Luma: Elita narodowa

            Już widzę jak zwolennicy nacjonalitaryzmu1 kręcą głowami na użyte w tytule słowa ,,elita narodowa”. Nie widzą i nie chcą widzieć żadnej elity, a tylko masę narodową, etniczną, rasową, gdzie wszyscy są równi, a o kształcie państwa decyduje wola narodu. Takie nawiązanie do J. J. Rousseau. Wiadomo jednak, że wola ludu/narodu jest zmienna i skutek takiego zdania się państwa na chwiejną opinię przyniesie efekt podobny do rządów w systemie liberalnym. Rzeczywistą władzę i tak przejmą mądrzejsi i bardziej wpływowi, i będą sterować wolą narodu dla swoich czy obcych potrzeb. W każdym państwie jakaś elita musi być. Nawet państwo bolszewickie, po rewolucji w Rosji, mieniące się wyrazicielem woli ludu czyli m.in. robotnika i chłopa stworzyło elitę, złożoną z działaczy bolszewickich, zaprawionych w bojach ze znienawidzonym caratem.

            Elitę należy budować świadomie, a nie przypadkowo, jak to się nieraz działo. Bywało też gorzej, a mianowicie, że o składzie i świadomości naszych elit decydowały obce państwa. Godzić się ze świadomym budowaniem elit, to znaczy, że trzeba być zwolennikiem hierarchii. Trzeba odrzucić egalitaryzm, który na dobre nigdzie nie zaistniał, ale nadal wielu ludzi takowe hasła głosi. Hierarchia nie oznacza, że będzie jakaś elita z urodzenia, jak to było w poprzednich wiekach. Nie oznacza też, że największe wpływy w państwie/narodzie zdobędą bogaci przedsiębiorcy, bo państwo to nie wielka korporacja, której celem jest maksymalizacja zysku.

            Należy zdefiniować interes narodowy, który obecnie jest tożsamy z interesem państwa. Mają to być ponadczasowe cele, które określi się na podstawie analizy porażek i sukcesów wcześniejszych pokoleń i na podstawie oceny teraźniejszości (geopolityka, polityka zagraniczna, społeczeństwo, gospodarka).

            Polskość to ,,sztafeta pokoleń”, to prawda, którą musimy przyjąć, że ,,Wszystko co polskie jest moje: niczego się wyrzec nie mogę. Wolno mi być dumnym z tego, co w Polsce jest wielkie, ale muszę przyjąć i upokorzenie, które spada na naród za to co jest w nim marne”2.  Polskość to nie krew, nie rasa, to historia, kultura i cywilizacja, oczywiście ta łacińska, bo jej jesteśmy częścią. Mamy być na tyle atrakcyjni, by dobrowolnie przyłączali się do naszego narodu ci, którzy nie czują się w pełni Francuzami, Białorusinami, Czechami, etc. W tym celu należy tworzyć państwo, w którym elita będzie tworzona na bazie istoty cywilizacji łacińskiej: Dobra, Prawdy i Piękna. To logika powinna podsunąć odpowiednie rozwiązania.

No dobrze, zapyta ktoś, ale jak stworzyć system, który pozwoli na wyłanianie wartościowych elit? Uważam, że powinno to się odbywać na podstawie trzech obszarów: szkoły wyższe, gospodarka, stowarzyszenia i organizacje pozarządowe.

            Zadaniem uniwersytetów jest dostarczanie w pełni ukształtowanych elit umysłowych kraju. W tym celu dobry poziom powinny prezentować szkoły podstawowe i średnie. Nie należy się bać szkół elitarnych, a selekcja powinna uwzględniać tylko wiedzę i umiejętności danego człowieka. Nie wiem w jaki kierunku idzie reforma Gowina, bo nie mam dostatecznej wiedzy na ten temat, ale krytyka ustawy o szkolnictwie wyższym jest dość powszechna.

Drugim ważnym miejscem kształtowania się ludzi wartościowych, tworzących z czasem elitę narodu, jest gospodarka. Musi ona być odbiurokratyzowana, z niskimi podatkami, z minimalnymi tylko regulacjami. To działalność gospodarcza ma być polem ostrych tarć Polaków, walk cenowych, tysięcy innowacji i pomysłów. Celem takiej gospodarki jest bogacenie się Polaków, a tym samym wzrost potencjału państwa. I jeszcze jest jeden istotny pożytek z wolnej i sprawiedliwie skonstruowanej gospodarki: otóż ludzie bogaci to często filantropia, to finansowanie ciekawych prospołecznych pomysłów, to pomoc kulturze, nauce. Generalnie jest tak, że człowiek, który doszedł do bogactwa za pomocą własnej pracy, oszczędności, dobrym pomysłom, a nie dzięki układom czy środkom unijnym, czuje się bardziej Polakiem i jest bardziej lojalnym obywatelem. Jasne jest, że wspomaga wszystko to, co wiąże się z Ojczyzną.

            Pisząc ten fragment to zastanawiałem się, co powiedzą tzw. realiści. Zapewne, żem naiwny, bo bogactwo zawsze powstawało z bezprawia. Przykład majątków magnaterii w poprzednich wiekach, cinkciarzy za komuny czy osób związanych ze służbami specjalnymi PRL, którzy dorobili się bajecznych fortun w okolicznościach mało wolnorynkowych, czy obecnie znajomych polityków,  ,,wyciągających” umiejętnie unijną kasę na olbrzymie inwestycje. Zaznaczam, że nie piszę o patologiach, ale o tym jak powinno być.

I wreszcie trzecie środowisko, z którego powinno się rekrutować elitę, to wszelkiego rodzaju stowarzyszenia i organizacje pozarządowe. Nie każdy rodzi się naukowcem czy przedsiębiorcą. Są ludzie, którzy realizują się we wszelkiej publicznej działalności, którzy potrafią dać coś z siebie dla społeczeństwa. Są kreatywni, maja pomysły. Ubogacają tym naród polski, który powinien cechować się różnorodnością. Zresztą wszelka działalność pozapaństwowa to istota łacińskości.

            Tak wytworzone elity zapewne będą dobrze przyjęte przez Polaków. Tego nam brakuje. Porządnych elit, którym faktycznie zaufają Polacy, które nie są tworem obcym, ale miejscowym, zakorzenionym w naszej kulturze i w religii katolickiej.

            Obecna sytuacja przypomina mi czasy Polski przedwojennej. W spadku po zaborach otrzymaliśmy masę wybitnych Polaków, których można było nazwać elitą. Niestety ci ludzie byli w pełni ,,wykorzystani” w społeczeństwie i polityce tylko do zamachu majowego. Potem sanacja  obsadziła wojsko, urzędy, władzę swoimi ludźmi. Promowano miernoty, które sympatyzowały z władzą. Efekt był taki, że spora grupa ludzi godnych zaufania została odgrodzona od reszty społeczeństwa. Podobnie jest obecnie. Każda wygrywająca wybory polityczna ekipa narzuca nam swoje autorytety, każąc wierzyć, że to jest elita wszystkich Polaków.

            Zabiegajmy więc o elity mądre, odważne i samodzielne w myśleniu. Niech nie zamykają się na rzeczywistość i w miarę możliwości ją kształtują w dobrym dla nas kierunku.  Contra spem spero.

Jarosław Luma

  1. 1. NACJONALITARYZM (franc. nationalitarisme od nationalitaire — narodowościowy) — neologizm stworzony dla odróżnienia egalitarnych ideologii, głoszących „suwerenność narodu” oraz etniczno-językową i/albo rasową „zasadę narodowościową” (principe des nationalités), od doktryny tradycjonalistycznego nacjonalizmu, uznającego państwo za suwerena i formę bytu „narodu historycznego”, niekoniecznie homogenicznego rasowo, etnicznie i językowo. Cyt za: Encyklopedia ,,Białych Plam”.

2R. Dmowski, Myśli Nowoczesnego Polaka, Wydawnictwo NORTOM 2002, s. 16.

[Głosów:8    Średnia:2.8/5]
Facebook

2 thoughts on “Luma: Elita narodowa”

  1. Ciekawy tekst choć przez młodość Autora trochę naiwny. Słabość polskich elit wynika z odziedziczonego po I RP, zaborach oraz PRL-u klientystycznej postawy Polaków, w której obecne elity stworzyły poprzednie elity w drodze powiązań rodzinnych, towarzyskich, zawodowych.
    Dobry przykład podaje Autor na zniszczenie demokracji parlamentarnej przez Piłsudskiego, dodam, że wymazujący z historii Narodową Demokrację, która w istocie wytyczyła Polakom drogę do Niepodległości, a z niedobitków szlachty i niepiśmiennego chłopstwa stworzyła nowoczesny naród , który zmobilizował (Piłsudskiemu) 900 tys. armię potrafiącą odeprzeć bolszewicką nawałę (Petlura zdołał zmobilizować wtedy 18 tys. ukraińską armię – i to jest odpowiedź dlaczego po I wojnie Polska wywalczyła swoje państwo, a Ukraina nie).
    Zadaniem elit – to opinia Dmowskiego – jest doprowadzenie Polski do szeregu pierwszych państw w Europie.
    Jak to wygląda teraz ? Otóż istotą polityki PiS jest zastąpienie starych elit nowymi. Te nowe pisowskie elity, to najczęściej ludzie, którzy zwykle przegrywali rywalizację z poprzednimi elitami (jak sam Kaczyński), a teraz wykorzystują aparat państwa do wyrugowania poprzednich elit, którym zawdzięczamy – jako państwo, gdyż Polacy z uwagi na słabość gospodarki, czyli swoich zarobków czują mocny niedosyt, stąd obecna pisowska antyelitarna rewolucja – posunięcie się Polski w ostatnich 30 latach do szeregu pierwszych państw Europy, gdzie wyprzedzają nas tylko Niemcy, Anglicy, Francuzi, Włosi i Hiszpanie. O czymś takim Dmowski – znający dobrze narodowe wady i zalety – mógł pod zaborami tylko pomarzyć. Wygląda na to, że za Kaczyńskiego stajemy się znowu problemem Europy, oby nie sprowadzonym – jak dawniej – do “kwestii polskiej”.

    1. Naiwny? Powierzchowny raczej. Nie tu jednak miejsce na rozpisywanie się długim tekstem. Musiałem poruszyć tylko kilka podstawowych spraw. na więcej trza by było kolejnych artykułów…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *