Lewicki: Polska – Ukraina, dwie rocznice

W kwietniu mamy w Polsce dwie rocznice, które dotyczą stosunków polsko-ukraińskich. Stosunek Polaków oraz Ukraińców do tych rocznic i wydarzeń, których dotyczą, jest bardzo znaczący i jednocześnie wiele mówi o historii jak i dniu dzisiejszym stosunków polsko-ukraińskich, oraz wyznacza perspektywy polsko-ukraińskiej współpracy. Chodzi mi o, wypadającą w dniu 21 kwietnia, 100 rocznicę zawarcia polsko-ukraińskiej konwencji wojskowej między Piłsudskim i Petlurą, która skutkowała wojskową współpracą i wspólną walką z bolszewikami. Ta druga rocznica, wypadająca tydzień później, to 73 rocznica akcji „Wisła”, która oznaczała przesiedlenie ukraińskiej i łemkowskiej ludności z południowo wschodnich terenów Polski w związku z terrorystyczną działalnością OUN-UPA na tym obszarze. Nie bez znaczenia jest fakt, że w przypadku tej pierwszej rocznicy, sojuszu Piłsudski-Petlura, mamy setny jubileusz, a w przypadku akcji „Wisła” z żadną okrągłą datą nie mamy do czynienia.

Jak Ukraińcy w Polsce i na Ukrainie podchodzą do obu tych zdarzeń? Setną rocznicę podpisania sojuszu między Petlurą i Piłsudskim, szef Związku Ukraińców w Polsce (ZUwP), Piotr Tyma skwitował jednym zdaniem i umieścił link do artykułu na ten temat na znanym ukraińskim portalu Gazeta.ua. Już tytuł tego artykułu -„Podczas parady w Kijowie 9 maja 1920 r. Polacy byli bohaterami a ukraińscy żołnierze ciągnęli się w ogonie” – wskazuje, że jego autor – Mychajło Tanasijczuk – ma raczej negatywny stosunek do tego politycznego przedsięwzięcia, jego szans i znaczenia. Przypomina on okoliczności podpisania ugody, które związane były z tym, że Petlura nie miał już żadnej innej opcji i zgodził się odstąpić Polakom ziemie do rzeki Zbrucz, za co był uznany przez większość aktywnych politycznie Ukraińców za zdrajcę. Wszyscy oni chcieli Ukrainy od Sanu do Donu i kompromis z Polakami uważali za chwilowy i wymuszony. Początkowo zgadzali się tylko na odstąpienie Chełmszczyzny i Podlasia, ale w żadnym razie nie Galicji. Dopiero katastrofa na frontach zmusił ich do przyjęcia polskich warunków. Także i Petlura tak uzasadniał potem swój ruch: „Droga do ukraińskiej państwowości prowadzi przez Kijów, a nie przez Lwów. Dopiero gdy ukraińska państwowość zostanie ustanowiona nad Dnieprem i Morzem Czarnym, tylko wtedy można pomyśleć o zjednoczeniu ziem ukraińskich zajętych przez sąsiadów”.

Mówiąc wprost, od początku nie zamierzał Petlura na zawsze zrezygnować z Galicji. Jaki zatem był sens zawierania z nim sojuszu skoro także i on zawsze chciał Ukrainy od Sanu do Donu? Wobec takiego podejścia, perspektywy tego układu były żadne i mógł on tylko zaszkodzić Polsce, stwarzając państwo, którego głównym celem byłby zabieranie naszych terytoriów. Czyli nawet ze strony Petlury należało się spodziewać, że w przyszłości, gdyby Polska stanęła wobec jakiejś nowej wojny, to nie będzie on lojalnym sojusznikiem. Tak zresztą się stało już od samego początku ostatniej wojny. Tanasijczuk, w swoim tekście, przypomina takie zdarzenie z 1940 roku, kiedy to Ołeksandr Szulhyn – premier emigracyjnego rządu URL, czyli następca Petlury, spotkał się z przedstawicielami polskiego rządu generała Władysława Sikorskiego we Francji i miał oświadczyć, że żaden Ukrainiec nie może dziś uznać granicy ustanowionej kiedyś przez umowę Petlury z Piłsudskim.

I oni się tego trzymali do samego końca wojny, zawsze liczyli na Niemcy, nigdy nie brali pod uwagę ugody z Polakami. Znamiennym jest, że Rzeź Wołyńska, zaczęła się dokładnie w tydzień po śmierci generała Sikorskiego w Gibraltarze. Banderowcy na Wołyniu musieli to odebrać tak, że Polacy, po śmierci swojego naczelnego Wodza, są teraz całkowicie załamani i mniej zdolni do oporu, dlatego można to wykorzystać i zacząć ich mordować. Jeszcze w marcu 1945 roku, gdy III Rzesza już dogorywała, to tzw. Ukraiński Komitet Narodowy układał się z władzami nazistowskimi i został przez nie oficjalnie uznany.

Mając to wszystko na uwadze, stwierdzić trzeba, że Polska zawsze była dla nich sojusznikiem ostatniego wyboru, z którym można rozmawiać tylko wtedy gdy jakakolwiek inna możliwość nie wchodzi w grę i którego należy od razu porzucić gdy jakaś inna możliwość się pojawi. Tak to wygląda i nie ma co się oszukiwać, że jest inaczej.  Widzimy zatem jaki jest stosunek także dzisiejszym Ukraińców do sojuszu Petlury z Piłsudskim. Próba zatem nadawania temu wydarzeniu jakiejś szczególnej rangi przez niektórych polityków polskich uznać należy za przejaw politycznej naiwności.

Tak to zdawkowo potraktował pan Tyma 100 rocznicę porozumienia Petlury z Piłsudskim. Jeśli zaś chodzi o rocznicę akcji „Wisła”, to tu ma on zupełnie inne podejście. Organizacja pana Tymy, czyli wspomniany ZUwP, bardzo się uaktywniła i wydała specjalne oświadczenie, w którym wzywa polski Sejm do potępienia akcji „Wisła” i spełnienia wszelkich roszczeń, materialnych, prawnych, finansowych. Określa też Akcję Wisła mianem „największej zbrodni komunistycznej w dziejach naszego państwa”.  To jest kuriozalne twierdzenie, choćby dlatego, że postanowieniem prokuratury IPN z 2008 roku, wniosek ZUwP o wszczęcie dochodzenia w sprawie Akcji Wisła został odrzucony z powodu niepopełnienia przestępstwa, co zostało potem zatwierdzone wyrokiem Sądu Okręgowego w Warszawie. Uznano, że Akcja „Wisła” nie była działaniem represyjnym lecz prewencyjnym i miała na celu pozbawienie UPA zaplecza, a podjęcie decyzji o przesiedleniu nie stanowiło przestępstwa w świetle obowiązującego wtedy kodeksu karnego z 1932 roku. ZUwP próbował wnieść skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, ale nie została ona przyjęta.

W owym oświadczeniu zarządu ZUwP użyto także sformułowania „żołnierze ukraińskiego podziemia zbrojnego”. Nazwanie członków OUN, UPA i Służby Bezpeky „żołnierzami” wskazuje, że chce się ich uważać za kombatantów, gdy tymczasem oni w Polsce takich praw nigdy nie mieli i nie mają.  Wysiedlenia w ramach akcji „Wisła” niewątpliwie przyczyniły określonych niedogodności i cierpień ludności nimi objętej, jednak, moim zdaniem, były też skuteczną metodą zakończenia działalności OUN-UPA na tym terenie, które to organizacje nie tylko atakowały organa państwa i ludność polską, ale także terroryzowały ludność ukraińską, łemkowską i rusińską. Przeglądałem kiedyś dziennik zdarzeń na obszarze jednego powiatu tych ziem przed akcją „Wisła”. Pełno w nim było zapisów o tym, że banderowcy powiesili, a to sołtysa, który spotkał się z przedstawicielami polskiej władzy, a to chłopa, co nie chciał oddać cielaka, a to młodego człowieka co nie chciał iść do UPA, a to kobietę co przyjęła polski dowód tożsamości. Akcja „Wisła” także i ten terror zakończyła i wiele osób, niezależnie od narodowości i wyznania, zapewne odczuło ulgę, że to się nareszcie skończyło.

Taki jest też sens akcji „Wisła” i zaprzeczanie temu do niczego nie prowadzi, a jedynie jest beznadziejną próbą wygrania konfliktu, który już dawno temu został przegrany, i to nie tylko politycznie i militarnie , ale, przede wszystkim, moralnie. Dopóki pewni ludzie po tamtej stronie tego nie zrozumieją i nie zaczną zachowywać się racjonalnie, to nie posuniemy się do przodu w normalizowaniu wzajemnych stosunków.

Stanisław Lewicki

[Głosów: 10   Average: 4.6/5]
Facebook

3 thoughts on “Lewicki: Polska – Ukraina, dwie rocznice”

  1. Piłsudski był fantastą, a jego koncepcja federacyjna była naiwną mrzonką. Nie chcieli jej ani Litwini, ani Ukraińcy. Problemem była niemożliwa do wytyczenia i uznania wspólna granica polsko-ukraińska. Dodatkowym problemem było wspieranie ukraińskiego ruchu narodowego przez Austro-Węgry i Niemcy – oczywiście przeciw Polakom (Petlura podczas wyprawy kijowskiej zdołał zaciągnąć do swojego wojska, walczącego w sojuszu z Polakami, aż …16 tys. Ukraińców i tą armią chciał pokonać bolszewików..). Dlatego po I wojnie jedyną racjonalną była koncepcja inkorporacyjna Dmowskiego i ona została wykonana. Ukraińców i Polaków “pogodził” ostatecznie Stalin wytyczając im nową granicę, niesporną i akceptowaną przez główne siły polityczne obu państw. Pijany sen Piłsudskiego wyśnił się dopiero po rozpadzie ZSRR, gdy Ukraina, Litwa i Białoruś stały się odrębnymi państwami i jednocześnie geopolitycznymi buforami oddzielającymi Polskę od Rosji. I właśnie istnienie tych państw jest historycznym zwycięstwem politycznej tradycji I RP nad państwem carów.

  2. Mamy tu do czynienia z manipulacjami dotyczącymi odpowiedzialności zbiorowej. Kto odpowiadał za zbrodnie na Wołyniu? Raz byli to członkowie UPA a innym razem winne jest zamieszanie wojenne czyli ludność lokalna. Wszystko zależy od aktualnej koniunktury i potrzeb politycznych. Podobnie z akcją Wisła, czy odpowiada naród polski, czy komuniści to kwestia aktualnego zapotrzebowania. Odpowiedzialność można rozpatrywać na gruncie moralnym lub prawnym. Warto wskazać, że nacjonaliści mówią Wołyniu jako odpłacie za 700 lat kolonialnej eksploatacji. Ponadto gdyby dokonać bilansu wzajemnych krzywd to pomimo Wołynia jest on niekorzystny dla braci ze wschodu, którzy podobno nacierpieli się więcej przez 700 lat.

    1. @spectator. Słuszne uwagi i powiem więcej. Tekst podgrzewa emocje polsko-ukraińskie, co jest już typową narracją prorosyjską. Na przykład taki passus “Dopóki pewni ludzie po tamtej stronie tego nie zrozumieją i nie zaczną zachowywać się racjonalnie, to nie posuniemy się do przodu w normalizowaniu wzajemnych stosunków”. Niestosowne to słowa, gdyż nigdy z Ukraińcami nie znajdziemy porozumienia z oceną historyczną takich postaci ja Jeremi Wiśniowiecki czy Bohdan Chmielnicki.
      Dla przeciwwagi:
      https://wyborcza.pl/alehistoria/7,121681,25811691,bedziemy-wam-szmatami-geby-zatykac-za-wasza-mowe-panstwo.html

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *