Majcher: Wyblakły sen o europejskiej potędze

Rzeczywistość międzynarodowa z jaką obecnie mamy okazję się mierzyć wydaje się kierować świat na tory polityki wielobiegunowej, gdzie supermocarstwowa rola Stanów Zjednoczonych zostaję ograniczona na rzecz państwa takich jak Chiny oraz Indie. W tej atmosferze gwałtownie zmieniającej się sytuacji geopolitycznej, demoliberalna Zachodnia Europa zdaje się stać z tyłu. Oczywiście, dalej widoczny jest wpływ Unii Europejskiej oraz silnych jeszcze państw zachodnich np. Francji czy Niemiec na politykę światową jednakże patrząc na przyszłość można dojść do wniosku że Europa coraz bardziej zanika na mapie światowych wpływów. Dlaczego tak się dzieję ? Z pewnością obecny stan Unii Europejskiej dobitnie pokazuje dlaczego Europejska hegemonia – będąca już od dawna na glinianych nogach – zbliża się ku nieuchronnemu końcowi. Projekt Europejski jest odbiciem mentalności Zachodnich Europejczyków ale też dowodem, że jeśli stary kontynent chce przetrwać jako podmiot a nie przedmiot gry światowych mocarstw musi pozostać przy instytucji państw narodowych i nie kierować się w stronę jednego państwa europejskiego.

Nieudane dziecko słusznych idei

Idea integracji europejskiej wyrosła po drugiej wojnie światowej z powodu, wydawać by się mogło słusznego, a mianowicie obawy przed powrotem totalitaryzmu, który tak boleśnie uderzył w Europę w latach 40. XX wieku. Do tego, totalitaryzm komunistyczny dalej istniał na wschodzie a kontynent został otoczony Żelazną Kurtyną, więc obawa była tym bardziej uzasadniona. Architekci programu integracji tacy jak Robert Schuman, De Gasperi czy Adenaur mieli w zamiarze przede wszystkim wzajemne zintegrowanie państw europejskich i połączenie ich w panteonie wspólnych, tradycyjnych europejskich wartości. Byli jednak tacy którzy patrzyli na to w zgoła odmienny sposób. Na przykład Jean Monnet, którego wola budowy wspólnoty europejskiej była uwarunkowana obawą o siłę państw narodowych. Do tego grona dołączył Altiero Spinelli, włoski komunista i zwolennik Stanów Zjednoczonych Europy. Manifest z Ventotene autorstwa Spinelliego, który mówi m.in. o likwidacji państw narodowych, początkowo nie objawiał się intelektualnie w spojrzeniu na projekt europejski większości jego inicjatorów. Chociaż być może intencja, która pojawia się w Manifeście była żywa lecz ukryta – ludzie nie mogli przecież dowiedzieć, że Europejska Wspólnota Węgla i Stali czy później Europejska Wspólnota Gospodarcza są budowane w celu ostatecznej likwidacji podmiotów narodowych i powstania jednego Państwa Europejskiego. My, Polacy nie odczuliśmy tego nawet w 2004r. a powszechne obietnice o dobrobycie, rozwoju przy jednoczesnym zachowaniu narodowych odrębności wydawały się nam idealne i nieskazitelna. W końcu członkostwo w Unii popierał nawet Jan Paweł II, więc jak tu do niej nie dołączyć ?! Myślę, że wielu ludzi, głoszących wtedy te hasła, teraz lub w nie dalekiej przyszłości zda sobie sprawę, że obecny nurt istniejący w Unii Europejskiej to nurt globalistyczny i kosmopolityczny. Wyrażany jest on zarówno przez centrolewicę, liberałów, zielonych, a także w dużej mierze chadeków i  dąży do zniesienia suwerennych państw narodowych i zastąpienia go Stanami Zjednoczonymi Europy.

Zapewne niektórzy czytelnicy, patrząc na to jak dzisiaj ideologicznie prezentuje się Wspólnota Europejska dostrzeże tą antynarodową tendencje. Wydaje się jednak, że znaczna część społeczeństw Europy, no może z wyjątkiem Brytyjczyków, nie widzi jak daleko odsunęła się Unia od swojej pierwotnej wizji poszanowania narodowych odrębności oraz oparcia się o wspólne antyczno-chrześcijańskie dziedzictwo.

Idea Stanów Zjednoczonych Europy jawnie głoszona jest w ramach unijnych instytucji i życia intelektualnego Europy. Guy Verhofstadt, belgijski polityk i postać znana opinii publicznej z krytyki polskiego rządu, napisał w 2005r. książkę Verenigde Staten van Europa, gdzie jasno opowiada za powstaniem Stanów Zjednoczonych Europy. Grupa w Parlamencie Europejskim, z której wywodzi się Verhofstadt– mianowicie frakcja Renew Europe, również na swojej własnej stronie mocno obstaję za ścisłą integracją:,, Jesteśmy silniejsi razem i słabsi osobno’’. Wydaje się że również w postawie szefowej Komisji Europejskiej, Ursuli Von Der Leyen idea centralizacji UE jest żywa, a to jak Unia przywłaszcza sobie coraz więcej kompetencji w postaci np. nakładania unijnych podatków i zaciągania pożyczek pokazuje najdobitniej że państwa narodowe mają zniknąć. Nieważne czy za zgodą narodów europejskich czy bez niej.

Unia Europejska odcięła się również od wspólnego europejskiego dziedzictwa zbudowanego na greckiej filozofii, rzymskiej idei praworządności oraz etyce chrześcijańskiej. Pogarda dla terminu ,,Bożego Narodzenia’’ jest efektem długoterminowego dążenia instytucji unijnych do wyparcia tego co budowało tożsamość cywilizacji europejskiej i stanowiło jej korzenie. ,,Niemodne’’, ,,patriarchalne’’ i ,,dyskryminujące’’  podstawy na których budowany był Stary kontynent zostaną zastąpione przez ,,nowoczesne, europejskie wartości’’  – wielokulturowość, aborcję, eutanazję czy program ruchu LGBT. Na zachodzie Europy to są już ,,wartości europejskie’’, coś co jest istotą bycia Europejczykiem.  Powiedzmy sobie wprost: ideologiczny kurs w UE, który widzimy a pod którego ostrzałem są kraje które próbują pozostawać przy europejskich fundamentach, jest wyrazem sloganu ,,precz z nami samymi’’. Unijne instytucji przesiąknięte są wrogością do tradycyjnych wartości cywilizacji zachodniej, jej kultury i dziedzictwa.

Demokracja, której nie ma

Powszechnie głoszone są przed unijnych polityków frazesy o ,,demokracji’’, którą należy chronić i której gwarantem jest istnienie unijnej wspólnoty. Jednakże, patrząc głębiej w to jak funkcjonują unijne instytucje, demokracji nie znajdziemy. Główne i najważniejsze instytucje unijne a więc Komisja Europejska oraz Rada Europejska nie pochodzą z wyborów, a organ, który jest wybieralny czyli Parlament Europejski ma znaczenie niewielkie żeby nie powiedzieć żadne, stając się miejscem gdzie najpełniej może przejawiać marnotrawienie środkami publicznymi. Do tego praca europarlamentu wydaję się nie być tym czym powinna być co najdobitniej potwierdza sformułowana przez dr Marka Migalskiego zasada, że 90 procent członków Parlamentu Europejskiego w 90 procentach przypadków nie wie, nad czym głosuje.

Wykrzykiwanie przez unijnych, niewybranych, urzędników haseł o ,,obronie demokracji’’ i ,,wolności’’ nie mają  potwierdzenia w tym jak unijne instytucje traktują decyzje suwerennych narodów europejskich. Kiedy mieszkańcy Francji oraz Holandii w referendach w roku 2005 odrzucili pomysł ustanowienia ,,Konstytucji  dla Europy’’ zaledwie dwa lata później wprowadzono ją w nieco zmienionej formie w postaci Traktatu Lizbońskiego a w Irlandii w której w wyniku referendum odrzucono traktat, po jakimś czasie przeprowadzono kolejne referendum, żeby tym razem naród irlandzki zagłosował w sposób ,,prawidłowy’’. Tak jak życzą sobie tego unijne elity. W czasach rzymskich mieliśmy do czynienia z ,,komedią Republiki’’ , gdzie pod płaszczem republikańskich instytucji budowano jednowładztwo. Teraz mamy ,,komedię demokracji’’ w Unii Europejskiej gdzie jest ona traktowana jako demagogiczny slogan, którego można użyć kiedy trzeba w jakiś sposób uprawomocnić unijną politykę a za, którym nie idzie praktyczne działanie.

Demokracja, jeśli zakładamy że ma ona w ogóle istnieć, może prawidłowo funkcjonować jedynie w ramach państwa narodowego. Tylko ludzie, którzy są powiązani ze sobą ideą wspólnej przeszłości, teraźniejszości i przyszłości mogą sami decydować o kształcie  otaczającej ich rzeczywistości. Żadnej wartości nie będzie mieć demokracja oparta na głosowaniu na ludzi, z którymi nie jesteś w stanie się identyfikować, którzy nie mieszkają w naszym  kraju, i z którymi nie jesteś związany więzami narodowymi. Jak mogą się czuć obywatele, którzy nie mogą sami realizować swoich narodowych interesów oraz dążeń bo są ograniczani przez urzędnika z Brukseli, który ma zerową legitymizację ale mówi co mają robić władzę państw, które wybrali ? W państwie narodowym problemy są rozwiązane przez mieszkańców połączonych ze sobą wspólną kulturą, językiem, historią i tożsamością, dzięki czemu władza może być w sposób prawidłowy rozliczana a jej zasięg i miejsce jest realnie widoczne w życiu społeczeństwa. ,,My’’, rozumiane jest tutaj jako wspólnota ludzi, którym bliska jest idea sąsiedzkości a którzy nie mogą zaakceptować ingerencji wykraczającej daleko poza ramy kraju i narodu.  Unia Europejska, odbierając suwerennym państwom coraz więcej kompetencji w imię idei centralistycznych, powoduje złość ludzi, którzy nie mogą być kowalami własnego losu a kieruje nim nie ich własny polityk a brukselski urzędnik. Słuszny gniew narastał w Wielkiej Brytanii kiedy 90% prawa uchwalonego przez parlament stanowiło prawo Unii Europejskiej tym samym znacznie ograniczając prawo głosu mieszkańcom wysp. Nic więc dziwnego że Brytyjczycy nie chcieli słuchać ludzi, których nie wybierali i którzy przed nimi nie odpowiadają. Podobna sytuacja dotyczy Polski, jednak czy nasze skłócone społeczeństwo jest w stanie to dostrzec? W obecnej rzeczywistości raczej nie ma na to szans.

Samozniszczenie w imię ideologii

Do jednego z celów wspólnoty europejskiej, przy którym unijne elity dalej obstają, że jest przez UE realizowany należy rozwój gospodarczy. Dostęp wolnego przepływu ludzi, usług, towarów i kapitału z pewnością przyczynił się do rozwoju potencjału gospodarek narodowych, choć najbardziej skorzystały na nim państwa zachodnie wygrywając konkurencyjne z dopiero co rozwijającymi się państwami Europu  wschodniej. Poza tym swoboda przepływu ludzi znacznie ułatwiła emigrację ponad 2 mln Polaków za granicę, co szczególnie dotyka nas obecnie, w momencie kryzysu demograficznego. Jednakże ustanowienie wspólnego rynku europejskiego nie jest jedynym działaniem jakie realizuje Unia w zakresie gospodarki. Do takich działań należą unijne regulacji, których bezsensowność udowodniono już wielokrotnie. Unia reguluje obecnie m.in. wielkość klatek dla kur, moc lodówek, zamrażarek, odkurzaczy, czajników i kosiarek, wprowadzenie świadectw energetycznych budynków, obowiązek dolewania biopaliw do paliw, montowanie katalizatorów w autach czy czujników ciśnienia w oponach nowych samochodów. Do tego Unia np. realizuje pomysł aby właściciele hulajnóg czy deskorolek o napędzie elektrycznym mieli obowiązek wykupienia ubezpieczenia OC.

Problem unijnych regulacji i ich absurd posiada dość szeroką literaturę więc nie chcę głęboko opisywać tutaj tego tematu. Zainteresowanego czytelnika zachęcam do sięgnięcia po książki Socjalizm według Unii oraz Dziesięć lat w Unii. Bilans członkostwa autorstwa Tomasza Cukiernika które dość wyczerpującą opisują ten problem. Jednakże destrukcyjną dla gospodarki politykę Unii Europejskiej jesteśmy w stanie dostrzec w wielu dziedzinach a obecnie coraz bardzie dostrzegamy to w polityce Unii względem europejskiego rolnictwa.

Jednym z celów Wspólnej Polityki Rolnej (WPR) było wsparcie drobnych i średnich rolników jako tych którzy produkują żywność najwyższej jakości. Jednakże, okazało się że szlachetna polityka rolna UE osiągnęła cel dokładnie odwrotny od zamierzonego. Bowiem subwencje dla farm podniosły cenę ziemi a więc jej dzierżawę, karząc w ten sposób drobnych producentów. Jak podaję w książce Zielona filozofia Roger Scruton Unia wypłaca dotację ponad 100 tysiącom różnych farm i gospodarstw, z czego pierwsza setka odbiorców otrzymuje ponad 23% całości, podczas gdy dolne 50% pobiera łącznie zaledwie 2,6%n . Do tego regulacje unijne mocno uderzyły w wiejski styl życia, zdecydowanie bardzie przyjazny środowisku niż model uprzemysłowionej uprawy czy hodowli. Koszty jakie ponosimy ze względu na unijną politykę rolną są powszechnie znane:, zanik małych gospodarstw i lokalnych gospodarek żywnościowych, tworzenie nadwyżek, dumping cenowy i marnotrawstwo, erozja i jałowienie gleby, niszczenie siedlisk i korytarzy dzikiej zwierzyny czy spadek bioróżnorodności. Mówi się jak bardzo unia pomogła polskiej i wsi i polskiemu rolnictwu, jednak patrząc szerzej, w porównaniu do momentu kiedy wstąpiliśmy do Unii nie widać wywołanego jej polityką gwałtownego wzrostu produkcji rolnej. Wręcz przeciwnie, w dziedzinach takich jak uprawa ziemniaków czy hodowla bydła widoczny jest spadek.

Ponadto unijni urzędnicy w swoim oderwaniu od rzeczywistości szykują obecnie program który, jeśli by został zrealizowany, pogrzebałby suwerenność żywnościową całej Europy. Mowa tu oczywiście o ,,Europejskim zielonym ładzie’’ w ramach, którego Unia dąży m.in. do zmniejszenia stosowania pestycydów chemicznych o 50%, ograniczenie stosowania nawozów sztucznych o 20% czy przeznaczenie do 2030r. co najmniej 25% gruntów rolnych na rolnictwo ekologiczne. Organizacje rolnicze takie jak Copea-Cogeca czy polska Krajowa Rada Izb Rolniczych krytycznie wypowiedziały się o tych uderzających w rolnictwo propozycjach, a według oceny, jaką przedstawili eksperci Departamentu Rolnictwa Stanów Zjednoczonych, unijna strategia doprowadzi do zmniejszenia unijnej produkcji rolnej o 12%, spadku dochodów rolników o 16% oraz zwiększenia cen żywności 17 %. Czy jednak można się spodziewać czegoś innego po urzędnikach, którzy są zupełnie oderwani od rzeczywistości a swoją politykę realizują w imię ideologicznego fanatyzmu ? Pytanie retoryczne.

Po stronie państwa narodowego

Dlaczego powinniśmy bronić państwa narodowego przed globalizmem i kosmopolityzmem w unijnym wydaniu ? Państwo narodowe staje się instytucją która może pozwolić na harmonijny rozwój społeczeństwa a także zapewnić nam ochronę praw i wolności. Wspólnota, połączona tzw. lojalnością przedpolityczną czyli wspólną kulturą, językiem, tradycją i ceremoniałem może w ramach państwa narodowego realizować swoje cele, a poczucie przywiązania, które wyrasta z idei sąsiedzkości – poczucia że mieszkamy tu, i jest  to nasze wspólne miejsce zamieszkania, które chcemy zachować, pozwala nam na współpracę między ludźmi, którzy żyją wokół nas. Szerzej patrząc, Istotą obywatelstwa jest współdziałanie z ludźmi, których nigdy nie widzieliśmy na oczy, ale z którymi łączy nas poczucie narodowej tożsamości i lojalności. Prawo potrzebuje granic, gdyż jurysdykcja może być realizowana tylko w określonej przestrzenni terytorialnej. Prawo,  nakładające na wspólnotę sieć zobowiązań oraz uprawnień, które uchwala legislatywa lub inny organ w ramach państwa narodowego jest w stanie przystosowywać się do zmiennych warunków życia społecznego. Natomiast konstrukcję, wyjęte z terytorialnej przynależności napotykają na podstawowy problem – nie widać w ich ramach żadnej więzi lojalności czy poczucia obowiązku, która pozwalałaby na uformowanie się trwałego porządku. Wręcz przeciwnie – okazuje się, że nas i mieszkańców innych krajów nie łączy nic poza może wspólną religią. Wtedy prawo nie zostaje przystosowane do realizacji celów narodu tylko staje się abstrakcyjnym kodeksem ,,praw człowieka’’ bez poczucia żadnego osadzenia w rzeczywistości społecznej.  Dlatego też Joseph De Maistre pisał że często zdarzało mu się spotkać Francuzów, Włochów, Niemców i Rosjan – ,,ale w całym moim życiu nie spotkałem Człowieka’’

Dlatego że system prawny najlepiej działa w ramach państwa narodowego, obejmując obszar połączony więzami przywiązania terytorialnego staję się on też instytucją, która pozwala na utrzymanie się wolnorynkowej gospodarki. Wolny rynek, oparty na dobrowolnych umowach, nie może funkcjonować bez państwa, które będzie stać na straży realizacji tych umów. Oczywiście, historia wielokrotnie pokazywała szkodliwość państwowej ingerencji w rynek w postaci tworzenie państwowych monopoli, regulacji cen, emisji pieniądza itd. Jednakże wydaje się, że w obecnej rzeczywistości, gdzie coraz większy wpływ mają globalne korporacje o tendencjach monopolistycznych, państwo jest w stanie jako jedyne schować  swoich obywateli pod płaszczykiem prawa, który ochroni nas przed samowolą i bezprawiem wielkich koncernów. Ordoliberałowie wykreowali odpowiedzialny pogląd na temat roli państwa w gospodarce nie odrzucając a priori ingerencji państwa w procesy ekonomiczne, które powinno być przede wszystkim nastawione na kształtowanie ładu gospodarczego  (Ordungspolitik).  Państwo winno odgrywać rolę twórcy ram porządkujących przebieg procesu gospodarowania a nie bezpośrednio ingerować w procesy gospodarcze gdyż, jak ostrzegali Kirk, De Maistre czy Burke – może się to bardzo źle skończyć.

Bronię więc państwa narodowego jako narzędzia – będącego owocem wytworzenia się specyficznej tożsamości – które jest w stanie połączyć ludzi powiązanych ze sobą poczuciem wspólnoty i otoczyć siecią prawa, która chroni jednostkę przed niepożądaną ingerencją i stanowi skuteczną formułę służącą do zagwarantowania nam wolności i możliwość do zachowania ukształtowanego historycznie wspólnego dziedzictwa. Atak wymierzony na instytucje państwa przez kosmopolitów i globalistów jest poważnym zagrożeniem, a Unia Europejska będąc wykonawcą idei imperialistyczno-centralistycznych wydaje się dzisiaj największym zagrożeniem dla suwerenności Polski i innych krajów Europejskich. Sama unia jednak pokazała, że chęć budowy czegoś, bez oparcia o narodowe przywiązanie nie może osiągnąć pożądanych rezultatów. Europa dawno oddaliła się już od swojej pozycji hegemona światowego i musi walczyć o przetrwanie na arenie geopolitycznej. Musimy obronić instytucje państwa narodowej jeśli chcemy aby Europa nie popadła w niebyt jako jeden wielki nieudany eksperyment, pouczający o porażce idei globalizmu.

Dominik Majcher

Click to rate this post!
[Total: 10 Average: 4.9]
Facebook

2 thoughts on “Majcher: Wyblakły sen o europejskiej potędze”

  1. Jest zupełnie odwrotnie niż sądzi autor! Tylko pogłębiona integracja może uratować Unię. Myślałem, że to oczywista sprawa.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.