Lewicki: Czy amerykańskie zaangażowanie militarne w Polsce jest realne?

 
Antoni Macierewicz zapewnia, że nasz sojusznik, czyli USA, jest gotowy nas obronić, zachwycając się nad tym jednym batalionem, który ma się w przyszłym roku pojawić w Polsce. To bardzo dziwne, że pan Macierewicz taką wagę przykłada do tego jednego amerykańskiego batalionu, gdy polska armia posiada obecnie w swym składzie takich batalionów chyba ze czterdzieści.

Zbadajmy też, czy rzeczywiście US Army dysponuje siłą, która zdolna jest, w razie czego, wyprzeć z Polski potencjalnego agresora, czyli konkretnie Rosję. Niestety analiza dokumentów, raportów, analiz przedstawiających stan i możliwości armii amerykańskiej nie pozostawia złudzeń. W ostatnich latach, gdy Rosja zdecydowanie rozbudowuje swoje siły zbrojne i unowocześnia je, to USA bardzo poważnie je redukuje, wstrzymuje modernizację i osłabia możliwości działania.

Heritage Foundation,  jeden z najbardziej wpływowych konserwatywnych think tanków w USA, przedstawił swoją oceną możliwości armii amerykańskiej za 2016 rok i wystawia jej ogólną oceną – słaba (weak). [i]
Oto podstawowe kwestie, które decydują o takiej słabej ocenie: US Army podlega wielkim redukcjom; jeszcze w 2013 roku składała się ona z 45 brygad (BCT – Brigade Combat Team), z tego 17 pancernych, 20 piechoty, 8 na pojazdach Stryker, lecz administracja Obamy zadecydowała o zredukowaniu ich liczby do 32 brygad w 2015 r. ( 9 pancernych, 15 piechoty, 8 na pojazdach Stryker), a w 2017 będzie już tylko 30 brygad (9 pancernych, 14 piechoty, 7 Stryker). Czyli w ciągu tylko czterech lat zniknie jedna trzecia sił lądowych USA. Jeszcze w 2011 r. liczyła ona 566 tys. personelu militarnego, gdy w 2016 będzie to już tylko 450 tys., a przewiduje się dalszą redukcję do 420 tys., zaś w roku 2019 jeszcze trzeba będzie zredukować 30 tys.
O planach redukcji armii generał Daniel Allyn, wiceszef US Army, mówi wprost, że są powody by obawiać się o przyszłość, gdyż okazuje się że jakość tej okrojonej armii jest także na słabym poziomie;  tylko 12 brygad jest utrzymywana w gotowości do podjęcia działań militarnych. Ponadto 162 tys. żołnierzy jest już teraz rozdysponowana po bazach aż w 150 krajach, tak że w przypadku zaistnienia jakiegoś nagłego kryzysu nie ma sił które można by użyć by na niego odpowiedzieć. [ii]
Raport Heritage Foundation  powinni sobie przeczytać ci politycy obecnego obozu rządowego, którzy wszystkie swe kalkulacje wojenne opierają na potencjalnym wielkim zaangażowaniu wojsk USA. Otóż takiego zaangażowania nie będzie, bo być nie może, bo USA nie dysponuje poważnymi siłami, które mogłyby skierować na środkowo-europejski teatr wojenny. Należy pamiętać, że Rosja dysponuje 22 brygadami wojsk lądowych utrzymywanymi w stałej gotowości. Gdy to się porówna do 12 brygad amerykańskich widać gdzie jest przewaga, a ta przewaga jest jeszcze większa, gdy uświadomimy sobie, że USA angażuje się na całym globie i ma swoje bazy w 150 krajach świata. Dobrze by było gdyby polscy politycy wzięli te uwarunkowania pod uwagę, zamiast pobrzękiwać szabelką i liczyć na sojusznika, którego armia jest przeciążona rozlicznymi zadaniami i samego określającego swą armię jako słabą.
Anthony H. Cordesman, znany specjalista innego ważnego think tanku zajmującego się polityką międzynarodową – CSIS (Center for Strategic and International Studiem) zwraca uwagę, że obecnie USA już prowadzą aż pięć wojen w różnych miejscach świata: Irak, Syria, Libia, Jemen i niekończącą się wojnę w Afganistanie. Ta sytuacja powoduje maksymalne naprężenie sił USA, a w toczącej się kampanii wyborczej o tych wojnach, ani i sposobach ich zakończenia, w ogóle się nie rozmawia. To pokazuje do jakiego stanu zapaści doszły także elity USA. [iii]

Wszystko to razem wskazuje, że USA nie będą zdolne zaangażować się w kolejną wojnę, poza toczącymi się już pięcioma obecnymi. Polską racją stanu powinny być działania by  bezwzględnie uniknąć błędu pułkownika Becka, który dał się wepchnąć do wojny podobnie nierealnymi i z premedytacją oszukańczymi gwarancjami ze strony Wielkiej Brytanii, która także w ’39 roku nie miała wystarczających sił by je przysłać na pomoc Polsce. Obecnie sytuacja jest jeszcze bardziej niepokojąca, albowiem Anglia jednak, w miarę jak Niemcy rozbudowywały swoje siły zbrojne, także zabrała się do wzmacniania swoich, a teraz USA poważnie redukuje swoją armię, czym daje wyraźny sygnał, że na żadną wojnę z Rosją się nie wybiera, a co najwyżej może starać się wepchnąć do tego konfliktu z Rosją jakieś kraje, na których USA nie zależy, na przykład takie, co to według waszyngtońskich urzędników, były głównymi pomocnikami przy Holokauście i gdzie obecnie nie szanuje się demokracji liberalnej i praw osób LGBT. Jaki to może być kraj? Widzicie jakiegoś kandydata?

Stanisław Lewicki

[i] http://index.heritage.org/military/2016/assessments/us-military-power/us-army/

[ii] http://www.heritage.org/events/2016/06/general-allyn

[iii] https://www.csis.org/analysis/us-wars-iraq-syria-libya-and-yemen-what-are-endstates?block4

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *