Majcher: Rozkład kościoła i nowa nadzieja

Czy nie czujemy głębokiego przywiązania albo chociaż sentymentu, kiedy wchodzimy do naszego lokalnego kościoła, do którego co niedziele zabierali nas rodzice, a do którego być może chodzimy do tej pory? Z pewnością, głęboka i żywo rozumiana wiara towarzyszy nadal wielu Polakom, a siłę polskiego katolicyzmu jesteśmy w stanie nadal ujrzeć w świątyniach czy życiu publicznym. Jednakże, nie możemy przejść obok niezwykle istotnego faktu – mit ,,wiecznie katolickiej Polski’’ na naszych oczach umiera. W obecnej sytuacji: niezwykle silnego spadku religijności wśród młodych wiernych, zmniejszenia się frekwencji na mszach, coraz większej laicyzacji instytucji publicznych i kultury, ,,komercjalizacji’’ sakramentów czy silnej nieufności do kościoła, nie możemy już być pewni, że katolicyzm rzymski zawsze będzie w Polsce religią dominująca. Obok tego osłabienia, które w formie tzw. ,,twardej sekularyzacji’’ szczególnie odciska swoje piętno na młodszym pokoleniu, pojawia się coraz większa tendencja do dekonstrukcji tradycyjnego nauczania i formuły Kościoła powszechnego. Zwrócić musimy w tym aspekcie swoją uwagę na niemiecką ,,drogę synodalną’’, którą dziennikarz Bernhard Meuser określił mianem ,,synodu zbójeckiego’’. To, w jakim kierunku zmierza dzisiaj katolicyzm niemiecki jest dobrą lekcją dla kościoła w innych krajach – również w Polsce – pokazującą, że kościołowi nie tylko potrzebne jest rozwiązanie problemów wewnętrznych, ale także wyjście z silną ewangelizacją, która będzie w stanie odpowiedzieć na wyzwania współczesnego świata w duchu afirmacji życia, rozwoju duchowego oraz tradycyjnej nauki cnoty.

Ustawić kościół na przyszłość

Proces reform wewnątrz niemieckiego kościoła, określony mianem ,,drogi synodalnej’’ od początku budził wiele zastrzeżeń, a przyrównywanie go do ,,schizmy’’ pojawiało się w opinii publicznej nierzadko. Okazuje się bowiem, że sama droga nie tylko stała się swego rodzaju formą emancypacji z hierarchicznej struktury kościoła rzymskiego, ale też zaczęła podważać wiele z kluczowych elementów nauczania katolickiego. Wśród postulatów wysuwanych przez uczestników ,,drogi synodalnej’’, podczas zebrania plenarnego we Frankfurcie nad Menem, które obradowało od 2 do 5 lutego, znalazły się m.in. zmiany w kwestiach etyki seksualnej, postulat udzielania święceń kapłańskich kobietom, zniesienie obowiązkowego celibatu dla księży i „demokratyzację” władzy w Kościele. Do tego Niemcy uważają, że papież powinien m.in zgodzić się na stosowanie przez katolików sztucznej antykoncepcji czy uznać aktywność seksualną osób tej samej płci za normalną i jawnie występują z postulatem zmiany w Katechizmie Kościoła Katolickiego w tym zakresie. Zresztą tradycyjne nauczanie kościoła podważają już nie tylko świeccy członkowie ,,drogi’’ ale także biskupi. Kardynał Jean-Claude Hollerich, arcybiskup Luksemburga stwierdził, że należy „zrewidować” kościelne nauczanie na temat homoseksualizmu i zmienić Katechizm. Chociaż, czy jest w ogóle taka potrzeba? W końcu niemieccy duchowni sami, zupełnie pomijając to, jakie jest stanowisko kościoła w tej sprawie, udzielają błogosławieństwa parom żyjącym w związkach jednopłciowych. Ale to nie wszystko! W wielu niemieckich diecezjach błogosławienie par homoseksualnych jest normą, akceptowaną przez biskupów. Dwaj księża, którzy w liście do przewodniczącego Episkopatu Niemiec, zaapelowali o wypracowanie jednolitego podejścia w sprawie błogosławienia związków jednopłciowych, aby żadni biskupi nie mogli przeciwko takiemu błogosławieniu protestować, wspominają, że w wielu niemieckich diecezjach, błogosławienie par homoseksualnych nie jest niczym złym. Jako przykład podali diecezje Münster oraz Essen, w których biskupi Felix Genn i Franz-Josef Overbeck zapowiedzieli publicznie, że nie będą wyciągać żadnych konsekwencji wobec księży udzielających błogosławieństw parom homoseksualnym. Niestety, tego problemu zdaje się nie widzieć papież Franciszek, który wzorując się na niemieckiej ,,drodze synodalnej’’ , wspiera proces synodalny na całym świecie. W 2021 r. cały Kościół powszechny rozpoczął kilkuletni proces tego rodzaju, który zakończy się Synodem Biskupów w roku 2023. Dyskusję mają dotyczyć ekumenizmu i przyszłości kościoła. Czy pójdą one tą samą drogą, którą poszli Niemcy, czy jednak globalna ,,droga synodalna’’ nie pokusi się o zasadnicze podważenie fundamentalnych prawd nauczania kościoła? Czas pokaże, choć optymistycznie nastawieni być nie możemy, patrząc na brak reakcji stolicy apostolskiej na ekscesy dziejące się w Niemczech.

