Szlęzak: Po komu matura?

Zdawałem maturę w czasach, kiedy ten egzamin był ważnym progiem w życiu młodego człowieka. Od przełomu lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ubiegłego wieku wiele się w tej materii zmieniło. Moim zdaniem zmieniło się na gorsze. W zasadzie trzeba postawić pytanie po co dzisiaj matura? Czego ma ona dowieść, co wykazać? Kiedyś nazywano ją egzaminem dojrzałości. W tamtych warunkach społecznych – myślę głównie o czasach PRL-u – miało to jakiś sens. Współcześnie, po wielu, wielu przewartościowaniach, tego sensu nie widzę. Jeśli ma to być przepustka na studia, to nie przystaje ona do aktualnych wymagań kształcenia. O przyjmowaniu na studia powinny decydować same wyższe uczelnie, na podstawie kryteriów ustalanych przez siebie, znanych dużo wcześniej każdemu, kto na danej uczelni chce studiować. Nie widzę tu żadnej roli jakiegoś ministerstwa od wyższych uczelni. Matura nie jest tu do niczego potrzebna. Kryteria wykształcenia coraz bardziej odstają od tego, co ludzie w życiu robią, w czym osiągają sukcesy i jakie mają kwalifikacje. Co z tego, że ktoś ma średnie czy wyższe wykształcenie? To znaczy coraz mniej, tym bardziej, że poziom jednego i drugiego zjeżdża w dół.
Kiedyś studiowało się nie tylko po to, żeby łatwiej było zdobyć lepszą pracę i pozycję w życiu. Studia formowały młodego człowieka na wielu poziomach. Taką uczelnią był w latach moich studiów KUL. Wielu moich znajomych, studiujących na innych uczelniach, również poza wykształceniem zyskało formację. To ona pozwalała żyć godziwie, w trudnych momentach zachować się jak trzeba oraz nie ulegać karierowiczostwu czy życiowemu konformizmowi. Zauważało się już wtedy kruszenie etosu akademickiego, ale paradoksalnie, narzucanie ideologicznych kryteriów i biurokratyczne metody zarządzania, kompromitujące się w starciu z tradycją wolności uprawiania nauki i kształcenia studentów, ułatwiały nadawanie autentycznej formacji i kadrze akademickiej, i studentom. Wiadomo było, co to prawda, co fałsz, a opowiedzenie się po stronie prawdy miało swoją cenę, którą, co prawda nieliczni, ale jednak decydowali się płacić. Patrząc obecnie na to, co dzieje się na uczelniach, można ze smutkiem skonstatować, że narzucana administracyjnie, dość prostacka ideologia komunistyczna, nawet w małym procencie nie poczyniła takich spustoszeń, jak obecnie poprawność polityczna, głównie o lewicowym nastawieniu.
Niegdyś matura była powiązana ze strukturą społeczną. Mieściła się w ciągu poszczególnych etapów życia, które osiągał każdy, kto miał jakieś aspiracje życiowe. W PRL-u możliwości kształtowania kariery życiowej były ograniczone i toczyły się drogami wytyczonymi przez system polityczno – gospodarczy. Dzisiaj to już nie jest tak sztywne, ograniczone ani przewidywalne. Zmieniła się rola wykształcenia, a zwłaszcza spada rola wykształcenia uzyskiwanego w państwowym systemie szkolnictwa. Po co zatem dalej utrzymywać maturę i sztucznie nadawać jej jakąś wyjątkową rangę? Odnoszę wrażenie, że matura jest coraz bardziej wydarzeniem towarzyskim przez coraz bardziej huczne i wystawne bale studniówkowe. Te bale studniówkowe, to także przerost formy nad treścią. Coraz niższemu poziomowi egzaminów maturalnych, towarzyszy coraz bardziej okazała forma studniówek. Czy drogie kreacje, drogie lokale i niemal przepych mają przyćmić fakt, że egzaminy maturalne odzwierciedlają upadek systemu oświaty?
Wśród mnóstwa zdjęć i filmów ze studniówek, które przypominają wystawne bale karnawałowe, widziałem tylko jeden, na którym przyszłe maturzystki wystąpiły w jednakowych długich czarnych spódnicach i skromnych białych bluzkach. Kiedyś taki strój był obowiązkowy, choć za moich studniówkowych czasów już nie. Teraz doceniam tę skromność, brak zadęcia i oszczędność dla kieszeni rodziców. Już czas, by nic nikomu nie dająca matura zniknęła, a wystawne studniówki stały się co najwyżej skromnymi balami na zakończenie szkoły. O ile wiem ten zwyczaj już się rozpowszechnił w innych szkołach.
A Państwo widzicie jeszcze jakiś sens matur?
Andrzej Szlęzak
za: FB
Click to rate this post!
[Total: 15 Average: 4.7]
Facebook

9 thoughts on “Szlęzak: Po komu matura?”

  1. Problem z obniżającym się poziomem kształcenia na wyższych uczelniach wynika z niżu demograficznego. Epoka gierkowska + stan wojenny dały dużo impuls demograficzny. W latach ’90 przez system szkolnictwa przewalała się masa uczniów. Szkoły podstawowe nie wyrabiały i w niektórych trzeba było uczyć na trzy zmiany. Ci ludzie na przełomie wieków zasilali uczelnie wyższe, które mogły podnosić poprzeczkę nie obawiając się o odpływ studentów. Po wejściu do UE było już tylko gorzej. Fala demograficzna powoli odchodziła, zaś sporo młodych wyemigrowało na Zachód. Zniesiono egzaminy wstępne na studia. Uczelnie zaczęły przyjmować coraz większych słabeuszy. Na kierunkach ścisłych, na pierwszym roku, pojawiły się przedmioty wyrównawcze typu „wstęp do matematyki”, czy „wstęp do fizyki”, które miały za zadanie szybko zakopać nierówności w poziomie wykształcenia licealnego. Na studia szli ludzie po technikach. Największy dołek demograficzny był jednak po 2011 r.

  2. Jeśli gospodarka zatrudnia coraz bardziej elastycznie, edukacja też będzie się uelastyczniała. Mit edukacji jako drogi awansu minął. Zostały po nim molochy uczące rozwiązywać krzyżówki. Jednak byłoby dobrze, żeby pojawił się model edukacji bardziej klasyczny kształtujący dobrego obywatela z cnotami obywatelskimi i ludzkimi. I w tym sensie matura oznaczająca dojrzałość jest jeszcze bardziej potrzebna niż studia.

  3. „A Państwo widzicie jeszcze jakiś sens matur?”
    A z polskiego co Pan miał na świadectwie maturalnym? Trójczynę zapewne?

  4. „Jeśli ma to być przepustka na studia, to nie przystaje ona do aktualnych wymagań kształcenia. O przyjmowaniu na studia powinny decydować same wyższe uczelnie, na podstawie kryteriów ustalanych przez siebie, znanych dużo wcześniej każdemu, kto na danej uczelni chce studiować.”
    Tak, zgadza się — ale wnioskowanie z tego, że „w związku z tym maturę należy skasować” jest kompletnie nielogiczne. Skoro uczelnie mają same ustalać kryteria — to mogą w takim razie ogłosić „u nas nie wymaga się dyplomu maturalnego” i tyle. Zaś WŁAŚNIE DLATEGO matura winna być przywrócona do „normalnego”, niegdysiejszego poziomu — bo jak ktoś nie zda (a obecnie większość pewnie nie zdałaby), to i tak może sobie coś-tam studiować, jeśli uczelnia ma nie wymagać matury.
    Matura — ale ostra i bez pobłażania egzekwowana — niechby została. Taka matura dawałaby jakąś informację. Dyplom zaś ukończenia „Wyższej Szkoły Tego i Owego”, który obecnie de facto kupuje się za czesne, żadnej informacji nie daje poza tą, że „absolwenta” było stać na opłacenie tego czesnego.

  5. Tak wyglądała matura z roku 1920

    https://bi.im-g.pl/im/16/c5/19/z27023382IH,Zadania-z-egzaminu-maturalnego-z-1920-roku-.jpg

    Jak widać poziom zadań jest …łatwiejszy niż obecnie. Wynika to tego, że rola wykształcenia w ciągu ostatnich stu lat niesłychanie wzrosła. W zasadzie zrobienie kariery i majątku bez ukończenia jakiejś sensownej uczelni jest obecnie niemożliwe.

    A studiuje się po to, żeby zdobyć wiedzę, umiejętności i kompetencje, choćby tylko umiejętność poszukiwania i korzystania ze źródeł, a nie jakąś tam „formację”.

    Oczywiście nie każda wyższa z nazwy uczelnia zapewnia zdobycie tych umiejętności. W Polsce to jest raptem około 10 uczelni – z grubsza te, które się załapały na listę szanghajską. Zapewne istnieją ważne powody, dla których nie ma wśród nich KUL.

    Co do samej matury to oczywiście jest ona potrzebna, niezależnie od tego, czy uczelnie będą miały jakiś własny odrębny system rekrutacyjny, czy też nie. Matura jest obiektywnym, miarodajnym, niezależnym od lokalnych szkolnych układów i poziomu danej szkoły, sprawdzianem wiedzy z zakresu średniego. Bez niej świadectwo ukończenia szkoły średniej w ogóle by było nic nie warte. Nie bez powodu ranking szkół średnich jest układany głównie na podstawie wyników z matur.

    Oczywiście ostatecznym i najbardziej miarodajnym weryfikatorem jakości kształcenia szkół, od podstawowych do wyższych, jest rynek. Ale takie dane rynkowe są bardzo trudno dostępne – rzadko która szkoła śledzi systematycznie losy absolwentów. Zatem opisane wyżej rankingi są tylko pewnym, ale w miarę dokładnym, przybliżeniem rzeczywistej jakości kształcenia.

    1. „Jak widać poziom zadań jest …łatwiejszy niż obecnie.” – nie, nie jest. pilaster znów wypowiada się nie mając pojęcia. Obecnie na maturze można korzystać z tablic matematycznych – w dwudziestoleciu międzywojennymi nie było takiej możliwości. Dość powiedzieć, że jeśli tylko potrafi się podstawić pod wzory, to podstawę z matematyki można zdać nawet nie chodząc na matematykę. Nie bez powodu dzisiejszą maturę zdają tumany z liceów dla dorosłych czy innych Cosinusów.

      „W zasadzie zrobienie kariery i majątku bez ukończenia jakiejś sensownej uczelni jest obecnie niemożliwe.” – bzdura numer dwa. Rynek IT jest na to dobitnym dowodem. W zasadzie w większości ogłoszeń o pracę pracodawcy nawet nie wymagają dyplomu, bo mają to gdzieś. Robią testy, bo tylko tak sprawdzą realną wiedzę kandydata.

      „A studiuje się po to, żeby zdobyć wiedzę, umiejętności i kompetencje, choćby tylko umiejętność poszukiwania i korzystania ze źródeł, a nie jakąś tam „formację”.” – i później jest się właśnie takim pilastrem, który nie mając odpowiedniej formacji, jest intelektualnym hochsztaplerem selekcjonującym dane pod tezę. Warsztat naukowy to właśnie również formacja. Ale żeby to wiedzieć, trzeba do studiowania podchodzić z pasją i nakierowaniem na prawdę a nie na bycie manipulantem z przeświadczeniem o własnej doskonałości.

      „Ale takie dane rynkowe są bardzo trudno dostępne – rzadko która szkoła śledzi systematycznie losy absolwentów.” – wystarczy np. przejrzeć wyżej wymienione ogłoszenia, żeby wyciągać wnioski. Ale żeby na to wpaść to trzeba umieć myśleć, co pilastrowi niestety nie grozi 😉

      W ogóle pilaster jest dobitnym dowodem na to, że ukończenie studiów niewiele daje, bo pilaster nie potrafi zrobić kwerendy, czytać ze zrozumieniem i analizować danych w taki sposób, by z nich wyciągać prawidłowe a nie pod postawioną wcześniej tezę wnioski.

    2. Akurat najwyższy poziom nauczania matematyki przypadał na lata ’80 i ’90, gdy przez szkoły przechodził słynny wyż demograficzny. Teraz jest nieco gorzej.

      1. Być może. Ale i tak poziom dzisiejszej matury jest zauważalnie wyższy niż pokazanej wyżej matury z 1920 roku. Pierwsze trzy zadania tamtej matury są dzisiaj wręcz trywialne, a czwarte wymaga tylko nieco dłuższych rachunków.

  6. ’Po komu’ autor toto pisał??? Przecież post1989 obaliliśmy komunę, odzyskaliśmy 'niepodległość’, wszystko 'sprywatyzowaliśmy’ czyli nastąpiła pełna DEZINDUSTRIALIZACJA, zdekomunizowaliśmy, 'rozliczamy’ etc, etc, etc a wszystko to z 'niewielką pomocą naszego najlepszego sojusznika czyli SZAPu
    i identycznie jest z edukacją na każdym etapie i mamy to co mamy.
    I sugeruję autorowi>>
    WYŻYJ pan z 'formacji’ tak jak te tabuny historyków, politologów, psychologów, jutuberów, dziennikarzy, szołbiznesowców, etc,, etc
    Jesteśmy – jak to mówił Kisielewski – w ciemnej dupie no i wszyscy się w niej mościć (bo trza przeżyć, no nie)
    Głupio jest znaleźć się w sytuacji 'złapanych z opuszczonymi gaciami’ co dotyczy wszystkich zjednoczonych prawiczków aka patriotów pod wodzą kaczora, maciarewicza a szczególnie Moravera i Dudexa – po wizycie w Davos23: CYMES!!!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *