Lewicki: Przegląd tygodników politycznych za tydzień 30/2017

 

„Newsweek” nr 31

Weto prezydenta z poniedziałku sprawiło, że wydania tygodników, które ukazują się tego dnia, stały się o tyle ciekawsze, że można od razu skonfrontować przewidywania tam zawarte z rzeczywistością. Tomasz Lis, jako taki mniejszy prorok nie sprawdził się wcale, bo przewidywał: „Niemal ze stuprocentową pewnością można powiedzieć, że skandowane na ulicach hasło” „Chcemy weta!” nie zostanie wysłuchane. Żadnego weta nie będzie”

Ciekawe też rady daje pan Tomasz opozycji. Zaleca „bardzo długi marsz”, co przed nim przyniosło sukces towarzyszowi Mao w Chinach. Ale nie będzie lekko gdyż „PiS-owska władza wydaje się niezwyciężona. Nasza lekka jazda nie ma szans z pancernymi oddziałami. Trzeba więc zmienić taktykę. Zamiast otwartego starcia na wielkim polu bitwy poszerzenie pola walki – i otwarcie (w czym władza pomaga) niezliczonych małych frontów”.

Tu widać z kolei naśladownictwo Che Guevary, który wzywał do „rozpalenia tysiąca Wietnamów”.

Jak widać strategów u totalnej opozycji dostatek. Nie tylko Lis, nawiązujący do Mao i Che, ale też i Kramek, który wprost zaleca wzory ukraińskiego Majdanu. Na szczęście Polacy nie są tacy głupi by posłuchać takich rad prowadzących do wojny domowej.

„Do Rzeczy” nr 30

„O chorobach umysłu” pisze Piotr Kowalczuk. „Trzecia osoba w państwie, przewodnicząca Izby Deputowanych Laura Boldrini, arcykapłanka kultu poprawności w Italii, uznała, że w  walce z symbolami faszyzmu trzeba iść na całość. Stwierdziła, że monumentalne budowle czasów Mussoliniego to prowokacja: nie dość, że stoją, to drażnią partyzantów ruchu oporu. Najlepiej więc je wyburzyć. A to znaczy, że tylko w Rzymie z powierzchni ziemi powinny zniknąć: dzielnica EUR, największy w Europie uniwersytet Sapienza, gmach MSZ etc.”

Ta pani ma swoich fanów także w Polsce. Oni chcą wyburzyć PKiN w Warszawie. Nie powinni ograniczać swoich zapędów do Pałacu, ale też  wyburzyć te osiedla mieszkaniowe, co je za komuny zbudowano. Idźcie państwo na całość, tylko zostawcie Tworki, bo w końcu po tej tytanicznej pracy gdzieś będziecie musieli odpocząć.

„Do Rzeczy” nr 30

„dwaj panowie g” – piszą o nastrojach w PiS, po postawieniu warunku 3/5 przy wyborze członków KRS. „Stało się! Prezydent Andrzej Sebastian zdradził i jest jak Bronisław Maria Komorowski – to wersja rozpowszechniana na mieście przez kręgi związane z twardym skrzydłem PiS. (…) Wersja o zdradzie jest jednak wciąż kolportowana i obudowywana dodatkami: że to niedobry Gowin nakręcił Andrzeja Sebastiana, że wszystkim kręcił niedobry Adam Bielan, a z oddali cmokał w zachwycie cichy patron – nadpremier Morawiecki.”

I wszystko to jeszcze przed dwukrotnym wetem. Teraz to już zostało tylko temu twardemu skrzydłu wygłosićmonolog Zagłoby wobec Janusza Radziwiłła – zdrajco, zdrajco, po trzykroć zdrajco … a następnie konfederację powołać, z własnymi sądami, kapturowymi, oczywiście.

 

„wSieci” nr 30

„Przegląd tygodnia Mazurka & Zalewskiego” –piszą o rozgrywkach na linii pałac prezydencki – Nowogrodzka. „Otóż prezydent Duda szykował weto. Do owej opłaty drogowej, którą tak płomiennie skrytykował w Sejmie Łukasz Rzepecki (sprawdziliśmy, chłopak na razie żyje). Ale wieść o planach Dudy dotarła na Nowogrodzką i prezes Kaczyński postanowił uprzedzić prezydenta. PiS zrezygnował z opłaty, a Duda wkurzył się bardzo, że ktoś z jego otoczenia kabluje Kaczorowi. I postanowił zejść do podziemia. Z tym podziemiem to żarty, ale o groźbie weta do ustawy o Sądzie Najwyższym i własnej ustawie o KRS nie widział nawet szef gabinetu prezydenta RP Krzysztof Szczerski. Wbrew temu, co pisano tu i ówdzie, nie był to jego pomysł, więcej – Duda przeprowadził go za jego plecami. (…) Duda zagrał własną grę, która bardzo rozsierdziłaKaczafiego. A przecież na Nowogrodzkiej wisi tabliczka: „Nie drażnić rekina”. Między innymi dlatego naczelnik Państwa był tak zirytowanypodczassejmowemu debaty o Sądzie Najwyższym. Z równowagi wyprowadzili go do spółki posłowie PO i prezydent z PiS.I stąd wybuch o zdradzieckich mordach i kanaliach, który będziemy teraz oglądać przez najbliższe lata w co drugim klipie opozycji.”

A ten rekin z Nowogrodzkiej to okazał się takim trochę papierowym rekinem, jak nie przymierzając ten papierowy tygrys z maoistowskiej propagandy. Chyba, że okaże się inaczej.

„Gazeta Warszawska” nr 29

„La Pasionaria opozycji, czyli nowa rola Stalińskiej”. Marcin Boruta pisze co nieco o charyzmacie nowej gwiazdy opozycyjnych protestów. „Jako najbardziej „charyzmatyczna” liderka protestu objawiła się Dorota Stalińska, z zawodu komediantka, często obsadzana w roli prostytutek. (…) Stalińska grała np. podrzędne role dojrzałych (czyli podstarzałych) prostytutek, czasami w trzeciorzędnych filmach. Wymieńmy: „Ga, ga. Chwała bohaterom” Piotra Szulkina – dojrzała prostytutka, „Temida” (serial telewizyjny) – prostytutka Rączka, „Męskie sprawy” – prostytutka Róża, „Eucaliptus – prostytutka Sheila.”

Widać jest to artystka o szczególnym profilu, ale nie tylko, albowiem „Stalińska jest radną sejmiku wojewódzkiego z ramienia Polskiego Stronnictwa Ludowego. Nie musi więc, jak inni komedianci, chałturzyć, ani łapać ról w serialikach”.

Teraz łapać i chałturzyć nie musi, ale wybory do samorządów już za rok, to i trzeba się publicznie pokazać, bo inaczej zostaną tylko role starszych dam do towarzystwa.

 

„Gazeta Polska” nr 30

W kraju stan ekscytacji a GP jakby zupełnie tego nie zauważała, choć ukazała się we środę, już po całej sprawie. Na jedynce zajawka o tekście na temat … chorób przenoszonych przez uchodźców. To jest mocno nieudolna próba przykrycia rozdźwięku w obozie rządzącym. We wstępniaku Sakiewicz wypisuje jakieś brednie o prawach człowieka, a jego wicek Lisiewicznawet nie może uwierzyć w weto prezydenta: „W jego weto w sprawie reformy sądownictwa nie wierze. Choćby dlatego, że to by było wzięcie politycznej odpowiedzialności za kradzieże kiełbasy, spodni i wiertarki”. Znaczy co – ktoś nam podmienił prezydenta, czy jak? Niechybnie ruskie to zrobili na osobiste polecenie Putna.

O głośniej sprawie, wzorowanego na majdanie,planu obalenia rządu autorstwa Bartosza Kramka z fundacji Otwarty Dialog wspomina półgębkiem jedynie Robert Tekieli, ale oczywiście o mocnym ukraińskim kontekście tej sprawy ani mrumru.  Tekieli zauważa: „Mamy do czynienia z hybrydowym atakiem na Polskę. Z wyreżyserowaną spontanicznością (…) Astroturfing, astroturfmaketing – to anglojęzyczny eufemizm służący do nazwania pozornie spontanicznych, obywatelskich organizacji oraz inicjatyw podejmowanych w celu wyrażenia poparcia lub sprzeciwu dla idei, polityka, usług, produktu lub wydarzenia. Kampania tego typu ma sprawiać wrażenie niezależnej reakcji społecznej, podczas gdy rzeczywista tożsamość jej inicjatora i jego intencje pozostają ukryte. W USA i w Wielkiej Brytanii astroturfing jest zakazany. W Polsce jesteśmy świadkami jednej z najbardziej zmasowanych w historii akcji tego typu”.

Całkiem słusznie panie Robercie. Z Majdanem na Ukrainie było podobnie. Tam też zewnętrzne siły wykorzystały swoje organizacje i pieniądze.I głupio wam teraz, bo wyszło, że kto majdanem wojuje to i od niego zginąć może.

 Stanisław Lewicki

 

[Głosów:5    Średnia:3.8/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *