Lewicki: Na dwudziestą rocznicę powstania IPN

Równo dwadzieścia lat temu zaczął funkcjonować Instytut Pamięci Narodowej. Założenia, które legły u podstaw tego projektu, były, niewątpliwie, obiecujące i godne poparcia. Instytut Pamięci Narodowej miał prowadzić śledztwa w sprawie zbrodni, które, różne reżimy i antypolskie organizacje, popełniały na osobach narodowości polskiej i obywatelach polskich w okresie od 1917 do 1990 roku. Miał on także poszukiwać miejsc spoczynku osób poległych w walkach o niepodległość i zjednoczenie Państwa Polskiego, jak też represji i czystek etnicznych, oraz upamiętniać, w kraju i za granicą, miejsca męczeństwa narodu polskiego. Po raz kolejny okazało się jednak, że cele piękne, ale ich realizacja zawiodła.

Od samego początku działania Instytutu Pamięci Narodowej, coś poszło mocno nie tak. Przekazanie dla IPN dokumentów bezpieczeństwa państwa, wytworzonych po ’44 roku, stało się podstawą do prowadzenia gry politycznej tymi dokumentami i prowokowania konfliktów w sferze politycznej i społecznej na wielką skalę. Na dodatek, pod pretekstem, czy w wyniku, tzw. dekomunizacji, zaczęto usuwać ślady polskości na ziemiach zachodnich I północnych. IPN-owi przeszkadzają Miecze grunwaldzkie, które symbolizują walkę z nazistami i powrót ziem zachodnich do Polski. Usiłuje się także usuwać pamięć po osobach zasłużonych dla przywracania polskości tych ziem w okresie powojennym. Przeciw tej, bardzo szkodliwej, moim zdaniem, działalności IPN protestują i organizują się społeczności lokalne. Ten opór jest często skuteczny. To pokazuje też, że Instytut Pamięci Narodowej dzisiaj działa chyba bardziej według oczekiwań tylko jednej opcji, a w zasadzie frakcji jednej partii, a nie całego narodu.

Ta wątpliwa działalność IPN była zauważona już dawno, i tak, w roku 2012, podsumował jeden z portali zawartość jakiejś publikacji IPN: „Dla IPN(!) w Katowicach unitarny charakter państwa polskiego to „bękart” przeszłości, a okupiona krwią walka o polski Śląsk to „rewizjonizm i nacjonalizm”…”.

Szczególnie bulwersujące są wysiłki IPN by likwidować także pomniki związane z upamiętnieniem walk, w obronie życia Polaków i polskości, z zagrożeniem ze strony OUN-UPA. Dziś taka sytuacja jest w Birczy, gdzie Instytut Pamięci Narodowej chce zlikwidować pomnik obrońców miasta, którzy trzykrotnie zatrzymali szturmy UPA. W wypadku powodzenia ataków banderowców na Birczę, mieszkańcy tego miasta zostaliby zapewne wymordowani. Dlaczego zatem IPN chce znieść ten pomnik? Takich trudnych pytań, odnoszących się do działalności IPN, jest więcej. Dlaczego Instytut Pamięci Narodowej wciągnął członków UPA i OUN na listę represjonowanych z powodów politycznych?

Częścią odpowiedzi jest bezrozumna polityka historyczna obecnej władzy. Nie bez znaczenia mogą być także osobiste sympatie kierownictwa IPN. Jeśli dyrektor ważnej jednostki IPN wyraża taka opinię: „Trwająca od 20 lat współpraca ze Służbą Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) jest bardzo cenna dla Polaków”, to bardzo dużo mówi i o tej instytucji, i o jej kierownictwie.

Czy można się, wobec tego, dziwić, że Instytut Pamięci Narodowej nie wykrył i nie postawił przed sądem, żadnego ukraińskiego nacjonalisty winnego ludobójstwa na Polakach. Ci ludzie z IPN-u pewnie nawet nie wiedzą kim byli ukraińscy nacjonaliści. A może, raczej, nie chcą wiedzieć?

Bardzo mocno wątpliwe są też, te gromko ogłaszane, sukcesy IPN-u. W tym roku pochwalił się on, że „udało się zidentyfikować sześciu ekshumowanych żołnierzy podziemia niepodległościowego”. Przy takim tempie tych prac, to okaże się, że zajęcia dla IPN starczy do końca świata i jeszcze kilka lat dłużej. Budżet IPN-u to prawie 300 mln złotych i zatrudnia on ponad 2000 ludzi. Czy rzeczywiście warto wydawać tak dużo i angażować aż tylu ludzi, by móc chwalić się zidentyfikowaniem szczątków sześciu osób? Czy, w ogóle, angażowanie zasobów do bardzo kosztowanej identyfikacji szczątków kilku osób, jest rzeczą wskazaną i właściwą, szczególnie w sytuacji, gdy szczątki setek tysięcy Polaków nadal leżą niepogrzebane w wielu miejscach, a szczególnie na terenie obecnej Ukrainy?

Te wszystkie pytania są bardzo przykre i uważam, że dzisiejszy Instytut Pamięci Narodowej nie jest w stanie, nie tylko na nie odpowiedzieć, ale nawet ich zrozumieć. Dlatego właściwym działaniem wobec tej instytucji powinna być, według mnie, jej likwidacja. Partia, która, w swoim programie, będzie miała taki cel, będzie mogła liczyć, u mnie, na poważne rozpatrzenie swojej oferty podczas nadchodzących wyborów.

Stanisław Lewicki

za: FB

[Głosów:18    Średnia:4.8/5]
Facebook

1 thought on “Lewicki: Na dwudziestą rocznicę powstania IPN”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *