona polegać na zastanawianiu się, czy nie jesteśmy może zbyt surowi i restrykcyjni, ale na skutecznym i bezkompromisowym zwalczeniu nieprawidłowości. Istnieją idee, które są przesiąknięte złem tak głęboko, że zwyczajnie nie mają prawa do istnienia w naszej cywilizacji. Natomiast, gdyby ktoś zadał sobie pytanie: jaki związek ma naprawa stanu duchownego z tytułowym rozwiązaniem kryzysu moralnego, odpowiedź jest prosta – kler jest tym, który powinien dawać nam przykład. Znamy powiedzenie, że ryba psuje się od głowy. Sprawmy więc, żeby głowa przestała się psuć, a zachowany całą rybę.

Sebastian Bachmura
aw

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Kryzys moralny i możliwe rozwiązanie”

  1. Dobry pomysł, chociaż w sytuacji spadającej liczby powołań chyba trudny do wykonania. Wolę sobie nie wyobrażać kanonady jaka rozlegnie się w mediach.

  2. @Qba: Bractwo Św. Piusa X rośnie w siłę. Na przykład z relacji pana A. Ratnika wynika, że we Francji Bractwo jest naprawdę znaczącą siła w Kościele. Teraz wystarczy zwrócić uwagę na dwa fakty: spada liczba powołań, co sam pan napisał, a z drugiej strony liczba powołań wzrasta w obrębie Bractwa, o czym pisał x. Stehlin. Prędzej czy później uregulowanie statusu Bractwa będzie wyborem między być albo nie być Kościoła, bo sytuacja będzie w końcu naprawę tragiczna. A wtedy Rzym będzie miał pod dostatkiem kapłanów, którzy wyegzekwują przestrzeganie ortodoksji.

  3. Ja jeszcze powołałbym wewnątrz Kościoła coś w rodzaju kontrwywiadu. Nie ofensywny- wywiad, ale defensywny- kontrwywiad. Jako zaporę przed infiltracją. W dzisiejszych czasach aktywność służb specjalnych jest tak duża, że bez tego mozna uznać za pewnik całkowite przejęcie kontroli nad Kościołem przez jedna z takich „służb”. Za jedynie kwestię czasu.

  4. @Zar: Biorąc pod uwagę pojawiające się gdzieniegdzie informacje o podejrzanych kontaktach niektórych hierarchów z masonerią należy zadać sobie pytanie, czy czasem już ktoś nie przejmuje kontroli nad Kościołem, a jeśli tak, to jak temu przeciwdziałać? Niemniej, szczerze mówiąc zdziwiłbym się bardzo, gdyby Stolica Apostolska nie podejmowała obecnie jakichkolwiek działań kontrwywiadowczych choćby w najmniejszym stopniu, bo świadczyłoby to o wielkiej nierozwadze. Albo, nieco zbliżając się do teorii spiskowych, świadomym działaniu osób za podobne sprawy odpowiedzialnych.

  5. Problemem nie jest żadna pedofilia (wynalazek rewolucji), tylko zwykły homoseksualizm. mafia homoseksualna wtargnęła do zgromadzeń i seminariów, bo to wygodne, a przy okazji mozna zniszczyć wiekową instytucję…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.