„Lepperiada”. Recenzja książki

Marcin Kącki, Lepperiada, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2013, ss. 206

            „Lepperiada” to przede wszystkim znakomicie opowiedziana historia fenomenu społecznego Andrzeja Leppera, jego ugrupowania i ludzi, którzy je tworzyli, między innymi Renaty Beger, przeznaczona dla każdego czytelnika ceniącego dobre reportaże, a dopiero później zajmująca lektura dla osób interesujących się współczesną historią czy marketingiem politycznym. Jest to opowieść (w pewnym sensie zwłaszcza o miłości) o szybkim wzlocie, nieustannym balansowaniu na różnych granicach i powolnym upadaniu człowieka, który odniósł faktyczny sukces.

            Najpierw warto zaznaczyć, że sens i trafność „Prologu” i „Epilogu” poświęconych kozie i ludziom Czytelnicy pojmą dopiero wówczas, gdy zapoznają się z opowieścią Marcina Kąckiego, w związku z czym przedwczesne zdradzenie ich znaczenia odebrałoby im niewątpliwą przyjemność jego samodzielnego odkrywania. Warto jednak zastrzec, że przystępując do lektury powinni zadeklarować o czym chcą przeczytać i o czym czytają – o kozie czy ludziach, a przede wszystkim nie rezygnować ze świetnej książki, jeśli od razu nie zrozumieli zasadności „Prologu” o takiej, a nie innej treści.

            Marcin Kącki rozpoczął swój reportaż od ukazania Andrzeja Leppera – trybuna ludu przed „wielką zmianą” – tego, mającego stać się „skutecznym graczem politycznym mierzącym we władzę” i jego spotkania z Piotrem Tymochowiczem: „Ekspert podchodzi do niewysokiego, krępego, ubranego w długą kurtkę i sweter, z grzywką wystającą spod czapki, przewodniczącego Samoobrony (…). – Mówię mu, że wygląda jak część inwentarza. Nie obraża się, prosi o konkrety. Mówię, że ma fryzurę jak spod garnka, a on: »Zmieniajmy, już!«  – wspomina Tymochowicz”[1]. Przedstawił wyniki raportu projektu „eksperyment Lepper”, zdradzając kulisy pracy nad sobą Andrzeja Leppera oraz jego sylwetki jako pojętego ucznia, zdradził i przekonująco uzasadnił między innymi dlaczego przesadna opalenizna szefa Samoobrony była świadomym i najlepszym z możliwych rozwiązań przy jego fizjologii. Dał następnie pogląd na lęki i sympatie, na których wyrosło rzeczywiste poparcie dla nowego wówczas ugrupowania. Na to co polityków stwarza i niszczy, innymi słowy ukazał drogę ku władzy.

            Dopiero później omówił jego życiorys, wskazując na momenty zwrotne oraz przełomowe, poświęcając więcej uwagi wątkom, które go uwarunkowały na resztę życia, wyłaniając spośród nich ten, uznany później za „trampolinę do wielkiej polityki”[2]. Przedstawił ich przyczyny i omówił konsekwencje, przywołując najciekawsze wydarzenia z dziejów sukcesu, takie jak na przykład powstawanie „fetyszu wódki”[3], działalności „posła-detektywa”[4] i wykorzystywanie machiny medialnej. Obszerny, a przy tym niezwykle ciekawy rozdział tej historii stanowi kwestia „walki o prawdę”, za którą zarówno lider, jak i partyjni działacze byli wielokrotnie skazywani[5].  

            Z rozmów przeprowadzonych przez Marcina Kąckiego gwoli skonfrontowania rzeczywistości z mitami (na przykład licytacji majątku Andrzeja Leppera) w które obrosła Samoobrona wyłonił się niezwykły obraz ugrupowania powstałego w wyniku wzmożonych wysiłków najróżniejszych ludzi. Dostrzegalne stało się dążenie do stworzenia „formacji lepperystów[6] i rozwijające się na gruncie tego ludzkie dramaty.

            Marcin Kącki, cytując Piotra Tymochowicza: „Nie wasza wina. To społeczeństwo jest chujowe, żadna ideologia go nie rusza. Trzeba brutalnie, cynicznie, socjotechnicze”[7] daje Czytelnikom wiele do myślenia w kontekście opowieści o ludziach i kozie. Nie oskarża, nie ocenia, ale poszukuje odpowiedzi na pytania o źródło sukcesu partii, której słusznie nie nazwał populistyczną[8], a obnażył jedynie skądinąd wstydliwą, społeczną nią fascynację. „Lepperiada” stanowi zatem zajmującą lekturę o skutecznym i społecznie oczekiwanym uwodzeniu, które zakończyło się nieszczęśliwym mariażem. Jest godną polecenia historią pewnego zauroczenia…

Joanna Rak

Książka jest dostępna na stronie Wydawnictwa Czarne: http://czarne.com.pl/katalog/ksiazki/lepperiada


[1] M. Kącki, Lepperiada, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2013, s. 8.

[2] Zob. tamże, s. 29.

[3] Zob. tamże, s. 46.

[4] Zob. tamże, s. 50.

[5] Zob. np. tamże, s. 56-61.

[6] Zob. tamże, s. 157.

[7] Tamże, s. 10.

[8] W tezach programowych Samoobrony RP można wyodrębnić elementy kilku różnych doktryn, na przykład agraryzmu czy nacjonalizmu. Nie jest to też – wbrew błędnym przekonaniom – partia antysystemowa, bo w dziejach RP wyrażała swoją akceptację dla demokratycznych reguł gry. Przestrzegała i akceptowała porządek konstytucyjny RP.

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “„Lepperiada”. Recenzja książki”

  1. Bardzo zachęcająca recenzja. A co do Andrzeja Leppera – życie polityczne w Polsce było znacznie bardziej ciekawe, gdy zasiadał jeszcze w Sejmie.

  2. Tylko, że: Lepper zmienił fryzurę już przed wyborami prezydenckimi w 1995 r., a Tymochowicza poznał ładnych parę lat później. To tyle, jeśli chodzi o wiarygodność ustaleń autora. Taką książeczkę można było napisać na podstawie wycinków prasowych z lat 2002-07, natomiast wyraźnie z niej wychodzi nieznajomość początków Samoobrony, realiów społecznych, ekonomicznych i politycznych lat 90-tych, a także profilu zaplecza społecznego i kadrowego ruchu. Znam red. Kąckiego, to miły chłopak, ale mający typową dla „GW” cechę besserwisserstwa: „wszystko wiem z góry, nie trzeba mi nic mówić – ale o co właściwie chodzi?”

  3. Panie Konradzie, przeczytałem tę książkę od razu po premierze i nie mogę się z Panem zgodzić. Wszystko jest podparte obszerną bazą źródłową, a komentarze Tymochowicza skomentowane przez autora. Trudno na postawie jednego cytatu z recenzji ocenić całą książkę. Poza tym Lepper nie raz zmieniał fryzurę. Naprawdę dobra książka, a recenzja ciekawa i dająca do myślenia.

  4. Wie Pan, podobno książkę kucharską może napisać osoba, która nie umie gotować. Ale dań z niej lepiej jednak nie jeść… Swoją drogą szkoda, że przed kilku laty swych planów napisania książki o Lepperze nie zrealizował kol. Michał Karnowski – w okresie, gdy był jeszcze jednym z lepszych w kraju dziennikarzy. Nie dość, że miał dobry warsztat, to także zebrane rzetelnie informację i wizję obrazu, jaki chciał przedstawić.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.