Lubelski PiS nie potępia Bandery

Po dłuższym namyśle przewodniczący Rady, Piotr Kowalczyk (PiS) ostatecznie odmówił wprowadzenia takiego punktu pod obrady. Nie chce też słyszeć, by na na czwartkowej sesji odbyła się dyskusja na ten temat. Podobne stanowisko zajęła większość obradującego w poniedziałek klubu radnych Prawa i Sprawiedliwości, mającego większość w lubelskim samorządzie. Argumenty przedstawiono dwa: że powtórzenie tez z listu otwartego lubelskich autorstwa lubelskich narodowców i przedstawicieli organizacji kombatanckich (https://www.konserwatyzm.pl/artykul/3603/list-otwarty-do-prezydenta-lublina-i-radnych-rady-miasta-lub) „uraziłoby Ukraińców” oraz że przywoływanie zbrodni banderowskich „służy tylko rosyjskiej propagandzie”. 

Na nic zdały się argumenty, że po pierwsze – Ukraińcy sami są ogłupiani, a niekiedy wręcz zastraszani banderowską propagandą i po prostu trzeba im otwierać oczy na jej skutki. Po drugie zaś – że właśnie neo-banderowcy działają na rzecz rozpadu Ukrainy, preferując jej podział i swoje rządy w zachodniej części kraju, gdzie rośnie dla nich poparcie, a więc obiektywnie to oni wpychają resztę tego państwa w ramiona Moskwy. Co więcej, można się też obawiać, że gdyby w wyniku szaleństw szowinistów do rozpadu Ukrainy jednak doszło – to neo-banderowcy z zemsty, czy aby zwalić na kogoś odpowiedzialność – mogliby znowu wziąć się za kilkumilionową mniejszość polską, wciąż zamieszkującą Kresy!

W tej sytuacji z inicjatywą postanowili wystąpić sami radni, proponując własny, nieco złagodzony projekt (w którym nie pada nazwisko Bandery), autorstwa radnego Marcina Nowaka (prezesa Zrzeszenia WiN w Lublinie), a stanowiący wezwanie do wszystkich miast partnerskich Lublina o odcięcie się od zbrodniczej ideologii OUN/UPA. Nie wiadomo jednak, czy wobec oporu kierownictwa klubu PiS i prezydium Rady uda się go w ogóle wprowadzić pod obrady. – Coś tam może przyjmiemy… – skonstatował smutno inny radny PiS, prof. Mieczysław Ryba.

Niestety, nie jest to pierwszy przypadek, gdy część samorządowców prawicowych co najmniej opacznie rozumie pojęcia patriotyzmu i dobrosąsiedzkich stosunków z Ukrainą. Nie inaczej było wszak i w lubelskim Sejmiku – gdy PSL wniosło pod jego obrady uchwałę upamiętniającą ofiary ludobójstwa na Wołyniu – krytyczne stanowisko zajęli właśnie radni PiS. Podobne akty przedkładania neo-prometeizmu nad interes narodowy znane są zresztą w całym kraju. Ciągle też w takich sytuacjach pokutuje ten sam, z gruntu a-logiczny pretekst: “nie zwalczajmy szowinistów, bo to może posłużyć Ruskim!”. Pomijając nawet, że nie wiadomo na czym by miał polegać rzekomy związek tych dwóch spraw – to jest to pogląd opierający się na historycznej i politologicznej ignorancji. Na Ukrainie bowiem były i są siły polityczne jak najbardziej niepodległościowe, konserwatywne i narodowe, zdecydowane zachować odrębność tego państwa i nacji (by wspomnieć tylko tradycję Hetmanatu, badaną z powodzeniem na uczelniach właśnie w Lublinie i Łucku) – i są one uznane za głównych wrogów przez banderyzm, widzący w nich dla siebie konkurencję. A zresztą nawet gdyby argument o „Ruskich” traktować z powagą (na którą wszak nie zasługuje), to przecież ważniejszym jest chyba, że przy takich okazjach jak ta – załatwiamy polskie sprawy i bronimy polskich interesów? Ale cóż, widać dla niektórych ważniejsze jest, żeby choćby w myślach i na niby, ale “zaszkodzić Ruskim”, nawet kosztem Polski – jej historii, godności i żywotnych potrzeb.

Konrad Rękas

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *