Lewicki: Łukaszenka, Endecy i Rosja

Trzy tygodnie temu opublikowałem tekst na temat przełomu jaki nastąpił  w podejściu do forsowania granic państw europejskich przez migrantów, czego początkiem może być zdecydowana postawa władz polskich wobec prób przechodzenia osób, zaopatrzonych w wizę białoruską, przez polska granicę w drodze do Niemiec, lub dalej. Kontrola nad własnymi granicami jest podstawowym atrybutem, nie tylko suwerenności, ale wręcz państwowości. Państwo, które nie jest w stanie tego zapewnić, nie może być uznane za państwo poważne. Polska została przetestowana pod tym względem przez Łukaszenkę, którego służby poważyły się na zorganizowanie próby sforsowania przejścia granicznego w Kuźnicy. Podczas starć na granicy rannych zostało kilkunastu polskich funkcjonariuszy, ale agresywnych intruzów powstrzymano.

Ogromna większość naszego społeczeństwa popiera działania służb naszego państwa na granicy. Według sondażu Instytut Badań Pollster, przeprowadzonego w dniach 22-23 listopada dla Super Expressu, wynika, że aż 84 proc. badanych dobrze ocenia pracę żołnierzy, policjantów i strażników granicznych na granicy polsko-białoruskiej. Komentując ten sondaż, SE napisał: Polacy stoją murem za funkcjonariuszami. Olbrzymia większość Polaków jest całym sercem za działaniami polskich służb mundurowych”. Taki wynik sondażu pokazuje, że Polacy są solidarni ze swoim państwem, z jego funkcjonariuszami. To mnie cieszy, tym bardziej, że wszelkie lewicowo-liberalne media starają się, już od dłuższego czasu, podważać i dezawuować działania władz na rzecz zabezpieczenia granicy.

Tymczasem obecnie, napięcie na granicy zdaje się obniżać i Łukaszenka zabiera swoich turystów i wysyła ich z powrotem do krajów pochodzenia. Nie ma jednak zgody co do przyczyny, która spowodowała tę zmianę. Jedni wskazują na zdecydowanie strony polskiej, inni na rozmowę jaką przeprowadziła z Łukaszenką, udająca się właśnie na emeryturę, pani Merkel. Jaka by ta przyczyna nie była, to w przypadku uległości strony polskiej sytuacja wyglądałaby dziś inaczej, a kryzys, który wydaje się być zlokalizowany, nabrałby wymiaru europejskiego, oznaczając otwarcie  nowego szlaku przerzutu migrantów do UE.

Ten mój skromy tekst sprzed trzech tygodni, został, pod zmienionym tytułem, opublikowany także na portalu Myśl Polska. Co ciekawe, wzbudził on dyskusję i jeden, mocno zaakcentowany, głos odmienny red.  Adama Śmiecha. Nie będę tu szczegółowo wdawał się w polemikę, co do opinii tego autora, chcę tylko zwrócić uwagę na pewne niekonsekwencje, wręcz sprzeczności, wynikające z jego stanowiska. Na zakończenie swojego tekstu, zastrzegł, że jego w przypadku: „Brak solidarności z własnym państwem nie oznaczał automatycznie solidarności z państwem obcym …”. Przedtem zarzucił mi jednak absolutyzowanie kwestii obrony granicy przez obecne państwo polskie, pokazując, przy tym, rozmaite konteksty relacji polsko-białoruskich, które doprowadziły do dzisiejszego kryzysu. Z niektórymi jego ocenami można by się nawet zgodzić, tym niemniej ogólna wymowa, że chyba nie należy tak zdecydowanie bronić granicy, co oznacza pośrednio zgodę na  jej siłowe przekraczanie przez nieznane osoby, jest dla mnie nie do zaakceptowania.

