Krzysztoforski: Pseudoracjonaliści

Zastanówmy się więc, czym jest myślenie racjonalne, później spróbujemy zastanowić się, gdzie jest miejsce na wiarę, bądź niewiarę w kontekście pozostawania racjonalnie myślącym.

Ludzkie myślenie opiera się na dwóch podstawach, empirycznej i racjonalnej, przy jednoczesnym przenikaniu się obydwu warstw. Osobą posiadającą idealny aparat poznawczy, byłby osobnik potrafiący doskonale łączyć empiryzm z racjonalizmem, potrafiący uniknąć pułapek tkwiących w obydwu formach poznania. Tak jak empiryk może łatwo popaść w błąd poprzez niedostateczne zbadanie otaczającej rzeczywistości i wyciągnięcie z tegoż powodu błędnych wniosków, tak racjonalista może również, przy nie wypełnieniu określonych przesłanek, popaść w błąd. Tak jak w przypadku empiryka trudne jest na wstępie ostateczne zdefiniowanie koniecznej bazy poznawczej (tak aby móc wyciągać prawidłowe wnioski), tak w przypadku myślenia racjonalnego, możemy mówić o konieczności wypełnienia szeregu przesłanek. Co ważne, tak empiryk jak i racjonalista, mogą z kolei popaść w błąd w swym wnioskowaniu, jeżeli nie oprą się na żelaznej logice i konsekwentnie nie będą podążać jej ścieżką logiki.

Nadmiar emocji zaburza sprawność naszego aparatu poznawczego, jak i samo wyciąganie wniosków (warto o tym pamiętać). Kolejnym niezmiernie ważnym czynnikiem, jest pozostawanie w swym wnioskowaniu w modelu naukowego wnioskowania (jak i poznania), tak aby nie popaść w dekonstruktywizm neomarksistowski (jakże typowy w dzisiejszych czasach). Ważne jest również zrozumienie tego, iż racjonalizm jak i empiryzm, są de facto narzędziem poznawczym, a nie poznaniem sensu stricte. Ważne jest również zrozumienie jakże ważkiej przesłanki metodologicznej, myślenie racjonalne niebywale częściej niźli myślenie empiryczne wspiera się aksjomatami w procesie poznania i wyciągania wniosków.

Ciekawym przykładem godzenia „ognia z wodą” empiryzmu i racjonalizmu w jednym, jest proces intelektualny jaki wykonuje sędzia podczas rozstrzygania sprawy. Kiedyś sędziowie niejednokrotnie używali czy to empirii, czy to racjonalizmu, czy wreszcie metodologii, jaką można by nazwać mistyczno-magiczną (przykładem mogą być „sztandarowe” w wywodach pseudoracjonalistów : ordalia, bliżej znane jako Sądy Boże), dzisiaj sędzia bada sprawę np. w procesie karnym starając się dociec prawdy, na podstawie niejednokrotnie sprzecznych przesłanek. W przypadku sędziego bada on na przykład, raz czy konkretny osobnik popełnił dane przestępstwo, oraz stara się dociec jakie było jego nastawienie psychiczne, czyli mówiąc prosto, ustala fakty.

Sędzia w procesie dojścia do prawdy i oceny popełnionego przestępstwa, bazuje na zasadach dotyczących samego procesu (procedura) oraz obejmujących same zasady oceny ludzkich zachowań. Zasady te skodyfikowano jako normy prawne. Normy te znowu wynikają, pierwsze z przyjęcia konwencji zachowań, drugie klasyfikacji tychże zachowań, wyrosłych najczęściej z norm zwyczajowych.

Co zajmujące, same klasyfikacje mają raczej wartość względną, stanowiąc w zasadzie, mówiąc metaforycznie, rusztowanie prowadzonego procesu. Sam proces intelektualny polegający na weryfikacji, czy miał miejsce czyn stanowiący złamanie jakiejś norm, nie może opierać się już na takiej względności (chociaż do końca od wspomnianej względności uciec nie może). Sędzia stosując prawo, jak empiryk posługuje się analogiami, znając kwalifikację prawną danego czynu stara się przez proces myślowy zweryfikować, czy ten czyn który ma podlegać jego ocenie jest analogicznym. Szczególnie silnie jest to widoczne w anglosaskim systemie precedensów, ale i w kontynentalnym sędzia musi zidentyfikować, właśnie przez analogię, zbieżność badanego czynu z podobnymi.

Czy sędzia jest zdolny do bezdyskusyjnie obiektywnego ustalenia faktów? Tu występują pewne wątpliwości, wynikające z ułomności naszego poznania, naszych ludzkich ograniczeń.

Podsumowując to co już napisałem, aby wnioskowanie, można nazwać racjonalnym, należy przyjąć konieczność dostosowania się do zasad logiki. Przeprowadzający wnioskowanie, bez zbędnych emocji musi opierać się na doświadczeniu, faktach. Podczas tegoż procesu muszą wystąpić mechanizmy weryfikacyjne, stąd analogia, ale analogia, która nie może ubezwłasnawalniać w procesie dowodowym, ma być jedynie jednym z narzędzi. Myślenie racjonalne musi opierać się na poszukiwaniu ścieżki opierającej się na niesprzeczności kolejnych „pięter” indukcji, jak i alternatyw. Kolejną indukcję możemy przyjąć jako pewną dopiero z momentem wyłączenia wszelkich sprzeczności w badanej materii. Jeżeli sprzeczności usunąć nie możemy, musimy cofnąć się w we wnioskowaniu, gdyż jak sami sobie wykazaliśmy, to co przyjęliśmy jako bazę pewną (poprzednia indukcja doprowadziła do sprzeczności), bądź nie posiadamy możliwości zbadania danego zagadnienia i wyciągnięcia z niego racjonalnych wniosków, ten postulat (o charakterze logicznym) jest jednym z najtrudniejszych do obiektywnego pokonania.

Większość pseudoracjonalistów „łamie sobie na nim zęby”. Co jest przyczyną takiego zjawiska? Najczęściej są to emocje, zawężające możliwości obiektywnego poznania. Poruszanie się podczas wyciągania wniosków w sklasyfikowanych kategoriach, również może nastręczać trudności, trudności te mogą wynikać, na przykład z poczucia estetycznego (poczucie piękna, jak każde inne podobne zasadza się na emocjach). Jak widać emocje stanowią poważną przeszkodę w kilku aspektach w poznaniu i wnioskowaniu racjonalnym. Niezmiernie ważnym aspektem, bez którego trudno mówić o myśleniu racjonalnym, jest brak badania przyczynowości zjawisk, nad którymi się pochylamy. Kluczem dla zbadania przyczynowości jest wiedza, wiedza pewna, bez najmniejszych wątpliwości, zbadana wieloaspektowo, tak aby stanowiła aksjomat. Kolejnym czynnikiem bez spełnienia którego trudno mówić o w pełni racjonalnym myśleniu, jest konieczność redukcji niepotrzebnych aspektów i elementów, które nie stanowią o podstawach naszego problemu – Brzytwa Ockama (nazwana od tak od franciszkanina Williama Ockama). Warto dodać, iż podczas procesu wyciągania wniosków, aby uciec od sprzeczności pseudoracjonaliści niejednokrotnie podważają wagę jakiegoś aspektu problemu, tak aby „ułatwić sobie życie”. Kolejnym problemem z jakim zmierza się myślący racjonalnie jest oparcie się na niezmiennych zasadach, czyli mówiąc prosto, jest to konieczność dostrzegania nieprzemijalnych reguł i stosowania się do nich, tu ponownie łatwo jest popaść w błąd przyjmując np. cudze błędne wnioski (a mające setki czy tysiące lat) jako taką zasadę. Na koniec coś co najtrudniej opisać i zdefiniować, to zasada obejmująca nasze działanie, jakie winno być skierowane na dobro (choćby subiektywnie rozumiane).

Myślenie racjonalne, jest myśleniem, gdzie ilość pułapek tkwiących na drodze do tego aby dociec prawdy, czy poznania jakichś zasad, jest naprawdę olbrzymia. Poza oderwanym od faktów czysto konceptualnym myśleniem apriorycznym, racjonalista zawsze opiera się w swej pracy na doświadczeniach empirycznych, czy to osobistych, czy cudzych. Kolejną pułapką, jest konieczność zbadania, czy dane zjawisko jest powtarzalne, tu za przykład możemy podać eksperyment Millera (próba odtworzenia tzw „zupy pierwotnej”), nie da się ukryć wystąpił w tej materii poważny problem, kolejni naukowcy osiągali wyniki zbliżone w podobnych warunkach, nigdy nie były one bardzo podobne. Niestety wielu przyjęło wynik eksperymentu Millera aksjomatyczno-dogmatycznie, a racjonalizm wszak winien opierać się na niedogmatycznym sceptycyzmie. Taki paradoks…

Innym paradoksem jaki podnoszą względem empiryków racjonaliści, jest irracjonalność myślenia empirycznego, opierającego się na doświadczeniu i wyobraźni (przyjmujemy porzucenie narzędzi racjonalnego poznania). Nie jest tajemnicą, iż nasza wyobraźnia jest silnie związana z podświadomością i emocjami. Z drugiej strony, podczas procesu poznawczego zasadzającego się na racjonalizmie wprowadzamy, o czym już wspomniałem czynnik empiryczny…
Bez wiedzy, nie jest możliwe prawidłowe wnioskowanie będące tym co nazywamy myśleniem racjonalnym. A czym jest wiedza jako taka? Możemy pokusić się o skorzystanie z definicji pozytywnej lub negatywnej. Próbując zdefiniować wiedzę pozytywnie możemy o niej mówić, jako (musimy tutaj mówić o wierzy w rozumieniu logiczno-filozoficznym, czy epistemologicznym), zespół posiadających podbudowę przekonań, o tym, że coś jest prawdą, przekonania te muszą opierać się na pewności co do przyjętych do jej zbudowania aksjomatów (które niejako z definicji muszą być pewne). Znowu wiara to w rozumieniu pozytywnym przekonanie, bez jednoznacznego potwierdzenia i pewności, co do prawdziwości. Znowu definicja negatywna (splatająca wiarę i wiedzę) jest moim zdaniem ciekawsza, wszystko, co do czego nie mamy podstaw mieć najmniejszych wątpliwości, jest wiedzą, wszystko inne opiera się na wierze. Prosty przykład, pożyczam Jackowi 5 zł. jeżeli uważam, że Jacek mi je spłaci, to opieram się na wierze, jeżeli, Jacek dał mi te 5 zł. do ręki to mogę obiektywnie stwierdzić, że posiadam wiedzę, że mi je oddał, jeżeli znowu Jacek dał mi stertkę „moniaków” mówiąc „to twoje 5 zł.” to wierzę, że mi je oddał, do momentu, aż je przeliczę, wtedy posiadam wiedzę o tym, że oddał. Podobnie jeżeli stwierdzę, że na Marsie jest życie, to ten pogląd będzie opierał się na wierze, jeżeli próbnik pobrał próbki na Marsie i jakiś naukowiec stwierdza, że na Marsie życia nie ma, dalej opiera się na wierze, gdyby stwierdził, że to wiedza, popadłby w błąd logiczny, gdyż ułomność poznania (badana próbka gruntu) oraz przyjętych założeń przy takowych badaniach, uniemożliwia stwierdzenie pewne. Gdyby naukowiec stwierdził, że na Marsie najprawdopodobniej nie ma życia, które funkcjonuje na takich zasadach jak na Ziemi, nie rozminął by się z faktami dotyczącymi zbadanej próbki.

Od wielu już lat, możemy natknąć się na teksty, epatujące pseudoracjonalizmem, gdzie osoby mieniące się racjonalistami, w poczuciu wyższości „nad ciemnym ludem”, z pozycji patrycjusza intelektu, wyjaśniają „ciemnym”, iż ludzie racjonalni twierdzą, że byty transcendentne nie istnieją. Stąd konsekwentnie według pseudoracjonalistów „wiedza” o nieistnieniu Boga ma być racjonalna, przeciwieństwie do wiary w istnienie Boga.

Pseudoracjonaliści wypowiadając się o istnieniu bądź nieistnieniu Boga, popełniają cały szereg błędów, podczas swych wnioskowań. Jednym z błędów jest wspomniany przeze mnie naukowiec, w razie stwierdzenia, że na Marsie życia nie ma. Podobnie postępują pseudoracjonaliści, twierdzący, że Boga nie ma, bądź jest. Jeżeli obydwie strony będą zasadzać się w okopach racjonalizmu, ich błąd polegać będzie na tym, iż nie jest możliwy logiczny dowód racjonalny, dotyczący istnienia, bądź niestnienia Boga.

Pseudoracjonalista chcąc obronić swój osąd, może chcieć podpierać się w swym racjonalizmie empirią, wszak obecności Boga nikt naukowo, nie potwierdził. Podobnie ktoś może stwierdzić, że doświadczył osobiście obecności Boga. Obydwa przypadki, dotyczące: braku potwierdzenia nieistnienia, lub personalne i nieweryfikowalne przekonanie o istnieniu, nie są weryfikowalne naukowo, nie mogą stanowić podstawy do wnioskowań racjonalnych. Stąd prosty wniosek, obydwa przekonania (nie mogące stanowić wiedzy pewnej) stanowią pogląd, wiarę, gdyż nie posiadają atrybutów wiedzy.

W swym artykuliku z rozmysłem nie podawałem konkretnych przykładów ze świata realnego, stanowiących przykłady myślenia pseudoracjonalnego, takie były by formą reklamy (niestety) czegoś co muszę nazwać błędem, a o błędach można pisać, lecz ich reklamą zajmował się nie będę…

Juliusz Krzysztoforski

Ps. Każdy, ja również, bywam nieracjonalny, chociaż przez wielu trzymany jestem za skrajnego racjonalistę, osobnika w którym emocje nie za często chcą buzować…

aw

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.