Oczywiście, nie wszyscy biskupi w kraju nad Renem akceptują niemiecką ,,schizmę’’ . W pewnym momencie, Biskupi położonych w Bawarii Pasawy i Ratyzbony uznali, że współpraca w ramach ,,drogi synodalnej’’ nie jest już możliwa, ostro potępiając nowinkarskie poglądy przeważającej części obradujących. Jak stwierdzili duchowni: „Tezy zaadaptowane przez zgromadzenie uderzają w jedność Kościoła i prowadzą w ślepą uliczkę”. W podobnym tonie wypowiada się były prefekt Kongregacji Nauki Wiary, Kardynał Gerhard Müller, wzywając Watykan do interwencji w Niemieckim kościele w zakresie idei głoszonych przez uczestników ,,Drogi Synodalnej’’ . Jednak ta krytyka wydaje się nie powstrzymywać hierarchów kościoła w Niemczech i świeckich wiernych, którzy chcą stworzyć ,,towarzystwo ekumeniczne’’, odrzucając nauczanie, na którym budowany był kościół przez wieki. Poprzez: ,,ustawienia kościoła na przyszłość’’, Niemieccy katolicy chcą wymazać z kościoła to co w nim najważniejsze – Boga.

,,Polska bez Boga?’’

O ile problem ,,fajnizacji’’ i liberalizacji nauczania kościoła i jego doktryny nie występuje powszechnie w Polsce, to w naszym kraju musimy mierzyć się z procesami, które na zachodnie zaszły już dawno a, które w u nas dopiero nabierają tempa. Chodzi oczywiście o stopniowa sekularyzację i laicyzację społeczeństwa. Odchodzenie do wiary następowało w Polsce przez ostatnie 30 lat w sposób znacznie bardziej spowolniony niż w innych krajach europejskich. Niestety, koniunktura ostatnich lat udowodniła, że proces sekularyzacji, przynajmniej wśród młodego pokolenia, znacznie przyśpieszył.

Jak wynika z badania CBOS w latach 1992-2021 odnotowano poważny spadek poziomu wiary religijnej i praktyk religijnych. Najgwałtowniej spada liczba praktykujących osób w wieku 18-24 lata – z 69 proc. do 23 proc. Dane te są mocno alarmujące, a patrzą na frekwencję młodych ludzi na Strajkach (niektórych) Kobiet czy innych tego typu wydarzeniach powinniśmy sobie zadać pytanie, czy proceder odchodzenia młodych ludzi od kościoła który dr. Błażej Skrzypulec określa mianem ,,twardej’’ sekularyzacji’’ jesteśmy w stanie jakoś odwrócić, lub chociażby zatrzymać? Niestety, znaczna część duchownych kościoła katolickiego problemu nie widzi i nie jest w stanie nawet spróbować znaleźć jakieś rozwiązanie. Część, jak chociażby arcybiskup Marek Jędraszewski, powodów kryzysu wiary wśród młodych doszukuje się wyłącznie we wpływie ,,zewnętrznego świata’’, nie widząc w tym żadnej winy kościoła. Jeszcze inni twierdzą, że problemem jest nadmierne pójście w kościoła w kierunku modernizacji i liberalizacji, objawiające się w ograniczaniu możliwości odprawiania mszy w tradycyjnym rycie Rzymskim. Wydaje się jednak, że zarówno pierwszy jak i drugi czynnik nie wystarczają nam do opisania złożoności zjawiska sekularyzacji młodego pokolenia. Spadek zaufania do kościoła, wywołany również błędami jego członków (w postaci skandali pedofilskich, zbytniego skupiania się na pieniądzach czy instrumentalizacji religii) jest bardzo poważnym problemem, i wielu ludzi, właśnie z powodu kryzysu w obrębie instytucji kościoła, od niego odchodzi. Z kolei problem zbytniego ,,upiększania’’ nauczania katolickiego dotyka przede wszystkim tych, którzy wierzą, ale nie praktykują, czyli stali się ofiarami tzw. miękkiego sekularyzmu. W tym przypadku jednak, znaczna większość młodzieży w ogóle nie ma kontaktu, z wiarą w jakiejkolwiek formie.

