Lewicki: Co jest nie tak z Korwinem i Konfederacją?

Oczekiwania na przebicie progu wyborczego przez Konfederację były duże i na dodatek exit poll je potwierdzał. Ale ostatecznie bariera progu nie została pokonana. Komentarze są różne, całkiem nierzadko, także takie próbujące zwalać winę na elektorat: że nie dorósł, że mu się nie chciało, że zawiódł i tak dalej. No to na początek zadajmy sobie pytanie. Czy partia jest dla elektoratu, czy elektorat dla partii? Mnie się zdaje, że jednak partia jest dla elektoratu, i jej oferta programowa powinna być atrakcyjna i powinna odpowiadać wymaganiom jak największej liczby wyborców. Inaczej, jeśli program i zachowanie liderów partii nie odpowiada ludziom, to nic z tego nie będzie.

A jak jest z Konfederacją? Jej ważną cześć stanowi partia KORWiN, kolejna partia założona przez Janusza Korwin-Mikkego. Nie będą tu analizował tego co mówi od 30 lat pan Janusz, tylko przedstawię do kogo ta oferta trafia, kto to popiera w wyborach i dlaczego. Wyniki exit poll z wyborów do PE pokazują, że najwięcej wyborców Konfederacji jest wśród młodych mężczyzn, często jeszcze uczniów i studentów, w wieku 18-29 lat. Według danych, aż 18,5 proc głosowało tu na Konfederację. Im starsi wyborcy, tym bardziej ich chęć do głosowania na Konfederację spada, i wśród osób w wieku powyżej lat 60 wynosi już tylko 2,2 proc. Dodatkowo, w grupie wiekowej 18-29 lat frekwencja jest także najmniejsza, i wyniosła tylko 27,6 proc. Tymczasem większość wyborców w Polsce to są starsi ludzie. Średni wiek osoby udającej się na wybory, z uwzględnieniem frekwencji, to jest, jak obliczyłem, około 53 lata.

W Konfederacji dominuje Korwin-Mikke i jego ludzie z partii KORWiN. Ta nazwa została wymieniona jako pierwsza, zaraz po nazwie Konfederacja. Co zatem oferuje Korwin dla wyborcy mającego te 53 lata? Jest to zaawansowany już wiekiem obywatel mający za sobą często po trzydzieści i więcej lat pracy i powoli myślący o emeryturze. Korwin mówi mu, zresztą już od 30 lat, że ZUS już, już, bankrutuje i lepiej go zlikwidować, że świadczeń i zasiłków nie będzie, i być nie powinno, i że jeszcze trzeba całkowicie sprywatyzować służbę zdrowia. Zatem jaką perspektywę pan Janusz buduje dla przeciętnego wyborcy? Ano taką, że wkrótce umrze on w nędzy, albo z powodu braku emerytury, albo z powodu tego, że nie będzie go stać na opiekę lekarską. Jakże zatem się dziwić, że ten przeciętny wyborca nie chce nawet słyszeć o Korwinie i wybiera partię, która w programie ma dbanie o ludzi starszych i ją realizuje. Nie dziwi, w tej sytuacji, że tylko jakiś margines jest skłonny do głosowania na Korwina i jego partię.

To widać też w badaniach zaufania do polityków. Opublikowany niedawno sondaż IBRiS dla Onetu pokazuje, że Korwin-Mikke bije bezwzględny rekord jeśli chodzi o brak zaufania. Nie ufa mu aż 75,1 proc badanych, z tego aż 58,6 proc. „zdecydowanie”. Ufa mu zaś tylko 7,2 proc. To zupełnie nie dziwi, bo kto darzyłby zaufaniem osobę chcącą całkowicie zniszczyć cały system społeczny, bez oglądania się na konsekwencje takich działań. Nie dziwi też, że wśród tej garstki, tych 7,2 proc, znajdują się właśnie bardzo młodzi mężczyźni, większość z niech zapewne nie ma stałej pracy, lub nigdy nie pracowało, nie tworzy rodziny, mieszka z mamusią, i nie poczuwa się do żadnej solidarności, czy zobowiązań, wobec pozostałej części społeczeństwa.

To właśnie jest ta nisza, gdzie Korwin znajduje jakąś aprobatę, choć skala tego poparcia nie starcza by przejść przez próg wyborczy. Raz się udało, ale to tylko dlatego, że frekwencja była bardzo niska (mniej niż 24 proc) i nieliczni fani Korwina zapewnili mu miejsce w PE w roku 2014. Ale to się już nie powtórzy, nie ma na to żadnej szansy. Normalna partia powinna zwracać się, ze swoją ofertą, do wszystkich, a przynajmniej większości obywateli. Na tym polega polityka. Zatem to, co robi Korwin, to nie jest żadna polityka, to jest rodzaj kabaretu, taki Cyrk Monthy Pytona, gdzie Korwin, ustawiczne straszący bankructwem ZUS-u, przypomina spikera informującego widzów o tym, że ich pingwiny na telewizorach za chwilę wybuchną. To coś, lubią oglądać młodzi ludzie, pośmiać się z tego przy piwku, ale już iść i głosować, to raczej nie, bo i po co.

Efektem takiej pozornej działalności politycznej jest to, że marnuje się tylko wysiłek tych, którzy angażują się kampanie wyborcze Korwina. Partia ta ściąga w dół ludzi, którzy w normalnych warunkach mogliby osiągnąć sukces. Jest dla nich rodzajem kuli u nogi. Dam jeden przykład. W Bydgoszczy w ostatnich wyborach samorządowych wystartował komitet wyborczy wyborców „Czas Bydgoszczy CB2018.PL”. Pan Marcin Sypniewski, który powołał i prowadził ten komitet, startował także w wyborach na prezydenta miasta. Skończyło się to tym, że odniósł umiarkowany sukces uzyskując 8638 głosów, czyli 6,17 proc. Tymczasem w wyborach do PE, tenże sam Sypniewski, który jest też skarbnikiem w partii KORWiN, startował z 10 miejsca listy Konfederacji. Tym razem cała lista uzyskała w Bydgoszczy tylko 5688 głosów, zaś pan Sypniewski uzyskał w mieście tylko 2309 głosów, czyli tylko około jedną czwartą tego co uzyskał sam w wyborach na prezydenta. Widać, że szyld ugrupowania raczej mu nie pomógł, a jakby wprost przeciwnie.

I tak będzie, dopóki Janusz Korwin-Mikke nadal będzie epatował tą swoją narracją, czyli dywagacjami na temat konieczności prywatyzacji wszystkiego, bliskiego bankructwa ZUS i całego państwa, pedofilii, objętości mózgu kobiet, czy braku wiedzy Hitlera w sprawie Holokaustu i podobnymi tematami. Niektóre z nich mogą być dobre dla kabaretu, ale i to tylko na jeden sezon. To, że trwa to już 30 lat, to jest gruba przesada. W sumie zatem, może to i lepiej, że Konfederacja nie przeszła progu, gdyż inaczej Korwin i dwóch jego ludzi znalazłoby się w Brukseli, i ta cała absurdalna sytuacja przedłużyłaby się o następne pięć lat, A tak, jest szansa, że to się skończy wcześniej.

Konfederacja powinna pożegnać się z Korwinem, gdyż inaczej dalej będzie tylko takim dodatkiem i tłem dla ekscentrycznego szołmena, któremu nie wiadomo co może przyjść do głowy. No jest jeszcze jedno wyjście: rodzina tego pana może podjąć kroki by uniemożliwić mu marnotrawienie majątku na kolejne kampanie wyborcze, które nic nie dają, a są tylko stratą czasu i pieniędzy. Ostatnio Korwin wciągnął w tę zabawę jeszcze czterech członków rodziny i ta cała Korwin Family uzyskała łącznie mniej niż 50 tys. głosów, czyli tylko dziesiątą cześć tego co jedna Beata Szydło. I jak tu się dziwić, że Korwin chciałby odebrać prawa wyborcze kobietom.

Stanisław Lewicki

[Głosów:42    Średnia:3.3/5]
Facebook

16 thoughts on “Lewicki: Co jest nie tak z Korwinem i Konfederacją?”

  1. Jeszcze raz powtórzę to, o czym niedawno wspomniałem. W Polskich warunkach – w kraju, który był członkiem antyzachodniego i antykapitalistycznego bloku RWPG + UW – próba łączenia leseferyzmu z eurosceptycyzmem, to zajęcie karkołomne. Mentalny podział na lewicowych, ruskich komuchów i prawicowych, euro-amerykańskich solidaruchów jest w zbiorowej podświadomości nadal obecny. Typowi wyborcy dostają dysonansu poznawczego, gdy słyszą o prozachodniej lewicy i prorosyjskiej prawicy. No, chyba że przez tą lewicę rozumiemy postmodernistów w stylu R. Biedronia. Natomiast mówienie, że w zamierzchłych czasach polska prawica była prorosyjska – wprowadza przeciętnego Polaka w osłupienie. Polska pamięć historyczna, to głównie PRL i III RP. To PiS próbuje do tego dołożyć II RP. Natomiast z punktu widzenia większości ludzi – wybory w 1989, upadek Muru Berlińskiego, rozpad ZSRR, koniec RWPG i UW, krach realnego socjalizmu a potem wstąpienie do NATO i UE, to jak chwycenie Pana Boga za nogi. W byłych demoludach, leseferystyczni eurosceptycy to margines. Tu krytyka Zachodu długo będzie kojarzona z lewicowością, marksizmem i sowieciarstwem. To w Zjednoczonym Królestwie istnieje coś takiego, jak leseferystyczny eurosceptycyzm. Doskonale zdają sobie z tego sprawę platformersi, nowocześni, Gwiazdowski i Kukiz, ale najwyraźniej nie Korwin.

    1. Faktycznie, u Kukiza i Gwiazdowskiego pięknie to zadziałało… Kolejny domorosły analityk nam się objawił.

  2. Heh! Coś w tym jest. Skończyłem 52 lata i chociaż do emki jeszcze kilkanaście lat to zaczynam o niej myśleć, a właściwie o jej braku( dostanę kilkaset zł/mc), ale głosowałem na konfederację, bo innej prawicowej, konserwatywnej oferty nie ma.
    Nie ukrywam, że przyciągnęła mnie najbardziej osoba ( choć inni mi nie przeszkadzają) Pani Kai Godek bo uważam aborcję za barbażyństwo.

  3. Francuski “Front Narodowy” przebił się mocniej dopiero po tym, jak doprowadzono do wyrzucenia starego Le Pen. Z “Konfederacją” może być podobnie. Dobra uwaga, Panie Lewicki.

    1. Bzdura! “Stary” Le Pen dostawał też ponad 20% poparcia wyborczego. A obecni jego spadkobiercy zbierają owoce jego przepowiedni o wyskokach bombowych imigrantów.

  4. Zgadzam sie z autorem artykułu – wersja konserwatywnego liberalizmu głoszona przez JKM (tzw. “korwinizm”) jest całkowicie niestrawna dla większości społeczeństwa. Myślę, że bardziej umiarkowana (albo chociaż umiarkowanie głoszona – bez sławnego “za Hitlera podatki były niższe” i innych naleciałości tego typu) wersja tej doktryny mogłaby być atrakcyjna dla sporo większej grupy potencjalnych wyborców. Jednak jak pokazuje historia, każdy projekt konkurencyjny dla JKM jest skazany na porażkę – twardy elektorat zmienia szyldy partyjne razem z nim. Czyli – z Korwinem źle, bez niego jeszcze gorzej.

    1. Sęk w tym, że ludzie głosują na Korwina głównie dlatego, że jest wolnorynkowcem. Konserwatyzm ich nie obchodzi. W ogóle JKM mógłby odrzucić konserwatyzm pozostając przy czystym liberalizmie i wiele by to nie zmieniło. Nie jest tym samym prawdą, że JKM marnotrawi głosy jakiś konserwatystów, czy narodowców. On marnotrawi głosy liberałów. Pierniczenie, że powinien być mniej leseferystyczny a bardziej tradycjonalistyczny jest bez sensu. Jeśli miałby poszerzyć elektorat, to powinien być hiperbalcerowiczowski, żeby znokautować PO i Nowoczesną. Do tego powinien łagodniej obchodzić się z UE, choć nie koniecznie zaraz mówić o eurokapitalizmie i euroliberalizmie. Powinien być bardziej homo americanusem niż homo europaeusem.

      1. UE to samo zło, ale dla zubożałych Polaków to okno na świat i możliwość zarobienia 1200 euro, co w Polsce prowincjonalnej jest sumą niemałą. Dlatego ataki na UE głosów nie przyniosą. Wyborca jest klientem i należy rozpoznać jego potrzeby a potem konstruować program wyborczy. Inaczej nie wygra się wyborów. Taka jest natura demokracji.

        1. Otóż to! UE, to dla socjal-Polaka z b. demoludów, oaza euro-liberalizmu, euro-kapitalizmu i euro-wolnego rynku – siedlisko burżujstwa. Niestety, ale naleciałości i kompleksy z czasów PRL robią swoje. Coca-Cola, hamburgery, jeansy, amerykańskie bazy, towary “made in Germany” – wszystko to składa się na ten zgniły, imperialistyczny Zachód, który upokorzył sowieciarzy i bratnie narody z demoludów. Polaczek zawsze będzie czuł się gorszy, bo nawet jeśli nie utożsamiał się z PZPR, to poczucie przegranej nosi w sobie. Nawet jeśli zbuntuje się przeciw UE, to będzie to raczej reakcja zakompleksionego prowincjusza, który odreagowuje frustrację.

  5. Kolejny raz śpiewka o tym, że wszystkiemu winny jest Korwin. Tylko jakoś wszystkie te partyjki bez Korwina nie potrafią zebrać choćby 1/5 jego poparcia. Gdyby tym wszystkim ludziom, którzy tworzą Konfederację zależało na tym żeby trafiać w gusta jak największej grupy Polaków żeby zdobyć mandat to by się zapisali do PiS czy PO i obiecywali 500+. A chodzi o to żeby Polskę zmienić. W Polsce nie wygra prawica, bo Polacy mają lewicowe poglądy, są socjalistami i antyklerykałami. Różnica między Polską a zachodem jest taka że w Polsce jest kult działań pozornych i efekciarstwa z czego wynika pewne przywiązanie do tradycji.

    1. To efekciarstwo, to kult postaw symbolicznych i gadania zamiast kultu działania – aktywizmu i materializmu. Lubowanie się w obchodach, marszach, apelach, rocznicach, sztandarach, wieńcach, zniczach i płomiennych mowach. Widać to w przypadku gadaniny księży w kościele, gdzie jest długo i rozwlekle. To samo na inauguracji roku szkolnego, gdzie dyrektor gada i gada. Obchody świąt państwowych – to samo. Nawet na forum ateista.pl, w dziale “polityka” jest taki temat “PiS – co zrobił a nie co powiedział”.

  6. Nie rozumiem, dlaczego p. Lewicki chce zabronić komuś działalności politycznej? Czy nawet ma komuś za złe jego poglądy i chciałby go – jak wynika z tekstu – przymuszać do ich zmiany. Każdy może oczywiście krytykować Korwina czy kogokolwiek, a nawet podjąć działalność polityczną w innym, czy nawet całkowicie przeciwstawnym kierunku i szukać poparcia wyborców – i do tego zachęcam p. Lewickiego. Poza tym nieprawdą jest, że Korwin postuluje zniesienie emerytur od zaraz i dla wszystkich (co jednoznacznie sugeruje autor). Wręcz przeciwnie, opcja konserwatywno-liberalna w osobach m.in. Korwina i Michalkiewicza jest zapewne jedyną, która naprawdę poważnie podchodzi do gwarantowania emerytalnych praw nabytych, tj. deklaruje bezwzgledne wypłacanie emerytur tym, którzy już rozpoczęli płacić składki.

    1. Demokracja i państwo socjalne się zawalą w ciągu 10 lat, ale na razie wyborca chce utrzymania dotychczasowego systemu i nic na to nie poradzisz.

  7. Od 30stu prawie lat ciagle slysze “ja to bym glosowal na jkm gdyby nie opowiadal o …” i tu nastepuje lista pogladow ogolnie okreslanych jako konserwatywne. Mysle, ze partia czysto liberalna spokojnie zdobylaby 15% glosow.

    No ale i tak nie ma to znaczenia. Ludzkosc bedzie sie staczac dopoki nie zastapimy czytania Biblii czytaniem ksiazek Ayn Rand.

  8. Wszyscy komentujący po trochu mają swoją rację. Zapominamy tylko, że w dobie partiokracji i wszechwładnych mediów (braku dostępu do nich), politycznego i gospodarczego zaplecza, ogromnych pieniędzy i aprobaty “czynników wewnętrznych” o zewnętrznych nie wspominając nie ma żadnej szansy na zmianę politycznej sceny w Polsce.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *