M. Kranz, Średniowieczna symbolika wirydarzy klasztornych, Kraków 2005.

Dorobek historiografii w zakresie rozpoznania zagadnień wiążących się z dziejami średniowiecznego monastycyzmu jest – proszę wybaczyć truizm – ogromny. Poświęcone w/w problematyce badania skupiły się wokół trzech zasadniczych płaszczyzn, którymi są: dzieje poszczególnych konwentów, dzieje całych zgromadzeń zakonnych – niejednokrotnie zawężone do jednej ściśle określonej jednostki terytorialnej, wreszcie reprezentowane przez ostatnie z w/w odrębne typy duchowości. Znacznie mniejszym zainteresowaniem cieszył się jak dotąd otaczający średniowiecznych mnichów świat symboli, ważny o tyle, że w mniejszym lub większym stopniu bezpośrednio dotykał codziennego funkcjonowania poszczególnych wspólnot i posiadał głębokie zakorzenienie w Biblii oraz ówczesnym postrzeganiu otaczającej rzeczywistości. Opracowanie M. Kranz, napisane z widoczną znajomością problemu, winno spotkać się w związku z powyższym ze zrozumiałym zainteresowaniem.

Całość opracowania podzielona została na jedenaście rozdziałów. Autorka słusznie rozpoczęła od omówienia pojęć stanowiących klucz do pełniejszego zrozumienia dalszej części wywodu – w tym przypadku chodzi głównie o „raj utracony”, którego swoistą namiastką, czy też substytutem, miały być klasztorne ogrody w szerokim pojęciu, wirydarze zaś w szczególności. Odbiegając na moment od samego omówienia w/w książki warto zauważyć, że trafność tak sformułowanej konkluzji, jaką wysunęła M. Kranz, dodatkowo wydają się potwierdzać znane przecież nawiązania do raju także w samych nazwach opactw, że wspomnę tylko o cysterskim Paradyżu, którego łacińska nazwa to Paradisum Mariae.

W dalszej części stanowiącej przedmiot niniejszych rozważań pracy napotykamy nawiązanie do korzeni symboliki determinującej kształt i formę założeń ogrodowych, przy czym Autorka rozpoczyna tę część wywodu krótkim opisem znaczenia i roli raju w religiach przed- i poza chrześcijańskich, które miały bezpośredni wpływ na sposób pisania o tym przez pisarzy chrześcijańskich. Tego rodzaju zabiegi są zresztą obecne również w dalszych rozdziałach przy omawianiu określonych aspektów zakreślonej w tytule płaszczyzny problemowej.

Z każdym założeniem ogrodowym wiązała się oczywiście konieczność wytyczenia jego granic, zaznaczanych poprzez wzniesienie muru, płotu, itp. W przypadku samych wirydarzy wewnętrzny charakter ogrodu jeszcze bardziej podkreślał dążenie jego użytkowników do odseparowania ich od reszty świata. Fakt ten miał wymiar zarówno praktyczny, jak też symboliczny. Człowiek odgradzał określony obszar, lecz czynił to nie tylko ze względu nakonieczność wyznaczenia przestrzennych ram funkcjonowania ogrodu, lecz również, nieco bardziej przechodząc już do świata symboli, „porządkował życie, zakreślał bezpieczny i jasny krąg,odgrodzony od przerażającej, bo nieznanej, ‘reszty’, pełnej mroku i cienia”. Swoją rolę i symbolikę zyskiwały tu mury, a nawet bramy. Bardzo istotna w sferze semiotycznej była dodatkowo szeroko rozumiana geometria ogrodu, wiążąca się zarówno z jego kształtem, jak też wewnętrznym rozplanowaniem przestrzennym. Geometrię samą w sobie uważano zresztą za dziedzinę o proweniencji niemal boskiej, jedną z najtrudniejszych nauk dostępnych tylko najświatlejszym umysłom. Nic dziwnego, że poszczególne figury – trójkąt, kwadrat, koło i inne – związane były ze ściśle określonym znaczeniem symbolicznym. Dla przykładu: najczęściej zakładano ogrody na planie kwadratu, który symbolizował m. in. spokój i „był doskonałym przykładem służącym do odzwierciedlenia pierwotnego pokoju i rajskiej bezgrzeszności”. Nie mniej ważną pozycję zajmowało koło, niejednokrotnie modyfikowane, uważane za figurę doskonałą, „atrybut istoty samego Boga”.

Średniowiecze – rzecz ciekawa – przyrównało ogród, tę namiastkę raju utraconego, do ciała Maryi Dziewicy. M. Kranz pisze, że stanowiło ono swoisty „hortus conclusus, ogród zamknięty dla świata zewnętrznego i jego pokus, otwarty zaś na Boga i Jego wolę”. Maryja stanowi tu de facto synonim raju.

Jest oczywistym, że głównym element ogrodu stanowi roślinność. W ogrodzie klasztornym, w tym w obrębie wirydarza, spełniała ona nie tylko funkcję ozdobną czy leczniczą, lecz także – poprzez nadanie jej symbolicznych znaczeń, stawała się elementem podkreślającym sferę sacrum i w sposób bezpośredni nawiązującym do tęsknoty za rajem. Pewne elementy szaty roślinnej miały swoje konotacje semiotyczne w biblijnej Księdze Rodzaju, inne w Księdze Powtórzonego Prawa, kolejne znajdziemy w Księdze Mądrości Syracha… Niewątpliwie bardzo ważnym i ciekawym nawiązaniem stało się odniesienie poszczególnych roślin do symboliki maryjnej (co stanowi zapewne logiczną implikację porównania ogrodu do ciała NMP). Jak pisze w swojej recenzji omawianej książki prof. Łukasz Trzciński: „Rośliny ogrodu wyrażały (…) różne aspekty postaci Maryi”. Zarówno jej przymioty (np. lilia oznaczała niewinność), jak też cechy zewnętrzne (np. naparstnica „dzięki swemu wyglądowi spełniała również rolę dokładnie dopasowanych rękawiczek Matki Bożej”; inne exemplum: „aby dopełnić wyglądu i wygody Matki Bożej, ‘kwiecista’ wyobraźnia średniowieczna okryła Ją płaszczem z przywrotnikaoraz malwy”).

Ważny element wirydarza to również woda, niezależnie od tego, w jakiej formie była w nim obecna (studnia, źródło). Jej nawiązanie do raju jest bardzo wyraźne: wszak istniało tam nawadniające stworzony ręką Boga ogród źródło, z którego brały swój początek cztery biblijne rzeki: Piszon, Gichon, Chiddekel i Perat. Co więcej: woda to – w nawiązaniu do chrztu – także symbol życia i oczyszczenia, ponadto jeszcze jedno przypomnienie Bogarodzicy, „którą nazywano ‘rzeką pokoju i łaski’”.

Dopełnieniem wywodu jest bogaty, oparty o źródła materiał ilustracyjny, a także 4 appendixy: przytoczony w polskim tłumaczeniu Hortulus Strabona, dalej sporządzony przez autorkę plan wirydarza klasztoru w Lüneburgu, Capitulare de villis imperialibus, Anno 812, wreszcie zestawienie nazw roślin z podaniem nazw łacińskich oraz nazewnictwa klasztornego. W tym ostatnim przypadku można niestety mieć jedno niewielkie zastrzeżenie: otóż M. Kranz przytoczyła powyższe zestawienie za jedną ze stron internetowych. Nazewnictwo potoczne, a także onomastyka zakonna podane zostały za tą stroną w języku angielskim. Być może warte uwagi było by tu podjęcie próby przełożenia tego – skądinąd ciekawego – spisu na język polski. Należy wszak podkreślić, że nie jest to przeszkoda w jakikolwiek sposób wpływająca na wartość omawianej pracy, tym bardziej, że identyfikacja nazw rodzimych możliwa jest dzięki podaniu międzynarodowej terminologii łacińskiej.

M. Kranz wszystkie swoje tezy opiera na szerokiej liście przykładów zaczerpniętych z dobrze dobranej i trafnie wykorzystanej literatury chrześcijańskiej, a także pozachrześcijańskiej. Omawiana praca z pewnością zasługuje na wysoką ocenę co do strony merytorycznej, niemniej jednak niezależnie od tego jej dodatkowym atutem jest erudycja Autorki, która sprawia, że skądinąd trudna i bardzo złożona problematyka zaprezentowana została Czytelnikowi w sposób przystępny.

 

 

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.