To, że takie niejasne stanowisko względem ochrony granicy ma lewica, jest dla mnie zrozumiałe, natomiast, gdy głosi je osoba powołująca się wprost na Endecję, to budzi moje zdziwienie. Chciałbym przypomnieć tutaj, że jeśli chodzi o tę kwestię, to nie musimy wyprowadzać endeckiego podejścia z interpretacji jakichś innych zdarzeń, ale mamy przykład, który bezpośrednio pokazuje jakie było to stanowisko. Otóż,  po odzyskaniu niepodległości, także mieliśmy problemy z utrzymaniem kontroli na granicy wschodniej Rzeczpospolitej, która była  penetrowana przez agentów, przemytników, terrorystów, ale także liczne i uzbrojone grupy dywersyjne. W 1924 roku, endecki rząd premiera Władysława Grabskiego postanowił zapewnić bezpieczeństwo na granicy i powołał specjalną formację – Korpus Ochrony Pogranicza. Co ciekawe, ówczesna lewica, także krytykowała KOP za rzekome łamanie praw człowieka względem ludności usiłującej granice przekraczać.
Mamy zatem, w kwestii ochrony granic, wybór; albo przyjmujemy stanowisko endeckie, albo lewicowe.

Co do tego, jakie stanowisko w Polsce przeważa, nie mają wątpliwości także rosyjscy analitycy i politolodzy. W dniu 10 listopada, jeszcze przed pamiętnym szturmem w Kuźnicy, w rosyjskiej telewizji, podczas programu „Wieczór z Władimirem Sołowiowem”, dyskutowano właśnie o kryzysie na granicy polsko-białoruskiej. Tam nie stosują wcale zasad poprawności politycznej, przeto program ma swoje walory rozrywkowe, choć uprzedzę, że prezentowane tam opinie o Polsce są obecnie, w większości, negatywne. Bezceremonialnie zarysowano istotę konfliktu. Jeden z komentatorów tak ocenił działania Łukaszenki, polegające na ściąganiu migrantów: „Baćka starał się zarobić parę groszy”.
Ciekawą opinię, wielce znaczącą i dającą prawidłową prognozę, wygłosił znany ekspert, politolog i pułkownik rezerwy, Siemion Bogdasarov. Stwierdził wprost, że Łukaszenka, w swoich działaniach, nie uwzględnił zdecydowania Polaków: „- Polska, to nie Grecja. … Polacy ich [migrantów] nie przepuszczą. Polacy to nie Grecy. To twardy naród … i te rejsy z migrantami to [Łukszenka] na próżno zrobił. Oni nie przejdą. Polacy ich nie przepuszczą. …. Ja nie przepadam za państwem, które jest  dla nas, jak Polska, powodem bólu głowy, chociaż do polskiego narodu ja się zawsze odnoszę z szacunkiem. … W tej sprawie oni jednak postępują prawidłowo, bronią swoich mieszkańców, swojego terytorium.” Okazało się, że Bogdasarov miał tu rację. Prawidłowo ocenił Polaków i przewidział ich postępowanie.


W Rosji kultura polityczna jest taka mocno męska i tam ten, kto twardo i zdecydowanie broni własnych interesów (Rosjanie o takich mówią: krutoj, żestokij), prędzej znajdzie szacunek i zrozumienie niż ktoś uległy, a tym bardziej osoba, która, dla jakichś korzyści, gotowa jest działać w obcym interesie. Takich, co zrozumiałe, oni traktują jak prostytutki.

Co zaś do samego Łukaszenki, to popełnił on sporą liczbę błędów. Jak był jego cel? Według mnie polegał on na zachowaniu władzy i następnie przekazaniu jej synowi Mikołajowi, którego foruje już od dłuższego czasu, pokazując wszędzie, gdzie tylko może. Zabrał go nawet, kilka lat temu, do USA i przedstawił prezydentowi Obamie. Chciałby powtórzyć to co udało się w Azerbejdżanie, gdzie Hajdar Alijew przekazał władzę swojemu synowi. Okazało się jednak, że na Białorusi taka sztuka nie da się wykonać. Łukaszenka dość  umiejętnie manewrował między Rosją, Chinami i Zachodem, lecz ostatnio, z powodu zmiany sytuacji międzynarodowej, jak i własnych błędów, obsunęła mu się noga. Zmiana sytuacji polega na tym, że Chiny wycofały się obecnie z aktywnych działań na obszarze posowieckim, obawiając się, że może to skłonić Rosję do przejścia na stronę USA, w ich konflikcie z Chinami. Na Chiny, które poprzednio były dla niego silnym oparciem, Łukaszenka już liczyć nie może. Z kolei, w swoich kontaktach z Zachodem Łukaszenka posunął się, z punktu widzenia Rosji, zdecydowanie za daleko, prowadząc w lutym ubiegłego roku, czyli całkiem niedawno, polityczne rozmowy z sekretarzem stanu Pompeo w Mińsku na temat dostaw węglowodorów z USA i ogłaszając, że chce rozbudować rurociągi by otrzymywać ropę z portów państw bałtyckich. Na dodatek, co już musiało wywołać w Rosji alarm, w marcu ubiegłego roku komandosi białoruscy i brytyjscy przeprowadzili pod Witebskiem, niedaleko od granicy z Rosją, wspólne ćwiczenia.

Tak blisko Moskwy, wojska NATO nigdy się jeszcze nie znalazły. Łukaszenka popełnił błąd prowokując Rosję w taki sposób. Zapewne Łukaszenka liczył, że dając Zachodowi takie sygnały wskazujące na możliwość porzucenia przez niego Rosji, doprowadzi do zaakceptowania swojej władzy i gładkiego przejścia nadchodzących wyborów. Podczas kampanii wyborczej mówił, chcąc zapewne postraszyć Zachód, o groźbie Majdanu w Mińsku zorganizowanego za pieniądze rosyjskich oligarchów. Nic to nie dało i nastąpiła wielka aktywizacja opozycji, wspieranej przez Zachód, choć są także wskazania, że wsparcie szło też z Rosji. Tak twierdził, zatrzymany w Mińsku, Raman Protasiewicz, który ujawnił, że jeden z liderów tej opozycji, Sciapan Puciła, otrzymywał pieniądze od jakiegoś rosyjskiego oligarchy. Łukaszenka skarżył się nawet z tego powodu w Rosji, ale żadnego wrażenia to nie zrobiło.

Rosja realizuje konsekwentnie swoją politykę wobec Łukaszenki, zaciskając powoli pętlę i zmuszając go do zaakceptowania integracji oraz stopniowego przekazywania pełnomocnictw. Wygląda na to, że dla Łukaszenki gra się kończy i nie ma już on szans na to by przekazać władzę nad krajem dla Koli, swojego ulubionego syna. Rosja ewidentnie wygrywa tę rozgrywkę, zaś Zachód, w tym Polska, błędnie ocenił sytuację i naraził się na przegraną, choć wcale nie jest pewne, czy w innym przypadku rezultat byłby znacząco odmienny. Wszystko to jednak nie wpływa na ocenę polskiego zachowania w sprawie obrony granicy, w której to sprawie absolutnie ustępować nie można, bo to mogłoby tylko powiększyć naszą porażkę na tym kierunku. Jeśli raz byśmy ustąpili i zgodzili się na przejście jakichś migrantów, to, w następnym etapie, przedstawiono by nam żądanie przyjęcia jeszcze liczniejszego kontyngentu, co prowadziłoby do przejęcia faktycznej kontroli nad granicą. Tak to działa i nie ma co się oszukiwać, że byłoby inaczej.

Stanisław Lewicki

Click to rate this post!
[Total: 18 Average: 3.9]
Facebook

5 thoughts on “Lewicki: Łukaszenka, Endecy i Rosja”

  1. Dotad nie czytalem tak wywazonego i rzeczowego komentarza na temat aktualnej sytuacji na Bialorusi. Dziekuje!

  2. Polscy komentatorzy żyją dziś sprawą granicy polsko-białoruskiej, podczas gdy jest to klasyczna rosyjska “maskirowka”, działanie, które miało przykryć, i skutecznie przykryło w światowych mediach, ruchy wojsk rosyjskich przy granicach Ukrainy.
    Najważniejsze dziś pytanie brzmi: Jaką politykę Polska ma prowadzić, aby nie doszło do przewrotu państwowego i rosyjskiej inwazji na Ukrainę, której skutkiem będzie połączenie Krymu z separatystycznymi “republikami: doniecką i ługańską oraz opanowanie Kijowa, aby wymusić federalizację Ukrainy. To o to Rosja dziś toczy swoją najważniejszą grę na pomoście bałtycko-czarnomorskim.

  3. Piszesz pan tak jakby Polska była państwem suwerennym a Białoruś nim nie była.Martwisz się pan pętlami Rosji na szyi Białorusi tak jakby Polska nie miała pętli na szyi Brukseli i Waszyngtonu. Fakty są takie,że Białoruś jest w sojuszu wosjkowym i gospodarczym z Rosją od 1991 roku a dalsza integracja tych państw niewiele zmienia z punktu widzenia Waszyngtonu i Brukseli.Dla nich Białoruś będzie wtedy dobra jak będzie pod ich całkowitą kontrolą.
    Alternatywą dla Białorusi będzie pętla Brukselsko-Waszyngtońska.

  4. a mnie ta cała dyskusja (pp. Lewickiego i Śmiecha)
    ROZCZULA
    bo obaj Panowi operują na swoich wyobrażeniach o świecie>i jest to wiedza mocno ograniczona>do własnych 'fobii’ i celuje w tym 'grupa trzymająca wadzę’ w myslpolska.info>pp. Piasta, Śmiech> ’ historycy, przedsiębiorcy’.
    ROZCZULAJĄCE> i tylko znajdują potwierdzenia słowa Noama Chomsky’go>pleno populo nie wie co się dzieje na świecie a poza tym nie wie, że tego nie wie.
    .
    Obu Panom>operacja 'nielegalni immigranci’ z białorusi
    to operacja zarządzona z USA>bo oba kraje (Białoruś i Polin) jest przedmiotem operacji 'regime change’>>autorytaryzm tu (w Polin) i tam (na Białorusi)>
    Will Hungary And Poland Be The Next Victims Of US/EU Regime Change?
    https://www.zerohedge.com/geopolitical/will-hungary-and-poland-be-next-victims-useu-regime-change
    a piszą to Amerykanie, Instytutu Misesa !! i ostatnie zdanie>
    'If the status quo persists, the interventionist cabal in DC will always find ways to harass and destabilize nations abroad.’
    czyli
    'Jeśli status quo się utrzyma, interwencjonistyczna kabała w Waszyngtonie zawsze znajdzie sposób na nękanie i destabilizację narodów za granicą.’
    oraz
    Belarus’ Options In The Midst Of A Color Revolution
    .https://www.zerohedge.com/geopolitical/belarus-options-midst-color-revolution
    A “color revolution” is a media term for a movement based on legitimate grievances only to be co-opted into a regime change operation backed by the US and confederates.
    There have been so many – Georgia in 2003, Ukraine in 2004, Kyrgyzstan in 2005 – that they have run out of colors.
    czyli
    Kolorowa rewolucja” to medialny termin określający ruch oparty na uzasadnionych skargach, który zostaje wcielony w operację zmiany reżimu wspieraną przez USA i konfederatów.
    Było ich już tak wiele – Gruzja w 2003 r., Ukraina w 2004 r., Kirgistan w 2005 r. – że skończyły się kolory.’
    i autor chyba przez niedopatrzenie pominął Solidarność 1981-1989>’kolorowa rewolucja’
    i są to klasyczne opus operandi>USA.
    Jeżeli myslpolska.info przekazuje wiadomość , że Żydzi w USA, w Nowym Jorku, protestują przed konsulatem Polin z bannerem 'aby wpuścić refugees’ >to chyba coś mówi.
    Przy okazji> coś z poziomu groteski>EU (europejska komisja) zdecydowała się przekazać 30 mln EURO na 'wsparcie białoruskiego społeczeństwa obywatelskiego’ oraz 600 mln EURO na wsparcie Ukrainy w walce 'z putinem’>razem to czyni 4 mld EURO 'wspierania’ przez EU UKRONAZI pod opieką US pod rządami joe '10%’ bideta.

  5. Ad. Stanisław Lewicki. Nie będę tu szczegółowo wdawał się w polemikę z Pana poglądami, bo już to uczyniłem wcześniej, właśnie wzmiankowanym tekstem. Natomiast kilka słów odnośnie pańskiej polemiki/nie-polemiki. Pisze Pan: „Z niektórymi jego ocenami można by się nawet zgodzić”. Ta warunkowa zgoda aż mnie zadziwia. Nie wiem, o które oceny Panu chodzi, natomiast ja stoję na gruncie zrozumienia związku przyczynowo-skutkowego, który doprowadził do sytuacji na granicy oraz rozumienia stosunków między dwoma państwami na zasadzie wzajemności, tj. m.in. wzajemnego poszanowania suwerenności. Jeżeli Pan nie uznaje, że skutek w postaci działań Białorusi (których wcale nie popieram) jest rezultatem działań Polski (i idących w sukurs polityce USA „zmiany reżimu” i wynikających z własnych patologicznych przekonań o Wschodzie), działań jawnie uderzających w suwerenność Białorusi, to się z pewnością nie zrozumiemy. Do tego cały – bez zrozumienia tego związku p-s – medialny wrzask i realia „obrony granicy” przypominają lamenty Niemców w 1945 (pobili nas, spalili, zgwałcili, pomordowali). No cóż, coś było wcześniej i zrodziło następstwa (kto sieje wiatr, ten zbiera burzę, co najmocniej zabrzmiało w ustach Arthura „Bombera” Harrisa). Cała propaganda rządu polskiego jest intencjonalnie całkowicie wyprana z choćby najmniejszych elementów świadomości istnienia tego związku. A Pan, moim zdaniem, nie absolutyzuje, ale – powtarzam – ulega(uległ) amokowi obrony granic w wersji propagandzisty Kurskiego. Histeria przekazu medialnego, koncerty poparcia, które osiągają poziom żenady będący co najmniej sześcianem FPŻ w Kołobrzegu, to nie ma się co dziwić, że w oku cyklonu propagandy są takie wyniki sondaży. A wynik sondażu w sprawie udzielenia pomocy zbrojnej przez NATO Ukrainie też jest niezły: 61,9 proc. Polaków uważa, że NATO powinno udzielić pomocy wojskowej Ukrainie w przypadku agresji Rosji, przeciwnego zdania jest 13 proc. badanych – wynika z opublikowanego w niedzielę sondażu SW Research dla portalu rp.pl.(5.12.21). Też będzie to dla Pana wyznacznikiem/kierunkowskazem racjonalnego zachowania politycznego w kwestii konfliktu wokół Ukrainy? Dla mnie sondaże są najcenniejsze wtedy, kiedy przeprowadzane są poza czasem największego zainteresowania medialnego danym problemem. Inaczej, wyrażają głównie emocje będące pochodną bieżącej propagandy. Tak czy inaczej, mogą pełnić funkcje li tylko pomocnicze. A zastrzeżenie moje, o którym Pan pisze odnosi się do przykładu Zaolzia i w drodze paraleli, do współczesności i brzmi: „Vide – sprawa Zaolzia. Brak solidarności z własnym państwem nie oznaczał automatycznie solidarności z państwem obcym, nawet z Czechosłowacją, gdyż ludzie świadomi, nie zgadzający się z rozbiorem Czechosłowacji z Hitlerem pod rękę nadal uważali, że w sprawie Zaolzia mamy rację, ale nie zgadzamy się z własnym państwem ze względu na okoliczności, tj. np. fatalny wybór momentu i – chcąc nie chcąc – sojusznika w rozbiorze. Miejmy to na uwadze, inaczej w imię solidarności z władzami państwowymi wyrzucimy do kosza nasze poglądy i pójdziemy albo chociaż poprzemy kolejną wojenkę na wschodzie. Czas położyć tak rozumianej solidarności kres”. W całości podtrzymuję swoje poglądy. Przykład 1924 r. nie ma tu nic do rzeczy, podobnie jak prawicowość czy lewicowość – potrzeba zdrowego rozsądku, bez względu na akademickie podziały (nawiasem mówiąc polska tzw. „prawica niepodległościowa” jest jednym z najgłupszych zjawisk ideologicznych w spisanej historii ludzkości). I co muszę jeszcze raz podkreślić – nigdzie nie napisałem, że popieram te działania Łukaszenki. Nie popieram ich i uważam je za jego poważny błąd. Ale nie będę ulegał ekscytacji obrony granic, bo patrzę na problem szerzej, całościowo. Sprawę można było rozwiązać, gdyby Polska potraktowała Białoruś jako sąsiada i partnera – przede wszystkim nie powinna knuć przeciwko jej władzom, nie uznawać ich za nielegalne, a uznawać panią C., a nawet, kiedy problem migrantów się pojawił, można było zreflektować się i podjąć bezpośrednie rozmowy z Łukaszenką. Wszystko zrobiono odwrotnie i osiągnięto „sukces” w postaci zasieków na granicy i ciągłego niepokoju mieszkańców terenów przygranicznych, czy to z powodu migrantów, czy z powodu stanu nadzwyczajnego w jakim przychodzi im żyć. W tej sytuacji ekscytacja dzielną obroną granicy wygląda marnie… Z szacunkiem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.