Lewicki: Operacja Trust 2.0

Powoli milkną echa zagadkowego zamachu w Rosji, który skutkował uśmierceniem córki znanego ideologa russkiego mira, Aleksandra Dugina. Oczywiście, jest to wielka osobista tragedia Dugina, gdyż nie ma większego bólu, niż ten, gdy rodzic traci dziecko. Zawsze też należy zachować powagę i pokorę wobec tego rodzaju bezlitosnych ciosów losu.
Sprawa wydaje się też być wielowątkowa i na pewno nie jest tak, że jedynym opisem tego zdarzenia jest fakt utraty życia ofiary, będąca skutkiem jakichś nienawistnych działań. Na jakimś poziomie, takim bardziej sentymentalnym, jest to właściwa interpretacja, tym niemniej rzecz cała ma wiele innych kontekstów, wydobywania których nie należy unikać.

Dugin jest znaną w Rosji postacią, ale nie tylko tam. Ten syn sowieckiego generała służb specjalnych zajmuje się nie tylko geopolityką, filozofią, czy ostatnio czymś w rodzaju politycznej teologii i mistyki, ale też powstał wokół niego cały polityczny ruch euroazjatycki, na który składają się przeróżne organizacje z wielu krajów. Są takie i w Polsce. To niezarejestrowana nigdy partia posługująca się, obecnie bardzo czytelnym, symbolem litery Z. Są też mniejsze organizacje i grupy, które wydają też tłumaczenia książek Dugina. Skąd to duże zainteresowanie działalnością skromnego i rzekomo pozbawionego znaczenia rosyjskiego intelektualisty?
Nie trzeba być szczególnie dociekliwym, by wysnuć wniosek, że powstanie takiej sieci organizacji pozarządowych, nawet partii, o zasięgu wprost  światowym, a czymś takim jest dziś Światowy Ruch Euroazjatycki, mający organizacje filialne w 29 krajach świata, wymaga poważnego zaangażowania i wsparcia finansowego, organizacyjnego, logistycznego, szkoleniowego, czy kadrowego.
Jest tam też Euroazjatycki Związek Młodzieży, na którego zjazd założycielski przybyło 600 delegatów z Rosji i całego świata.

W rosyjskich warunkach,  funkcjonowanie czegoś takiego mogą zapewnić chyba tylko służby specjalne. Po co rosyjskie służby miałyby to organizować? Tu sprawa jest oczywista. Ruch euroazjatycki zwyczajnie realizuje rosyjski interes imperialny, tworząc i rozwijając platformę ideologiczną, bez której to rosyjskie imperium, russkij mir, nie powstanie, a tym bardziej się nie utrzyma.
Dugin to wymyślił, a faktycznie tylko odnowił, zaś ruch eurazjatycki to propaguje.
Nie zawsze jednak Dugin cieszył się poparciem samego Putina. Po okresie ekspansji i wielkiego wpływu swoich idei, niektóre osoby z kremlowskiej wierchuszki musiały poczuć się zagrożone jego aktywnością i Dugin został usunięty z uniwersytetu,  a jego możliwości zostały ograniczone. Można tu zobaczyć paralele z osoba Rasputina, który korzystając z relacji z carycą Aleksandrą Romanową uzyskał wielki wpływ na rządzenie Rosją za czasów Mikołaja II, co się jednak dramatycznie zakończyło.

Spróbujmy teraz opisać pewne wątki dotyczące samego zamachu. Według oficjalnych oświadczeń czynników rosyjskich, do których należy podchodzić sceptycznie,  zamachu miała dokonać osoba mająca związek z ukraińską radykalną organizacją o nazwie  ruch azowski, czy wręcz z pułkiem „Azow”, który został już wcześniej wykreowany na głównego wroga Rosji.
Ten „Azow”, to mają być najgorsi naziści. I rzeczywiście, w ich wcześniejszej działalności nie brak symboliki, która nawiązuje do niemieckiego nazizmu, a w swoim politycznym modus operandi także wzorowali się na tamtym radykalnym niemieckim ruchu politycznym z poprzedniego stulecia.
I to są sprawy znane – sam o tym pisałem. Uprzednio, nawet amerykański Kongres interesował się tym, czy amerykańska pomoc nie jest kierowana na szkolenie i uzbrajanie militarnej części Azowa.
To było kiedyś. A obecnie, niezwykle ofiarna postawa członków „Azowa” podczas obrony Mariupola przed rosyjską agresją spowodowała, że wcześniejsze zarzuty straciły na znaczeniu, tym bardziej że „Azow” zrezygnował z symboliki, zbyt kojarzącej się z niemieckim nazizmem. Zauważono to także w USA i gazeta Washington Post w raporcie opublikowanym w roku 2022 stwierdza ideologiczne rozmiękczenie „Azowa” i przestaje już nim straszyć.

Wręcz przeciwnie jest w Rosji, gdzie „Azow” przedstawia się w coraz bardziej czarnych, czy raczej brunatnych, barwach. Przy odrobinie dociekliwości możemy dojść do tego, dlaczego tak się stało.
Ku dużemu zaskoczeniu znalazłem fakty wskazujące, że niektóre osoby stojące dziś w kierownictwie ruchu azowskiego, miały wcześniej bliskie relacje z samym Duginem. Wprost można uważać, że działały one w jego sieci euroazjatyckich organizacji.
Do takich należała na pewno Olena Semenjaka, nazywana teraz czasami pierwszą damą ukraińskiego nacjonalizmu, która jest ważnym  przedstawicielem Korpusu Narodowego, będącym częścią ruchu azowskiego. Odpowiada za kontakty międzynarodowe. Przedtem jednak odbywała studia na moskiewskim uniwersytecie państwowym (MGU) i kontaktowała się z Duginem, który publikował jej teksty oraz zaprosił do zabrania głosu na organizowanej przez niego konferencji na temat walki z postmodernizmem w 2011 roku.
W sieci można znaleźć jej wspólne zdjęcie z Duginem.  Jak widać, niewiele brakowało by Olena Semenjaka nie funkcjonowała w sieci Dugina.
Tak się jednak nie stało i Semenjaka zaangażowała się w organizowanie międzynarodowych kontaktów ruchu azowskiego, którego głównym celem działania jest właśnie zwalczanie russkiego mira.
Te jej kontakty były dość szerokie i obejmowały organizacje w wielu krajach, nie tylko postsowieckich, ale także w Polsce, Niemczech, Austrii, a nawet USA. Była to ewidentnie konkurencja dla organizacji Dugina, gdyż obie sieci działały na bazie podobnej, radykalnie antyliberalnej, ideologii.

Szczególnie ciekawe są polskie kontakty pani Oleny. Na jednej z konferencji Korpusu Narodowego, poświęconego Międzymorzu (Intermarium), głos zabierał nieżyjący już geopolityk, doktor Jerzy Targalski. I były to kontakty mające pewne konsekwencje.
Pani Semenjaka otrzymała stypendium doktoranckie na pewnej polskiej uczelni, organizowała w Polsce spotkania,  a ostatnio jest ona asystentką posła ukraińskiej Wierchownej Rady, Światosława Jurasza, który zorganizował w Wierchownej Radzie klub Intermium. Jak widać, gdy Polacy zajęli się panią Oleną i Korpusem Narodowym, to stał on się mniej radykalny, zrezygnował z eksponowania elementów tradycji niemieckiego nazizmu i jeszcze, na dodatek, zbliżył się do idei Międzymorza. Być może jest jakiś nasz sukces?

Natomiast dla sieci Dugina, ruch azowski jest nie tylko wrogiem zwalczającym russki mir, ale także poważnym konkurentem w ubieganiu się o względy radykalnych ruchów antyliberalnych w całej Europie. Ten ruch euroazjatycki może przypominać trochę działania organizacji Trust, która za czasów bolszewickich miała na celu skompromitowanie i obezwładnienie antybolszewickich sił w Europie.
Wtedy, z inicjatywy Feliksa Dzierżyńskiego, sowiecka GPU przejęła kontrolę nad tzw. Monarchistyczną Organizacją Centralnej Rosji, i dzięki temu wciągała do współpracy wielu rosyjskich emigrantów w całej Europie, a następnie ich kompromitowała i eliminowała.
Można przypuszczać, że podobnie rzecz mieć się może z siecią Dugina, która udając konserwatyzm i antyliberalizm, faktycznie działa na rzecz celów wyznaczonych przez rosyjskie służby typu GRU.
To taka jakby operacja Trust 2.0.

Jeśli zaś chodzi o samą Darię Duginę, to nie była ona tylko dziennikarką, ale bardziej radykalną polityczną aktywistką. W rosyjskiej telewizji słyszałem opinie, które określały jej ojca mianem mózgu tego przedsięwzięcia, a ją rękami – elementem wykonawczym.
Szczególnie aktywnie działała na terenie samozwańczych republik w Donbasie. I nie była to tylko działalność charytatywna, skoro po zamachu na nią, reakcja tam była dość szczególna.
Dobrze opisuje ją krótki film z rosyjskiego Internetu, gdzie bojownik armii donieckiej, kierujący ogniem baterii pocisków rakietowych grad, wygłasza formułkę, że oto w cześć naszej „bojowej przyjaciółki” Darii otwieramy ogień na wrogów, a następnie podaje koordynaty i podczas gdy z hukiem startują rakiety, on żegna się na sposób prawosławny.
To takie chrześcijaństwo, do jakiego my w Polsce raczej nie jesteśmy przyzwyczajeni. Wręcz byśmy takiego zachowania za chrześcijańskie nie uznali. Dla nas, sensem chrześcijaństwa jest przebaczenie i dążenie do pojednania, a nie dziki i ślepy odwet. Ale widać w Rosji także i chrześcijaństwo wygląda inaczej.

Stanisław Lewicki

Click to rate this post!
[Total: 45 Average: 2.1]
Facebook

4 thoughts on “Lewicki: Operacja Trust 2.0”

  1. „Dla nas, sensem chrześcijaństwa jest przebaczenie i dążenie do pojednania, a nie dziki i ślepy odwet.”

    – Buahahaha! 😉 Red. Lewicki robi chyba na portalu za symbolicznego Pietrzaka z demobilu. Warto było dopisać, że szczególnie chrześcijaństwo wszystkich polskich polityków i mediów oraz kościelnych dygnitarzy polega na „przebaczeniu i dáżeniu do pojednania”, a komizm sytuacyjny byłby pełny! 🙂

  2. Rasputin przestrzegal cara przed ofensywa Brusilowa. Nawet namawial go do zawarcia pokoju. Ukraincy ostrzeliwujac przez 8 lat Donabs zabili 14 tysiecy osob. Po chrzesciajnsku jest zabic zabojce , zeby powstrzymac zlo. Chrzescijanie, odkad chrzescijanstwo wzielo odpowiedzialnosc za panstwo, musza brac na siebie taki ciezar. Stany Zjednoczone oficjalnie stawiaja sobie za cel zniszczenie tego co nazywa sie konserwatyzmem.Wydaja na to bardzo duze pieniadze i zatrudniaj amiliony agentow. Ciekawe , kto wymyslil to , ze konserwatystom nie wolno spiknac sie z Putinem , poniewaz jego konserwatyzm jest nieszczery albo kulawy.

  3. Szkoda gadać. Wystarczy zacytować i podsumować wypowiedzią prof. Modzelewskiego z tego samego portalu(???):

    p.Lewicki: „Ten „Azow”, to mają być najgorsi naziści. I rzeczywiście, w ich wcześniejszej działalności nie brak symboliki, która nawiązuje do niemieckiego nazizmu, a w swoim politycznym modus operandi także wzorowali się na tamtym radykalnym niemieckim ruchu politycznym z poprzedniego stulecia. I to są sprawy znane – sam o tym pisałem. Uprzednio, nawet amerykański Kongres interesował się tym, czy amerykańska pomoc nie jest kierowana na szkolenie i uzbrajanie militarnej części Azowa. To było kiedyś. A obecnie, niezwykle ofiarna postawa członków „Azowa” podczas obrony Mariupola przed rosyjską agresją spowodowała, że wcześniejsze zarzuty straciły na znaczeniu, tym bardziej że „Azow” zrezygnował z symboliki, zbyt kojarzącej się z niemieckim nazizmem. Zauważono to także w USA i gazeta Washington Post w raporcie opublikowanym w roku 2022 stwierdza ideologiczne rozmiękczenie „Azowa” i przestaje już nim straszyć.”

    Jednak muszę – no jak „Washington Post” przestaje straszyć, to padnijmy plackiem przed ofiarnymi bojownikami Azowa. Autorytet tego organu wojennych jastrzębi USA jest niepodważalny.

    prof. Modzelewski: „A tak na marginesie: polskiej propagandzie uprawianej przez całość klasy politycznej i wszystkie media („od „wolnych” do „reżimowych”), powtarzana jest na okrągło teza, że „Ukraińcy muszą pokonać Rosję” – nie mogą przestać ginąć „zanim nie wyzwolą całości ziem ukraińskich” (łącznie z Krymem), „a gdy tak się nie stanie, to „Rosja zbierze siły i zaatakuje Polskę i inne państwa bałtyckie”. My w związku z tym „musimy zaciskać pasa”, „zbierać chrust” i żyć w biedzie, bo nasza ofiara jest niezbędna aby „pokonać Putina”. Jeszcze nie tak dawno poglądy te znajdowały nawet sporo przytakiwaczy. Teraz już wiadomo, że miliony nowych biedaków będzie musiało wybrać między zakupem żywności lub zapłatą za ogrzewanie, a węgla dla wszystkich nie wystarczy tylko dlatego, że zjednoczona w swojej rusofobii klasa polityczna już w kwietniu zakazała importu tego towaru z Rosji. Dziś oficjalna propaganda budzi coraz częściej sprzeciw a nawet agresję. Po raz pierwszy od balcerowiczowskich „reform” boimy się o przyszłość i zaczynamy bać się władzy, która może „sięgnąć do naszej kieszeni”.”

  4. panie Lewicki, nie ośmieszaj się pan swoimi 'konserwatywnymi’ przemyśleniami
    i poniekąd rozumiem przyczynę: głupi się wygląda z opuszczonymi gaciami (to z angielska 'caught with pants down’).

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.