To, że staramy się uprościć nauczanie kościoła, i nie przekazujemy wiary w formie żywej i prawdziwej to jedno. Ale bez-religijność młodego pokolenia nie zostanie zmieniona tylko przez to, że uczynimy nasze nauczanie bardziej tradycjonalistycznym. Nie piszę tutaj, żeby iść z duchem czasu. Tego nie można robić nigdy, a przykład kościoła w Niemczech dobitnie to pokazuje. Jednakże, jeśli chcemy dążyć do jak największego odnowienia wiary wśród młodych, musimy im przekazywać ewangelię i wiarę w sposób żywy, nie występujący w ciągłym przepisywaniu notatek na religii w szkole. Żywa wiara objawia się w sakramentach, Piśmie Świętym, modlitwie, eucharystii oraz w życiu pełnym Boga. Moim zdaniem dawanie przez katolików świadectwa właśnie takiej wiary jest kluczem do powrotu religijności. Grzegorz Górny wymienia trzy kanały wychowania do wiary: rodzina, kościół i kultura w tym szkoła. Obecnie, wszystkie te trzy kanały znajdują się w kryzysie i nie możemy temu zaprzeczyć. Jeśli będziemy w stanie odbudować siłę tych trzech środowisk, możliwość nawrócenia młodego pokolenia będzie w naszym zasięgu. Katolicyzm kulturowy, objawiający się tylko w realizacji praktyk religijnych i czynności z nią związanych ,,z przyzwyczajenia’’ lub ,,bo rodzice mi kazali’’ nie jest prawidłowo pojmowaną katolicką formą wiary. Wiara nie może być zbudowana tylko na sentymencie czy przyzwyczajeniu, musi być oparta przede wszystkim na miłości – miłości do Jezusa Chrystusa i jego nauczania.

Ewangelia życia

Jak wcześnie wspomniałem, rozwiązaniem obecnego kryzysu nie może być ,,dostosowanie’’ nauki i tradycji kościoła do współczesnej rzeczywistości. Jednocześnie katolicy nie mogą zamknąć się w swoich parafiach, jak w jakiś oazach i zerwać całkowicie kontakt z rzeczywistością. Nie tak czynił Chrystus, którego najważniejszym elementem nauczania była rozmowa z ludźmi. Kościół jest instytucją, której cel nie jest z tego świata, a tylko się w tym świecie realizuje, a realizacja tego celu zależy w zdecydowanej mierze od nas – osób wierzący. Przewodnią rolę w odnowieniu wiary muszą odegrać świeccy katolicy, którzy będą w stanie nie tylko oczyścić kościół, ale także skierować go na właściwie tory.

,,Każdy kto żyje i wierzy we mnie nie umrze na wieki’’ – my ludzie, stworzenia na obraz i podobieństwa Boga, możemy stać się dzisiaj głosicielami Ewangelii i nauczania Chrystusa oraz temu musimy się poświęcić. Piękne świadectwo daje nam Ewangelia życia głoszona przez Jana Pawła II w jego Encyklice Evangelium Vitae. Życie ludzkie staje się niesamowitą wartością, jest bowiem podstawowym warunkiem uczestnictwa w życiu wiecznym. Człowiek staje się tutaj uczestnikiem Bożej łaski, która pozwoliła nam być częścią tego świata. Życie jest świadectwem miłości Jezusa, który umarł za nas na krzyżu abyśmy mogli docenić jego wartość. Jednakże ludzka egzystencja jest ułomna a sam człowiek często nie docenia niepowtarzalności i świętości życia. Powszechna jest w naszej rzeczywistości aborcja, eutanazja czy pogarda dla życia chorego lub słabego. Tutaj pojawić się musi wiara, niesamowite świadectwo piękna życia przekazane nam przez Boga. Życie to, nigdy nie powinno być jednak nastawione tylko na spełnianie materialnych potrzeb. Skoro ma ono charakter święty, to powinno być też oddane wyższym sprawom. Rozwój duchowy – tak bardzo zaniedbany przez wielu współczesnych katolików – musi stać się integralną częścią naszej afirmacji życia. Tym samym, w obliczu wrogości świata, ale także bezczynności wielu ludzi na krzywdę wobec godności człowieka, Ewangelia życia musi stać się naszym głębokim źródłem wiary jako świadectwo miłości Boga, który stworzył człowieka i dał mu szansę czynić dobro, nie zapominając, że w Ewangelii życia zawarta jest prawda o ułomności ludzkiej egzystencji, w której może nam pomóc tylko Jezus Chrystus.

Co się z tym wiąże? Najpierw musimy dostrzec coś co wielu ludziom – zarówno wierzącym jak i niewierzącym – umyka. Wokół nas funkcje świat, który zdaję nam być na pierwszy rzut oka piękny, pełen szczęśliwych i zadowolonych ludzi. Jednak, jeśli przyjrzymy mu się uważnie, dostrzeżemy zupełnie inną prawdę. W obecnym społeczeństwie co rusz możemy spotkać osoby, które C.S Lewis nazywał ,,Ludźmi bez torsów’’. Materializm, konsumpcjonizm, pogarda dla piękna, kult pieniądza i seksu, to wszystko czyni życie człowieka niezwykle płytkim. Czy w takiej sytuacji katolicy nie zostali powołani do większej misji, jaką jest ratunek współczesnego człowiek, który już nawet nie wie co ma ze sobą zrobić? Musimy głosić Ewangelię życia i wiarę katolicką jak najmocniej się da: w rodzinach, szkołach czy w przestrzeni publicznej. Nigdy nie możemy uwierzyć, że efektem obiektywnego procesu dziejowego jest śmierć wiary i religijności, bo jeśli przyjmiemy to do wiadomości, to już przegraliśmy. Możemy być staromodnymi głosicielami Chrystusa i jego nauczania, aby dać współczesnemu człowiekowi miłość i nadzieję. Nie obejdzie się bez refleksji nad nami samymi, zdaniem sobie sprawy z tego, że każdy z nas jest grzesznikiem i popełnia błędy. Jednak, jeśli zrozumiemy doczesność ale jednocześnie wielkość życia ludzkiego, wtedy będziemy w stanie powiedzieć: ,,Dziękuje ci, że mnie stworzyłeś tak cudownie’’ z pełną świadomość znaczenia tych słów.

Dominik Majcher

Click to rate this post!
[Total: 13 Average: 4.6]
Facebook

2 thoughts on “Majcher: Rozkład kościoła i nowa nadzieja”

  1. Wydaje mi się, że trzeba poruszyć jeszcze co najmniej dwie niezwykle istotne sprawy. Mianowicie:

    – Wyraźny wzrost wskaźnika comunicantes przy jednoczesnym spadku dominicantes, co mówi o poprawie jakości uczestnictwa we mszy św. Jednak większa ilość świadomych wiernych kosztem utraty bezmyślnej masy niesie za sobą spore wyzwania.

    – Samobójczy pociąg Kościoła do liberalizmu. Sytuacja ta budzi skojarzenia z rozczarowaniem i oburzeniem konserwatywnych „liberałów”, gdy dowiadują się, że jakakolwiek doza konserwatyzmu jest zbędnych balastem, który czyni ich ukrytą opcją komunistyczną. Największym pomnikiem braku instynktu samozachowawczego Kościoła można ogłosić Amerykę Łacińską, która wobec kościelnego zamiłowania do liberalizmu i uczestnictwa w amerykańskiej krucjacie antykomunistycznej, w bardzo krótkim czasie stała się „zielona”. To się nazywa samobój na własnym podwórku.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.