„Moralnie” dokopać Gowinowi

Dziś wracam do sprawy sprzed kilku tygodni. To jednak sprawa niezwykle istotna i dlatego – choć z opóźnieniem – o niej piszę. Szczerze się ucieszyłem. Bo oto jak doniósł mój ulubiony portal, Nasz Dziennik postanowił zająć się kwestią in vitro. Na łamach tej gazety, teolog moralny, ksiądz prof. Jerzy Bajda, podjął się polemiki z tezami, które w wywiadzie dla KAI zaprezentował swego czasu Jarosław Gowin (tutaj). Wywiad Gowina można przeczytać tutaj.

Gdy chodzi o tezy znanego moralisty, co do ich prawdziwości, nie sposób się z nimi nie zgodzić. To, co razi, to forma prezentacji tych poglądów oraz liczne lucyferyczne odniesienia w tekście. Problem polega jednak na czymś innym. Bo myślę, że ksiądz prof. Bajda, zarzucając ministrowi sprawiedliwości operowanie półprawdami, sam taką półprawdą się posługuje.

To prawda, że katolik, zgodnie z nauczaniem Kościoła, powinien zrobić wszystko, aby zakazano procedury in vitro. Jeśli zaś w drodze przyjętej procedury stanowienia prawa, taki rezultat jest niemożliwy powinien zrobić wszystko, aby prawo to jak najsilniej ograniczało takie zabiegi. W tym sensie rzeczywiście – Jarosław Gowin przeskakuje ten etap. Od razu przygotowuje projekt, który w jego ocenie ma szanse stać się obowiązującym w Polsce prawem, ale przez to od razu jest też owocem kompromisu. W swych pracach Gowin pomija etap pierwszy. Tu prof. Bajda ma rację.

Oczywiście pozostaje pytanie czy w tych warunkach projekt pełnego zakazu in vitro miałby jakiekolwiek szanse powodzenia? Moim zdaniem nie miałby. To pokazuje przypadek projektu, który sam pilotowałem w poprzedniej kadencji. Projektu o pełnym zakazie tej procedury. Projektu odrzuconego już w pierwszym czytaniu. Dzisiejszy parlament jest w sprawach światopoglądowych bardziej nachylony w lewo niż poprzedni. W związku tym uważam, że projekt pełnego zakazu in vitro ma jeszcze mniejsze szanse na ostateczny sukces. Oczywiście, jest to tylko moja ocena. Pytanie, które się tu rodzi jest więc w sam raz pytaniem do księdza prof. Bajdy: Czy jesteśmy zobowiązani zgłaszać ponownie w tej kadencji projekt pełnego zakazu in vitro, mając przekonanie, że ma on jeszcze mniejsze niż ostatnio szanse powodzenia? Czy wystarczy nam poprzeć w pierwszej kolejności projekty Bolesława Piechy, a dopiero później projekt Gowina, który – na to pełna zgoda – ów pierwszy, konieczny etap pomija? Warto by ksiądz prof. Bajda udzielił odpowiedzi na to pytanie.

Jednocześnie jednak ośmielę się zwrócić znanemu moraliście pewną uwagę. Otóż w swoim wywodzie przyjął on postawę Jana Łopuszańskiego z roku 1993. Warto przypomnieć, że wówczas Łopuszański głosował przeciwko obecnej ustawie o ochronie życia, gdyż nie chroniła ona go absolutnie w każdym przypadku. Gdyby takich osób jak Łopuszański było więcej do dziś w Polsce obowiązywało by stalinowskie prawo zezwalające na aborcję niemal w każdym przypadku. Czy osiągnięciu takiego właśnie stanu ma służyć publikacja księdza prof, Bajdy w Naszym Dzienniku? Znany kapłan nie może tego przecież nie wiedzieć. Że drogę tę, która jest dziś oficjalnym nauczaniem Kościoła, wskazał w 1993 roku nie kto inny jak Prymas Józef Glemp. To on zachęcał parlamentarzystów, aby w momencie, w którym całkowita ochrona życia była nie do osiągnięcia, starali się maksymalnie ograniczyć wyjątki od tej reguły. Kilka lat później owa rada Prymasa Glempa znalazła się w papieskiej encyklice Evangelium Vitae, jako oficjalne wskazanie drogi postępowanie dla tych polityków, którzy w swej działalności pragną wypełniać nauczanie Kościoła w tej sprawie.

Ksiądz Prof. Bajda świetnie o tym wie, ale mam wrażenie, że się tym nie przejmuje. Nie przejmuje się tym, bo nie o to mu w tym wszystkim chodzi. Chodzi mu zwyczajnie, aby z pozycji teologa moralnego dokopać Jarosławowi Gowinowi. Jeśli tego chciał to mu się to udało. „Moralnie” dokopał Gowinowi. Tylko co to ma wspólnego z debatą o ochronie życia?

Jan Filip Libicki

www.facebook.com/flibicki

aw

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.