Motas: Opole 2017

Ilość coraz to nowych frontów walki otwieranych przez obecny rząd wprost zadziwia. Rząd PiS-u walczy ze wszystkimi i o wszystko, chociaż najczęściej o prawo do pełnej wszystkiego kontroli. Spory toczone są tak w kraju, jak i poza jego granicami.

O ile te o charakterze zewnętrznym zasługują (i zyskują) w niektórych przypadkach na pełne poparcie ogółu, jak na przykład w odniesieniu do problemu przyjmowania uchodźców, o tyle wywoływane konflikty wewnątrz Polski zdają się być podporządkowane jedynie zasadzie „dziel i rządź”, w myśl scenariusza: podzielić, skłócić, podporządkować. Cóż prostszego, jak napuścić jedną grupę zawodową/społeczną na drugą? Pacjentów na lekarzy, uczniów wraz z rodzicami na nauczycieli, solidaruchów na komuchów, a ogół obywateli na sędziów i prawników?

W debacie publicznej dominuje przekonanie, że PiS wywodzi się z tradycji piłsudczykowsko-sanacyjnej, z jej tromtadracją i autorytarnymi zapędami. Błąd! Źródło tej formacji bije moim zdaniem nieco głębiej, a jest nim duch rewolucyjny, który na przełomie wieków zapładniał i rewolucjonistów – niepodległościowców Piłsudskiego i bolszewików Lenina. Patriotyczno-religijny sztafaż nie ma tu większego znaczenia, nad wszystkim góruje bowiem chęć zaczynania wszystkiego od nowa, destrukcja dotychczasowego ładu połączona z bezceremonialnym przejęciem wpływu na każdą niemal sferę życia, a wszystko to przy ciągłym powoływaniu się na suwerena (dawniej była nim mityczna klasa robotnicza).

Nie brak jednak w obrazie obecnej rzeczywistości, pomimo dość ponurych analogii, także i wątków satyrycznych. Wszak nie od dziś wiadomo, że historia powtarza się najczęściej w formie farsy. Taki humorystyczny walor posiada właśnie najnowszy front. Front walki o „dobrą zmianę” na festiwalu w Opolu. Bezprecedensowe próby ingerowania obecnego szefa TVP w program artystyczny tegorocznej edycji festiwalu spotkały się ze stanowczym „non possumus” ze strony gwiazd polskiej estrady, na czele z nestorką piosenki polskiej Marylą Rodowicz. Ze wsparciem dla artystów ruszyli również niezawodni internauci, którzy w sieci zaczęli umieszczać coraz bardziej przenikliwe komentarze i pomysłowe memy, przewidujące, kogo w tym roku będziemy mogli obejrzeć na konkursie „PiSenki” w Opolu (na chwilę dzisiejszą z lokalizacją w Kielcach).

Pietrzak, Rewiński, Rosiewicz, Eleni, Ivan i Delfin, a także enty skład Czerwonych Gitar, to tylko niektóre z propozycji. Jak wiadomo, większość z wymienionych najlepsze lata twórczości ma już dawno za sobą, na chleb zarabiając odcinaniem przysłowiowych kuponów w TV Trwam, tudzież na partyjnych galówkach. Co ciekawe, większość z wymienionych na długo zanim znalazła się w „toruńskiej stajni”, popularność i rozgłos zyskała właśnie w dobie PRL-u, w malowaniu którego czarną farbą prześcigają się zarówno nasi rządzący, jak i opozycja. Jedyna różnica pomiędzy nimi polega na tym, co dobitnie stwierdził jakiś czas temu prof. Bronisław Łagowski, że antykomunizm, który stał się obecnie naczelną ideologią państwową, działa na korzyść PiS-u z przyległościami (Kukiz), a na niekorzyść PO z przyległościami (Nowoczesna).

Także zatem i w tym punkcie liczne analogie, którymi szermuje dziś opozycja, każące widzieć w rządach PiS-u recydywę PRL-u, mijają się z rzeczywistością. Jeśli już, to można mówić jedynie o karykaturze tego systemu. Systemu, w okresie którego kultura polska święciła swoje największe triumfy, a festiwale w Opolu i Sopocie wywoływały zainteresowanie porównywalne jedynie z premierowym odcinkiem „Stawki większej niż życie”, względnie meczem w piłce nożnej z udziałem polskiej reprezentacji. Dziś na sporą, choć i tak dużo mniejszą, uwagę liczyć mogą chyba tylko kolejne odcinki „Ucha prezesa”…

Maciej Motas

za: mysl-polska.pl

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *