Łagowski: Odwet religii

Czy grozi nam, że Polska stanie się państwem wyznaniowym? Ci, których uważa się za zwolenników takiego państwa, zapewniają, że nie wchodzi to w grę. Inni uważają, że pod wieloma względami III RP już jest wyznaniowa. Biskupi ingerują w wielką i małą politykę, niektórzy z nich w sposób niezwykle agresywny i nieraz wulgarny atakują nie grzechy, lecz rzekomych grzeszników, którymi według rozpoznań biskupów są zwolennicy niewłaściwej partii politycznej, sprzeciwiający się rozszerzaniu władzy Kościoła. Niewiele w państwie się dzieje niezależnie od woli księży. Są oni wszędzie, kapelanów mają komendy policji, ma straż graniczna, straż ogniowa, wojsko ma kapelana w stopniu generała, przed którym nie to, że salutują, lecz gną się świeccy generałowie. Kościół może zakazać wystawienia jakiejś sztuki teatralnej i wyegzekwować zakaz rękami gorliwych wyznawców. O czym świadczy istnienie prawnej kategorii obrazy uczuć religijnych, jak nie o tyrańskich zapędach Kościoła? Taki zakaz ma sens, gdy grozi wojna religijna, ale w Polsce nie grozi.

Może już kiedyś opowiadałem na tym miejscu o rozmowie, jaką miałem z kasjerką muzeum etnograficznego w Wilnie w roku 1981. Zapytała mnie ta starsza pani, co się w Polsce dzieje i do czego dąży Solidarność. Odpowiedziałem, co było oczywiste, że do demokracji, wolności słowa, do systemu wielopartyjnego, do niezakłóconego odbywania praktyk religijnych itp. Pani Litwinka podsumowała: rozumiem, ma być jak przed wojną, księża będą rządzić. Roześmiałem się z powodu tej nieoczekiwanej konkluzji. Prognoza okazała się jednak trafna. Nie ma w Europie drugiego kraju, w którym zinstytucjonalizowana religia miałaby tak wielki wpływ na państwo, na kulturę, na rywalizacje partyjne jak w Polsce. Dodam tylko, że w małych wspólnotach, np. na wsi, ten wpływ może być pozytywny.

W tygodniku „Polityka” przeczytałem artykuł o rosnących wpływach prawosławia w Rosji (Justyna Prus, „Cerkiew imienia Putina”, 12 sierpnia). Można się tam dowiedzieć, że prawosławni aktywiści z Nowosybirska zaprotestowali przeciw wystawieniu opery Ryszarda Wagnera „Tannhäuser”, w której reżyser „dopuścił się frywolnych spekulacji (?) na temat życia młodego Jezusa”. Minister kultury ugiął się pod naciskiem prawosławnych aktywistów i zwolnił dyrektora teatru. Artykuł jest napisany w tonie oskarżycielskim, więc się oburzam, w Polsce nie mogłoby się zdarzyć nic podobnego, choć źli ludzie powiedzą, że się zdarzyło i niejeden raz. W innym miejscu autorka pisze z naganą, że: „Obrazę uczuć religijnych wprowadzono do kodeksu karnego i różne niesione świętym oburzeniem środowiska co rusz wzywają do zastosowania tego właśnie przepisu”, np. wobec Kseni Sobczak, która „przebrała się w patriarsze szaty”. Okazuje się, że rosyjscy prawosławni są równie przewrażliwieni na punkcie swoich uczuć religijnych jak polscy katolicy. „Cerkwi jest coraz więcej w różnych dziedzinach życia”, co bardzo by mi się nie podobało, gdybym był Rosjaninem. Coraz więcej, ale bardzo daleko Cerkwi do takich wpływów w Rosji, jakimi Kościół rozporządza w Polsce. Ze względu na istnienie w Federacji Rosyjskiej innych uznanych religii ten wpływ nigdy nie dorówna władzy katolicyzmu u nas.

Wpływ prawosławia rośnie, a demoralizacja się szerzy i autorka nie rozstrzyga, czy mimo prawosławia, czy wskutek jego wpływów. Alkoholizm, rozwody (pierwsze miejsce na świecie), aborcja i inne przejawy anomii. Autorka sądzi, że ta demoralizacja świadczy, że konserwatywna ideologia szerzona przez Cerkiew i Kreml jest pozorna, jak wszystko w Rosji, co robi minę prawa, porządku, obrony wartości. Polacy uważają sami siebie za znawców Rosji, bo mają do niej niezawodny klucz: „wioska potiomkinowska”. Dygresja: żadnych potiomkinowskich wiosek nie było, dworacy petersburscy je wymyślili złośliwie, żeby dyskredytować Potiomkina w oczach imperatorowej Katarzyny. Niektóre budowle stawiane przez Potiomkina stoją do dziś w mieście Nikołajewie, a ktoś mi wspomniał, za co już nie ręczę, że także w Chersoniu.

Współwystępowanie anomii (demoralizacji, mówiąc inaczej, chociaż to nie to samo) i idei konserwatywnych jest stanem normalnym. Gdy się widzi – a widzi się to i w Rosji, i w Polsce – rozpad zasad etycznych, podstawowych, sprawdzonych form dobrego współżycia ludzi, właściwą reakcją jest odwołanie się do konserwatywnych, tradycyjnych wartości. Polski konserwatyzm jest tak samo potiomkinowski jak rosyjski, tzn. może mniej, niżby chciał.

„W Rosji – czytam – odradza się idea symbiozy w relacjach państwa i Cerkwi”. W Polsce wcześniej się odrodziła jeszcze ściślejsza symbioza. Przyczyny tych religijnych odrodzeń szukałbym w dziedzinie wielkich struktur, jak mówią socjologowie, i ich historycznych przemianach. Prof. Jan Baszkiewicz, znakomity historyk (już nieżyjący), był zafrapowany licznymi analogiami zachodzącymi między okresem restauracji po Wielkiej Rewolucji Francuskiej i transformacją ustrojową w Polsce, a teraz możemy już dodać: i w Rosji. Śledzenie tych analogii jest rzeczą pasjonującą, wynosi się z tego naukę i ma się rozrywkę. Podkreślę tylko jeden moment: zarówno restauracja we Francji, jak w Polsce i Rosji, cofając się ku przeszłości przedrewolucyjnej, ożywiła religię i wyniosła Kościół do znaczenia i siły, jaką miał przed wielką przemianą rewolucyjną. Katolicyzm w Polsce i prawosławie w Rosji biorą odwet za upokorzenie, jakim była dla nich ateistyczna rewolucja.

Bronisław Łagowski

Tekstu ukazał się w Tygodniku Przegląd i na https://www.tygodnikprzeglad.pl

Facebook
[Głosów:13    Średnia:2.9/5]

5 thoughts on “Łagowski: Odwet religii”

  1. Pan Łagowski to jest jakieś nieporozumienie. Każdy jego artykuł czytam z nadzieją że chodź raz się z czymś zgodzę. Problem w tym że pan prof. nie jest żadnym konserwatystą. Polskę jako państwo wyznaniowe to może widzieć Palikot, a nie ktoś poważny, do miana którego pan Łagowski chyba aspiruje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *