Materializm kapitalizmu i libertarianizmu

W ostatnim czasie na portalu Konserwatyzm.pl pojawiło się kilka ciekawych tekstów dotyczących libertarianizmu i jego krytyki. Z ust reprezentantów szeroko rozumianej prawicy (np. nacjonalistów czy konserwatystów) często można usłyszeć tezę jakoby immanentna część libertarianizmu – skrajnie wolnorynkowy kapitalizm – był doktryną materialistyczną, w związku z czym libertarianizm jest formą marksizmu (materializm ma rzekomo stanowić wspólną bazę dla marksizmu i libertarianizmu). Taki zarzut pojawił się m.in. w jednym z komentarzy na portalu. Rzadko jednak można spotkać się z uargumentowaniem takiej tezy. Chciałbym ją więc rozpatrzyć.

Czym jest materializm? Koncentrowaniem się na dobrach doczesnych, standardach życia, bez uwzględnienia potrzeb wyższych (duchowych)? Chciałbym na początek przytoczyć słownikową definicję samej ekonomii: «nauka o prawach rządzących produkcją, wymianą i podziałem dóbr w społeczeństwie; też: nauka o racjonalnym gospodarowaniu»[1]. Widzimy teraz dokładnie, że ekonomia z samej swojej definicji jest materialistyczna. Ciężko jest mieć jej to za złe. Ekonomia to nauka, której celem jest znalezienie odpowiedzi na pytanie, który system gospodarczy jest najefektywniejszy i dostarcza najwięcej bogactwa. Ekonomia z samej definicji nie zajmuje się problemami teologicznymi  czy filozoficznymi, dokładnie tak samo, jak tymi problemami nie zajmuje się matematyka – i nie ma w tym absolutnie nic niemoralnego. Każde rozważania ekonomiczne, bez względu na to, do jakich wniosków nas doprowadzą, z definicji są rozważaniami materialistycznymi. Często idealizowany korporacjonizm – tak samo jak demonizowany socjalizm czy kapitalizm – jest tylko sposobem ułożenia relacji pomiędzy podmiotami biorącymi w udział w grze zwanej gospodarką (z kolei taka jest definicja gospodarki: «całość mechanizmów i warunków działania podmiotów gospodarczych związana z wytwarzaniem i podziałem dóbr i usług»[2] – również stricte „materialistyczna”). Jednak ostrożne studiowanie ekonomii podpowiada nam, że nie jest to system najefektywniejszy. Nauką płynącą z poznawania ekonomii jest wniosek, że to kapitalizm gwarantuje największy dobrobyt.

No dobrze – powiedzą przeciwnicy kapitalizmu – ale poświęcanie ludzkiego dobra na ołtarzu efektywności jest właśnie MATERIALIZMEM. Może i kapitalizm lepiej zaspokaja potrzeby materialne, ale co z potrzebami duchowymi? Odpowiedź jest prosta: kapitalizm nie ingeruje w sferę sacrum ani wartości, nie może więc być bardziej lub mniej materialistyczny od czegoś innego. Kapitalizm polega na tym, że właściciel kapitału może nim dobrowolnie rozporządzać. Co natomiast czyni kapitalizm systemem najlepszym z punktu widzenia nie tylko samego posiadacza kapitału, ale szerokich mas ludności jest to, że „nie można osiągnąć zysków, nie zaspokajając potrzeb, a największe zyski osiąga się, zaspokajając najpilniejsze potrzeby konsumentów.”[3] Kapitalizm nie mówi nikomu na co wydawać swoje pieniądze. Wadą (o ile można to tak nazwać) wolności jest to, że posiadacz pieniędzy może je wydać na przykład na usługi, które są powszechnie uznawane za niemoralne, np. korzystanie z usług prostytutek, ale to rolą społeczeństwa jest napiętnowanie takiego zachowania, a nie systemu gospodarczego. Można również większość środków przeznaczać na Kościół czy instytucje charytatywne.

 Antykapitaliści  odpowiedzą, że kapitalizm umożliwia wyzysk człowieka (pracownika) przez człowieka (przedsiębiorcę) natomiast socjalizm jest tak samo bezbożny, bo umożliwia wyzysk człowieka przez państwo. Dlatego jedynym moralnym systemem organizacji gospodarki może być interwencjonizm w postaci na przykład syndykalizmu czy korporacjonizmu, gdzie z jednej strony państwo nie jest właścicielem wszystkich środków produkcji, ale z drugiej strony pilnuje, by te środki nie były narzędziem wyzysku. Odpowiedzi na tak postawiony stan rzeczy dostarcza sama ekonomia. Rzeczywiście, korporacje mogłyby podnieść np. pensje pracownicze, ale tylko kosztem potencjalnych pracowników (np. obecnych bezrobotnych albo osób chcących się przekwalifikować) i konsumentów, bo korporacjonizm to nic innego jak ograniczanie podaży pracy i konkurencji.  Wyższość kapitalizmu jest więc jednoznaczna: w kapitalizmie robotnik rzeczywiście może bardo mało zarabiać jeśli produktywność jego pracy jest niska, ale żeby mało zarabiać musi najpierw w ogóle zgodzić się pracować (nikt nie może zmusić go do pracy). W interwencjonizmie nawet jeśli mało produktywny pracownik chciałby pracować poniżej np. płacy minimalnej to nie może, bo ogranicza go przymus (zmuszony jest nie pracować!).

Antykapitaliści mogą również rzec, że w kapitalizmie przedsiębiorcy kierują się tylko kalkulacją ekonomiczną, tj. spekulacją w jaki sposób zarobić jak najwięcej, wydając jak najmniej. Stawiają więc zysk na pierwszym miejscu. Jednak w ten sposób zdefiniowawszy materializm nie można twierdzić, że materializm stanowi wspólną bazę dla marksizmu i kapitalizmu, bo marksizm w ogóle nie uznaje czegoś takiego jak kalkulacja ekonomiczna, a co za tym idzie – nie uznaje pojęcia zysku finansowego (jeśli wszystkie środki produkcji są wspólne, to nie ma rynku środków produkcji, jeśli nie ma takiego rynku, to nie można ustalić ich ceny i kalkulować[4]). Po drugie: to, że ktoś w pracy zawodowej kieruje się chęcią zysku nie oznacza, że pieniądze są dla niego najważniejszą wartością w całym jego życiu. Można być bogatym kapitalistą, a jednocześnie w sytuacjach codziennych kierować się miłosierdziem i zasadą bezinteresownej pomocy. Na przykład John D. Rockefeller regularnie oddawał część swoich zarobków na cele charytatywne, zarówno kiedy zaczynał ze stawką kilku dolarów tygodniowo jak również wtedy, gdy stał się finansowym potentatem. I po trzecie: jeśli ktoś kieruje się na wolnym rynku chęcią zysku i ten zysk osiąga to znaczy, że jego praca jest pozytywnie oceniana przez konsumentów. Gdyby konsumenci nie cenili sobie tego, co dostarcza im przedsiębiorca i jego pracownicy, to nie kupowaliby tych usług czy towarów, tym samym skazując przedsiębiorcę na ponoszenie strat. Na wolnym rynku ważne jest również tzw. public relations. Oznacza to, że nawet jeśli pracodawca (przedsiębiorca) dobrze spełnia potrzeby materialne klientów, ale do pracowników odnosi się w sposób skrajnie lekceważący (dobrym przykładem jest wspomniany w tekście  p.Salwowskiego szantaż „praca za seks”[5]), to rozpowszechniając taką informację można zniszczyć mu opinię. Ludzie z natury współczują osobom poszkodowanym i większość z nas (nie licząc jakichś zwyrodnialców) dzieli  poczucie choćby elementarnych zasad sprawiedliwości, więc pojawienie się takiej informacji co najmniej zmniejszyłoby obroty przedsiębiorcy.

Podsumowując; zarzucanie materializmu konkretnym systemom gospodarczym jest, moim zdaniem, pozbawione sensu, gdyż każdy system gospodarczy skupia się na materialistycznej stronie ludzkiego życia z samej swojej definicji. Natomiast argument, że w kapitalizmie przedsiębiorstwa kierują się zyskiem nie można uznać za dowód, jakoby materializm był czymś wspólnym dla marksizmu i kapitalizmu, bo w marksizmie zysku w ogóle nie ma. Materializm można zarzucać co najwyżej całym światopoglądom, a więc nie kapitalizmowi jako takiemu, ale libertarianizmowi, który jest całościową ideologią, a zakres zainteresowań ideologii jest szerszy niż zakres zainteresowań kapitalizmu, który jest wyrazem libertarianizmu tylko w zakresie gospodarki.

 Jednak również taka teza jest dyskusyjna, ponieważ sztandarowy ideolog libertarianizmu, Murray Rothbard, „legitymizował” libertarianizm nie profitami finansowymi, ale wolnością, uważając tym samym, że nawet gdyby libertarianizm nie stanowił gwarancji dobrobytu, to on mimo wszystko byłby libertarianinem, ponieważ libertarianizm to Wolność. Z drugiej strony można jednak wskazać, że Rothbard problemy społeczne podporządkowywał prawom rynku, co dobrze widać na przykładzie jego podejścia do kwestii praw dziecka. Zdaniem Rothbarda rozwiązaniem problemu niechcianych dzieci (przynajmniej częściowym) jest wprowadzenie czegoś w rodzaju wolnego rynku dziećmi. To obecna cena maksymalna na dziecko (wysokości 0zł) w dużej części odpowiada za obecne patologie.[6]  Rothbard, jako zwolennik samo-posiadania, uważał, że kobieta ma prawo usunąć ciążę w każdym momencie, bo pozwala jej na to prawo własności do swojego ciała i tego, co jest wewnątrz (a więc wg niego niechciane dziecko jest dosłownie jak intruz i pasożyt). Natomiast po narodzinach dziecka matka nie może go okaleczyć, udusić czy zabić, bo byłoby to inicjowaniem agresji, ale może pozwolić mu umrzeć (na przykład nie karmiąc go).[7]

Jak widać libertarianizm jako całość jest dla konserwatysty nie do przyjęcia, ale osobiście nie widzę powodu, by konserwatyści odnosili się z wrogością do kapitalizmu. Czy redystrybucja dochodów czy narzucanie przedsiębiorcy sposobu prowadzenia własnej firmy nie są łamaniem przykazań „nie kradnij” i „nie pożądaj rzeczy bliźniego swego”?

 

Łukasz Nieroda

[aw]

——————————————————————————–

[1] http://sjp.pwn.pl/slownik/2456425/ekonomia

[2] http://sjp.pwn.pl/slownik/2462496/gospodarka

[3] Adam Heydel, „Gospodarcze granice liberalizmu i etatyzmu”.

[4] Ludwig von Mises, „Ludzkie Działanie”.

[5] https://konserwatyzm.pl/artykul/153/problemy-liberalizmu

[6] Murray Rothbard, „Etyka Wolności”.

[7] Tamże.

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Materializm kapitalizmu i libertarianizmu”

  1. Libertarianizm jest nie do przyjęcia przede wszystkim dla katolików. W kapitalizmie natomiast należy przestrzegać nakazu: Godzien jest robotnik zapłaty swojej (1Tm 5,18 Por Łk 10,7; Mt 10,10).

  2. Tadeusz Marian Ważny – to jakaś bzdura. Z tego co mi się obiło o uszy, jezuici w USA dokonali ładnego połączenia libertarianizmu z katolicyzmem. Sam mam pewien pomysł na przyszłą pracę naukową związany właśnie z tą tematyką. A podany cytat idealnie pasuje właśnie do katolicyzmu, w którym liczą się intencje i libertarianizmu.

  3. @Marcin Sułkowski. Tak, boski nakaz – przytoczony przez Pawła w 1 Liście do Tymoteusza – pasuje do libertarianizmu (jak i do kapitalizmu – bo prawda pasuje do wszystkiego). Jak jednak chce Pan pogodzić z katolicyzmem np. przytoczony w artykule fakt, że „sztandarowy ideolog libertarianizmu, Murray Rothbard, „legitymizował” libertarianizm… …wolnością” i w imię tejże wolności „Rothbard, jako zwolennik samo-posiadania, uważał, że kobieta ma prawo usunąć ciążę w każdym momencie, bo pozwala jej na to prawo własności do swojego ciała i tego, co jest wewnątrz (a więc wg niego niechciane dziecko jest dosłownie jak intruz i pasożyt). Natomiast po narodzinach dziecka matka nie może go okaleczyć, udusić czy zabić, bo byłoby to inicjowaniem agresji, ale może pozwolić mu umrzeć (na przykład nie karmiąc go).[7]”? Libertarianizm jest ze swej natury agnostyczny i ateistyczny (w dodatku kosmopolityczny), i wrogi człowiekowi. Nie ma w nim miejsca na solidaryzm i chrześcijańską miłość (agape), i choćby z tego powodu jest NIE DO PRZYJĘCIA dla katolików.Natomiast uczciwy, sprawiedliwy kapitalizm, myślę, że da się pogodzić z katolicyzmem, czemu dałem wyraz w moim pierwszym, krótkim komentarzu. Pozdrawiam! Tadeusz Ważny

  4. W swoim artykule „Prawdziwe dylematy libertarianizmu. Odpowiedź p. Sułkowskiemu” z dnia 17 kwietnia 2011 Pan Mirosław Salwowski napisał:„W swym artykule pt. „Dylematy liberalizmu” podjąłem się próby udowodnienia, iż najbardziej konsekwentna odmiana liberalizmu, jaką jest libertarianizm, mimo zakładanej przez siebie pozornie prostej zasady, iż władze cywilne nie powinny zakazywać i karać tych czynów, których spełnienie nie wiążę się z naruszeniem wolności osób dorosłych, w swej istocie promuje wizję porządku prawnego i społecznego, w której bezkarne i legalne byłyby różne formy niesprawiedliwości i podłości względem innych. Innymi słowy, wymarzony przez libertarian ustrój depenalizowałby masę zachowań, które co prawda, w sposób bezpośredni, nie gwałciłyby wolności innych dorosłych osób, ale i tak wyrządzałyby im poważną krzywdę. Pan Marcin Sułkowski w tekście „Urojone problemy libertarianizmu” podjął się próby obalenia tej tezy. Niestety próba ta jest nieudana, gdyż więcej niż rzeczowej merytorycznej polemiki jest tam przejawów libertariańskiego myślenia życzeniowego i takowego zaklinania rzeczywistości (np. sugestie, iż wolny rynek załatwi wszelkie problemy, kary i zakazy nie ograniczają występowania zła, etc), przysłowiowego „odwracania kota ogonem” oraz epatowania czytelników oskarżeniami przeciwników libertarianizmu o socjalizm, etatyzm i lewactwo”. Czy i mnie oskarży Pan o to, Panie Marcinie?

  5. @Tadeusz Marian Ważny – mówimy o przełożeniu libertarianizmu, a nie chrystianizowaniu niektórych libertarian. Ja mam pełną świadomość tego, co pisał Rothbard czy von Mises i nie zamierzam bronić pewnych ich tez. Jednakże z libertariańskiego punktu widzenia można i nawet należy argumentować zupełnie odwrotnie w kwestii usuwania ciąży. Natura libertarianizmu nie ma nic wspólnego z ateizmem, bo zakłada elementy takie, jak prawo naturalne będące wynikiem intelektualnego procesu. Agnostycyzm to bardziej epistemologiczna koncepcja, więc to już w ogóle nie ma nic wspólnego z libertarianizmem. Kosmpolityzm? Również bzdura – libertarianizm zostawia wolność jednostkom i to one będą decydowały czy chcą się konstytuować w jakieś wspólnoty etniczne/narodowe/religijne etc. Po prostu nie ma w nim elementu narzucania. Jeśli nie ma w libertarianizmie miejsca na solidaryzm i chrześcijańską miłość, która ma przecież wymiar indywidualny i intencjonalny, to chyba nie zauważa Pan, że to jest kanon libertariańskiej rzeczywistości. Jak chce Pan mówić o uczciwym i sprawiedliwym kapitaliźmie, skoro zakłada Pan jego ograniczenie? To się wyklucza. Nie mam zamiaru nikogo oskarżać bez znajomości całości jego myśli – jestem ostrożny w rzucaniu osądów. Zgadzam się, że libertarianie często używają takich argumentów wobec swoich przeciwników, lecz często nie jest to bezpodstawne – łączą mechanizm równi pochyłej z naturalnymi wynikami socjalizmu, jakimi są zakazy i wtedy wszystko im kolokwialnie mówiąc gra w stawianych zarzutach.

  6. ’…libertarianizm zostawia wolność jednostkom”. Tak, lecz jest to „wolność” typu „róbta co chceta” – bez miłości. Chrześcijanin nie może akceptować takiej wolności, Nie da się pogodzić tak pojmowanej wolności (absolutnej, bez ograniczeń) z chrześcijaństwem. Wolność polega na swobodzie wyboru miedzy dobrem a złem lecz nie bez liczenia się z konsekwencjami wyboru zła. Konieczność liczenia się z konsekwencjami ogranicza wolność, zatem wolność nie może być absolutna. Podobnie kapitalizm – jeśli ma być uczciwym i sprawiedliwym – musi podlegać ograniczeniom (nic tu niczego nie wyklucza). Libertarianizm nie znosi żadnych ograniczeń! Libertarianizm wyklucza istnienie Boga – więc jest ateistyczny. Kosmopolityczny w sensie postawy powiązanej z biernym, obojętnym stosunkiem do tradycji i interesów własnego narodu. Jeżeli w libertarianizmie nie ma miejsca na solidaryzm i chrześcijańską miłość (agape) to czyż nie sanowi to jego kanonu? Dziękuję, że nie oskarżył mnie Pan o „o socjalizm, etatyzm i lewactwo”.

  7. Jeśli chodzi o wolność,to nie ma jakiejś istotnej różnicy między wolnością prawną głoszoną w katolickiej nauce społecznej, a wolnością w libertarianizmie. Ani KNS nie nalega,by wszystkie występki były karane przez prawo ani libertarianizm nie głosi,by wszystkie czyny niemoralne były bezkarne (te,które są bezpośrednio wymierzone w prawach drugiej osoby powinny być wg lib. karane). Różnica jest więc tylko ilościowa-wg KNS trochę więcej występków powinno podlegać penalizacji. Warto też dodać,że brak penalizacji nie oznacza jeszcze braku konsekwencji. Konsekwencjami mogą być też choroby weneryczne, zubożenie i zrujnowanie zdrowia będące wynikiem nałogów. W libertarianizmie żadne państwo opiekuńcze z tych konsekwencji człowieka nie wyratuje. 2. Libertarianizm nie jest ani teistyczny ani ateistyczny,podobnie jak matematyka czy biologia – po prostu nie zajmuje się (nie)istnieniem Boga, tylko sprawami systemu społecznego. Nie jest też kosmopolityczny ani patriotyczny – gdyż zostawia jednostkom swobodę wyboru tożsamości narodowej lub kosmopolitycznej (lib. może też być patriotą – ojczyzna,naród to nie aparat państwowo-biurokratyczny). Co to znaczy,że w lib. nie ma miejsca na chrześcijańską miłość? Jest dokładnie odwrotnie – jeśli ktoś chce wykorzystywać swoje ciało,czas i pieniądze na pomoc bliźnim ma po temu pełne prawo i możliwość. W lib. państwo nie zabiera ludziom środków, które mogą przeznaczyć na praktykowanie miłości bliźniego.

  8. W zasadzie komentarz Jokera wyjaśnił wszystko. Od siebie mogę tylko dodać, że libertarianizm to nie jest właśnie „róbta co chceta”. Myli to Pan, Panie Tadeuszu z libertynizmem. Podobnie libertarianizm nie wyklucza istnienia Boga, ani wiary w niego. Identycznie z kosmopolityzmem, czy patriotyzmem. Libertarianizm po prostu niczego nie narzuca, jednocześnie karząc za przewinienia.

  9. Libertarianizm wyrosły na gruncie protestantyzmu nie może być do przyjęcia przez katolików. Pisałem już , że w katolicyzmie wolność podlega ograniczeniom, których w liberalizmie nie ma. W liberalizmie, w konsekwencji, słabe jednostki mogą jedynie liczyć na jałmużnę (dostana ją albo nie) silnych, którzy swą siłę zbudowali łamiąc wszelkie zasady i nakazy (normy społeczne). Dowodem na to jest bezprzykładna kradzież majątku narodowego i reformy Balcerowicza (Sorosa) w Polsce po roku 1989 – budowa systemu oligarchicznego. Libertarianizm wyrzuca jak największą ilość ludzi na margines życia społecznego (slumsy, bezdomność, ubóstwo, żebractwo) w szczególności w USA, państwach azjatyckich, europejskich, a również w Polsce, gdzie wg GUS ok. 40% obywateli żyje na granicy ubóstwa. Libertarianizm zwalczający państwo idzie na rękę twórcom Nowego Porządku Świata, a tym samym jest systemem zbrodniczym. Argumenty zwolenników libertarianizmu stojące na gruncie protestantyzmu są zwodnicze dla katolików, którzy w tym systemie będą z pewnością obywatelami drugiej kategorii (tak jak w komunizmie). Pozdrawiam i życzę nadal „dobrego” samopoczucia. Tadeusz Ważny

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.