Masoneria między Napoleonem a Aleksandrem

Około 1813 roku filozof Fichte narzekał, że w niemieckich lożach masońskich można jedynie dobrze się napić i zakąsić. W przeciwieństwie do gnuśnych i sybarytycznych Niemiaszków, w warsztatach lóż polskich wrzała właśnie gorączkowa praca nad przerzuceniem się z orientacji pronapoleońskiej na prorosyjską. Dla wielu oznaczało to także nie mniej gwałtowną ewolucję ideową. Do „Świątyni Izis” księcia Adama Jerzego Czartoryskiego wprowadzali dwaj ongiś czołowi jakobini i republikanie: Andrzej Horodyski i Józef Kalasanty Szaniawski – zwłaszcza ten drugi już nie zatrzyma się w drodze ku konserwatyzmowi, za którym jest już tylko ściana. Jak pisze Ujejski,

„wnet zmiana ta rozszerzyła się na inne loże i w r. 1815 wolnomularstwo polskie stanowi już jednolity front pod sztandarem ‘Anioła Pokoju’ [czyli cara Aleksandra], który je obdarzył swą protekcją i najprawdopodobniej nawet raczył osobiście wstąpić w jego szeregi. (…) Kult Aleksandra zastąpił w lożach polskich kult Napoleona na gruncie powszechnej zrazu wiary, że ten jest ‘budownik nowego świata’ prawdziwy a w dodatku właśnie słowiański. W sierpniu 1819 r. uroczyście zawieszono w loży Braci Polaków Zjednoczonych portret imperatora, a poeta Józef Brykczyński (…) kończy swą kantatę słowami:
Tak Aleksandrze, w tej świątyni tobie
Cześć oddajemy w podwójnym sposobie:
Polską wiernością, kto tylko Polakiem
Mularz mularskim oklaskiem i znakiem.
Cesarz rosyjski, król polski i wolnomularz w jednej osobie stawał się widomym symbolem owego utożsamienia idei wolnomularskiej i polsko-słowiańskiej (…)”.

Po zeskrobaniu rytualnych błazeństw „sztuki królewskiej”, którym ci, skądinąd dystyngowani dżentelmeni, oddawali się z iście dziecinnym zapałem, możemy skonstatować, że nie była reorientacja łatwa, także psychologicznie. „Brat” Kajetan Koźmian, na przykład – klasyk na pozór kostyczny i stateczny referendarz – tak się dopiero co poetycznie zagalopował, że porównując Napoleona do Boga w „Odzie na pożar Moskwy” tę tylko między nimi widział różnicę, że „Bóg (jak głoszą wieszcze) stwarzał co nie było j e s z c z e, Napoleon co j u ż nie było”. Mniej więcej pół roku później sam siebie więc musiał zganić (w „Odzie na upadek dumnego”), że bluźnił deifikując tyrana.

Przypadkiem, ta zmiana orientacji „Braci Polaków” była w owym czasie politycznie roztropna. Niemniej, świat byłby znacznie lepszy, gdyby jedynym zajęciem farmazonów była dobra wypitka i wyżerka.

Jacek Bartyzel

facebook

aw

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *