Lewicki: Czy Polska może uniknąć wciągnięcia w wojnę?

 

Zaczynają się dla naszego kraju zarysowywać coraz bardziej niebezpieczne perspektywy związane z wojną na Ukrainie. Od samego jej początku, w lutym 2022 roku, byliśmy mocno zaangażowani we wspieranie Ukrainy i jeśli chodzi o ilość dostarczonej broni, to w pewnych jej kluczowych segmentach, jak czołgi, dostawy z Polski to nadal aż około połowy wszystkich czołgów dostarczonych Ukrainie. Dokonałem podsumowania danych z otwartych źródeł i wyszło, że Polska dostarczyła do tej pory Ukrainie 330 czołgów, zaś wszystkie pozostałe państwa razem tylko 315.
Nasz ówczesny rząd podjął wtedy duże ryzyko dostarczając masowo broń i amunicję dla Ukrainy w sytuacji gdy inne, o wiele od Polski silniejsze państwa, wstrzymywały się, z uwagi na możliwą reakcję Rosji, z wysyłaniem broni do obszaru tego konfliktu. Dziś tamte, bardzo ryzykowne dla Polski, działania naszego rządu zostały już zapomniane, a podziękowaniem ze strony prezydenta Ukrainy Zełenskiego było mało zakamuflowane oskarżenie Polski, na forum ONZ, o współdziałanie z Putinem.

Pamiętać też należy, że pierwszym politykiem, który otwarcie mówił o możliwości wysłania wojska na Ukrainę, był Jarosław Kaczyński, który już 15 marca 2022 roku, podczas wspólnego z premierami Czech, Polski i Słowenii  wyjazdu do Kijowa, stwierdził: „Potrzebna jest misja pokojowa NATO lub szerszego układu międzynarodowego, która będzie w stanie także się obronić i która będzie działała na terenie Ukrainy”.
Wtedy była to szokująca, wręcz nie do pomyślenia, propozycja i można było odnieść wrażenie, że przywódcy Zachodu, w tym USA, mogli dojść do przekonania, że to Polska jest  chętna to udziału w takiej ekspedycji i należy raczej ją przed tym powstrzymywać i dawać sygnały, że w przypadku nierozważnego wplątania się Polski w tę wojnę, nie będzie to objęte systemem gwarancji NATO.

Od tego oświadczenia Jarosława Kaczyńskiego upłynęło prawie dwa lata i pod koniec lutego 2024 roku, podczas  spotkania 20 przywódców państw europejskich w Paryżu, prezydent Francji, Emmanuel Macron, nie wykluczył, że członkowie NATO i UE mogą w przyszłości wysłać swoje wojska na Ukrainę. Ta sprawa miała była omawiana podczas wspomnianego spotkania ale nie osiągnięto konsensusu. Były też jakieś przecieki co do tego, które to państwa miały być za wysłaniem wojska.
Kwestia musiała być postawiona poważnie, skoro przywódcy dwóch państw, Węgier i Słowacji, publicznie i sposób zdecydowany odrzucili jakąkolwiek możliwość uczestniczenia w takiej imprezie. Sprawa ta jednak zaczęła żyć swoim życiem i weszła niejako na stałą agendę polityczną. Nie ma już prawie dnia, by o tym nie mówiono.

Ponieważ żadne państwo konkretnie nie zadeklarowało posłania swoich żołnierzy na Ukrainę, to zrobił to w końcu sam prezydent Macron i w dniu 27 maja pojawiła się informacja, że będą wysłani francuscy instruktorzy by szkolić ukraińskie oddziały na tamtejszych poligonach.
W kontekście tego, że możliwość wysłania własnych żołnierzy na Ukrainę odrzuciły Stany Zjednoczone, Wielka Brytania i Włochy, nie mówiąc już o Niemczech, to trzeba stwierdzić, że Francuzi wychodzą na najodważniejszych w całej Unii i NATO. Nie wiemy dziś na ile im tej odwagi wystarczy, ale tak to właśnie wygląda.
Ponieważ Polska sprawiła zawód wielu zagranicznym obserwatorom i nie zadeklarowała stanięcia w pierwszym szeregu tego przedsięwzięcia to zaraz pojawiły się zachęty, wyrażane przez niemieckich polityków (CDU, FPD i Zieloni), byśmy przynajmniej przystąpili, działając ze swego terytorium, do zestrzeliwania rosyjskich rakiet nad Ukrainą.
I tu kolejne dla nich rozczarowanie, bo znowu nikt poważny w Polsce tego nie poparł. Pewnie dlatego, że każdy przytomny człowiek wie, że aktywowanie obrony przeciwlotniczej wymagałoby, dla bezpieczeństwa, wyłączenia także własnego cywilnego ruchu lotniczego na sporym obszarze, gdyż inaczej istnieje ryzyko, że możemy strącić własny samolot. Inną rzeczą jest też przecież oczywista sprawa, że włączanie się do działań militarnych w przestrzeni powietrznej Ukrainy oznacza faktyczne wejście do tej wojny.

Niemcom mało lub wcale nie zależy na bezpieczeństwie Polski, stąd takie ich rady nie dziwią. Dla znających trochę historię może to przypominać działania ze strony Prus w prowokowaniu powstania styczniowego, czy też wcześniej ich oszukańcze zapewnienia o wsparciu Rzeczpospolitej podczas Sejmu Wielkiego, co skutkowało wejściem Polski w wojnę z Rosją i ostatecznie drugim rozbiorem.
W obu tych przypadkach Prusy odniosły duże korzyści, oczywiście kosztem Polski.
Francuzi też uważali nas za łatwych do wykorzystania w swoim interesie. To sprawa znana od czasów Napoleona, który nie wahał się poświęcać polskich żołnierzy w samobójczych akcjach, a swoim generałom mówił: „zostawcie to Polakom”. A jak przestali być potrzebni w wojnach europejskich to zostali wysłani na Santo Domingo, by tam masowo umierali walcząc o francuskie kolonie.
Jest zatem oczywiste, że dziś, z tak zakodowanym wyobrażeniem głupiego Polaka, Niemcy i Francuzi mogą czuć zdziwienie, że Polacy nie śpieszą się na Ukrainę. Tym niemniej te wysiłki, by jednak popchnąć nas do wojny, nie ustają.

Najbardziej, co oczywiste, zależy na tym rządowi w Kijowie, któremu mocno zaczyna brakować siły żywej na froncie i dlatego oficjalnie zwrócił się do Warszawy o wzięcie udziału w szkoleniu ukraińskich poborowych. Dobrze się stało, że nasza odpowiedź wykluczyła możliwość wysłania polskich żołnierzy  na teren Ukrainy. Byłoby to zbyt niebezpieczne, gdyż zwiększałoby możliwości wszelkich prowokacyjnych działań mających na celu wciągnięcie nas do wojny. Ukraina nie rozliczyła się dotychczas z incydentu w Przewodowie, który także mógł mieć znamiona tego rodzaju prowokacji. Ogromna większość  ludzi w Polsce jest świadoma tych zagrożeń i aż 71 proc. respondentów sondażu  SW Research dla Rzeczpospolitej wyraziło sprzeciw dla wysyłania polskich żołnierzy na Ukrainę, a tylko 9 proc. dopuściło taką możliwość.
Jeśli zaś Francja i takie potęgi jak Litwa i Estonia bardzo chcą wysłać swoich żołnierzy na Ukrainę, to należy kurtuazyjnie puścić ich przodem i podziwiać determinację. Tak często i z wiadomym skutkiem odgrywaliśmy w ostatnim stuleciu rolę bohaterów, że pora dać szansą i innym, by się też wykazali.

Stanisław Lewicki

Click to rate this post!
[Total: 51 Average: 4.9]
Facebook

9 thoughts on “Lewicki: Czy Polska może uniknąć wciągnięcia w wojnę?”

  1. nie rżnij pan głupa z tym „wciąganiem Polski do wojny”>polska jest w tej 'wojnie’ od zawsze o tym zadecydował nasz najważniejszy sojusznik czyli USA: sprzęty , mięso armatnie i kasa!!! a będzie tego jeszcze WIĘCEJ i i LEPIEJ bo tak każe nasz najważniejszy sojusznik czyli USA a ponieważ w tej 'wojnie’ to jednak ukronazi nie odnoszą sukcesów i tak zostanie ale pomija gostku jeden 'wątek’>to jest wojna USA z PUTINEM i zapewniam cię gostku>Putin (znaczy się Federacja Rosyjska) tej wojny nie przegra a to oznacza że jej nie wygrają USA i sojusznicy a dzisiaj>kiedy te cepy amerykańskie 'pozwoliły ukronazi używać broni amerykańskiej i sojuszników do atakowania celów w Rosji to Putin (ustami Miedwiediewa) zapowiedział, że zostaną zaatakowane kraje sojuszników czyli Ukropolin też się oberwie.

  2. Podstawowym powodem wojny na Ukrainie jest chęć odcięcia Unii od Rosji i podporządkowaniu jej USA. Niemcy czy Francja w tym procesie są takim podmiotem jakim były przy wysadzaniu rurki na dnie Bałtyku czyli są widzami własnej klęski. Nikogo nie obchodzi Ukraina i nikt nie będzie specjalnie za nią walczył. Podejrzewam że bardziej chodzi o dogadanie się z Putinem w sprawie jej rozbioru. Jakieś wojska tam stać przecież muszą a ukraińskie leża na cmentarzu. USA zaś chcące sobie podporządkować Unię chce jej jak najwięcej bo jej potrzebna jest jej gospodarka . Ma kupować ich gaz itd żeby ratować amerykańskiego dolara. Nie chcą nas wepchnąć w wojnę bardziej liczą na kolorowa rewolucje w Moskwie, dlatego podtrzymują konflikt w nadzieji że Rosji w końcu powinie się noga. Obecnie to przykrywają propaganda fałszywa żeby ostudzić prawicę europejską i chcą federalizowac Unię pod hasłami antyamerykańskiej antyizraelskimi. To pokazały wycieki z fundacji Rockefellera że to zmyłka. USA z Europy się nie wycofują, Niemcy nie rosną w siłę. USA zagania nas do kołchozu planowo jak planowo chcieli zrobić gospodarkę planową rewolucja w Rosji i planowo zrobili plan Marshalla.

  3. Pytanie jest źle postawione, bowiem Polska JAK NAJBARDZIEJ MOŻE (w sensie: takie możliwości są, dość z nich skorzystać) uniknąć wojny, już dzisiaj wycofując się z dalszego angażowania się w tą ukraińską awanturę, to po pierwsze, a po drugie: w ogóle dystansując się od tego na wzór Węgier.
    Właściwe pytanie brzmi: czy Polsce na to pozwolą? Niestety, nie wygląda na to. Agentura Polską zarządzająca na zlecenie właścicieli „Polska sp. z o.o.” wyraźnie chce wepchnąć nas wszystkich w tę przepaść.

  4. Polska przestała byc krajem suwerennym w 1990 roku.
    Od tego czasu, wszelkie strategiczne decyzje zapadają w AMBASADZIE.
    Kolejnym suwerenem stała się Bruksela, dzięki smyczy finansowej.

    Co jest tego przyczyną?
    KASA.
    Brak patriotów.
    Wysyp idiotów….

    Obserwowałem kolejne etapy odcinania Rosji i Chin od europejskiego rynku.
    To dzieje się od kilkunastu lat.
    Tranzyt towarów ze wschodniego kierunku staje się niemożliwy.

    Ps.
    Najbardziej wkurzające jest działanie Polski przeciwko Białorusi.
    Na własny koszt.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *