Modzelewski: Psucie akcyzy tytoniowej A.D. 2021

            Zacznę od ogólnego pytania: co jest jednym z najważniejszych tzw. deficytów ustrojowych naszego państwa od co najmniej 15 lat? Odpowiedź jest dość prosta i znana tym, którzy się ową państwowością zajmują: bardzo często brakuje nam tzw. pamięci instytucjonalnej. Organy naszego państwa w większości nie umieją gromadzić, przechowywać i pielęgnować wiedzy niezbędnej dla funkcjonowania szeroko rozumianej władzy. Dotyczy to zwłaszcza władzy pierwszej i drugiej, bo w przypadku sądownictwa jest nieco lepiej, czemu służy ciągłość personalna i brak nadmiernej rotacji kadrowej tak charakterystycznej dla administracji rządowej czy samorządowej. W sposób wręcz rażący rotacja ta charakteryzowała zwłaszcza organy zajmujące się podatkami, gdzie minione dwudziestolecie, a zwłaszcza okres po naszym „wuniowstąpieniu”, był przysłowiowym festiwalem debiutów, gdzie nienachalnie kompetentnych „ludzi z rynku” zastępowały na stanowiskach kierowniczych kolejne pokolenia tzw. korpoludków, którzy chcieli w swojej „cefałce” dopisać jakąś ministerialną funkcję. Były i są tu dobre wyjątki, ale niezbyt liczne. Zmieniały się tylko firmy (oczywiście zagraniczne), które obsadzały odpowiednie stanowiska: jest tu nawet powszechnie znany „podział łupów”. Najbardziej lukratywne kąski (np. informatyzacja) od lat jest w rękach „grupy trzymającej władzę” a politycy i wysocy urzędnicy – niezależnie od tego kto wygrał wybory – realizują program tej grupy i opowiadają na okrągło o tzw. instrumentach informatycznych, które mają jakoby uszczelnić podatki.

Tu demokracja nie ma większego znaczenia: podatkami w ciągu ostatnich dwudziestu lat często rządziła rotująca się grupka „ludzi z rynku” skutecznie blokująca (były wyjątki) większość prób rzeczywistego uszczelnienia tych przepisów podatkowych, które są „inwestycjami legislacyjnymi” ważnych sponsorów (przykładowo: aż dziewięć lat obowiązywała patologia tytułem odwrotnego obciążenia w podatku od towarów i usług, przez którą budżet stracił dziesiątki miliardów złotych).

Podobnie jest w akcyzie, którą faktycznie od lat rządzi kilka zagranicznych koncernów zatrudniających byłych wysokich urzędników, gorliwie i bezceremonialnie chroniących interesy swoich nowych mocodawców. Tu nikt się nie patyczkuje: przepisy likwidujące lub minimalizujące opodatkowanie „ich wyrobów” są przecież „nie do ruszenia”, bo nie po to zainwestowano w Polsce, aby tu płacić akcyzę na europejskim poziomie. Zachowanie owych „inwestorów” jest niekiedy wręcz skandaliczne. Nie bez powodu jeden z posłów nazwał nasz kraj „bananową republiką” po znanych publicznych wystąpieniach jednego z owych „inwestorów” w 2018 r. Przy okazji chcę pozdrowić wszystkich „niezależnych dziennikarzy”, którzy ponoć dostali zlecenia po moim wystąpieniu na Forum Akcyzowym na temat luki dotyczącej tzw. wyrobów nowatorskich: beneficjenci luk w akcyzie nie po raz pierwszy traktują „wolne media” w sposób dość bezceremonialny.

            Czy w takich „okolicznościach przyrody” może powstać pamięć instancjonalna dotycząca akcyzy? Wolne żarty. Czy mogą ją przechowywać byli urzędnicy i eksperci, którzy dali się przekupić (za zmianę poglądów niektórym płacą – miałem już nie raz takie propozycje) lub zastraszyć (obie powyższe formy „perswazji” chodzą w parze)?

Przypomnę więc cząstkę wiedzy na temat racjonalnego modelu opodatkowania papierosów i ich bliskich substytutów (tytoń do palenia). Największym zagrożeniem  dla dochodów budżetowych pochodzących z opodatkowania tych rynków jest oczywiście  kontrabanda oraz krajowa produkcja nieopodatkowanych papierosów: zorganizowanie takiej fabryki nie jest trudne a często bezkarne (władza zatrzymuje tylko zatrudnionych tam szeregowych pracowników). Skoro akcyza przypadająca na paczkę papierosów wartości około 15 zł wynosi prawie 10 zł, potencjalna opłacalność kontrabandy i nieopodatkowanej produkcji nigdy nie będzie zagrożona. Trzeba tylko zapewnić kanały przewozu oraz sposoby dystrybucji detalicznej (to trudniejsze). Możliwości bezpiecznego przewozu nieopodatkowanych papierosów są wręcz nieograniczone (od niewielkich ilości w przysłowiowych bagażnikach do masowego przewozu w kontenerach). Trzeba tylko stworzyć masowe punkty sprzedaży detalicznej, które władza – gdy chce – może skutecznie zwalczać.

Jest tu jednak pewien systemowy pomysł, który może obiektywnie ograniczyć popyt na nielegalną dostawę – trzeba tylko spełnić dwa warunki:

  • muszą istnieć relatywnie tanie lecz opodatkowane papierosy, które będą dostępne dla tych, którzy liczą się z każdym groszem (najważniejsza grupa konsumentów papierosów – biedni palą najwięcej, zwłaszcza gdy nieco poprawia się ich sytuacja materialna),
  • tanie lecz legalnie opodatkowane papierosy muszą być dostępne w każdym możliwym punkcie sprzedaży (od wiejskiego sklepu do stacji benzynowej).

Musi więc istnieć pośrednia i dostępna podaż na rynku „tanich papierosów” obok „drogich papierosów”, przy czym i jedne i drugie są tu towarem opodatkowanym. Jak to osiągnąć? Poprzez odpowiednie dostrojenie trzech elementów konstrukcji stawki podatku:

  • relatywnie niskiej stawki kwotowej przypadającej na sztukę papierosa,
  • wyższej stawki procentowi zrelacjonowanej z ceną detaliczną podaną na paczce,
  • wysokością średnioważonej ceny papierosów, od której liczona jest minimalna kwota akcyzy.

Gdy stawka kwotowa (1) lub wysokość ceny określającej minimalną akcyzę (3) będą zawyżone, „tanie papierosy” staną się w rzeczywistości drogie, a w ich miejsce pojawi się podaż nieopodatkowana. W jaki sposób określić ową proporcję? Tylko empirycznie: gdy w sklepie wiejskim sprzedawane są opodatkowane papierosy a nie kontrabanda spod lady, to znaczy, że przepisy podatkowe kształtowane są profesjonalnie (w interesie publicznym). Gdy ktoś zawyży stawkę kwotową lub minimalną kwotę akcyzy, to dochody budżetowe spadną a zarobią oszuści, bo nikt (w żadnym kraju) nie jest w stanie upilnować masowej sprzedaży detalicznej nieopodatkowanych papierosów, jeżeli podaż opodatkowana jest zbyt droga.

Czy autorzy projektu ustawy o podatku akcyzowym, który został niedawno opublikowany, nie pamiętają o podstawowej prawidłowości? Dlaczego podwyższają stawkę kwotową oraz kwotę minimalnej akcyzy chcąc zastąpić opodatkowanie tanich papierosów kontrabandą? Czy spadną z tego powodu dochody budżetowe? Oczywiście. I to w najtrudniejszym dla władzy roku 2022, bo Polski ład przyniesie z istoty spadek dochodów budżetowych.

Kto jest promotorem powyższego pomysłu? Wieść gminna głosi, że jest to jeden z „zachodnich koncernów”, który od lat chce w ten sposób zaszkodzić swoim konkurentom, dostarczającym na rynek tanie papierosy (ów koncern dostarcza „drogie”). A jeśli ów projekt powstał bez tego rodzaju suflerstwa, to na pewno jest w interesie tych, którzy dostarczają „drogie papierosy”.

Jaki z tego morał? Może trzeba wreszcie przeciąć wszystkie dziwne związki owych „inwestorów” z organami władzy i zacząć odbudowywać pamięć instytucjonalną dotyczącą podatków, zwłaszcza akcyzy. Należy zamknąć drzwi wszystkich (bez wyjątku) gabinetów władzy dla byłych urzędników zatrudnionych aktualnie przez owych inwestorów, którzy działają zgodnie z zasadą: czym gorzej (dla Polski), tym lepiej (dla nich).

                                                                         Witold Modzelewski

Facebook

1 thought on “Modzelewski: Psucie akcyzy tytoniowej A.D. 2021”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *