Lewicki: Przegląd tygodników politycznych za tydzień 52/2017

 

„Tygodnik Powszechny” nr 51-52

„A pensje nadal rosną” – „Wynagrodzenia pracujących w Polsce Ukraińców tylko do połowy tego roku wzrosły o co najmniej 20 proc. – wynika z danych  firmy Upper Job sprowadzającej pracowników zza wschodniej granicy. Polscy pracownicy o takich podwyżkach mogą tylko pomarzyć: w październiku pensje skoczyły nam rok do roku średnio o 7,4 proc.”
Czyli rząd w Polsce stworzył warunki, że  wzrost płac Ukraińców był wielokrotnie większy niż Polaków. Dodawszy do tego sprawę emerytur dla Ukraińców, które mają być wypłacane także za staż na Ukrainie, zaś wymagany staż w Polsce wynosi jeden miesiąc, a także wiele innych, skierowanych do Ukraińców, ułatwień, preferencji i świadczeń,  widzimy w czyim interesie, tak naprawdę, ten rząd działa. Polacy o takich podwyżkach, i takim traktowaniu, mogą sobie, jak pisze TP, „tylko pomarzyć”.

 

„Sieci” nr 1/2018

„Przegląd tygodnia Mazurka & Zalewskiego” – kolejne doniesienia o rekonstrukcji rządu  powoli zamieniają się w never ending story. „Z plotek cała planowana na styczeń rekonstrukcja jawi się tak: poważna, ale bez przesady. Tłumacząc na konkrety: Waszczu i Szyszko oczywiście lecą, ale Macierewicz i Ziobro oczywiście  zostają. A co z resztą? A to różnie mówią, bo nawet Henio Kowalczyk jak na razie zostaje, a miał wylecieć z przeciągiem.”

Cała ta sprawa z rekonstrukcją coraz mniej ciekawa się robi, bo w końcu kogo to obchodzi co tam się dzieje z rządem kraju, który jest, jak to określił nowy premier, „foreign owned”.  Mogliby i tego nowego premiera włączyć w przymiarki do rekonstrukcji. Zmiana premiera przyciągnęłaby uwagę chociaż na jeden dzień.

 

„Sieci” nr 1/2018

„Ten atak na Polskę zamówiła opozycja” – rozmowa braci Karnowskich z Jackiem Saryusz-Wolskim. Tenże przedstawia swój pogląd na działania KE wobec Polski, które nazywa grillowaniem. „teraz za kadencji przewodniczącego Junckera, [KE] staje się politycznie zaangażowanym uczestnikiem gry, aktorem politycznym podatnym na wpływy koncertu wielkich stolic. Ten proces zaczął się wraz z wejściem z życie traktatu lizbońskiego i nowego sposobu głosowania, który zburzył wewnętrzną równowagę polityczną i instytucjonalną w EU. Sprawił, że Komisja Europejska została zdominowana przez wielkich, przestała być obrońca zasad i pilnującym interesów całości, w tym krajów mniejszych i uboższych”.

Wypada tu tylko dodać, że ten traktat lizboński został wynegocjowany przez Lecha Kaczyńskiego przy zaangażowaniu Jarosława Kaczyńskiego i potem ratyfikowany przez tego pierwszego z wykluczeniem procedury referendum co było przedmiotem jego zabiegów.

W wypowiedziach Saryusz-Wolskiego są także bardzo ciekawe wątki: „Stawiam pytanie, czy w tym nie ma też śladów rosyjskich. Jeżeli w literaturze fachowej mówi się w sposób jednoznaczny o interwencji rosyjskiej w proces demokratyczny w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Czechach, we Francji i Włoszech, to skąd pewność, że nas zostawiono w spokoju? (…) Cześć mediów zachodnich jest wprost w rękach rosyjskich, inne podlegają wpływom, podobnie jak poszczególni autorzy. Czy potężne firmy lobbingowe pracujące dla rosyjskich interesów gospodarczych, gdzie realizuje się państwowe interesy Rosji, nie są aktywne również w tej sprawie?”

Czyli, z tych mądrości Saryusza-Wolskiego wynika, że zarzadzanie światem wygląda następująco: na samym szczycie jest prezydent Putin, który wyznacza rządzących w  państwach typu USA, WB, Niemcy, Francja. Z kolei ci wyznaczeni zajmują się już obszarami mniej ważnymi typu Polska, na które najpewniej Putin nie raczy już nawet bezpośrednio spojrzeć. No w końcu hierarchia jakaś musi być.

„Do Rzeczy” nr 1/2018

„dwaj panowie g” – „Zaczepił nas zaprzyjaźniony Kirgiz, pytając kogoż to Polska do Azji Centralnej posłała. Jak się szybko okazało, chodziło mu o człowieka w MSZ znanego jako ambasador Piaskowy Dziadek, czyli Selim Chazbijewicz. Jest on akredytowany w Biszkeku. Jednak delegację Kirgizów przyjął w Ałma  Acie. Próbował się z nimi dogadać w lingua franca obszaru postsowieckiego, znaczy po rosyjski. Bezskutecznie. Być może dlatego, że używał jedynie polskich słów, dodając do nich rosyjskie końcówki. W końcu litościwie wezwano tłumacza.”

Jak widać, kadry „dobrej zmiany” wołają wielkim głosem o „lepszą zmianę”.

 

„Przegląd” nr 52

„Celem PiS jest władza, której nie odda” –  Karol Modzelewski w rozmowie z Robertem Walenciakiem diagnozuje obecny system polityczny i cele PiS. Modzelewski widzi ewidentne podobieństwa obecnej sytuacji do czasów swojej młodości: „Sądy będą marionetkowe, to już przesądzone. Opór przeciwko temu, ten uliczny, jest słabszy niż latem. Chyba z powodu przekonania, że sprawa jest przegrana (…) PiS ma 50% w sondażach i nie sądzę, żeby prędko to się zmieniło. (…)  Po to buduje się państwo policyjne, żeby społeczeństwo się bało. (…) Ja to wiem, bo byłem w Polsce Ludowej szkolony na ławach oskarżonych. Policja, wówczas milicja, była organem ścigania, stroną procesową, stroną oskarżycielską, Bezpieka – tak samo. Dzisiaj są to odpowiednio: policja i wszystkie służby specjalne. No a przede wszystkim prokuratura była i jest organem ścigania. A w naszych warunkach faktycznym szefem organów ścigania jest pan prokurator generalny Zbigniew Ziobro. Jeżeli on staje na czele sądów, to mamy kwintesencję państwa policyjnego. Państwo policyjne to takie państwo, w którym policjant stoi nad sędzią”

Nie ma jednak u Modzelewskiego energii do oporu przeciw władzy. Tak ocenia możliwe działania władzy wobec swojej osoby: „Poza tym jestem na tyle stary, że może mnie nie wezmą za dupę”.

Skoro taki bojownik ma na uwadze swoją „dupę”, to co maja powiedzieć inni, bardziej strachliwi i młodsi?

„Gazeta Polska” nr 52

„PESCO, czyli Tusk się myli” – Przemysław Żurawki vel Grajewski stara się zlekceważyć próbę budowy europejskich sił zbrojnych, która to inicjatywa została niedawno podjęta pod nazwą PESCO (Permanent Structured Cooperation) co się wykłada jako: stała ustrukturyzowana współpraca.
Te próby budowy europejskiej armii mają długą historię i zaczęły się już w roku 1950. Była to francuska inicjatywa pod nazwą EWO (Europejskiej Wspólnoty Obronnej). Nie doszła ona do skutku głównie z powodu  francuskich zastrzeżeń co do remilitaryzacji Niemiec, co musiałoby być jej skutkiem. Kolejne próby, podejmowane już po roku 1990, także nie dały pozytywnego efektu. Według Grajewskiego: „Istotą PESCO jest kombinacja interesów francuskich i niemieckich. (…) Oba mocarstwa chciałyby w ramach PESCO wypromować swoje przemysły zbrojeniowe. Obecnie PESCO obejmuje 17 przedsięwzięć. Sześć z nich to projekty budowania zdolności (czyli m.in.. zakupu sprzętu. Polska na przykład weźmie udział w opracowaniu europejskich systemów radiostacji programowalnych, którego liderem jest Francja, dwa – szkoleniowe, dwa – w dziedzinie cyberbezpieczeństwa, trzy – marynarki wojennej, a cztery – wojsk lądowych”

Moim zdaniem, po tylu latach prób, pora wreszcie na sukces, tym bardziej, że po usunięciu Wielkiej Brytanii ze Wspólnoty, nie ma już komu sypać piasku w tryby, zaś próby polskiego rządu by zastąpić w tym względzie Anglię zostaną szybko spacyfikowane poprzez groźbę odcięcia funduszy z EU. Unia nie pozwoli na to, że Polska będzie brać pieniądze od mamusi Unii i oddawać je na zakupy uzbrojenia u wujka z Waszyngtonu. Te pieniądze powinny być wydawane na zakupy i projekty realizowane w krajach UE. I to jest zrozumiałe.

Stanisław Lewicki

[Głosów:4    Średnia:4.8/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *