Lewicki: Optymizm i propaganda to za mało by wygrać wojnę

Konflikt na Ukrainie od dawna ogniskuje uwagę i jest niewątpliwie najważniejszym wydarzeniem dla regionu, jak nie całej Europy. Tym większe znaczenia ma dalszy jego przebieg i wielu stara się przedstawić możliwe prognozy co do rozwoju wydarzeń.
Jeszcze niedawno przeważał, przynajmniej w Polsce, optymizm wyrażający się wiarą w zwycięstwo strony ukraińskiej. Była to swego rodzaju ekstrapolacja dotychczasowego przebiegu zdarzeń, które charakteryzowały się prawie nieprzerwanym, od kwietnia, odzyskiwaniem przez Ukrainę terytoriów utraconych w wyniku inwazji wojsk rosyjskich.

Tego rodzaju optymizm był napędzany w polskich mediach cytowaniem różnych osób, uważanych za autorytety, które takie właśnie prognozy przedstawiały. Dla przykładu przytoczę to co mówił były dowódca Armii Stanów Zjednoczonych w Europie, generał Ben Hodges.
Jeszcze we wrześniu ubiegłego roku twierdził on, że do końca roku ukraińskie wojsko zepchnie Rosjan na pozycje sprzed 24 lutego, a następnie przystąpi do zdobywania Krymu, który także zostanie zajęty do czerwca.
Jak widzimy okazało się to zbytnim optymizmem, gdyż wyznaczony, przez generała Hodgesa, termin na osiągnięcie linii sprzed 24 lutego, już dawno minął, a wojska ukraińskie nie tylko że nie są w natarciu, ale na znacznych obszarach prowadzą rozpaczliwą obronę i tracą terytoria.

Ostatnim sukcesem ukraińskim było zajęcie, opuszczonego przez Rosjan, prawobrzeżnego obszaru obwodu chersońskiego, co nastąpiło 11 listopada. Oczekiwano potem jakiejś poważnej ukraińskiej ofensywy, która mogłaby wypełnić prognozę amerykańskiego generała, ale taka ofensywa nie nastąpiła.
W listopadzie Hodges przesunął trochę terminy swoich przewidywań i napisał na Twitterze:  „HIMARS-y wkrótce będą wystrzeliwane z Chersonia. Podejścia na Krym są w zasięgu ręki. To osłabi rosyjską obronę, podczas gdy lewe skrzydło kontrofensywy zajmie Mariupol i Melitopol do stycznia. Następnie rozpocznie się decydująca faza kampanii – wyzwolenie Krymu”.
Do końca stycznia zostało dziesięć dni i szanse, że w tym terminie Mariupol i Melitopol zostaną odbite, są raczej żadne.
Już po miesiącu, czyli w grudniu, generał znowu skorygował w dół  swoje przepowiednie. Tym razem ogłosił, że Ukraińcy zajmą Krym do końca sierpnia. To także, według mnie, jest bardzo mało prawdopodobne. Zwycięstwo  jest na horyzoncie, ale takim ruchomym, który cały czas się oddala.
Słuchając zaś tego co mówią tacy jak on generałowie, zaczynam rozumieć co miał na myśli wielki francuski polityk, Georges Clemenceau, kiedy powiedział, że „wojna jest zbyt poważną rzeczą, by powierzyć ją wojskowym”.

Już bardziej przekonywujące wydają się być oceny Ołeksieja Arestowycza,  do niedawna doradcy prezydenta Zełenskiego, który w rozmowie z dziennikarką Olesią Bacman, komentując zapowiedź szefa ukraińskiego wywiadu, generała Budanowa, o tym że Ukraina będzie świętować odebranie Krymu,  określił prawdopodobieństwo tego zdobycia Krymu na 5 procent.
Arestowycza stać było na mówienie prawdy, ot choćby też w sprawie przyczyn ostatniej tragedii w mieście Dnipro,  dlatego musiał zrezygnować.

Obecna sytuacja nie wskazuje na jakiś przełom na korzyść Ukrainy. Wprost przeciwnie, dziś Rosjanie kontrolują, jak obliczyłem według map prezentowanych  przez ukraiński portal Deep State, około 92 tys. km2 ukraińskiego terytorium w granicach z 2013 roku. To znaczy, że po aneksji Krymu, zajęli jeszcze obszar trzy razy większy od tego półwyspu.
Po wycofaniu się z Chersonia rosyjska armia ustabilizowała front, budując umocnione linie obronne (tzw. linia Surowikina), a następnie, na kilku kierunkach, przeszła do kontruderzeń, uzyskując lokalne sukcesy.

Ocenia się, że w bieżący rok ta wojna weszła z pięcioma toczącymi się bitwami: o Bachmut, Solidar, Marinkę, Awdijewkę i Swatowe-Kreminną.
Na dziś należy uznać, że jedną z tych bitew, o Solidar, Rosjanie już wygrali. Liczono na jakieś ukraińskie sukcesy w natarciu na linię Swatowo-Kreminna, ale one, jak do tej pory, nie nastąpiły. Ogólnie, tylko w ciągu ostatniego tygodnia, Rosjanie zajęli około 100 km2 terenu. Niby niewiele, obszar jednej średniej polskiej gminy, ale zmiana sytuacji na froncie jest widoczna.
Ukraińcy tracą siły. Zaczyna im brakować ludzi, a przede wszystkim amunicji. Można by się spodziewać, że amunicja zostanie dostarczona przez Zachód. Niestety, są z tym wielkie problemy, gdyż państwa zachodnie zwyczajnie pozbyły się wielkich zapasów amunicji z czasów zimniej wojny i bardzo ograniczyły produkcję.
Jak pisze dziennik „New York Times”, na Ukrainie używa się jednego dnia tyle pocisków artyleryjskich co w Afganistanie podczas całego miesiąca. Podczas walk latem Ukraińcy mieli  wystrzeliwać  od 6 do 7 tys. pocisków artyleryjskich każdego dnia, gdy Rosjanie nawet 40 do 50 tys. pocisków dziennie. Zaś cała produkcja Stanów Zjednoczonych ma wynosić tylko 15 tys. pocisków miesięcznie.
Tego nie starczy nawet na bieżące dostawy dla Ukrainy, nie mówiąc już o tworzeniu jakichś zapasów. Z tego powodu USA ściągają pociski artyleryjskie skąd się tylko da: z Pakistanu, Korei Południowej, czy Izraela.
Można było zobaczyć prasową notatkę informująca o sprowadzeniu pocisków moździerzowych z Sudanu Południowego. Na dodatek problem polega też na tym, że nadal większość ciężkiej artylerii używanej przez Ukrainę jest kalibru 152 mm, podczas gdy kraje NATO używają kalibru 155 mm.  Dziennik „The Wall Street Journal” alarmuje tytułem – „Europe Is Rushing Arms to Ukraine but Running Out of Ammo” –  „Europa spieszy z bronią na Ukrainę, ale kończy się amunicja”.

Takie i inne przesłanki skłaniają poważne osoby z kręgu amerykańskich elit do wyrażania dużych obaw co do dalszego rozwoju wydarzeń. 7 stycznia, na łamach „Washington Post”, ukazał się tekst: „Time is not on Ukraine’s side” – „Czas nie jest po stronie Ukrainy”. Co ważne, ta opinia została wyrażona przez byłą sekretarz stanu USA Condoleezzę Rice i byłego szefa Pentagonu Roberta Gatesa. Można tam przeczytać: „gospodarka kraju [Ukrainy] jest w rozsypce, miliony ludzi uciekło, (….) Potencjał wojskowy i gospodarka Ukrainy są obecnie prawie całkowicie zależne od linii życia z Zachodu – przede wszystkim od Stanów Zjednoczonych. W przypadku braku kolejnego ważnego ukraińskiego przełomu i sukcesu przeciwko siłom rosyjskim, presja Zachodu na Ukrainę w celu wynegocjowania zawieszenia broni będzie rosła w miarę upływu miesięcy wojskowego impasu”.
Remedium na uniknięcie takiej sytuacji mają być większe dostawy zachodniej broni. Jednak te, do tej pory zaplanowane i przewidziane do realizacji,  nie wyglądały szczególnie imponująco. Liczba zachodnich wozów bojowych (Bradley, Marder) i ewentualnie czołgów (Challenger II, Leopard II)  wystarczyłyby na uzbrojenie może dwóch brygad. A to dużo za mało, jeśli uświadomimy sobie, że po obu stronach frontu walczą dziesiątki brygad.
Powaga sytuacji i zagrożenie porażką Ukrainy zaczyna docierać do kręgu decydentów państw zachodnich. Na ostatnim szczycie w Ramstein, poświęconym militarnemu wspieraniu Ukrainy, sekretarz obrony USA Lloyd Austin zaalarmował: „To punkt zwrotny. Rosja się przegrupowuje, mobilizuje i stara się przezbroić. To nie jest moment abyśmy spowolnili”.
W tej nowej sytuacji postanowiono jeszcze zwiększyć  dostawy broni i amunicji na Ukrainę. Nadal jednak wątpliwe, czy będą one wystarczające, gdyż są duże trudności w przekazaniu czołgów, nie mówiąc już o samolotach.

Patrząc na realną sytuację, nie sposób pominąć też pewnych twardych uwarunkowań. Sam ludzki potencjał mobilizacyjny Rosji jest dziś  około 5 razy większy od potencjału Ukrainy. Z uwagi zaś na to, że obecna wojna coraz bardziej staje się wojną na wyczerpanie, to ten czynnik, zdolność do  wysyłania  na front nowych żołnierzy,  będzie miał coraz większe znaczenie, tym bardziej, że poziom bieżących strat po obu stronach zaczyna się wyrównywać. Według danych dostępnych na portalu Oryx, przestawiających udokumentowane straty w sprzęcie bojowym, widać, że okres kiedy straty rosyjskie wielokrotnie przewyższały ukraińskie należy już chyba do przeszłości. Za ostatni tydzień Rosjanie mieli stracić 54 sztuki takiego sprzętu, zaś Ukraińcy więcej, bo 65.

Widać, że Rosjanie, wykazujący wielką nieporadność na początku konfliktu, teraz, mówiąc nieformalnie, już się ogarnęli.
To zresztą jest pewna reguła, jeśli chodzi o działania rosyjskiej armii. Początek wojen z Karolem XII, Napoleonem, czy Hitlerem, armia rosyjska zaczynała dużymi niepowodzeniami, a kończyła sukcesami i często opanowaniem wrogiej stolicy.
Patrząc na całość i uwzględniając realną sytuację, a nie jakieś pragnienia, nadzieje i oczekiwania, trzeba przyznać, że sytuacja na Ukrainie zaczyna się zmieniać, i to na niekorzyść strony ukraińskiej. Nie należy też ulegać urokowi własnej propagandy, bo to może wiele kosztować, jak o tym przekonali się sami Rosjanie na początku tej wojny, przeświadczeni, że sprawę da się załatwić w kilka dni.

Stanisław Lewicki

Click to rate this post!
[Total: 28 Average: 4.5]
Facebook

10 thoughts on “Lewicki: Optymizm i propaganda to za mało by wygrać wojnę”

  1. Nigdy Rosjanie nie uważali ze można sprawę załatwić w kilka dni. Ta wojna trwa już 8 lat! To przeciwna strona uważała ze udana wojna polega na tym ze wchodzi się blitzkiregiem. Choc blitzkriegi koncza się z reguły wycofaniem wojsk niemieckich i usa. Rosjanie chcieli minimalizować straty i próbowali na początku wygrać psychologicznie bardziej niż realna siłą . CO propaganda uznała za oznakę słabości. Rosja ma do ogarnięcia gigantyczne terytorium z wrogami z każdej strony w postaci fundamentalizmu islamskiego i sił zachodu. I na Ukrainę może wystawić tyle ile może. Ale jak wystawia wie co robi. Te 50tysieci rakiet dziennie pokazuje ze jednak wiedza co robią choc wedle generałów polskich zapasy mialy się skonczyc po miesiacu, a rzekome zasoby USA miały być nieskończone.

  2. Wojnę krymską, wojnę z Japonią i I wojnę światową armia rosyjska też zaczynała niepowodzeniami a kończyła sukcesami i zajęciem wrogiej stolicy?

    W całej swojej historii Rosja samodzielnie potrafiła wygrywać wojny wyłącznie z Turcją a i to nie zawsze. Wygrywać wojny z poważniejszymi przeciwnikami Rosja potrafiła jedynie w koalicji. Z Napoleonem tak samo jak z Hitlerem. Zresztą z Karolem XII również, choć tu sojusznicy byli słabszego kalibru.

    Z Ukrainą Rosja może jeszcze, kosztem olbrzymich strat, odnieść jakieś sukcesy militarne, wygrać jakąś większą bitwę, czy dwie, ale wojny wygrać już nie może. Ukraina jest dla Rosji całkowicie stracona.

  3. Skumulowane straty rosyjskie i ukraińskie w sprzęcie od początku wojny:

    https://raw.githubusercontent.com/leedrake5/Russia-Ukraine/master/Plots/current_total.jpg?

    I wynik netto

    https://raw.githubusercontent.com/leedrake5/Russia-Ukraine/master/Plots/current_absolute_total.jpg?

    Jak widać Ukraina jest wyraźnie „do przodu”. Więcej zdobyła sprzętu na Rosjanach, niż sama straciła.

    Straty w ludziach są dużo trudniejsze do oszacowania, ale prawdopodobnie proporcje są zbliżone i wynoszą około 1:3 na niekorzyść Rosji. I tak, jak na Rosję, całkiem nieźle, bo w II wojnie światowej proporcja wynosiła jakieś 1:5. Tylko że wtedy Stalin mógł sobie na to pozwolić, a dzisiaj katechon Putin nie może.

    1. Rozumiem, ze w takim razie wojska Ukrainy stoją już pod Moskwą, bo wychodzi ze Ukrainie tylko rosnie uzbrojenie, a Rosja straciła już połowę całej swojej armii.

      1. W 1858 roku wojska brytyjsko-francuskie stały u bram Moskwy?
        W 1905 roku u bram Moskwy stały wojska japońskie?
        Nawet w roku 1917 wojsk niemieckie i austriackie też jeszcze u bram Moskwy nie stały.
        W 1920 Polacy też nie dotarli do bram Moskwy

        Ale wszystkie te wojny Rosja przegrała, tak jak obecną.

        1. Czyli Rosja już przegrała? To na cholerę Niemcy i Amerykanie chcą wysyłać czołgi na Ukrainę, skoro wojna się skończyła i znamy jej wynik? Te i inne bzdety już w kolejnym komentarzu pilastra! 😉

        2. Najpierw trzeba przedstawić definicję terminu a potem dokonywać oceny. Co to znaczy wygrać wojnę? Czy niedopuszczenie do wejścia Ukrainy do struktur Zachodu jest wygraniem wojny? Czy tylko częściowa realizacja pierwotnych celów jest przegraniem wojny? Czy zniszczona Ukraina tracąca tylko cześć terytoriów zalicza się do państw wygrywających wojnę?

      2. Jeśli Rosja faktycznie straciła połowę armii, to odpowiednie rankingi militarne powinny odnotować, że chińska armia jest już nr 2 na świecie.

  4. ja bym chciał zwrócić uwagę autorowi na drobny detal w Ramstein (gdzie te cepy amerykańskie zwołały 'aliantów’ do wyzwalanie Rosji od Putina) Niemcy się postawiły Amerykanom (i ukropoliniakom): chcecie abyśmy wysłali Leopardy to wyślijcie swoje Abramsy- no takie bezczelne są te niemcy (a jeszcze nie chcą płacić 'odszkodowań’ wg Mularczyka-Kaczyńskiego).
    Tak na marginesie> Ukropolin pod przewodnictwem zjednoczonych prawiczków aka patriotów :Kaczora-Maciarewicza-Moravera-Dudy
    jest POŚMIEWISKIEM świata (z niewielką pomocą naszego najlepszego sojusznika czyli USA)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *